Polacy chcą uprościć wojnę dronową do kliknięcia myszką. TASACK zaskakuje i przeraża

Jedna z polskich premier nowych wojskowych dronów podczas MSPO 2026 zainteresowała mnie od razu. FlyFocus pokazał bowiem TASACK-a, czyli 15-kilogramową amunicję krążącą, która ma wypełnić lukę między stosunkowo prostymi FPV a znacznie większymi systemami uderzeniowymi.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Wojna w Ukrainie wywróciła obraz dronów wojskowych do góry nogami, bo nagle ogromną rolę zaczęły odgrywać tanie konstrukcje FPV, które można produkować masowo. Mam jednak wrażenie, że był to dopiero pierwszy etap tej rewolucji. Dziś zaczyna się bowiem walka nie tylko o to, kto zrobi tańszego, szybszego albo bardziej odpornego drona, ale też o to, kto sprawi, że jego obsługa przestanie wymagać wyjątkowych umiejętności.

TASACK zmienia pilota w operatora celu

Najciekawsza cecha TASACK-a sprowadza się do realiów jego wykorzystania. Zamiast ręcznie pilotować drona aż do samego celu, operator ma wskazywać go na ekranie. FlyFocus opisuje system sterowania jako “point-and-click”, a więc w praktyce próbuje przenieść ciężar zadania z umiejętności pilotażu na elektronikę oraz oprogramowanie pokładowe. Tutaj właśnie widzę sedno całego projektu.

Typowym dronem FPV trzeba rzeczywiście latać. Operator kontroluje przechył, obrót, wysokość i ciąg, obserwując jednocześnie obraz z kamery oraz reagując na opóźnienia, zakłócenia i ruch celu. Ta specyfika wymaga wyspecjalizowanego szkolenia, podczas gdy systemy wspomaganego naprowadzania mogą znacząco ograniczać czas potrzebny na przygotowanie operatora względem klasycznego pilota FPV.

TASACK wpisuje się więc w trend, który już wcześniej było widać przy dronach pokroju tureckiego K2. Coraz ważniejsze staje się nie tylko to, ile dronów można wyprodukować, ale ilu ludzi potrzeba, żeby sensownie wykorzystać je na polu walki.

110 kilometrów zasięgu i atak praktycznie z góry

Nie oznacza to, że FlyFocus zapomniał o kluczowych parametrach. TASACK waży maksymalnie 15 kg, z czego do 5 kg może przypadać na ładunek użyteczny. Rozpędza się do 300 km/h, może pozostawać w powietrzu przez maksymalnie 1,5 godziny, a jego zasięg operacyjny ma sięgać 110 km. Łącze radiowe działa z kolei na dystansie do 80 km.

Czytaj też: Potwór z Malan naprawdę lata. Chiny pokazały maszynę, której nie powinno jeszcze być

Na pokładzie znalazła się stabilizowana głowica obserwacyjna działająca w świetle dziennym lub podczerwieni, dzięki której operator może rozpoznać oraz śledzić cel. Co równie ważne, TASACK nie musi uderzać zawsze w ten sam sposób. Profil ataku można zmienić od praktycznie płaskiego podejścia po niemal pionowe uderzenie z góry, co potencjalnie pozwala dopasować sposób rażenia do konkretnego celu.

Producent deklaruje celność naprowadzania wizyjnego na poziomie 1 metra CEP50, podczas gdy przy ataku wyłącznie na współrzędne wartość ta wynosi 5 metrów CEP50. Trzeba jednak pamiętać, co dokładnie oznacza CEP50 – połowa trafień powinna znaleźć się w promieniu podanej wartości. Nie jest to więc deklaracja, że “każdy TASACK trafia z dokładnością do jednego metra”.

Skutki ataków dronów Shahed-136
Skutki ataków dronów Shahed-136

System korzysta ze wzmocnionego odbiornika GNSS oraz nawigacji inercyjnej INS, a opcjonalnie może otrzymać radionawigację. Przygotowanie do startu ma zajmować około 5-7 minut, a sam start odbywa się z wyrzutni pneumatycznej lub z wykorzystaniem rakietowego wspomagania RATO.

Kliknięcie nie rozwiązuje wszystkich problemów wojny dronowej

Sterowanie typu “point-and-click” brzmi niemal jak broń rodem z gry komputerowej, ale nie oznacza pełnej autonomii. Człowiek nadal identyfikuje i wskazuje cel, a system musi dostać się w jego rejon, utrzymać nawigację oraz poradzić sobie w środowisku pełnym zakłóceń. Jest to szczególnie ważne, bo wojna w Ukrainie pokazała, jak wielkim przeciwnikiem dronów stała się walka elektroniczna.

Czytaj też: Żołnierz wyciągnie samolot z plecaka i przeleci 322 km za linię wroga

Zagłuszanie GPS i łączności radiowej wymusiło rozwój nawigacji inercyjnej, systemów wizyjnych oraz automatycznego naprowadzania w ostatniej fazie lotu. Coraz częściej dron po wskazaniu celu potrafi samodzielnie utrzymywać go w obrazie i kontynuować atak, nawet gdy kontakt z operatorem zostanie utrudniony. TASACK wykorzystuje część rozwiązań wpisujących się w ten trend, ale na podstawie obecnie dostępnych informacji nie wiemy, jak zachowuje się po utracie łącza z operatorem.

FlyFocus chce produkować drony bez oglądania się na Chiny

Druga ciekawa część tej historii dotyczy tego, co znajduje się wewnątrz TASACK-a. FlyFocus podkreśla, że większość podzespołów, a w tym głowica obserwacyjna, powstaje w Polsce. Firma od lat buduje zresztą swoje konstrukcje wokół komponentów pochodzących od dostawców związanych z państwami NATO, unikając tym samym zależności od chińskiego łańcucha dostaw.

PLargonia

Nie jest to byle szczegół, bo pisałem już o tej kwestii przy polskiej amunicji krążącej PLargonia. Współczesna wojna pokazała, że możliwość stworzenia świetnego prototypu ma mniejsze znaczenie niż możliwość produkowania tysięcy kolejnych egzemplarzy bez czekania na elektronikę z drugiego końca świata.

Czytaj też: Wojsko weszło w nową epokę. Amunicja i paliwo przestają rządzić polem walki

FlyFocus dostał w lutym 2026 roku 4,5 mln euro finansowania od ffVC oraz NCBR Investment Fund. Pieniądze mają pomóc m.in. w uruchomieniu nowego zakładu produkcyjnego w Polsce. Firma rozwija już system obserwacyjny Polaris, CableGuard na uwięzi z opcją transmisji danych przez światłowód oraz znacznie większego Strikera przeznaczonego do uderzeń na dystansie około 1000 km, który był zresztą testowany w Ukrainie.

Wojna dronowa może zmienić się bardziej, niż sądziliśmy

TASACK ma osiągnąć gotowość produkcyjną w pierwszym kwartale 2027 roku, więc na razie patrzymy przede wszystkim na obietnicę, a nie system sprawdzony w masowej produkcji. Mimo tego uważam, że jest tu coś znacznie ciekawszego niż kolejny polski dron kamikadze. Shahedy pokazały, co dzieje się, kiedy broń dalekiego zasięgu staje się relatywnie tania. FPV pokazały, co dzieje się, kiedy tani środek rażenia trafia na praktycznie każdy szczebel pola walki. Teraz zaczyna się następny etap – próba usunięcia z równania konieczności posiadania wyjątkowo sprawnego pilota.

Źródła: Targi Kielce, Calibre Defence

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.