Przepis na zbrojeniową rewolucję. Jak zrobić coś potężnego z czegoś “głupiego”?

To, co jest stare, niekoniecznie musi być skazane na porażkę. Zwłaszcza kiedy w grę wchodzi broń, bo tak się składa, że nawet starocie przydają się w działaniach wojskowych, ale to wcale nie oznacza, że z takich artefaktów przeszłości nie można zrobić czegoś potężnego. USA właśnie tego dokonały, co wcale mnie nie dziwi, bo jest to akurat rozwinięcie pomysłu, o którym już dawno pisałem w przeszłości.
Bomby JDAM pod MiG-29

Bomby JDAM pod MiG-29

Rozwarstwienie zaawansowania uzbrojenia postępuje z każdą kolejną dekadą. Dziś jedna rakieta manewrująca potrafi kosztować tyle, co mała flota dronów albo wiele klasycznych bomb lotniczych, ale sam zasięg nadal pozostaje wartością, której nie da się zignorować. Właśnie dlatego najciekawsze rozwiązania powstają dziś nie zawsze tam, gdzie projektuje się broń od zera, lecz tam, gdzie próbuje się dopisać nowe możliwości do czegoś dobrze znanego, sprawdzonego i obecnego w magazynach. Taki właśnie kierunek wybrała Marynarka Wojenna USA z nowym wariantem JDAM-LR, czyli zestawem, który robi z klasycznej (“głupiej”) bomby coś znacznie bliższego taniej rakiecie manewrującej.

JDAM-LR to nie jest kolejna zwykła bomba ze skrzydłami

W moich oczach JDAM przez lata był jednym z najlepszych przykładów wojskowego pragmatyzmu. Zamiast projektować całą precyzyjną broń od podstaw, Amerykanie opracowali zestaw ogonowy z naprowadzaniem GPS/INS, który pozwalał przerabiać klasyczne bomby grawitacyjne z rodziny Mark 80 na amunicję precyzyjną. W praktyce oznaczało to wykorzystanie istniejących zapasów bomb i dodanie im “mózgu” oraz sterowania.

Czytaj też: Nasi wojskowi chcą słyszeć drony i powiem Wam jedno – dla Polski to świetne wyjście

Nowy JDAM-LR idzie jeszcze dalej, bo do sprawdzonej logiki dokładania zestawu do bomby dorzuca napęd. W testach przeprowadzonych na początku kwietnia 2026 roku Amerykanie wykorzystali GBU-75 JDAM Long Range, czyli wariant z silnikiem turbinowym TDI-J85 od Kratos Defense & Security Solutions, skrzydłami i elektroniką pozwalającą na kontrolowany lot z napędem. Pierwszy test miał miejsce 1 kwietnia na poligonie Point Mugu Sea Range w Kalifornii, kiedy to F/A-18E Super Hornet wypuścił bezwładny egzemplarz, który po separacji uruchomił silnik. Następnie leciał przez około 34 minuty i pokonał około 370 km. Drugi test z 3 kwietnia dodał zmiany wysokości i manewrowanie podczas lotu, a wszystko zakończyło się pozytywnie.

Jest to akurat istotna różnica względem JDAM-ER, który jest w gruncie rzeczy bombą szybującą z rozkładanymi skrzydłami. Taki wariant może atakować cele z dystansu ponad 74 km, choć jest to zależne bezpośrednio od profilu zrzutu. Imponujące jest jednak to, że JDAM-LR ma według danych przekraczać zasięg około 555 km, dzierżąc ciągle coś potężnego, bo ładunek bojowy o wadze około 227 kg. Gdyby tego było mało, w wariancie z dodatkowym zbiornikiem paliwa zamiast głowicy, przeznaczonym do roli wabika, zasięg ma przekraczać blisko 1300 km.

Tania broń, ale tylko w wojskowym znaczeniu tego słowa

Wprawdzie najłatwiej zachwycić się w przypadku tej broni słowem “tani”, ale w przypadku uzbrojenia lotniczego trzeba je rozumieć bardzo ostrożnie. Klasyczna bomba Mark 80 może kosztować od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów, czyli mniej więcej od 11 do 58 tys. zł, zależnie od wersji i masy. Podstawowy zestaw JDAM historycznie podnosił koszt całej amunicji do kilkudziesięciu tysięcy dolarów, czyli do poziomu około 120 tys. zł i więcej. Nowsze kontrakty pokazują jednak, że sama cena zestawu JDAM może mieścić się w znacznie szerszym zakresie, bo od około 25 do 84 tys. dolarów za sztukę, czyli od około 91 do 306 tys. zł.

Czytaj też: Kilka lat temu w to nie wierzyłem. Teraz firma z USA pokazała klasę w przestworzach

JDAM-LR jest już konstrukcją bardziej złożoną, bo do zestawu dochodzi silnik, skrzydła, dodatkowa elektronika, zasilanie i potencjalnie sensory. W materiale źródłowym pojawia się kwota powyżej 200 tys. dolarów za sztukę, czyli po przeliczeniu ponad 728 tys. zł, a to akurat nie jest mało, jeśli patrzymy na pojedynczy egzemplarz. Nadal jednak jest to inna półka niż pełnowartościowe pociski manewrujące, takie jak AGM-158 JASSM, których koszt liczony jest co najmniej w milionach dolarów za sztukę, czyli około 3,64 mln zł.

Lockheed Martin pocisk AGM-158 JASSM XR

W tym właśnie leży cały sens JDAM-LR, bo tak zmodyfikowana bomba nie ma zastąpić najdroższych pocisków stealth, a zamiast tego wypełnić lukę między bombą szybującą a klasyczną rakietą manewrującą. Jeśli cel nie wymaga najniższej wykrywalności, najbardziej zaawansowanej trasy lotu i pełnego pakietu sensorów, to wysłanie bardzo drogiego pocisku może być zwyczajnie nieracjonalne. JDAM-LR ma dać pilotom dystans, a dowódcom większą liczbę dostępnych środków rażenia.

JDAM-LR może być bombą, wabikiem albo narzędziem do minowania

Najciekawsze w JDAM-LR nie jest wyłącznie to, że lata dalej od JDAM. Jeszcze ważniejsza może być modułowość. Boeing opisuje wariant podstawowy, wariant morski oraz Quickstrike Long Range, czyli wersję związaną z minowaniem z powietrza, co akurat otwiera przed taką amunicją kilka różnych zastosowań – od uderzeń w cele lądowe, przez rażenie jednostek nawodnych, po stawianie min z dystansu znacznie większego niż wcześniej.

W przypadku minowania sprawa jest szczególnie istotna. Klasyczne zrzucanie min z samolotu potrafi wymagać wejścia w niebezpieczny profil lotu, często nisko i stosunkowo blisko obszaru działania przeciwnika. Jeśli podobny efekt da się osiągnąć z dystansu setek kilometrów, to zmienia to kalkulację ryzyka dla załogi i samolotu. W potencjalnym konflikcie na Oceanie Spokojnym, gdzie ogromne znaczenie mają cieśniny, wyspy, porty i szlaki morskie, taka zdolność może być ważniejsza, niż sugeruje samo słowo “mina”.

Do tego dochodzi wariant wabika. Jeśli zamiast głowicy bojowej pojawia się dodatkowy zbiornik paliwa, JDAM-LR może przelecieć ponad 1290 km i potencjalnie symulować zagrożenie, wymuszając reakcję obrony przeciwlotniczej. Nie jest to akurat byle co, bo nowoczesna wojna powietrzna polega także na przeciążaniu systemów przeciwnika. Obrona musi wykrywać, klasyfikować i zwalczać nadlatujące obiekty, a każdy fałszywy cel może odsłaniać radary, zużywać rakiety i komplikować decyzje.

Czytaj też: Przyszłość już tu jest. Pierwsza taka operacja Marynarki Wojennej USA

Oczywiście nowy wariant JDAM-a nie sprawia, że klasyczne pociski manewrujące staną się zbędne, ale pokazuje, że najdroższe środki rażenia trzeba będzie oszczędzać dla celów, które naprawdę wymagają ich cech. Całą resztę można będzie próbować obsługiwać tańszymi, liczniejszymi i bardziej modułowymi systemami.

Źródła: DVIDS, OnFirstUp, Defense News

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.