W pogoni za coraz to wydajniejszym napędem czasem zapominamy, że rower nadal pozostaje rowerem. Ma łańcuch, kasetę, wolnobieg, ograniczoną przyczepność opon i użytkownika, który nie zawsze chce czuć pod nogą elektroniczny młot pneumatyczny. Dlatego coraz ciekawsze robią się nie te rozwiązania, które po prostu podnoszą parametry, ale te, które próbują lepiej zarządzać momentem, wsparciem i zużyciem osprzętu. W e-MTB nie chodzi przecież wyłącznie o to, żeby silnik był mocny. Liczy się też sposób, w jaki pomaga na mokrych korzeniach, stromym uskoku, ciasnym wyjściu z zakrętu albo podczas ruszania z obciążeniem. Bosch najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku, bo jego nowa aktualizacja nie jest zwykłym “dajmy więcej mocy”.

Bosch Performance Upgrade 2.0 podnosi parametry, ale robi to z ograniczeniami
Performance Upgrade 2.0 to darmowa aktualizacja OTA (Over The Air) dla wybranych jednostek napędowych Bosch Smart System, która jest dostępna od 4 maja 2026 roku przez aplikację eBike Flow. Dzięki niej część silników może zacząć dostarczać do 120 Nm momentu obrotowego i do 600% wspomagania, ale nie jest to proste odblokowanie pełnej siły w każdej sekundzie jazdy. Bosch zostawia podstawowe ustawienia jako punkt wyjścia, a te wszystkie wyższe wartości użytkownik reguluje suwakiem w aplikacji. Do tego producent roweru może ograniczyć maksymalny dostępny moment już fabrycznie, więc nie każdy model z kompatybilnym silnikiem zachowa się tak samo.
Czytaj też: No i to jest porządny rower. Tak porządny, że “zabił” trzy inne modele, a ceną zmusza do ucieczki

Wspomniane 600% wspomagania działa tylko do 15 km/h i tylko w wybranych trybach, czyli Race, Turbo, eMTB+, Cargo oraz Auto. Powyżej tego progu system wraca do niższych wartości zależnych od konkretnego napędu i trybu. W europejskich realiach nadal mówimy więc o e-bike, który wspiera pedałowanie i nie przekracza typowej granicy wspomagania do 25 km/h, a nie o rowerze udającym lekki motocykl. Jest to o tyle ważne, że prawo unijne traktuje jako zwykłe rowery tylko konstrukcje z maksymalną prędkością wspomagania 25 km/h i ciągłą mocą znamionową na poziomie 250 watów.

Na papierze wzrost wygląda okazale. Performance Line CX w wersji BDU384Y przechodzi z bazowych 85 Nm do nawet 120 Nm, a Performance Line CX-R z bazowych 100 Nm także może dojść do 120 Nm. Moc szczytowa pozostaje na poziomie 750 watów, więc Bosch nie przesuwa całego systemu w stronę bezmyślnej eskalacji. Zamiast tego zwiększa zapas momentu i poziom wspomagania tam, gdzie niska prędkość oraz duże obciążenie faktycznie utrudniają jazdę. Jednocześnie 120 Nm nie mają zastąpić nóg, tylko pomóc w najgorszym momencie, bo system ma rozpoznawać trudne fragmenty trasy, a pełne wsparcie ma pojawiać się przy stromych podjazdach, sekwencjach korzeni, wysokich stopniach, ciasnych nawrotach czy wyjściach z zakrętów, aby następnie wracać do spokojniejszej charakterystyki.
Trzeba jednak zachować dystans do samej liczby 120 Nm. Moment obrotowy w silniku centralnym nie przekłada się bowiem jeden do jednego na “lepszy rower”. Znaczenie ma wtedy zawieszenie, ogumienie, przełożenie, masa zestawu i oprogramowanie zarządzające tym momentem. DJI Avinox już wcześniej pokazał, że rynek potrafi pójść w mocne wartości, bo jego system oferuje 130 Nm stale i 150 Nm w trybie Boost, a przy tym bardzo wysoką moc szczytową. Bosch odpowiada więc na konkurencję, ale robi to bardziej zachowawczo i programowo.
Dobrze, że taka aktualizacja trafia do istniejących rowerów
Pierwszy powód do zadowolenia jest prosty: Bosch nie próbuje sprzedać tej zmiany wyłącznie jako argumentu za zakupem nowego roweru. Właściciele kompatybilnych systemów dostają aktualizację programową, a więc bez wymiany silnika i nawet bez wizyty w serwisie. W branży, w której bardzo łatwo wmówić użytkownikowi, że roczny sprzęt stał się nagle przestarzały, takie podejście ma znaczenie, choć jednocześnie nie oznacza to pełnej równości.

Najwięcej zyskają użytkownicy najnowszych jednostek Performance Line CX-R, Performance Line CX BDU384Y oraz Cargo Line BDU384Y. Starszy Performance Line CX BDU374Y nie dostanie podniesienia momentu do 120 Nm, choć może otrzymać wyższy poziom wspomagania. Jest to nadal dobra wiadomość, ale pokazuje też, że “darmowa aktualizacja” nie znaczy “wszystko dla wszystkich”, co sugeruje nawet, że w świecie rowerów elektrycznych kompatybilność i wsparcie posprzedażowe będą coraz częściej równie ważne, jak sama specyfikacja silnika.

Drugi powód jest moim zdaniem jeszcze ważniejszy z punktu widzenia samej jazdy. Bosch nie mówi bowiem wyłącznie: “mamy więcej”. Mówi raczej: “mamy więcej wtedy, kiedy ma to sens”. Jest to akurat w moich oczach istotna zmiana, bo e-MTB cierpią nie tylko na brak mocy, ale też na nadmiar źle podanej mocy. Zbyt agresywne wsparcie może zerwać przyczepność, szarpnąć łańcuchem, szybciej zużyć kasetę albo po prostu zabrać rowerowi naturalny charakter, a przecież przy dobrej jeździe technicznej chodzi o wyczucie, nie o wrażenie “regularnego kataputlowania”. Sam wątek trwałości silników i osprzętu w rowerach elektrycznych opisywałem już przy analizach napędu Boscha po 10000 km, bo e-bike nie jest zwykłym rowerem z małym dodatkiem. Jest to sprzęt, który zupełnie inaczej obciąża hamulce, opony, zawieszenie i elementy przeniesienia napędu.
Nowości od Bosch to nie tylko więcej możliwości w terenie
Drugą istotną zmianą jest regulowany Extended Boost. Sama funkcja nie jest nowa, ale teraz Bosch daje użytkownikowi suwak w aplikacji eBike Flow, pozwalający dostosować długość “dociągnięcia” po ruchu pedałem. Chodzi o sytuacje, w których rowerzysta próbuje przejechać przez korzeń, kamień albo wysoki stopień, ale nie ma miejsca na pełny obrót korbą. System może wtedy podać resztkowe wsparcie na dystansie do około 2 metrów. Jest to akurat pozornie skromna funkcja, ale na szlaku może być kluczowa, bo po prostu rower nie zatrzyma się w pół przeszkody, a pedał trafi w kamień.
Wśród nowości Bosch zawarł też Trick Check, czyli funkcję rozpoznawania i mierzenia skoków, wheelie, manuali oraz stoppie. System zapisuje czas, wysokość, dystans lub kąt, pokazuje ostatni trik na wyświetlaczu przez osiem sekund, a po jeździe pozwala przejrzeć dane w aplikacji. Obsługiwane wyświetlacze obejmują Kiox 300, Kiox 400C, Kiox 500, Purion 200 oraz Purion 400, a choć mnie taki dodatek nie przekonuje, to patrząc po niektórych rowerzystach wyczyniających czary nie tylko na szlakach, wiem, że wielu osobom się to spodoba.

Czytaj też: Połączyli dwa światy w unikalnym amortyzatorze rowerowym. Opowiem Ci, dlaczego to ważne
Do tego dochodzi Drivetrain Tensioner, czyli programowa optymalizacja, która redukuje luz między silnikiem a tylnym kołem. W praktyce chodzi o szybszą reakcję napędu i mniejsze opóźnienie po rozpoczęciu pedałowania, ale ta akurat funkcja ma trafić przez aktualizację od połowy 2026 roku do trybów eMTB+ i Race dla Performance Line CX-R oraz Performance Line CX BDU384Y. Gdyby tego było mało, Bosch zapowiedział również nową ładowarkę 12A o mocy około 500 W opartą na technologii GaN, która ma być kompatybilna ze wszystkimi akumulatorami Bosch smart system i trafić do sprzedaży pod koniec 2026 roku. Ładowanie PowerTube 800 ma zapewniać całe 50% w godzinę, ale tutaj jednak warto zachować chłodną głowę, bo szybsze ładowanie to większe obciążenie cieplne i wyższe wymagania wobec elektroniki oraz ogniw.
Bosch zrobił dobrą aktualizację, ale użytkownicy nie powinni ślepo ustawiać wszystkiego na maksimum
Największą zaletą Performance Upgrade 2.0 jest fakt, że Bosch daje wybór. Można zostać przy spokojniejszych ustawieniach, można podnieść moment, można włączyć wyższe wsparcie, można dopasować Extended Boost, a część nowych funkcji nie wymaga wymiany sprzętu. Stanowi to tym samym kierunek korzystny dla użytkownika, bo wydłuża życie istniejących rowerów i pozwala producentowi poprawiać charakter napędu po premierze.
Największe ryzyko też wynika z wyboru. Suwak w aplikacji kusi, żeby przesunąć wszystko na prawo i zostawić tak na stałe. Tyle że 120 Nm i 600% wspomagania nie są neutralne dla zasięgu ani dla napędu. Jeśli ktoś jeździ spokojnie, wozi dzieci w cargo albo używa rowera elektrycznego głównie komunikacyjnie, to powinien podejść do aktualizacji jak do narzędzia dopasowania charakteru roweru, a nie obowiązkowego tuningu.
Czytaj też: Te trzy nowe rowerowe gadżety mają ratować Twój dzień i nie powalać ceną
Dlatego podwójnie cieszy mnie właśnie nie sama liczba 120 Nm, lecz sposób jej wykorzystania. Po pierwsze, aktualizacja trafia do istniejących systemów, zamiast wymuszać zakup kolejnego roweru. Po drugie, Bosch nie próbuje udawać, że większy moment rozwiązuje wszystkie problemy, bo w dobrze zaprojektowanym e-bike najważniejsze staje się to, kiedy silnik pomaga, jak szybko się wycofuje i czy po wszystkim rower nadal zachowuje się jak rower.
Źródła: Bosch eBike

