No i to jest porządny rower. Tak porządny, że “zabił” trzy inne modele, a ceną zmusza do ucieczki

Piszę od kilku lat o rowerach i z każdą kolejną premierą odnoszę wrażenie, że gdzieś już to widziałem. Czy rynek jednośladów zrobił się zbyt tłoczny? Może. Jednak konkurencji nigdy nie jest za mało. Podobnie zresztą, jak uproszczeń oferty, bo choć “coś do wszystkiego jest do niczego” ma często sens, tak na rozdmuchanym miejscami rynku rowerów ta zasada moim zdaniem nie ma aż tak wielkiego sensu. Specialized Epic 9 poniekąd to potwierdza.
No i to jest porządny rower. Tak porządny, że “zabił” trzy inne modele, a ceną zmusza do ucieczki

W świecie rowerów górskich wiele się dzieje, a szczegóły często są jedynymi wyróżnikami konkretnych modeli na tle całego rynku. Niestety doprowadza to do pewnego “bałaganu”, bo XC przestało być jazdą po ubitych ścieżkach z krótkimi podjazdami, trail coraz częściej podgryza segment enduro, a gravele od dawna próbują podkradać rozwiązania rodem z MTB. Wystarczy spojrzeć na rowery łączące pełne zawieszenie, baranek i elektryczne wspomaganie albo eksperymenty z maszynami XC przerabianymi na szybkie gravele, żeby zrozumieć, że producenci nie projektują już sprzętu według dawnych szufladek. Tego typu napięcie między kategoriami widać było przy Salsie Wanderosa i projektach opartych na Scott Spark RC z zawieszeniem Flight Attendant, co sprawiło, że nowy Specialized Epic 9 przykuł szczególnie moją uwagę.

Jeden Epic zamiast Epic EVO, Epic World Cup i klasycznego Epic 8

Specialized Epic 9 to nie byle jednoślad. Ten model wziął na siebie rolę trzech rowerów, które do tej pory były sprzedawane osobno jako Epic EVO, Epic World Cup i klasycznego Epic 8. Nie oznacza to oczywiście, że ta trójca zniknie z rynku z dnia na dzień w sensie magazynowym. Pewne jest jednak, że w logice nowej gamy Specialized Epic 9 staje się główną platformą wyścigowego fulla w kategorii XC. Mogę więc powiedzieć, że Specialized postanowił uprościć rodzinę Epica, ale ta akurat prostota kończy się tam, gdzie zaczynają się ceny, elektronika i bardzo konkretne kompromisy.

Czytaj też: Cannondale zrobił aluminiową wyścigówkę. Rower CAAD14 to policzek dla taniego karbonu

Jednak czy w ogóle ten ruch ma sens? Jak dla mnie, oczywiście tak, bo nowoczesne XC nie jest już dyscypliną dla typowych rowerów, które kojarzą się nam z tym światem. Standardem staje się 120 mm skoku, regulowana sztyca, mocniejsze hamulce, szersze opony i geometria, która nie wpada w panikę na technicznych zjazdach. Dlatego też trudno się dziwić, że Specialized zachował 120 mm skoku z przodu i z tyłu w standardowym modelu Epic 9 (podobny do Epic World Cup, ale z 11% redukcją tarcia), ale jednocześnie zmienił sposób pracy zawieszenia, układ ramy i podejście do masy. Wyjątkiem jest wariant S-Works Epic 9 Ultralight LTD, który idzie bardziej w stronę ekstremalnej lekkości i korzysta ze 110-milimetrowego widelca RockShox SID SL Ultimate.

Jeśli idzie o wagę właśnie, to Specialized mocno opiera narrację na masie. Rama S-Works FACT 12m z damperem, zaciskiem sztycy, osią i osprzętem ma ważyć 1589 gramów, Epic 9 jest o 206 gramów lżejszy od Epic 8, a gotowy S-Works Epic 9 Ultralight LTD w rozmiarze medium schodzi do pełnych 8,5 kg. Brzmi to świetnie zwłaszcza w świecie rowerów z pełnym zawieszeniem… tylko że w przypadku współczesnego XC sama masa nie zamyka tematu. Rower może być absurdalnie lekki, ale jeśli traci kontakt z podłożem na kamieniach, marnuje przyczepność na stromym podjeździe albo robi się niepewny na szybkich sekcjach, to przewaga z tej wagi szybko wyparowuje. Firma ta zna się wprawdzie na rzeczy, ale nie oznacza to z automatu, że należy wierzyć produktowi. Wierzyć możemy co najwyżej niezależnym testom.

Zawieszenie i geometria bez udawania rewolucji

Najciekawsza zmiana w Epic 9 nie sprowadza się jednak do samego odchudzania ramy. Specialized przeprojektował zawieszenie tak, aby rower mniej tracił na pedałowaniu, ale nadal pracował wtedy, gdy tylne koło wpada na korzenie, kamienie i poprzeczne uderzenia. Obniżone przełożenie w okolicach sagu ma dawać lepsze podparcie pod mocą z nóg, a dalsza część krzywej ma utrzymać kontrolę i odporność na dobicie. Do tego dochodzą trzy tryby tłumienia: Wide Open na trudniejszy teren, Sprint-On-Lock do sprintów i gładkich przejazdów oraz Magic Middle jako ustawienie pośrednie, które ma łączyć stabilność przy pedałowaniu z aktywną pracą na nierównościach.

Czytaj też: Sprzedaj auto i rower. Ten elektryczny pojazd ma zastąpić Ci oba naraz

Geometria z kolei nie została wywrócona do góry nogami, bo Epic 8 był już wystarczająco nowoczesny. Standardowy Epic 9 ma 65,9 stopnia kąta główki ramy w ustawieniu “low” i 66,3 stopnia w “high”, 76 stopni kąta rury podsiodłowej, 44 mm offsetu widelca oraz chainstaye rosnące wraz z rozmiarem ramy od 435 do 442 mm. Flip chip pozwala lekko zmienić charakter roweru, bo ustawienie high podnosi suport i daje bardziej wyścigowe prowadzenie, a low obniża środek ciężkości i dodaje pewności w technicznym terenie. Osobnym przypadkiem pozostaje S-Works Epic 9 LTD UL, bo przez 110-milimetrowy widelec ma ostrzejszą, bardziej klasycznie wyścigową postawę niż standardowa platforma 120 mm.

Warto zauważyć, że S-Works Epic 9 i Epic 9 Pro korzystają z zawieszenia RockShox Flight Attendant, czyli systemu automatycznie zarządzającego pracą amortyzacji. W topowej wersji mamy SID Ultimate Flight Attendant z przodu i SIDLuxe Ultimate Flight Attendant z tyłu, a w Pro podobny zestaw połączony z ramą FACT 11m. W wersji S-Works Epic 9 pewna jest też obecność napędu SRAM XX SL Eagle Transmission, kół Roval World Cup z piastą DT Swiss 180 i masy na poziomie 9,66 kg. Z jednej strony automatyka zawieszenia ma sens w wyścigach, bo zawodnik nie musi co chwilę myśleć o blokadzie, ale z drugiej strony rower XC coraz bardziej przypomina złożony system z elektroniką, aplikacjami, aktualizacjami i komponentami, których serwis bywa drogi.

Ceny za rowery Epic 9 są tak wysokie, że lepiej usiąść

Polski cennik za nowe rowery Evo 9 studzi emocje. S-Works Epic 9 kosztuje 66499 zł, Epic 9 Pro 43499 zł, zestaw ramowy S-Works Epic 9 całe 31999 zł, S-Works Epic 9 LTD UL 63999 zł, a Epic 9 Expert 31999 zł. Oznacza to wszystko, że nawet “wejściowy” Epic 9 Expert jest rowerem za kwotę, za którą da się kupić bardzo dobry rower trailowy, solidnego gravela i jeszcze zostawić budżet na koła, napęd albo weekendowy wyjazd w góry. Największy paradoks? Wersja Pro wygląda jak najbardziej sensowny wybór dla bardzo poważnego amatora albo zawodnika, bo zachowuje Flight Attendant, koła z włókna węglowego i miernik mocy Quarq, ale 43499 zł nadal nie jest ceną, którą łatwo sobie zracjonalizować.

Jako sam pomysł produktowy rower Epic 9 ma sens. Jeden rower XC z pełnym zawieszeniem, 120 mm skoku, nowoczesną geometrią i bardziej aktywnym zawieszeniem może rzeczywiście zastąpić kilka bliskich sobie wariantów. Epic EVO był odpowiedzią na trudniejsze trasy, Epic World Cup próbował pogodzić hardtailową efektywność z odrobiną pracy tyłu, a Epic 8 był klasycznym środkiem rodziny. Epic 9 bierze z tego wszystkiego tyle, ile może, a jednocześnie próbuje uprościć przekaz.

Czytaj też: Ten rowerowy gadżet może uratować Ci zdrowie i życie. Jest tylko jeden problem

Nie jestem jednak przekonany, czy uproszczenie oferty rzeczywiście upraszcza sam wybór, bo im droższy jest dany rower, tym więcej pytań pojawia się o sens konkretnej konfiguracji. Czy potrzebujemy Flight Attendant, jeśli nie bierzemy udziału w wyścigach? Czy warto płacić za ultralekką wersję LTD z 110 mm skoku, gdy standardowa rama daje bardziej wszechstronny charakter? Czy brak starego rozwiązania z wewnętrznym schowkiem będzie dla kogoś wadą? Firma Specialized usunęła w tym modelu sporo masy i odświeżyła zawieszenie, ale przy okazji wyraźnie przesunęła model w stronę roweru, którym powinni zainteresować się przede wszystkim profesjonalni rowerzyści.

Źródła: Specialized

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.