ASUS znudził się komputerami. Teraz chce zamienić twój rower w e-bike’a

Firma ASUS kojarzy mi się z laptopami, kartami graficznymi, monitorami i całym katalogiem elektroniki dla graczy. Dlatego wejście tego producenta na rynek rowerowy brzmi początkowo jak dziwny eksperyment. Zwłaszcza że producent nie zaprezentował kompletnego roweru elektrycznego, a coś, co ma zelektryfikować stary rower, który już stoi w garażu. Czy w ogóle warto to rozważyć?
ASUS znudził się komputerami. Teraz chce zamienić twój rower w e-bike’a

Proponowany przez ASUS-a system Oxiis E250G1 to zestaw konwersyjny montowany przy sztycy podsiodłowej. Jego integracja z rowerem obywa się bez wymiany koła, korby, kasety czy prowadzenia dodatkowego okablowania przez ramę. ASUS chce więc wejść w segment, który rośnie razem z popularnością elektrycznych rowerów, ale zrobić to możliwie mało inwazyjnie, a to niekoniecznie najlepsze rozwiązanie.

ASUS Oxiis E250G1 napędza rower przez oponę

Zasada działania ASUS Oxiis E250G1 jest banalna. Elektrycznie napędzana rolka ląduje na tylnej oponie i poprzez tarcie przekazuje na nią moment obrotowy. Oznacza to, że zwykły rower zyskuje wspomaganie tylnego koła bez ingerencji w jego fabryczny napęd. Oczywiście nie jest to w żadnym razie nowy pomysł. Podobnie działa chociażby Livall PikaBoost 2, podczas gdy inne zestawy pokroju Cyplore czy Skarper rozwiązują problem zupełnie inaczej. ASUS próbuje więc przede wszystkim dopracować znaną już koncepcję.

Czytaj też: Przyszłość rowerów nie musi być z karbonu. Cane Creek właśnie to udowodnił

Silnik Oxiis zapewnia 250 W mocy ciągłej i maksymalnie 500 W chwilowo. Wspomaganie w europejskiej konfiguracji ma kończyć się przy 25 km/h, a dostępne są trzy tryby pracy, bo Eco, Normal oraz Sport, które można zmieniać z aplikacji lub przyciskiem na urządzeniu. Aby miało to jakikolwiek sens pod kątem prawa, na korbę trafia bezprzewodowy czujnik kadencji, a ASUS wspomina dodatkowo o funkcji Adaptive Boost, która ma zwiększać pomoc podczas podjazdów. Nie ma więc tutaj bardziej zaawansowanego czujnika momentu obrotowego, zapewniającego naturalniejsze wrażenie wspomagania, a to akurat ma ogromne znaczenie.

W dobrych rowerach elektrycznych właśnie pomiar siły nacisku na pedały odpowiada za bardzo naturalne dawkowanie mocy. System bazujący głównie na kadencji działa zaś bardziej zero-jedynkowo, bo sprawdza to, jak rowerzysta pedałuje. Bez jazdy próbnej trudno jednak stwierdzić, czy Oxiis rzeczywiście będzie dawał wrażenia zbliżone do pełnoprawnego roweru elektrycznego.

Zasięg do 50 km, ale tylko w trybie Eco

Cały system waży około 3,7 kg, a wymienny akumulator ma pojemność 158,4 Wh. To więc niewiele na tle typowych rowerów elektrycznych, których akumulatory mają często 500-800 Wh, ale tutaj ma to sens. Oxiis ma pozostać małym modułem, który można szybko założyć i zdjąć, a nie traktować jako coś, co musi być na rowerze już na zawsze po pierwszym zamontowaniu.

ASUS deklaruje do 50 km jazdy w Eco, a w trybie Sport zasięg może spaść do około 10 km. Jak zwykle przy rowerach elektrycznych trzeba traktować te liczby orientacyjnie, bo wynik mocno zależy od masy rowerzysty, terenu, wiatru, opon i naszego własnego wkładu w pedałowanie. Na spektakularne wyniki nie ma co jednak liczyć, bo nie jest to w żadnym razie optymalne rozwiązanie elektryfikacji roweru.

Czytaj też: Ten elektryczny rower prawie nie wygląda jak e-bike. Mówi to więcej niż może się wydawać.

Ciekawie wygląda zaś samo ładowanie. Obyło się bowiem bez dedykowanej ładowarki, bo akumulator obsługuje USB-C Power Delivery do 100 W, więc pełne uzupełnienie energii ma zajmować około dwóch godzin. Akumulator ma 158,4 Wh, a więc mieści się poniżej granicy 160 Wh stosowanej w lotnictwie. Jednocześnie przekracza standardowe 100 Wh, dlatego przewóz samolotem może wymagać zgody linii lotniczej. Nie jest to tym samym byle sprzęt, który można bez zastanowienia wrzucić do bagażu podręcznego.

Pasuje do wielu rowerów, ale nie do każdego

Oxiis obsługuje koła od 16 do 29 cali i opony o szerokości do 60 mm. ASUS wymienia rowery miejskie, trekkingowe, gravele, szosówki, składaki i hardtaile, więc tak naprawdę większość typowych jednośladów. Odpadają jednak pełnozawieszone MTB, karbonowe sztyce oraz mocno klockowane opony. Problemem może być również klasyczny błotnik biegnący bezpośrednio nad tylnym kołem, bo dokładnie tam musi znaleźć się rolka napędowa, więc z Oxiis E250G1 możecie powitać się z mokrymi, a nawet ubłoconymi plecami przy jeździe po deszczu.

Czytaj też: Rower staje się czymś więcej. Avinox schował napęd i przerzutkę w jednej obudowie

Mam też wątpliwości co do odporności na pogodę. Oxiis otrzymał IPX4, więc powinien wytrzymać zachlapanie i lekki deszcz, ale ASUS nie zaleca jazdy podczas intensywnych opadów. Jak na urządzenie pracujące tuż nad tylną oponą, która wyrzuca wodę i błoto prosto w jego stronę, nie jest to szczególnie imponujące. Największą niewiadomą pozostaje jednak sama cena, bo ASUS jej jeszcze nie podał, a jest ona kluczowa, jako że Oxiis E250G1 nie jest żadnym unikatem na rynku i spotka się ze sporą konkurencją.

Czy w ogólnym rozrachunku jest to w ogóle dobry produkt? Zależy. Jako potencjalnie tani sposób na elektryfikację roweru daleko mu do czegoś, co z marszu należy odrzucić. Jednak ma to swoje wady, bo taki system nie jest specjalnie efektywny energetycznie, a na dodatek zwiększa zużycie bieżnika opony. W niektórych przypadkach może być jednak jedynym wyściem.

Źródła: ASUS – Oxiis E250G1

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.