Piechota USA nigdy nie była tak potężna. Nowa broń zmieni wszystko

Dron nad głową, a wróg za ścianą. Jak poradzić sobie z tymi problemami jednym nowym rodzajem broni? Armia USA szuka na to odpowiedzi i wygląda na to, że już ją znalazła, ale droga tego uzbrojenia do służby jest jeszcze dłuuuga.
Piechota USA nigdy nie była tak potężna. Nowa broń zmieni wszystko

Nowoczesne pole walki zrobiło się dla piechoty niewygodne bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. Przeciwnik już nie tylko znika za skarpą, ścianą czy krawędzią okopu, ale coraz częściej pojawia się też kilka metrów nad ziemią w postaci małego drona. W takiej rzeczywistości zwykły ogień prowadzony “na wprost” przestaje wystarczać, a klasyczny grenadier z podwieszanym granatnikiem wygląda coraz bardziej jak żołnierz wyposażony w sprzęt zeszłej epoki.

Dlatego też armie próbują skrócić drogę między zauważeniem zagrożenia a jego zniszczeniem i nie chodzi już tylko o mocniejszy wybuch albo większy zasięg. Chodzi o to, by drużyna piechoty nie musiała za każdym razem prosić o wsparcie z zewnątrz, kiedy przeciwnik schował się za osłoną albo kiedy nad pozycją zawisł byle bezzałogowiec. W przypadku Armii USA ma w tym pomóc nowy granatnik.

Nie następca starego granatnika, tylko próba zbudowania nowej roli

W ostatnim tygodniu kwietnia 2026 roku pokazano w akcji prototyp 30-milimetrowej broni MARS i Barretta, rozwijanej pod wymagania programu Precision Grenadier System (PGS). To nie jest jeszcze gotowy sprzęt seryjny ani po prostu “nowy M320”, lecz konkretna propozycja dla armii USA, bo półautomatyczny, zasilany z magazynka Squad Support Rifle System, strzelający amunicją 30×42 mm na dystansach rzędu 300-400 metrów. Jego zadaniem ma być rażenie przeciwników ukrytych za osłoną oraz zwalczanie małych dronów, czyli przejęcie części zadań, których klasyczne granatniki 40 mm nie wykonują wystarczająco szybko ani precyzyjnie.

Czytaj też: Chiny mają nowy myśliwiec. Błękitny Rekin już podbija przestworza

Sam program nie pojawił się znikąd. Armia USA od lat próbuje wrócić do idei precyzyjnej broni granatnikowej po ogromnej porażce XM25 “Punisher”, czyli systemu 25 mm z amunicją programowalną. XM25 miał pozwalać na rażenie przeciwników ukrytych za osłonami, ale ostatecznie został anulowany w 2018 roku po problemach z masą, kosztami i niezawodnością. Ten temat przewijał się już przy okazji nowszych konstrukcji PGS, bo po nieudanym Punisherze Amerykanie nie porzucili samej koncepcji. Porzucili raczej konkretną, zbyt kosztowną i za mało wygodną próbę jej wdrożenia, o czym szerzej pisałem przy okazji nowego granatnika PGS rozwijanego przez Northrop Grumman.

Źródło: kanał Cappy Army na YouTube

W tym sensie konstrukcja MARS/Barrett jest ciekawa, bo próbuje rozwiązać problem strukturalny. Aktualny granatnik podwieszany jest kompromisem. Jest lekki, prosty i użyteczny, ale jednocześnie jednostrzałowy, wolniejszy, mniej precyzyjny i wymagający większego doświadczenia przy prowadzeniu ognia po torze stromym. Z kolei owoc programu PGS ma być osobnym, zintegrowanym systemem, w którym broń, celownik, komputer balistyczny i amunicja programowalna działają razem.

Jak działa granatnik, który ma strzelać “za przeszkodę”?

Najważniejsza różnica względem klasycznego granatnika nie leży w samym kalibrze, ale w sposobie użycia amunicji. Operator nie ma tylko oszacować odległości, podnieść lufy i liczyć na dobry strzał po łuku. W PGS cały proces ma być wspierany przez zintegrowany system kierowania ogniem, łączący dalmierz laserowy, komputer balistyczny i moduł programowania zapalnika. W efekcie żołnierz tylko wskazuje cel, system oblicza dystans oraz poprawkę, a pocisk dostaje informację, kiedy ma eksplodować.

Jeśli przeciwnik znajduje się w okopie, za niskim murem albo tuż za krawędzią osłony, pocisk nie musi trafić bezpośrednio w jego pozycję. Może wybuchnąć nad nią albo za nią, rozrzucając odłamki w miejscu, którego ogień prowadzony “na wprost” nie obejmie. Właśnie dlatego tego typu broń ma sens jako narzędzie dla drużyny działającej w terenie zurbanizowanym, w okopach albo w rejonie silnie nasyconym przeszkodami.

Wątek przeciwdronowy jest tu jednocześnie równie istotny jak walka z przeciwnikiem za osłoną. Mały dron jest dla piechoty wyjątkowo niewygodnym celem. Karabin wymaga trafienia w niewielki obiekt, który może szybko zmieniać pozycję. Strzelba działa tylko z bliska. Zakłócanie nie zawsze rozwiązuje sprawę, a to zwłaszcza przy bardziej odpornych systemach łączności albo dronach sterowanych światłowodem. Z kolei cięższe systemy przeciwlotnicze nie będą natomiast stały przy każdej drużynie.

Źródło: kanał Cappy Army na YouTube

Czytaj też: Amerykański kolos na łopatkach? Chiny szykują Y-30 jako konkurencję dla Super Herkulesa

PGS próbuje tym samym wypełnić lukę między bronią osobistą a specjalistyczną obroną przeciwlotniczą. Amunicja z zapalnikiem zbliżeniowym nie musi trafić drona bezpośrednio, bo wystarczy detonacja w pobliżu. Z kolei amunicja kinetyczna z rozkładanymi elementami ma zwiększać szansę fizycznego kontaktu z niewielkim celem. Deklarowany dystans takiego użycia wynosi do około 150 metrów, więc nie mówimy o zastępstwie dla systemów osłony baz czy kolumn pojazdów, a raczej o awaryjnej, natychmiastowej odpowiedzi na zagrożenie wiszące nad drużyną.

Sam pocisk 30×42 mm ma osiągać prędkość wylotową około 207 m/s, a więc będzie leciał po bardziej płaskiej trajektorii niż klasyczna amunicja niskiej prędkości kalibru 40 mm. Nie robi to oczywiście z granatnika karabinu wyborowego, ale zmniejsza skalę korekt, skraca czas dolotu i ułatwia prowadzenie precyzyjniejszego ognia na dystansach, które dla starych granatników były znacznie mniej komfortowe.

Jedna broń i kilka rodzajów efektu

PGS nie ma być przy tym bronią opartą na jednym uniwersalnym naboju. Cała koncepcja na tę broń zakłada rodzinę amunicji, która pozwoli dobrać efekt do sytuacji. Najbardziej oczywista jest amunicja odłamkowo-burząca z programowalnym zapalnikiem, przeznaczona do rażenia celów za osłonami. Obok niej pojawia się amunicja z zapalnikiem zbliżeniowym do zwalczania dronów, specjalny wariant kinetyczny przeciw bezzałogowcom, nabój do walki na krótkim dystansie oraz koncepcje amunicji przeciw lekkim pojazdom i celom materiałowym.

Brzmi to bardzo obiecująco, ale właśnie tu zaczyna się pierwsze poważne “ale”. Im bardziej zaawansowana jest bowiem amunicja, tym większy koszt, większe wymagania logistyczne i większe ryzyko problemów w realnym użytkowaniu. Granat 40 mm jest prosty, znany i łatwy do wdrożenia w masie. Programowalna amunicja 30 mm wymaga sprawnego zapalnika, poprawnego programowania, odporności na brutalne traktowanie i pełnej powtarzalności w warunkach polowych. O wartości takiej broni zdecyduje dopiero to, czy będzie działała po deszczu, upadku, kontakcie z błotem i po setkach strzałów oddanych nie przez demonstratora, lecz przez zwykłych żołnierzy.

Cena i masa zdecydują, czy pomysł przeżyje poza poligonem

Największym cieniem nad całym programem nadal pozostaje historia XM25. Tam również obiecywano precyzyjne rażenie za osłonami, ale system okazał się zbyt ciężki, zbyt drogi i zbyt problematyczny. Nowy PGS ma być bardziej klasyczny w konstrukcji, ale nadal nie będzie tani ani lekki. W pierwszej wersji prototyp waży około 6,8 kg, a docelowo masa ma spaść w okolice 5 kg. Jednak to i tak dużo, bo operator nie niesie przecież samej broni. Dochodzi do tego amunicja, wyposażenie osobiste, pancerz, woda, łączność i cała reszta sprzętu.

Czytaj też: Chiny rozwiązały jeden z największych problemów nowoczesnej broni

Koszt też nie jest czymś, co łatwo przemilczeć, bo w przypadku nowego systemu mówi się o celu na poziomie około 50 tys. dolarów za egzemplarz, czyli około 181 tys. zł. Jest to mniej niż w przypadku problematycznego XM25, ale nadal wystarczająco dużo, by każdy błąd w wymaganiach odbił się na skali wdrożenia. Dlatego na tę chwilę kluczowe pytanie brzmi nie “czy ta broń potrafi trafić cel na pokazie?”, bo na to odpowiedź już znamy. Ważniejsze jest to, czy będzie wystarczająco niezawodna, wystarczająco tania w utrzymaniu i wystarczająco prosta w szkoleniu.

Źródła: xtech.army.mil, Army Recognition

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.