Odkąd piszę o typowej amunicji krążącej, czyli dronach kamikadze, miałem wrażenie, że znalazła ona sobie najważniejszy wzór użytkowy. W skrócie? Ma być możliwie tania, prosta, możliwa do produkowania masowo, a przy tym wystarczająco uciążliwa dla wroga, żeby jego systemy obrony powietrznej musiały traktować ją poważnie. Irańskie Shahedy idealnie weszły w ten schemat, bo choć nie zachwycały techniką, nie latały szczególnie szybko i nie przypominały broni przyszłości, to i tak wymagały zastosowania drogich środków przeciwlotniczych. Właśnie dlatego nowy turecki K2 od Baykara wydaje mi się interesujący, bo nie chodzi już wyłącznie o tanią latającą bombę z dużym zasięgiem.



Baykar K2 nie jest zwykłym następcą Shaheda
Firma Baykar zaprezentowała drona K2 publicznie przy okazji SAHA 2026, ale po wcześniejszych demonstracjach przeprowadzonych w kwietniu w ośrodku Keşan Flight Training and Test Center. Dane techniczne od razu pokazały mi coś ważnego – że jest to sprzęt z zupełnie innej półki niż typowy prosty dron do jednorazowego ataku. K2 ma bowiem maksymalną masę startową 800 kg, przenosi głowicę bojową o masie ponad 200 kg, ma latać ponad 13 godzin i osiągać zasięg ponad 2000 km. Do tego dochodzi rozpiętość stałych skrzydeł na poziomie 10 metrów, długość rzędu 5,1 metra i silnik spalinowy o mocy około 100 KM. Prędkość przelotowa tego drona wynosi około 130 km/h, a maksymalna około 204 km/h. Pułap operacyjny wynosi z kolei około 2440 metrów, a pułap maksymalny około 3050 metrów.
Czytaj też: USA usłyszało brutalną prawdę. Generał piechoty morskiej nie szczędził słów o Chinach

Shahed-136 jest zaś symbolem taniej, masowej, jednorazowej broni dalekiego zasięgu, której głowica waży do 50 kg, prędkość wynosi około 150-185 km/h, a zasięg jest zależny od wariantu oraz konfiguracji. K2 jest znacznie większy, cięższy i droższy, a jego rola nie kończy się na dolocie do współrzędnych i eksplodowania na celu. Uważam go bardziej za próbę połączenia amunicji krążącej, szerszego rozpoznania, odporności na zakłócenia i rojowej współpracy w jednym systemie. Nie znaczy to oczywiście, że Shahed nagle stał się nieważny. Wręcz przeciwnie, bo bez Shahedów pewnie nie byłoby tak dużej presji na budowanie podobnych, ale bardziej zaawansowanych rozwiązań. K2 nie próbuje bowiem uderzać w te same struny, co Shahed. Ma wprawdzie zachować część tej logiki, ale dokłada do niej znacznie trudniejsze zadanie – działanie jako fragment większego, sieciowego ataku.
Widać to było już na pokazie, bo w demonstracjach brało udział pięć K2, dziesięć lżejszych amunicji krążących Sivrisinek oraz bezzałogowce Bayraktar TB2, TB3 i AKINCI pełniące role rozpoznawcze oraz komunikacyjne. Maszyny miały wykonywać loty w różnych formacjach, utrzymywać koordynację w roju i działać w układzie kilku warstw, w którym cięższe K2 nie są samotnymi pociskami, lecz częścią uderzenia rozpisanego na etapy. Właśnie tu widać różnicę między prostą amunicją jednorazowego ataku a systemem, który ma tworzyć presję na obronę powietrzną w sposób bardziej sensownym. W takim scenariuszu najpierw do gry wkraczają tańsze i liczniejsze środki, które mają wymusić reakcję radarów, wyrzutni i operatorów. Potem do gry wchodzą średnie platformy, a dopiero na końcu cięższe K2, które mogą uderzać w ważniejsze cele.
K2 to unikalna broń od Baykar, ale nie bez znaków zapytania
Oczywiście na papierze i w konkretnych scenariuszach cała ta autonomia oraz współpraca w roju zawsze wygląda dobrze. Takie loty pokazowe, nawet bardzo rozbudowane, nie są jednak tym samym, czym jest działanie w rzeczywistych warunkach, a więc przeciwko obronie powietrznej, która naprawdę zakłóca, namierza, zwalcza łącza danych, myli sensory i próbuje niszczyć węzły dowodzenia.
Czytaj też: Nie uwierzysz, jak ważna jest ta technologia. Wiem o tym po latach pisania o wojnach

K2 wygląda tym samym na bardzo interesujący system, ale na tym etapie nie mamy jeszcze dowodu, że jego rojowe funkcje zachowają skuteczność w warunkach bojowych przeciwko dobrze przygotowanemu przeciwnikowi. Pewna ma być za to jego odporność na utratę sygnału GPS, bo producent twierdzi, że ten system jest zdolny do pozycjonowania niezależnego od GNSS dzięki dopasowywaniu obrazu terenu. Już tłumaczę – dzięki tej funkcji dron ma porównywać to, co widzi za pomocą sensorów, z zapisanymi danymi terenowymi i na tej podstawie korygować swój lot.
Swoją drogą, to właśnie jest miejsce, w którym K2 faktycznie próbuje wyjść poza prosty model Shaheda. Najtańsze drony uderzeniowe mogą działać masowo, ale ich zależność od nawigacji satelitarnej i dość przewidywalny profil lotu są słabymi punktami. Kiedy wróg potrafi skutecznie zakłócać sygnał, to taka tania broń zaczyna tracić część przewagi. Jeżeli jednak większy dron potrafi utrzymać trasę dzięki kamerom, inercji, dopasowywaniu obrazu i decyzjom pokładowym, to system obrony przeciwlotniczej dostaje trudniejszy cel. Cel taki, którego trudniej po prostu “zgubić” zakłóceniami.

Czytaj też: Przepis na zbrojeniową rewolucję. Jak zrobić coś potężnego z czegoś “głupiego”?
K2 ma też tryby ataku na współrzędne i wizualnego naprowadzania w fazie końcowej, a to sugeruje dwa różne scenariusze użycia. Pierwszy jest klasyczny – uderzenie w znany cel infrastrukturalny lub wojskowy. Drugi jest bardziej wymagający – wykrycie lub potwierdzenie celu przez sensory pokładowe i przejście w atak po wizualnym zablokowaniu obiektu. Tutaj jednak znów pojawia się zastrzeżenie: wykrywanie, klasyfikacja i atak w warunkach pokazowych to jedno, a niezawodne działanie przy maskowaniu, dymie, pułapkach, zakłóceniach i fałszywych celach to drugie. Czy to zbyt dużo? Sam nie wiem, bo od lat śledzę poczynania firmy Baykar, która rozwija ogromną rodzinę maszyn od TB2 po TB3 i AKINCI, więc wiem, że nie jest to byle kolejny producent bezzałogowców.
Źródła: Army Recognition, Baykar Technology

