Wielkie koła, tytan i waga 11,8 kg. Rower Fargo powstał dla gigantów

Branża rowerowa regularnie próbuje przekonać nas, że właśnie wymyśliła koło na nowo. Najczęściej kończy się to na nowym kształcie ramy, kilku gramach mniej i wysokiej cenie. Czasami jednak ktoś naprawdę rusza element, który przez lata wydawał się już ustalony i tak też było kiedyś z przesiadką z 26 na 29 cali. Większe koła początkowo uchodziły za ciężkie, nieporęczne i przeznaczone głównie dla wysokich zawodników, a dziś są standardem w rowerach górskich. Teraz mam wrażenie, że Salsa z nowym rowerem Fargo próbuje rozpocząć podobną historię od nowa, tyle że tym razem poszła jeszcze dalej.
Wielkie koła, tytan i waga 11,8 kg. Rower Fargo powstał dla gigantów

Fargo od lat stoi na pograniczu gravela, MTB i roweru wyprawowego. Baranek łączy się tu z terenową geometrią, dużą liczbą mocowań i konstrukcją przygotowaną na długie trasy poza asfaltem. W szóstej generacji Salsa uznała jednak, że zwykłe koła 29-calowe już nie wystarczą.

Salsa Fargo 32 nie jest pokazowym prototypem

W dążeniu do wdrażania nowości na rynek, Salsa wprowadziła nowy rower Fargo, który powstał wokół obręczy ISO 686 mm, czyli tych określanych jako 32-calowe. Producent przygotował do tego dwie ramy – jedną ze stali chromowo-molibdenowej, a drugą z tytanu 3/2,5. Obie wersje korzystają z karbonowego widelca i mieszczą opony o szerokości do około 61 mm, ale najważniejsze jest to, że Salsa nie wsadziła wielkich kół do starej ramy.

Czytaj też: W tygodniu zakupy, a w weekend rowerowy biwak. Bosch napędził uniwersalnego hardtaila

Geometrię (m.in. kąt główki ramy rzędu 67 stopni) została zaprojektowała od nowa i bardzo dobrze, bo przy tej średnicy kół nawet kilka milimetrów może zdecydować, czy rower będzie stabilny, czy zwyczajnie niezdarny. Podobne rozmywanie granicy między gravelem i MTB widać przy innych konstrukcjach Salsy, choć Fargo robi to bez silnika.

Nie bez powodu pierwsza myśl po zobaczeniu Fargo 32 jest prosta i brzmi w stylu “wreszcie rower dla kogoś, kto ma ponad dwa metry wzrostu”. Tymczasem najmniejszy rozmiar S ramy tego roweru ma pasować już do osób mierzących około 157 cm, co uważam za jeden z najważniejszych elementów projektu. Dotychczasowe rowery 32-calowe kojarzyły się bowiem głównie z wysokimi użytkownikami, bo wielkie koło utrudnia zaprojektowanie niskiej ramy i zachowanie sensownej pozycji. Salsa próbuje z kolei udowodnić, że da się zbudować taką konstrukcję również dla znacznie niższych osób.

Czytaj też: Goodyear przeniósł obsesję Formuły 1 na rowery

Skąd w ogóle pomysł na to, aby zwiększać jeszcze bardziej średnicę koła rowerowego? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Większe koło łagodniej najeżdża na kamienie, korzenie i dziury, łatwiej utrzymuje prędkość i może zapewnić większy kontakt opony z podłożem. Na dodatek po rozpędzeniu powinno płynniej przetaczać się przez nierówny teren i tutaj akurat kluczowe są słowa “po rozpędzeniu”. Większa obręcz, opona i dłuższe szprychy oznaczają bowiem więcej masy oddalonej od osi. Rozpędzenie takiego zestawu wymaga większego wysiłku, a każde hamowanie, ciasny zakręt i ponowne przyspieszanie przypominają o tym, że fizyki nie da się oszukać, a “większe” nie zawsze znaczy “lepsze”.

Najnowszy Fargo to nadal rower wyprawowy

Salsa nie poświęciła użyteczności na rzecz jakiegoś kołowego efekciarstwa. Widelec ma mocowania Three-Pack i punkty dla przedniego bagażnika, a rama pozwala dołożyć bidony, torby oraz akcesoria. Do tego dochodzi zgodność z amortyzowanym widelcem o skoku 80 mm, standard UDH, gwintowany suport BSA 73 mm i w dużej mierze zewnętrzne prowadzenie przewodów. Nie wygląda to wprawdzie zbyt futurystycznie, ale w rowerze wyprawowym łatwy serwis i brak autorskich części są ważniejsze niż idealnie czysta rama.

Nie oznacza to jednak, że nowy Fargo 32 jest tani, bo sam stalowy zestaw ramowy kosztuje w USA 1799 dolarów, czyli około 6740 zł, a wersja tytanowa została wyceniona na 3499 dolarów, a więc około 13100 zł. Do tego trzeba doliczyć napęd, koła, hamulce i całe pozostałe wyposażenie, więc finalnie kompletny tytanowy rower może więc kosztować tyle, co przyzwoity samochód używany. Jednocześnie jednak tytan jest odporny na korozję, trwały i pasuje do sprzętu, który ma służyć przez lata. Eksperymentalne konstrukcje z tytanu pokazują zresztą, dlaczego materiał wraca w sprzęcie z najwyższej półki. Płacimy jednak także za trudniejszą produkcję i niszowość.

Jednocześnie musimy pamiętać, że taki rower nie jest dla wszystkich, bo w unikatach tego typu pozostaje pytanie, co stanie się po rozcięciu opony kilkaset kilometrów od domu. Właśnie na dostępności podzespołów polegnie albo wygra cała idea kół 32-calowych. Do tej pory m.in. Teravail przygotował obręcze oraz dwie opony ISO 686 mm i choć jest to dobry początek, ale nadal tylko początek. Oponę lub dętkę 29-calową kupimy w niemal każdym większym sklepie. Z odpowiednikiem 32-calowym będzie znacznie trudniej, a przecież Fargo powstała do dalekich wyjazdów.

Czytaj też: Tytanowy kask full-face na rower. Rowerzyści niczym hokeiści

Tak jednak zaczynają się nowe standardy. Najpierw wyglądają dziwnie, są drogie i trudno znaleźć do nich części, a później nagle okazuje się, że wszyscy robią dokładnie to samo.

Źródła: Salsa Cycles

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.