Sprzedaj auto i rower. Ten elektryczny pojazd ma zastąpić Ci oba naraz

Zwinniejszy od auta i bezpieczniejszy od jednośladu, a do tego na tyle zaawansowany, że zastąpi samochód i rower. Kairos celuje w segment, którego jeszcze nie ma, ale najpierw musi udowodnić, że ma w ogóle sens.
Sprzedaj auto i rower. Ten elektryczny pojazd ma zastąpić Ci oba naraz

Samochód bywa zbyt duży i zbyt problematyczny w centrach miast, rower zbyt zależny od pogody i infrastruktury, a motocykl czy skuter dla wielu ludzi pozostają po prostu zbyt ryzykowne i kosztowne w utrzymaniu w porównaniu do pozostałego duetu. Producenci próbują więc od dawna wcisnąć się w szczelinę pomiędzy tymi światami i stworzyć coś, co będzie węższe od auta, wygodniejsze od roweru i mniej stresujące od klasycznego jednośladu. Kairos jest właśnie takim projektem. Francuski pojazd próbuje połączyć przechył motocykla, stabilność trójkołowca i ochronę, która ma kojarzyć się bardziej z autem niż ze skuterem.

Czytaj też: Ten rowerowy gadżet może uratować Ci zdrowie i życie. Jest tylko jeden problem

Podobne pytania o racjonalność takiego miejskiego pojazdu “pomiędzy” wracały ostatnio przy zamkniętym LIT Motors C-1, trójkołowym XYTE One, miejskiej Toyocie FT-Me i skuterze Zero LS1. Różnica polega na tym, że Kairos nie chce być ani kapsułą, ani tylko wygodniejszym skuterem. On próbuje zbudować nową kategorię, ale realizacja tego to bardzo, ale to bardzo twardy orzech do zgryzienia.

Kairos nie tylko wygląda jak manifest. Daleko mu do gotowego pojazdu

Kairos nie jest dziś seryjnym pojazdem gotowym do wjazdu na rynek, a jedynie jeżdżącym demonstratorem. Według najnowszych informacji ma już formę prototypu zdolnego do jazdy, ale przed nim pozostaje jeszcze długa droga walidacji, testów zderzeniowych i certyfikacji, które twórcy wiążą dopiero z latami 2029-2030, więc trochę na to poczekamy. Sam pomysł jest nietypowy nawet na tle innych trójkołowców. Kairos ma bowiem układ z jednym kołem z przodu i dwoma z tyłu, przy czym tylne koła także przechylają się w zakrętach. Twórcy chcieli też rozłożyć środek ciężkości i rozkład masy w taki sposób, by jak najlepiej wykorzystać napęd na tył oraz zachować wrażenie jazdy bliższe motocyklowi niż małemu autu.

Czytaj też: Hit czy kit? Zrobili rower z ramą, w którą nie uwierzysz

Twórcy Kairosa opierają całą narrację na dwóch rozwiązaniach. Pierwsze to PRD, czyli Programmed Restraint Device. W praktyce jest to zintegrowany z kokpitem element, który ma częściowo powiązać ciało kierowcy z konstrukcją podczas uderzenia czołowego, przejąć część energii i dopiero potem “oddać” kierowcę, jeśli sytuacja będzie zbyt poważna. Drugie rozwiązanie to MLE, czyli boczne elementy przy przednim kole, które przechylają się razem z pojazdem i mają przeciwdziałać wywróceniu, obniżać środek ciężkości, a w razie kolizji przejąć część energii uderzenia. Przy okazji pełnią też rolę schowków. Kairos obiecuje więc sporo, bo chce zabezpieczyć kierowcę bez zamykania go w pełnej kabinie, ale na tę chwilę to tylko gadanie, które musi zostać zweryfikowane przez niezależne testy.

Czytaj też: Zeszli z ceną, ale nie z ambicją. Potężne hamulce rowerowe już tańsze

Wbrew pozorom, Kairos to nie zamiennik roweru, a bardziej próba wejścia między skuter a konkretny rodzaj auta. Potwierdzają to możliwości na drodze, bo taki pojazd ma dzierżyć napęd o 70-kW mocy maksymalnej (około 94 KM), a przy tym rozwijać prędkość rzędu nawet 150 km/h. Tutaj akurat uśmiecham się pod nosem, bo to więcej niż jest w stanie wycisnąć mój miejski Swift na drodze ekspresowej. Samymi parametrami napędu Kairos zdradza więc, że ambicje ma ogromne i jeszcze mocniej widać to po akumulatorze, który ma bazować na stałym elektrolicie i odznaczać się pojemnością 30 kWh.

Problemem może być nie pomysł, tylko cena i liczba kompromisów

Nie znamy oficjalnej planowanej ceny pojazdu Kairos, ale od dawna krążą wokół niego estymacje ceny w okolicach 30000 euro, co daje około 127300 zł. Nawet taka estymacja pokazuje skalę problemu, bo jest to coś po prostu zbyt drogie. Ba, nosi nawet znamiona niszowego sprzętu premium, który wygląda jak bardzo kosztowna próba pogodzenia rzeczy, które z natury nie chcą się ze sobą zgodzić. Mamy zachować wąskość i przechył motocykla, dodać ochronę znaną z auta, wcisnąć w to duży akumulator, mechanikę przechylania, aktywne elementy bezpieczeństwa i jeszcze nie zabić wszystkiego ceną oraz masą. Od razu przywołuje mi to w myślach sprzęty takie jak Yamaha Tricity, które kosztują około 43350 zł, choć są to bardziej “przeróbki skuterów”, obejmujące dodatkowe koło, zaawansowany system kierowania, a nawet poduszkę powietrzną.

Źródła: Kairos

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.