Czy mnie oczy mylą, czy to składany gravel do walizki? Ten rower jest jak żaden inny

Mam problem ze składanymi rowerami. Przez lata producenci próbowali sprzedawać je jako sprzęt do wszystkiego, choć zwykle takie modele były przede wszystkim mistrzami jednego zadania – zajmowania małej ilości miejsca w transporcie. Małe koła, ograniczony prześwit, wyższa waga przez mechanizmy składania, delikatniejsze podzespoły i podporządkowana geometria sprawiają bowiem, że taki rower trudno traktować jak np. pełnoprawną maszynę do szybkiej jazdy po szutrze. Dlatego właśnie tak ciekawy jest nowy rower Pocket Rocket Further.
Czy mnie oczy mylą, czy to składany gravel do walizki? Ten rower jest jak żaden inny

Firma Bike Friday pokazała na tegorocznych targach MADE model Pocket Rocket Further, czyli rozwinięcie znanego Pocket Rocketa i jednocześnie pierwszy rower tej firmy zaprojektowany od początku z myślą o gravelu. Nie oznacza to, że Amerykanie wcześniej bali się piachu i szutru, bo w ofercie mają przecież terenowego All-Packa. Further jest jednak czymś innym, bo próbą zrobienia szybkiego gravela z barankiem, który zachowuje współczesne standardy osprzętu, a przed podróżą można spakować go do walizki. Pokazowy egzemplarz został też polakierowany dodatkowo w nowym kolorze Peridot Green.

Pocket Rocket Further, czyli gravel zamknięty w składaku

Najbardziej oczywista zmiana zaczyna się od ramy i widelca. Bike Friday poszerzyło oba elementy tak, aby zmieścić opony do 1,6 cala, czyli około 40,6 mm. Przy współczesnych gravelach nie jest to wartość ekstremalna, bo coraz częściej widzimy maszyny idące w stronę 45, 50 mm i jeszcze dalej. Jednak w przypadku konstrukcji na 20-calowych kołach, a dokładniej obręczach 451 mm, daje to rozsądny zakres do asfaltu, ubitego szutru i lżejszego terenu.

Czytaj też: ASUS znudził się komputerami. Teraz chce zamienić twój rower w e-bike’a

Znacznie ważniejsze wydaje mi się jednak to, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Further dostał osie przelotowe 12 x 100 mm z przodu i 12 x 142 mm z tyłu, mocowania flat mount pod hamulce tarczowe, obsługę hydrauliki, wymienne haki oraz UDH z możliwością korzystania z napędów SRAM Full Mount. Innymi słowy, Bike Friday nie zrobiło “składaka stylizowanego na gravel”, tylko próbowało wcisnąć współczesne standardy gravela do bardzo nietypowej platformy. Najlepszym przykładem takiego podejścia jest kierownica.

Baranek jest zwykle fatalnym kompanem podczas pakowania roweru do walizki i właśnie przez ten fakt producent zastosował dzieloną konstrukcję, którą można rozłączyć przed transportem. Z kolei jednoczęściowa tytanowa rura podsiodłowa z wersji pokazowej wprawdzie się nie składa, ale można ją całkowicie wyjąć, dzięki czemu złożony rower ma mieścić się w przestrzeni około 86 x 83 x 31 cm, a więc w walizce, którą według Bike Friday można nadać jako standardowy bagaż lotniczy.

Rower do walizki, a nie do tramwaju

Nie chodzi tutaj ewidentnie o rower, który składamy pięć razy dziennie, żeby wejść z nim do tramwaju. Pocket Rocket Further ma raczej rozwiązać problem rowerzysty, który chce polecieć na kilka dni do Toskanii, Oregonu czy Islandii i zabrać ze sobą własną, dopasowaną maszynę zamiast polować na wypożyczalnię czy bawić się w transport roweru innymi środkami. Widać to po tym, że Bike Friday produkując swoje rowery ręcznie w Eugene, dopasowuje je do właściciela, oferując m.in. długości górnej rury od 48 do 62 cm. Sama rama jest zaś przewidziana dla rowerzystów ważących do około 100 kg, a do tego obsługuje przednie i tylne bagażniki.

Czytaj też: Polskie rowery miały zniknąć. Rondo i NS Bikes wracają zza grobu

Dlatego też model Further interesuje mnie bardziej jako pewien zwiastun zmian niż kolejna rowerowa ciekawostka. Podobne próby uwolnienia składaków od dawnych ograniczeń widać przy radykalnym modelu Tetra, podczas gdy sam gravel zaczyna rozrastać się w coraz dziwniejszych kierunkach, czego świetnym przykładem jest Mosaic GT-i55 z pogranicza gravela i MTB. Pocket Rocket Further łączy oba trendy, ale bez próby wymyślania roweru od nowa. Zamiast egzotycznego napędu dostajemy rozwiązania, które normalny serwis rowerowy powinien znać również za kilka lat.

Cena szybko sprowadza ten pomysł na ziemię

Problem? Jak zwykle pieniądze. Bazowy kompletny Pocket Rocket Further kosztuje 3200 dolarów, czyli przy obecnym kursie około 11800 zł. Zestaw ramowy został wyceniony na 1400 dolarów, a więc około 5160 zł, natomiast egzemplarz pokazany na MADE z elektronicznym SRAM Rival 1×13, hydraulicznymi hamulcami, komponentami White Industries i tytanowym masztem kosztował 6151 dolarów, czyli około 22700 zł. Przedsprzedaż wystartowała 20 sierpnia, a pierwsze dostawy zostały zapowiedziane na grudzień 2026 roku. Trudno więc mówić o rewolucji, która za chwilę zaleje ścieżki rowerowe. Mamy raczej bardzo drogą i wyspecjalizowaną odpowiedź na konkretny problem podróżujących rowerzystów.

Czytaj też: Ten elektryczny rower prawie nie wygląda jak e-bike. Mówi to więcej niż może się wydawać.

U samych podstaw rower Pocket Rocket Further pokazuje jednak coś ważniejszego, bo to, że składana konstrukcja powoli przestaje oznaczać miejski kompromis. Skoro da się połączyć ją z osiami przelotowymi, hydraulicznymi hamulcami, UDH, szerszymi oponami i pełnoprawnym napędem gravelowym, to granica między “rowerem podróżnym” i zwykłym rowerem zaczyna się rozmywać. Nawet jeśli nadal jest pełna ograniczeń.

Źródła: Bike Friday

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.