Ten elektryczny rower prawie nie wygląda jak e-bike. Mówi to więcej niż może się wydawać.

Elektryczne rowery przez lata rozwijały się trochę jak smartfony na początku ich wielkiej ekspansji, bo przecież każda kolejna generacja musiała być mocniejsza i bardziej rozbudowana. Tyle że w pewnym momencie taki rozwój zaczyna działać przeciwko samemu produktowi. Rower, który miał tylko pomagać człowiekowi pedałować, zaczyna wyglądać jak mały motocykl z korbami i dlatego coraz bardziej interesuje mnie zupełnie przeciwny kierunek, a Cube Editor Hybrid 360 z rocznika modelowego 2027 jest właśnie jednym z takich rowerów.
Ten elektryczny rower prawie nie wygląda jak e-bike. Mówi to więcej niż może się wydawać.

Najważniejszą zmianą w Cube Editor Hybrid 360 jest ewidentnie zastosowanie nowego Bosch Hub Line, czyli pierwszego napędu Boscha umieszczonego w tylnej piaście. Pisałem już o nim przy jego czerwcowej premierze i wtedy zastanawiało mnie przede wszystkim to, dlaczego firma czekała z takim rozwiązaniem tak długo. Teraz na całe szczęście zaczynamy dostawać odpowiedź w postaci gotowych rowerów.

Bosch Hub Line pozwolił schować elektryczny napęd roweru

Hub Line ma około 100 mm średnicy i waży około 2,3 kg, więc praktycznie cały znika wewnątrz piasty tylnego koła. Nie jest przy tym jakimś symbolicznym wspomagaczem. Zapewnia 45 Nm momentu obrotowego, 250 W mocy nominalnej i do 400 W mocy maksymalnej. Po przekroczeniu limitu wspomagania wynoszącego 25 km/h napęd całkowicie odłącza się od koła, dzięki czemu nie powinien generować typowego dodatkowego oporu podczas dalszej jazdy. Dochodzi do tego automatyczne dostosowywanie wsparcia na podstawie zestawu czujników.

Czytaj też: Test elektrycznego roweru FIIDO M1 Pro. Może dziwak, ale to tani i dobry e-bike

W parze z nim Cube zastosował akumulator Bosch PowerTube 360 o pojemności 360 Wh. Jest schowany w dolnej rurze ramy, ale pozostaje wyjmowany, co w miejskim rowerze jest dla mnie szczególnie ważne. Nie każdy przecież trzyma rower obok gniazdka. Sam producent deklaruje dla połączenia Hub Line i PowerTube 360 nawet około 89 km zasięgu w trybie Eco, choć ten rzeczywisty będzie oczywiście mocno zależny od terenu, masy rowerzysty, temperatury i intensywności wspomagania.

Cube Editor Hybrid 360 ma wyglądać jak rower

Właśnie tutaj dochodzimy do rzeczy dla mnie najciekawszej. Editor Hybrid 360 nie próbuje wykorzystać elektryfikacji jako elementu stylistycznego. Aluminiowa rama, sztywny widelec i niemal niewidoczny silnik sprawiają, że z boku naprawdę łatwo pomylić go z klasycznym miejskim rowerem.

Bazowy rower w tej serii (Editor Hybrid ONE 360 FE) kosztuje w Wielkiej Brytanii 1699 funtów, czyli około 8600 zł przy obecnym kursie funta, a przy tym waży 20 kg. Ma ośmiobiegowy napęd Shimano Essa, hydrauliczne hamulce tarczowe oraz fabrycznie zamontowane światła, błotniki, stopkę i bagażnik. Ciekawszy wydaje mi się jednak Editor Hybrid Pro 360 FE. Cube wyrzucił z niego klasyczną przerzutkę, zastosował pojedyncze przełożenie oraz pasek Gates, tworząc coś bliskiego miejskiego e-bike w stylu “wsiądź i jedź”. Producent podaje masę 19,2 kg oraz cenę 1899 funtów, czyli około 9600 zł. Cała rodzina Editor Hybrid kosztuje od około 8600 do 15100 zł.

Czytaj też: Technologia z samochodów i myśliwców w rowerze. Volkswagen trochę przesadził

Pasek zamiast łańcucha, brak przerzutki i silnik przekazujący swoją siłę bezpośrednio na tylne koło oznaczają mniej elementów napędu, które trzeba regularnie czyścić i regulować. Nie oznacza to oczywiście roweru bezobsługowego, ale właśnie taki kierunek ma według mnie ogromny sens w mieście. Sprzęt ma bowiem służyć do przemieszczania się, a nie regularnego przypominania właścicielowi, że jest zaawansowaną maszyną.

Cube ma też elektrycznego potwora za prawie 25000 zł

Żeby było ciekawiej, firma Cube jednocześnie zaprezentowała zupełnie drugi koniec tej samej filozofii. Supreme Hybrid C:62 Deluxe korzysta z karbonowej ramy typu step-through, amortyzowanego widelca Suntour o skoku 50 mm oraz centralnego Bosch Performance Line CX generującego do 100 Nm. Do tego dochodzi akumulator 600 Wh, pasek Gates i ekran Kiox 500.

Topowa odmiana SLT dostaje jeszcze bezstopniową przekładnię Enviolo oraz Bosch ABS. Waży 26,4 kg i kosztuje 4899 funtów, czyli w prostym przeliczeniu około 24700 zł. Tańszy SLX zaczyna się od 4499 funtów, a więc około 22700 zł. To jednak już praktycznie technologiczny demonstrator na dwóch kołach, a nie próba ukrycia elektryfikacji.

Czytaj też: Rower trekkingowy godny XXI wieku? Zawieszenie jak lekki MTB, 100 Nm i napęd na lata

Odświeżenie gamy Cube’a jest zresztą znacznie szersze. Fold Hybrid oraz Compact Hybrid dostały nowe aluminiowe ramy, a składany Fold także zmieniony mechanizm składania i wygodniejszy uchwyt do przenoszenia. Fold Hybrid Deluxe 540 wykorzystuje 75-Nm silnik Bosch Performance Line, akumulator 540 Wh i pięciobiegową piastę Shimano Nexus, kosztując około 15100 zł. Sam Fold zaczyna się od około 13600 zł, a Compact Hybrid od około 12600 zł. Zmiany objęły również Kathmandu Hybrid, Touring Hybrid oraz cargo Longtail Hybrid.

Przyszłość rowerów elektrycznych może być coraz subtelniejsza

Najbardziej podoba mi się w rowerze Editor to, że nie próbuje przekonywać nas do przyszłości za pomocą futurystycznej formy. Robi coś dokładnie odwrotnego, bo sprawia, że nowoczesna technologia zaczyna znikać. Jeszcze kilka lat temu elektryczny rower łatwo było rozpoznać po wielkim pakiecie akumulatorów, grubych rurach i dużej jednostce przy korbie. Teraz silnik mieści się w piaście, akumulator znika w ramie, oprogramowanie samo dobiera wspomaganie, a po przekroczeniu 25 km/h napęd zwyczajnie odłącza się od jazdy. Jest to trochę ten sam moment, który elektronika użytkowa przeszła już wcześniej – technologia staje się naprawdę dojrzała wtedy, kiedy przestajemy ją zauważać.`

Źródła: Cube Editor Hybrid ONE 360 FE, Bosch Hub Line

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.