Jak w ogóle wykryć coś, co nadlatuje, jeśli jest ono małe, tanie, leci nisko i nie zachowuje się jak klasyczny samolot? W takich warunkach nawet zaawansowany system przeciwlotniczy może mieć kłopot, bo dziś przeciwnik nie musi wysyłać w powietrze jednej dużej maszyny. Może wysłać kilkanaście prostych platform, które kosztują ułamek ceny środków potrzebnych do ich zwalczania. Dlatego w ostatnich testach prowadzonych dla programu Tarcza Wschód tak ciekawe są nie tylko rakiety, zakłócacze i klasyczne radary, ale też rozwiązania znacznie mniej widowiskowe. Takie, które nie strzelają, nie świecą wiązką lasera i nie próbują przejąć kontroli nad dronem, a po prostu słuchają.
Dron niegenerujący sygnału radiowego nadal wydaje dźwięk
Na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce Wojsko Polskie sprawdziło siedem systemów akustycznego rozpoznania dronów, a wśród nich norweski Discovair G2+ firmy Squarehead Technology. Sama obecność takiego sprzętu w testach mówi sporo o tym, w którą stronę idzie obrona wschodniej granicy, bo ewidentnie nie w stronę jednej cudownej tarczy, lecz sieci różnych sensorów, które wzajemnie kompensują swoje słabości. Trudno się temu dziwić, bo klasyczne podejście do wykrywania dronów opiera się głównie na radarze, optyce i rozpoznaniu emisji radiowej. Każda z tych metod ma sens, ale żadna nie rozwiązuje problemu w pojedynkę.
Czytaj też: Kilka lat temu w to nie wierzyłem. Teraz firma z USA pokazała klasę w przestworzach

Radar może mieć kłopot z bardzo małym celem lecącym nisko nad ziemią, a to szczególnie w trudnym terenie, przy dużej liczbie odbić i przeszkód. Kamera optyczna potrzebuje zaś warunków obserwacji, a termowizja nie zawsze będzie idealna przy niewielkim obiekcie i zmiennym tle. System wykrywania emisji radiowej działa z kolei dobrze wtedy, gdy dron faktycznie coś nadaje albo odbiera. Problem zaczyna się w chwili, gdy bezzałogowiec działa po zaprogramowanej trasie, wykorzystuje inercję, zapisany wcześniej plan lotu albo inną formę autonomii. Wtedy nie musi aktywnie komunikować się z operatorem, więc nie daje klasycznemu detektorowi radiowemu oczywistego punktu zaczepienia.

Jednocześnie jednak każdy dron nadal ma napęd, a śmigła, silniki elektryczne, przepływ powietrza i wibracje tworzą sygnaturę akustyczną. Można wprawdzie próbować ją ograniczać, ale całkowite uciszenie latającej platformy wirnikowej jest znacznie trudniejsze niż wyłączenie jej nadajnika. Właśnie na tym opiera się sens systemów takich jak Discovair G2+ wyprodukowanego przez norweską firmę. Zamiast szukać promieniowania radiowego albo odbicia radarowego, akustyczna macierz mikrofonów analizuje dźwięk otoczenia, klasyfikuje charakterystyczne sygnatury i wskazuje kierunek, z którego nadlatuje obiekt. Według Squarehead Technology pojedynczy sensor Discovair G2+ obejmuje sektor 105 stopni, a kilka urządzeń można połączyć tak, by pokryły pełen horyzont albo dłuższy odcinek perymetru. System działa na dodatek całkowicie pasywnie, więc sam nie wysyła sygnału, który przeciwnik mógłby łatwo namierzyć.
Ustka jako poligon dla Tarczy Wschód
Testy w Ustce zostały przeprowadzone 22 kwietnia 2026 roku w ramach szerszego sprawdzania technologii dla programu Tarcza Wschód. Nie był to pokaz jednego gotowego rozwiązania, lecz część selekcji technologii, które mają dopiero udowodnić przydatność w warunkach możliwie zbliżonych do wojskowych. W tym przypadku weryfikacji doczekało się siedem systemów rozpoznania akustycznego, a ich zadaniem było wykrywanie nadlatujących dronów, określanie kierunku, śledzenie oraz klasyfikacja obiektów. Co ciekawe, wcześniej, między 13 a 17 kwietnia, na tym samym poligonie testy objęły osiem rozwiązań z obszaru walki radioelektronicznej.

Ten duet akurat dobrze pokazuje logikę całego programu skupiającego się na wojnie przeciwdronowej. Akustyka odpowiada na problem dronów, które nie chcą zdradzać się emisją radiową. Wojna elektroniczna uderza w te platformy, które nadal korzystają z łączności, nawigacji lub transmisji obrazu. Radar i optoelektronika pozostają zaś kolejną warstwą obrazu sytuacyjnego, a finalnie dopiero połączenie tych wszystkich elementów daje coś, co można nazwać sensownym systemem przeciwdronowym.
Skala programu również nie jest mała. Nasze Ministerstwo Obrony Narodowej mówi o ponad 715 zgłoszeniach innowacyjnych technologii, obejmujących sensory, systemy autonomiczne, inżynierię, logistykę wojskową, łączność i cyberbezpieczeństwo. Do tej pory weryfikacji doczekało się 36 rozwiązań, a na 2026 rok na zakupy dronów i systemów antydronowych przewidziano 25 mld zł z budżetu państwa oraz programu SAFE. SAFE nie jest oczywiście zwykłą dotacją, lecz unijnym instrumentem pożyczkowym na obronność, którego pula w skali Unii Europejskiej sięga do 150 mld euro.
Dlaczego pasywne wykrywanie ma tak duże znaczenie?
W obronie przeciwdronowej nie chodzi wyłącznie o zasięg i tabelkę parametrów. Liczy się również to, czy przeciwnik wie, że został wykryty. Aktywny radar wysyła energię w przestrzeń. Zakłócacz radiowy działa jeszcze bardziej demonstracyjnie, bo sam z definicji emituje sygnał. W wielu sytuacjach jest to nieuniknione, ale oznacza też zdradzenie własnej obecności. Efekt? Jeśli operator drona lub system rozpoznania elektronicznego wykryje pracującą emisję, może zmienić trasę, ominąć sektor albo użyć innego typu platformy.
Czytaj też: Przyszłość już tu jest. Pierwsza taka operacja Marynarki Wojennej USA

Akustyczny sensor nie rozwiązuje całego problemu, ale wnosi do systemu coś cennego: cichą warstwę ostrzegania. Nie zdradza położenia emisją. Nie potrzebuje aktywnego oświetlania celu. Nie musi widzieć drona w sensie optycznym. Wystarczy, że platforma znajdzie się w zasięgu “słuchu” i jej sygnatura zostanie odróżniona od wiatru, pojazdów, rozmów, ptaków czy pracy własnych urządzeń. Oczywiście jednak akustyka również ma ograniczenia.
Silny wiatr, hałas pojazdów, ukształtowanie terenu, zabudowa, deszcz i wiele jednoczesnych źródeł dźwięku potrafią utrudnić analizę. Dlatego tego typu detektor nie powinien być traktowany jako zamiennik radaru czy walki radioelektronicznej, a bardziej jako kolejny zmysł systemu. Jeśli radar jest wzrokiem dalekiego zasięgu, a rozpoznanie radiowe “słuchem eteru”, to akustyka jest zwykłym słuchem pola walki. Prosty w założeniu, ale przy współczesnym przetwarzaniu sygnałów i uczeniu maszynowym znacznie skuteczniejszy niż żołnierz próbujący odróżnić brzęczenie drona od tła.
Tarcza Wschód nie może być tylko betonem i zasiekami
Tarcza Wschód rzeczywiście obejmuje fizyczną infrastrukturę, ale bez sensorów byłaby tylko statyczną przeszkodą. Współczesna granica wojskowa musi widzieć, słyszeć, klasyfikować, przekazywać dane i umożliwiać szybkie reagowanie. Drony tylko przyspieszyły tę zmianę, ale warto spojrzeć na ten temat szerzej.

Przy okazji analiz o Ścianie Dronów od Norwegii po Polskę wskazywałem, że wschodnia flanka NATO coraz bardziej przypomina projekt sieciowy, a nie linię rozumianą jak dawny, fizyczny mur. Mamy też temat polskich warstw obrony powietrznej – od Patriotów i Narwi po Pioruny oraz systemy bliskiego zasięgu. Pokazuje on, że samo zestrzelenie obiektu jest tylko jedną częścią układanki. W przypadku dronów kluczowe bywa wcześniejsze wykrycie, klasyfikacja i decyzja, czy użyć rakiety, zagłuszania, broni kinetycznej, lasera, mikrofal czy innego efektora. Ten problem przybliżałem już Wam przy okazji opisywania technologii systemów mikrofalowych, które rozwiązują w pewnym stopniu problem tanich środków przytłaczających warstwę obronną.
Czy Polska rzeczywiście potrzebuje takich detektorów?
Tak, ale z zastrzeżeniem, że same detektory niczego nie obronią. Potrzebujemy ich jako części większego systemu, który będzie odporny na różne sposoby obejścia pojedynczej warstwy. Dron bez aktywnej emisji radiowej utrudnia pracę detektorom RF. Nisko lecący mały cel potrafi utrudnić pracę radarowi. Słaba widoczność osłabia optykę. Hałas tła komplikuje akustykę. Dopiero zestawienie tych metod zmniejsza szansę, że przeciwnik znajdzie prostą lukę.
Czytaj też: Piechota USA nigdy nie była tak potężna. Nowa broń zmieni wszystko
Norweski Discovair G2+ w polskich testach nie jest więc sensacją w stylu “oto gotowa odpowiedź na wszystkie drony”. Znacznie ciekawsze jest coś innego: Tarcza Wschód zaczyna być budowana jako system wielozmysłowy. Ma patrzeć, nasłuchiwać, wykrywać sygnały, integrować dane i dopiero potem pomagać w decyzji o reakcji. Jeśli testy w Ustce przełożą się na sensowne wdrożenia, polska granica może dostać warstwę, której nie da się uciszyć prostym wyłączeniem nadajnika w dronie.
Źródła: Ministerstwo Obrony Narodowej, Polska Zbrojna, Squarehead Technology

