Gravel połknął MTB. Wydrukowali z tytanu rozwiązanie rowerowego problemu, którego nie było

Branża rowerowa chyba nie potrafi długo pozostawić prostych pomysłów w spokoju. Taki gravel miał być kiedyś rowerem, który kończy dyskusję o specjalizacji. Bierzesz jedną maszynę, cieszysz się z jej wszechstronności i nie zastanawiasz się po każdej przejażdżce, czy przypadkiem nie potrzebujesz trzech innych rowerów.
Gravel połknął MTB. Wydrukowali z tytanu rozwiązanie rowerowego problemu, którego nie było

Od jakiegoś czasu obserwuję więc coś dokładnie odwrotnego. Gravele zaczęły dzielić się na coraz bardziej wyspecjalizowane odmiany, a producenci próbują jednocześnie zwiększać prędkość, komfort i możliwości terenowe. Właśnie dlatego zainteresował mnie nowy Mosaic GT i55, bo przy jego projektowaniu firma dosłownie doszła do miejsca, w którym tradycyjne metody produkcji zaczęły przeszkadzać inżynierom.

Opona 55 mm w gravelu przestaje być absurdem

Jeszcze kilka lat temu opona o szerokości 40 mm wyglądała w szybkim gravelu całkiem pokaźnie. Pierwszy Mosaic GT powstawał właśnie w takich realiach. Potem pojawiło się 45 mm, wcześniejsze widelce Enve pozwalały dojść do około 50 mm, a specjalny GT-X przyjmował nawet opony 57 mm. Teraz standardowy GT i55 dostał prześwit na opony 700 x 55 mm zarówno z przodu, jak i z tyłu. I tutaj zaczyna się problem, bo zwiększanie miejsca między rurami ramy nie jest proste. Trzeba nadal zmieścić korbę, przednią zębatkę i koło, a przy tym zachować geometrię, dzięki której rower nie zacznie prowadzić się jak wyprawowy autobus.

Czytaj też: Ten rower elektryczny wygląda dziwnie nie bez powodu. Superior postawił na 25 mm

Mosaic chciał jednocześnie zachować możliwość stosowania blatu 1x o wielkości do 50T i skrócić tylny trójkąt do 430 mm, czyli o 5 mm względem i45. Rozwiązaniem okazał się specjalny łącznik chainstayów drukowany w 3D z tytanu oraz przesunięta rura podsiodłowa. Właśnie ten detal uważam za najciekawszy. Druk 3D nie pojawia się tutaj po to, żeby producent mógł po prostu chwalić się nową technologią. Zamiast tego pozwala stworzyć element o geometrii, której wykonanie z klasycznie obrabianych i spawanych rur byłoby znacznie trudniejsze.

Podobną filozofię widziałem już przy tytanowym Sturdy SC-R, gdzie druk 3D uzupełnia klasyczne rury dokładnie tam, gdzie potrzebne są bardziej skomplikowane węzły. Jeszcze dalej poszedł opisany przeze mnie Revel Project RaTical i przez to mam wrażenie, że właśnie tak będzie wyglądała przyszłość metalowych ram premium. Nie będą to całkowicie wydrukowane konstrukcje, ale hybrydy wykorzystujące druk addytywny w miejscach, w których klasyczna rura przestaje wystarczać.

Mosaic musiał zaprojektować nawet własny widelec

Co ciekawe, rama nie była ostatnim problemem w tym nowym rowerze. Mosaic nie znalazł na rynku widelca z włókna węglowego, który jednocześnie oferowałby oczekiwany prześwit, miejsce na błoto, wewnętrzne prowadzenie przewodu hamulcowego i charakterystykę pasującą do szybkiego gravela. Firma zaprojektowała więc własny karbonowy widelec. Ma 415 mm długości, mocowania błotników i geometrię przygotowaną również pod krótkoskokowe amortyzatory gravelowe.

Czytaj też: Rower z tytanu za około 6000 zł. Giganci będą musieli wyjaśnić swoje ceny

Do tego dochodzi suport T47, hak UDH, osie 12 mm, hamulce flat mount oraz w GT-1 powiększona główka IS52 pozwalająca całkowicie schować przewody. Ten szczegół dotyczący amortyzacji jest moim zdaniem szczególnie wymowny. Pisałem już, że gravel race coraz bardziej odkleja się od dawnego wyobrażenia o spokojnym rowerze na szuter, ale z drugiej strony mamy takie konstrukcje jak Salsa Wanderosa, które wręcz zacierają granicę między gravelem i MTB.

Mosaic znajduje się dokładnie między tymi światami. Chce grubych opon i potencjalnej amortyzacji, ale jednocześnie krótkiego tylnego trójkąta, dużego blatu i prowadzenia typowego dla roweru wyścigowego. Jeszcze niedawno powiedzielibyśmy zapewne, że tych wymagań nie da się sensownie pogodzić. Dziś odpowiedzią staje się drukarka 3D do metalu.

Tytanowa przyszłość nie będzie tania

Naturalnie za takie eksperymenty trzeba zapłacić i to bardzo dużo. Według informacji premierowych GT-1 i55 wykonywany na zamówienie kosztuje 8250 dolarów, czyli przy obecnym kursie około 30,7 tys. zł za zestaw ramowy. GT-2 i55 został z kolei wyceniony na 5000 dolarów, czyli około 18,6 tys. zł. Jesienią mają być szerzej dostępne tańsze wersje Batch Built w ośmiu standardowych rozmiarach. GT-1 i55 kosztuje obecnie 7500 dolarów, czyli około 28 tys. zł. W przypadku GT-2 materiał premierowy podawał 4250 dolarów, ale sklep Mosaic pokazuje obecnie 4200 dolarów, czyli około 15,7 tys. zł. Zamówienia przedpremierowe trwają do 31 sierpnia, a pierwsze dostawy producent zapowiada na końcówkę września.

Naturalnie są to absurdalne pieniądze, jeśli patrzymy na GT i55 jak na zwykłą ramę do gravela. Tyle że chyba właśnie tutaj leży sedno tej konstrukcji. Nie jest ona próbą pokazania, czego potrzebuje przeciętny rowerzysta. Pokazuje raczej to, gdzie znalazł się segment premium, kiedy projektanci przestali pytać “ile wystarczy?”, a zaczęli pytać “co jeszcze możemy połączyć?”. Dla mnie GT i55 jest więc ciekawszy jako zapowiedź niż jako produkt.

Czytaj też: Fox podłączył siodełko do akumulatora roweru. Wreszcie… ale czterocyfrowa cena powala

Opony zbliżające się rozmiarem do MTB, geometria nastawiona na ściganie, elementy tytanowe z drukarki 3D i widelec przygotowany pod amortyzację brzmią dziś jak zestaw ekstremalnych rozwiązań dla garstki klientów. Za kilka lat część z tych pomysłów może jednak zejść znacznie niżej cenowo. W branży rowerowej przyszłość bardzo często właśnie tak się zaczyna – od czegoś potwornie drogiego, czego podobno nikt normalny nie potrzebuje.

Źródła: Mosaic

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.