Rosnąca popularność czytników sygnalizuje, że chyba powraca zainteresowanie książkami, co nigdy złą rzeczą nie jest. Firma Boox zaprezentowała aż cztery nowe produkty w kategorii elektroniki z wyświetlaczami e-ink, lecz szczególną uwagę przyciągała połączenie dwóch światów, czytnika i smartfona, które się zmaterializowało w postaci nowej generacji Boox Palma.
Kindle przestał być pierwszym wyborem czytnika. Teraz trzeba się dobrze zastanowić
Boox Palma 2 miał swoją premierę niecałe dwa lata temu, lecz już wówczas był odrobinę do tyłu ze swoim systemem operacyjnym i jak pokazuje premiera nowego modelu, miał jeszcze miejsce na wiele poprawek, które szczęśliwie właśnie nadeszły. Dla wszystkich fanów czytników, którzy czekali na coś więcej niż tylko narzędzie do zanurzania się w książkach, a i przespali premierę Palma 2, jest to powód do radości. Niestety naznaczony też szczyptą żalu z powodu wyraźnie wyższej ceny.

Ta podskoczyła aż o 60 dolarów, co zapewne zostanie odzwierciedlone w jakichś nawet 250 złotych, a to sporo. Tym bardziej, że to już niedaleko od podstawowego Kindla (oczywiście w trakcie Black Friday lub Prime Days, jedynych okazji, kiedy warto kupować ten czytnik). Palma 3 to jednak coś więcej niż wspomniany czytnik Amazona. To także notatnik i nawet aparat, w zasadzie można go skwitować jako smartfon bez możliwości dzwonienia.
Czytaj też: Czytnik e-booków? Odwróć, a znajdziesz też smartfon
Zatem największą zmianę przeszły rzeczy związane z tym, co spoczywa pod ekranem, gdyż sam ekran niestety pozostał bez zmian. To wciąż poczciwy, 6-calowy E-Ink Carta 300 ppi, co smuci wyłącznie przez jego wiek, ale doznania wciąż nie pozostawią powodów do żalu. Od razu się też rzuci w oczy, że Palma 3 wygląda bardziej premium. W niepamięć przepada plastikowa obudowa, ustępująca miejsce aluminium. Dzięki temu jest nadal leciutki, lecz w codziennym użyciu na pewno nada mu to milszego sznytu.
Pod spodem zaś wystarczająco dla działania tego typu urządzenia. Spokojnie mogą spać fani zewnętrznych usług pokroju Legimi. To nadal jest Android, tylko zaktualizowany z wersji 13 do obecnie odchodzącej, 16. Ulepszono także procesor do wersji Qualcomm Q-6690, lecz w kwestii – co nie dziwi w obecnym klimacie – RAMu jest bez zmian, to nadal wystarczające do czytania i przeglądania sieci 6 GB. Także nadal jest na pokładzie 128 GB pamięci wewnętrznej, rozszerzalnej przy użyciu microSD. Bateria oferuje 3950 mAh, zaś aparat to 16 MP.
Jak widać, wszystko brzmi jak smartfon, bo przecież jest zainstalowany nawet agent sztucznej inteligencji, a w przycisku włączania schowano czytnik linii papilarnych. Do tego całego ulepszania brakuje już w zasadzie tylko jednego składnika, żeby można było swobodnie notować zapiski odręcznie, lecz ta funkcja jest niestety zarezerwowana dla wariantu Pro…
A przynajmniej było to prawdą w przypadku poprzedniej generacji. Palma 3 naprawia już ten błąd i chociaż nie przyjdzie do żadnego użytkownika z rysikiem w zestawie, to ten – Boox InkSense Plus – można dokupić osobno za około 209 złotych. Te wszystkie dodatki sprawiają, że Palma 3 to coś więcej niż po prostu czytnik, ale też bardzo innego od tradycyjnego urządzenia multimedialnego. To niestety niesie ze sobą swój koszt. Palma 2 kosztuje około 1239 złotych, więc nowy wariant, wraz ze stylusem wyniesie spokojnie do 2000, a to już zmusza do poważnych rozważań.
Źródło: theverge

