W lotnictwie wojskowym możemy zachwycać się maszynami, które wyglądają jak zapowiedź następnej wojny. Nowy myśliwiec, pocisk hipersoniczny, bezzałogowiec stealth albo kolejny “lojalny skrzydłowy” natychmiast przyciągają uwagę, bo są widowiskowe i dobrze działają na wyobraźnię. Tyle że w praktyce o przewadze często decyduje zasięg, logistyka, paliwo, tempo kolejnych startów i możliwość utrzymania samolotów załogowych tam, gdzie naprawdę są potrzebne. Dlatego właśnie w moich oczach pierwszy lot operacyjnego MQ-25A Stingray nie jest tylko kolejnym testem drona. Jest raczej próbą odpowiedzi na pytanie, z którym amerykańska marynarka mierzy się od lat.

MQ-25A Stingray przeprowadził pierwszy autonomiczny lot. Ten trwał około dwóch godzin
Dron latający MQ-25A Stingray złapał moją uwagę przede wszystkim tym, że odpowiada nie na pytanie “jak coś zniszczyć”, ale jak utrzymać lotniskowce w grze, gdy przeciwnik coraz skuteczniej odsuwa je od wybrzeża, baz i celów? Odpowiedzi udziela zaś coraz skuteczniej, co potwierdziła najnowsza jego próba. Doszło do niej 25 kwietnia 2026 roku w ośrodku Boeinga przy MidAmerica Airport w Mascoutah w stanie Illinois, kiedy to MQ-25A wystartował o 10:49 czasu lokalnego i spędził w powietrzu około dwóch godzin.
Czytaj też: Piechota USA nigdy nie była tak potężna. Nowa broń zmieni wszystko
Nie był to lot bojowy, nie był to też start z pokładu lotniskowca, ale test podstawowych cech maszyny, a więc sterowania, pracy silnika, zachowania w locie i integracji z naziemnym stanowiskiem kontroli. Maszyna była kontrolowana przez pilotów marynarki i Boeinga z wykorzystaniem systemu Unmanned Carrier Aviation Mission Control System MD-5, obejmującego rozwiązanie MDCX firmy Lockheed Martin.
Czytaj też: USA mają wielkie ambicje. Broń nowej epoki dla wyjątkowego myśliwca
MQ-25A nie poleciał jednak “sam” w sensie całkowitego odcięcia człowieka od procesu. Nie miał pilota w kabinie, bo kabiny w klasycznym sensie nie potrzebuje, ale ludzie pozostawali w pętli decyzyjnej, wydawali polecenia i monitorowali przebieg lotu. Autonomia w takim wydaniu nie oznacza więc puszczenia maszyny luzem, tylko przeniesienie roli pilota z kokpitu do systemu nadzoru i dowodzenia.
Dron-cysterna zamiast kolejnego myśliwca. Na tym polega cały sens MQ-25A
MQ-25A Stingray jest zaskakujący pod tym względem, że powstał przede wszystkim jako bezzałogowy tankowiec pokładowy. Jego zadaniem ma być tankowanie samolotów operujących z lotniskowców, a tym samym przejęcie części pracy, którą dziś wykonują F/A-18E/F Super Hornet. Jest to istotne, bo każdy Super Hornet wysłany jako latająca cysterna nie wykonuje w tym czasie misji uderzeniowej, eskortowej ani patrolowej. Innymi słowy, część drogich, załogowych myśliwców jest regularnie zużywana do roli wsparcia, a nie do tego, do czego projektowano je przede wszystkim.

Stąd właśnie bierze się wyjątkowość MQ-25A. Jest to pierwszy operacyjny bezzałogowy samolot pokładowy amerykańskiej marynarki zbudowany z myślą o działaniach z lotniskowców i rozszerzeniu zasięgu oraz elastyczności skrzydła lotniczego. Jednocześnie nie jest to byle mała maszyna pomocnicza, którą można potraktować jak latający dodatek do lotniskowca. Jest to bardziej pełnoprawny element przyszłego skrzydła pokładowego i zarazem sprawdzian tego, czy marynarka potrafi wprowadzić bezzałogowiec do jednego z najbardziej nieprzyjaznych środowisk operacyjnych na świecie, nadając mu unikalne zadanie.



Czytaj też: Chiny mają nowy myśliwiec. Błękitny Rekin już podbija przestworza
Wiemy, że Boeing ma dostarczyć cztery takie egzemplarze w ramach pierwotnego kontraktu rozwojowego o wartości 805 mln dol., czyli po przeliczeniu około 2,9 mld zł. To sporo, ale z drugiej strony mówimy przecież o projekcie, który nie dotyczy zakupu prostych dronów obserwacyjnych, tylko stworzenia bezzałogowego samolotu zdolnego do integracji z lotniskowcem, tankowania w powietrzu, pracy z załogowymi maszynami i działania w rytmie marynarki wojennej. Tutaj największy koszt nie leży wyłącznie w płatowcu, ale w certyfikacji, systemach sterowania, łączności, procedurach, bezpieczeństwie i całym zapleczu eksploatacyjnym. Cała ta praca jest wykonywana po to, aby raz na zawsze odmienić proces tankowania w powietrzu i zwiększyć zdolność uderzeniową lotniskowców. Dlatego właśnie MQ-25A jest w moich oczach tak wyjątkową maszyną.
Źródła: Marynarka Wojenna USA, Boeing

