Przyszłość rowerów nie musi być z karbonu. Cane Creek właśnie to udowodnił

Stal jest klasyczna i trwała, aluminium pozostaje rozsądne cenowo, a karbon jest lekki, nowoczesny oraz odpowiednio drogi. Tytan to zaś ciągle niszowy materiał. Ostatnio zauważyłem jednak, że ten podział zaczyna się rozjeżdżać i materiały premium zaczynają momentami tracić swoją absolutną wyjątkowość. Zwłaszcza że współczesne stopy aluminium coraz częściej zbliżają się do włókna węglowego na tyle mocno, że przeciętny użytkownik powinien dwa razy zastanowić się nad dopłatą. Nowa sztyca Cane Creek GXC jest jednym z lepszych przykładów tego trendu.
Przyszłość rowerów nie musi być z karbonu. Cane Creek właśnie to udowodnił

Firma Cane Creek kojarzy się przede wszystkim z konstrukcjami, które mają pracować pod rowerzystą. Thudbuster wykorzystuje charakterystyczny mechanizm równoległoboku, a eeSilk+ przemyca odrobinę kontrolowanego ugięcia do graveli i rowerów szosowych. Teraz jednak ten producent zaprezentował swoją pierwszą klasyczną, sztywną sztycę podsiodłową o nazwie GXC, która swoją prostotą zebrała uwagę branży. Cane Creek wziął bowiem banalny rowerowy komponent i dopracował go tam, gdzie rzeczywiście ma to znaczenie, czyli w masie, regulacji, trwałości oraz cenie. Tego typu podobny zwrot w stronę rozsądniej wykorzystanego metalu widać również w innych miejscach, bo np. przy aluminiowym Cannondale CAAD14.

236 gramów i najważniejszy problem karbonu

W przypadku GXC producent postawił ze stopu aluminium 2014. Wersja o średnicy 27,2 mm waży deklarowane 236 gramów, a wariant 31,6 mm już 248 gramów. Obie mają 350 mm długości, maksymalne wysunięcie 250 mm i cofnięcie siodełka wynoszące 10 mm. Cane Creek celuje więc przede wszystkim w rowery szosowe, gravele oraz część lekkich maszyn cross-country.

Czytaj też: W tygodniu zakupy, a w weekend rowerowy biwak. Bosch napędził uniwersalnego hardtaila

Nie są to wartości rekordowe, bo najlżejsze sztyce karbonowe potrafią zejść w okolice 150 gramów, ale dla większości użytkowników różnica kilkudziesięciu gramów jest trudna do obrony, gdy do roweru trafia pełny bidon, pompka i telefon. Nie bez powodu więc Cane Creek przekonuje, że GXC waży tylko nieznacznie więcej od karbonowych sztyc kosztujących trzykrotnie więcej.

Czytaj też: Wielkie koła, tytan i waga 11,8 kg. Rower Fargo powstał dla gigantów

Sam stop aluminium 2014 nie jest z kolei jakimś odkryciem rodem z laboratorium. Jest to wysokowytrzymałe aluminium z dodatkiem miedzi, które pozwala ograniczyć ilość materiału. O jakości GXC zdecyduje jednak projekt rury, obróbka oraz zabezpieczenie powierzchni.

Jedną śrubę wyregulujemy na trzy sposoby

Najciekawszym elementem GXC nie jest nawet masa, lecz zacisk siodełka. Cane Creek zastosował elementy ze stali nierdzewnej oraz przednią śrubę, którą można obracać ręcznie, imbusem 4 mm albo kluczem 16 mm. Dostęp jest możliwy z boku, a przy odpowiednim wycięciu w siodełku również od góry. Świetna wiadomość, bo przy ograniczonym dostępie do śruby prosta regulacja szybko zmienia się w irytującą zabawę krótkim kluczem. Widać tu zresztą tę samą filozofię, którą Cane Creek pokazał przy systemie HCR upraszczającym demontaż zintegrowanego kokpitu.

Czytaj też: Goodyear przeniósł obsesję Formuły 1 na rowery

Wchodząc w szczegóły, producent oferuje GXC wyłącznie z cofnięciem wynoszącym 10 mm. Według Cane Creek jest to neutralny kompromis, który dzięki możliwości przesuwania siodełka na prętach powinien odpowiadać większości rowerzystów. W dużej części przypadków zapewne tak będzie, ale słowo “większość” nie oznacza “wszyscy”. Zacisk obsługuje z kolei okrągłe metalowe pręty 7 x 7 mm oraz owalne karbonowe 7 x 9 mm. Dostępne są polerowane wersje czarna i srebrna, mające pasować do mostka GXC wprowadzonego w 2024 roku. Brakuje natomiast popularnej w rowerach górskich średnicy 30,9 mm, co jasno pokazuje, że producent nie próbuje obsłużyć całego rynku jednym modelem.

Około 340 zł za aluminiową rurę. Tanio czy drogo?

Cena w USA wynosi 89,99 dolara, czyli około 340 zł w prostym przeliczeniu. Polska cena będzie zapewne wyższa po doliczeniu podatku, transportu i marży dystrybutora, ale GXC nadal powinna pozostać wyraźnie poniżej wielu sztyc karbonowych klasy premium. Czy jednak ponad 300 zł za aluminiową sztycę to mało? Nie. Tańsze części również utrzymają siodełko na właściwej wysokości. W GXC płacimy jednak za niską masę, dopracowany zacisk, stalowe elementy oraz markę, bo to komponent z wyższej półki, który próbuje podważyć sens dopłaty do włókna węglowego.

Źródła: Cane Creek

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.