W świecie rowerów górskich wiele się dzieje, a szczegóły często są jedynymi wyróżnikami konkretnych modeli na tle całego rynku. Niestety doprowadza to do pewnego “bałaganu”, bo XC przestało być jazdą po ubitych ścieżkach z krótkimi podjazdami, trail coraz częściej podgryza segment enduro, a gravele od dawna próbują podkradać rozwiązania rodem z MTB. Wystarczy spojrzeć na rowery łączące pełne zawieszenie, baranek i elektryczne wspomaganie albo eksperymenty z maszynami XC przerabianymi na szybkie gravele, żeby zrozumieć, że producenci nie projektują już sprzętu według dawnych szufladek. Tego typu napięcie między kategoriami widać było przy Salsie Wanderosa i projektach opartych na Scott Spark RC z zawieszeniem Flight Attendant, co sprawiło, że nowy Specialized Epic 9 przykuł szczególnie moją uwagę.

Jeden Epic zamiast Epic EVO, Epic World Cup i klasycznego Epic 8
Specialized Epic 9 to nie byle jednoślad. Ten model wziął na siebie rolę trzech rowerów, które do tej pory były sprzedawane osobno jako Epic EVO, Epic World Cup i klasycznego Epic 8. Nie oznacza to oczywiście, że ta trójca zniknie z rynku z dnia na dzień w sensie magazynowym. Pewne jest jednak, że w logice nowej gamy Specialized Epic 9 staje się główną platformą wyścigowego fulla w kategorii XC. Mogę więc powiedzieć, że Specialized postanowił uprościć rodzinę Epica, ale ta akurat prostota kończy się tam, gdzie zaczynają się ceny, elektronika i bardzo konkretne kompromisy.
Czytaj też: Cannondale zrobił aluminiową wyścigówkę. Rower CAAD14 to policzek dla taniego karbonu

Jednak czy w ogóle ten ruch ma sens? Jak dla mnie, oczywiście tak, bo nowoczesne XC nie jest już dyscypliną dla typowych rowerów, które kojarzą się nam z tym światem. Standardem staje się 120 mm skoku, regulowana sztyca, mocniejsze hamulce, szersze opony i geometria, która nie wpada w panikę na technicznych zjazdach. Dlatego też trudno się dziwić, że Specialized zachował 120 mm skoku z przodu i z tyłu w standardowym modelu Epic 9 (podobny do Epic World Cup, ale z 11% redukcją tarcia), ale jednocześnie zmienił sposób pracy zawieszenia, układ ramy i podejście do masy. Wyjątkiem jest wariant S-Works Epic 9 Ultralight LTD, który idzie bardziej w stronę ekstremalnej lekkości i korzysta ze 110-milimetrowego widelca RockShox SID SL Ultimate.


Jeśli idzie o wagę właśnie, to Specialized mocno opiera narrację na masie. Rama S-Works FACT 12m z damperem, zaciskiem sztycy, osią i osprzętem ma ważyć 1589 gramów, Epic 9 jest o 206 gramów lżejszy od Epic 8, a gotowy S-Works Epic 9 Ultralight LTD w rozmiarze medium schodzi do pełnych 8,5 kg. Brzmi to świetnie zwłaszcza w świecie rowerów z pełnym zawieszeniem… tylko że w przypadku współczesnego XC sama masa nie zamyka tematu. Rower może być absurdalnie lekki, ale jeśli traci kontakt z podłożem na kamieniach, marnuje przyczepność na stromym podjeździe albo robi się niepewny na szybkich sekcjach, to przewaga z tej wagi szybko wyparowuje. Firma ta zna się wprawdzie na rzeczy, ale nie oznacza to z automatu, że należy wierzyć produktowi. Wierzyć możemy co najwyżej niezależnym testom.
Zawieszenie i geometria bez udawania rewolucji
Najciekawsza zmiana w Epic 9 nie sprowadza się jednak do samego odchudzania ramy. Specialized przeprojektował zawieszenie tak, aby rower mniej tracił na pedałowaniu, ale nadal pracował wtedy, gdy tylne koło wpada na korzenie, kamienie i poprzeczne uderzenia. Obniżone przełożenie w okolicach sagu ma dawać lepsze podparcie pod mocą z nóg, a dalsza część krzywej ma utrzymać kontrolę i odporność na dobicie. Do tego dochodzą trzy tryby tłumienia: Wide Open na trudniejszy teren, Sprint-On-Lock do sprintów i gładkich przejazdów oraz Magic Middle jako ustawienie pośrednie, które ma łączyć stabilność przy pedałowaniu z aktywną pracą na nierównościach.
Czytaj też: Sprzedaj auto i rower. Ten elektryczny pojazd ma zastąpić Ci oba naraz

Geometria z kolei nie została wywrócona do góry nogami, bo Epic 8 był już wystarczająco nowoczesny. Standardowy Epic 9 ma 65,9 stopnia kąta główki ramy w ustawieniu “low” i 66,3 stopnia w “high”, 76 stopni kąta rury podsiodłowej, 44 mm offsetu widelca oraz chainstaye rosnące wraz z rozmiarem ramy od 435 do 442 mm. Flip chip pozwala lekko zmienić charakter roweru, bo ustawienie high podnosi suport i daje bardziej wyścigowe prowadzenie, a low obniża środek ciężkości i dodaje pewności w technicznym terenie. Osobnym przypadkiem pozostaje S-Works Epic 9 LTD UL, bo przez 110-milimetrowy widelec ma ostrzejszą, bardziej klasycznie wyścigową postawę niż standardowa platforma 120 mm.

Warto zauważyć, że S-Works Epic 9 i Epic 9 Pro korzystają z zawieszenia RockShox Flight Attendant, czyli systemu automatycznie zarządzającego pracą amortyzacji. W topowej wersji mamy SID Ultimate Flight Attendant z przodu i SIDLuxe Ultimate Flight Attendant z tyłu, a w Pro podobny zestaw połączony z ramą FACT 11m. W wersji S-Works Epic 9 pewna jest też obecność napędu SRAM XX SL Eagle Transmission, kół Roval World Cup z piastą DT Swiss 180 i masy na poziomie 9,66 kg. Z jednej strony automatyka zawieszenia ma sens w wyścigach, bo zawodnik nie musi co chwilę myśleć o blokadzie, ale z drugiej strony rower XC coraz bardziej przypomina złożony system z elektroniką, aplikacjami, aktualizacjami i komponentami, których serwis bywa drogi.
Ceny za rowery Epic 9 są tak wysokie, że lepiej usiąść
Polski cennik za nowe rowery Evo 9 studzi emocje. S-Works Epic 9 kosztuje 66499 zł, Epic 9 Pro 43499 zł, zestaw ramowy S-Works Epic 9 całe 31999 zł, S-Works Epic 9 LTD UL 63999 zł, a Epic 9 Expert 31999 zł. Oznacza to wszystko, że nawet “wejściowy” Epic 9 Expert jest rowerem za kwotę, za którą da się kupić bardzo dobry rower trailowy, solidnego gravela i jeszcze zostawić budżet na koła, napęd albo weekendowy wyjazd w góry. Największy paradoks? Wersja Pro wygląda jak najbardziej sensowny wybór dla bardzo poważnego amatora albo zawodnika, bo zachowuje Flight Attendant, koła z włókna węglowego i miernik mocy Quarq, ale 43499 zł nadal nie jest ceną, którą łatwo sobie zracjonalizować.


Jako sam pomysł produktowy rower Epic 9 ma sens. Jeden rower XC z pełnym zawieszeniem, 120 mm skoku, nowoczesną geometrią i bardziej aktywnym zawieszeniem może rzeczywiście zastąpić kilka bliskich sobie wariantów. Epic EVO był odpowiedzią na trudniejsze trasy, Epic World Cup próbował pogodzić hardtailową efektywność z odrobiną pracy tyłu, a Epic 8 był klasycznym środkiem rodziny. Epic 9 bierze z tego wszystkiego tyle, ile może, a jednocześnie próbuje uprościć przekaz.

Czytaj też: Ten rowerowy gadżet może uratować Ci zdrowie i życie. Jest tylko jeden problem
Nie jestem jednak przekonany, czy uproszczenie oferty rzeczywiście upraszcza sam wybór, bo im droższy jest dany rower, tym więcej pytań pojawia się o sens konkretnej konfiguracji. Czy potrzebujemy Flight Attendant, jeśli nie bierzemy udziału w wyścigach? Czy warto płacić za ultralekką wersję LTD z 110 mm skoku, gdy standardowa rama daje bardziej wszechstronny charakter? Czy brak starego rozwiązania z wewnętrznym schowkiem będzie dla kogoś wadą? Firma Specialized usunęła w tym modelu sporo masy i odświeżyła zawieszenie, ale przy okazji wyraźnie przesunęła model w stronę roweru, którym powinni zainteresować się przede wszystkim profesjonalni rowerzyści.
Źródła: Specialized

