25499 zł za rower? Trek tłumaczy, za co każe tyle płacić

Od dłuższego czasu obserwuję, jak elektryczne rowery próbują wyrwać się z prostego podziału na rowery miejskie, trekkingowe i górskie. Producenci pakują coraz większe akumulatory do konstrukcji turystycznych, zwiększają moment obrotowy silników, dorzucają pełne zawieszenie i automatykę, a w efekcie powstaje sprzęt, który chce być dosłownie “do wszystkiego”. Nowy Trek Allant+ FS niedawno trafił do polskiej oferty i jest chyba jednym z lepszych przykładów tego trendu, bo producent sam określa tę koncepcję mianem elektrycznego SUV-a.
25499 zł za rower? Trek tłumaczy, za co każe tyle płacić

Na polskiej stronie Treka oba warianty e-bike Trek Allant+ FS figurują już jako nowości. Allant+ FS 6 R10 kosztuje 21499 zł, podczas gdy za Allant+ FS 6 R11 Auto producent życzy sobie 25499 zł. Przy takiej cenie można już wymagać sporo i Trek rzeczywiście nie próbuje sprzedawać nam ot zwykły rower trekkingowy z doczepionym silnikiem.

Nawet 120 Nm brzmi imponująco, ale tutaj trzeba uważać

Aluminiowa rama Trek Allant+ FS dostała pełne zawieszenie, szerokie opony 27,5 cala, teleskopową sztycę, czterotłoczkowe hamulce Magura, błotniki, oświetlenie, podpórkę i tylny bagażnik zgodny z systemem MIK, który może przewozić do 27 kg bagażu. Mówimy więc o rowerze przygotowanym zarówno do codziennych dojazdów, jak i konkretniejszej turystyki.

Czytaj też: Czy mnie oczy mylą, czy to składany gravel do walizki? Ten rower jest jak żaden inny

Z przodu mamy aż 140 mm skoku, a z tyłu 120 mm, a to są akurat wartości, których nie tak dawno szukałbym raczej w rowerze górskim niż maszynie do codziennego przemieszczania się po mieście. R10 wykorzystuje widelec SR Suntour XCR36-Boost, a droższy R11 Auto otrzymał Fox AWL HD. Z tyłu w obu przypadkach pracuje Fox Float EVOL.

Sercem obu wersji jest silnik Bosch Performance Line CX połączony z akumulatorem o pojemności 800 Wh. Niedawno udostępniony Performance Upgrade 2.0 pozwala zgodnym jednostkom Performance Line CX BDU384Y osiągnąć maksymalnie 120 Nm, 750 W mocy i 600% wspomagania. Bosch wyraźnie zaznacza jednak, że rzeczywiście dostępne maksimum zależy również od producenta konkretnego roweru. Pisałem już o tym przy samej aktualizacji i nadal uważam, że pogoń za samymi niutonometrami nie zawsze ma sens. Większy moment oznacza bowiem również większe obciążenie napędu i wyższe zużycie energii. Przy rowerze turystycznym bardziej doceniłbym zaś możliwość skorzystania z 120 Nm na stromym podjeździe z bagażem niż konieczność jeżdżenia z taką charakterystyką przez cały czas.

Czytaj też: Test ENGWE L20 3.0 Pro. Ten elektryczny rower składany nie boi się wyzwań… niektórych

Znacznie bardziej przemawia do mnie ogromny akumulator. Trek podaje zasięg dochodzący do 180 km na jednym ładowaniu. Oczywiście nie oznacza to, że włączymy najmocniejszy tryb wspomagania, pojedziemy po górach i po 179 kilometrach zaświeci się czerwona kontrolka. Taki maksymalny wynik zawsze zakłada odpowiednio korzystne warunki i wystarczy zresztą policzyć, że przy 800 Wh i 180 km średnie zużycie musiałoby wynieść około 4,4 Wh/km. Jest to poziom możliwy przy spokojnej jeździe i oszczędnym wspomaganiu, ale zdecydowanie nie wtedy, gdy cały czas wykorzystujemy potencjał mocnego CX-a.

Rower sam zmienia biegi. Dopłata za to wynosi 4000 zł

Tańszy Allant+ FS 6 R10 korzysta z klasycznego 10-rzędowego Shimano CUES z kasetą 11-48T, ale R11 Auto przechodzi już na elektroniczne Shimano CUES Di2 1×11 z kasetą 11-50T oraz obsługą automatycznej zmiany przełożeń Bosch eShift. Oznacza to, że elektronika może więc dobierać bieg bez ciągłego angażowania rowerzysty.

Czy zapłaciłbym 4000 zł więcej głównie za lepszy widelec i elektroniczny napęd z automatem? Kiedyś niekoniecznie, ale po przetestowaniu kilku rowerów z silnikiem mid-drive wiem, że osoby nieradzące sobie z przerzutkami na pewno mogłyby z tego skorzystać. Dlatego sama obecność takiego rozwiązania jest znamienna. Jeszcze niedawno bowiem rower elektryczny oznaczał przede wszystkim silnik pomagający pedałować. Teraz coraz więcej podzespołów zaczyna ze sobą rozmawiać, a kolejne czynności przejmuje oprogramowanie.

Źródła: Trek Polska

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.