System ChromeOS nie miał siły przebicia do majętniejszych konsumentów. Proste laptopy, których główną siłą było uruchamianie przeglądarki Chrome oraz obsługa rozszerzeń rozgościły się przede wszystkim w sektorze edukacji, a modele Chromebook Plus czy próby stworzenia gamingowych laptopów na tym systemie spaliły na panewce.
Z Googlebookami ma być inaczej. Firma przeniosła Androida oraz jego możliwości do laptopów, więc każdą aplikację z Google Play Store powinniśmy z mniejszym lub większym powodzeniem uruchomić na laptopach. Co ważne, zadziałają one nie tylko na jednostkach w architekturze ARM, ale i x86. Pierwsze pięć laptopów pokazuje różne kierunki, w jakich może pójść nowa platforma.
Googlebooki trafiły do przedsprzedaży. Specyfikacją bliżej im do premium
W Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się przedsprzedaż laptopów z systemem na bazie Androida, a pierwsze egzemplarze trafiły już do recenzentów. Klienci w USA będą musieli poczekać do 4 października na premierę rynkową. Wśród propozycji są zarówno jednostki z układami Intel Core Ultra, jak i Snapdragon Elite. Po jednym modelu przygotowali Acer, Asus, Dell, HP i Lenovo.




W ofercie znajdziemy między innymi Acer Googlebook 14, który jako jedyny w zestawieniu jest urządzeniem 2 w 1 i kosztuje najmniej – 899 dolarów, choć w Europie to już 1199 euro. Ekran dotykowy to 14-calowy OLED o rozdzielczości 2880×1800 pikseli i z odświeżaniem do 120 Hz. W środku pracują układy Intel Core Ultra 5 lub Intel Core Ultra 7 355 z 16 lub 32 GB RAM-u oraz dyskiem SSD o pojemności maksymalnie 512 GB.
Czytaj także: Xbox, jaki znaliśmy, właśnie się kończy. Microsoft przebudowuje wszystko
Podobną specyfikację na Dell XPS Googlebook, ale tu postawiono na Snapdragona X Elite i dotykowy panel, ale bez możliwości złożenia konstrukcji do tabletu. To laptop z ekranem o nieco niższej rozdzielczości niż u reszty, ale 2560×1600 pikseli w dalszym ciągu wystarcza na 14 calach. W cenie 999 dolarów dostarczono tu 16 GB RAM-u i 512 GB pamięci na dysku SSD.

Ze Snapdragona X Elite korzysta też HP Googlebook 14c. We Francji kosztuje on 1099 euro i to odczuwalnie łagodniejsza wycena niż w Stanach Zjednoczonych. Tam za 1299 dolarów dostajemy laptopa z 16 GB RAM-u, dyskiem SSD 512 GB i 14-calowym ekranem OLED 120 Hz. To jedyny laptop, który możemy zakupić w wersji 1 TB. Oferuje odblokowywanie zarówno palcem, jak i twarzą.
Tyle samo kosztuje ASUS Googlebook. To jednocześnie najlżejszy laptop w całej stawce, który waży zaledwie kilogram przy grubości 11 mm. Tu także postawiono na jednostki Intel Core Ultra 5 oraz 7, 14-calowy ekran dotykowy OLED i 256 lub 512 GB dysku SSD do pary z 16 lub 32 GB RAM-u. Wyróżnia go obecność portu HDMI i USB-A poza dwoma portami USB-C i gniazdem słuchawkowym.
Czytaj także: Zapomnij o ładowaniu na długie tygodnie. Amazfit przedstawia pancerny zegarek T-Rex Dual Solar
Nieco taniej wypada Lenovo Googlebook 15, który jako jedyny w zestawieniu oferuje 15,3-calowy wyświetlacz, także wykonany w technologii OLED, także dotykowy i o rozdzielczości 2880×1800 pikseli z odświeżaniem 120 Hz. W propozycji Lenovo zdecydowano się na 16 GB RAM-u, 512 GB dysku SSD i Intel Core Ultra 5 325, a do tego jako jedyny z laptopów ma białą obudowę. Cena zaczyna się od 1099 dolarów.
Czym mają przekonać do siebie Googlebooki?
Google zadbało o to, by laptopy miały cechy wspólne. Minimum 16 GB RAM-u i ekrany OLED to niejedyne rozwiązania łączące wszystkie 5 modeli. Postawiono na touchpad z wibracjami, masę poniżej 1,3 kilograma i obecność przycisku “G” do szybkiego wyszukiwania.
Najnowszy system od Google jest mocno zintegrowany z Gemini. W każdej chwili możemy potrząść kursorem w lewo, by wywołać kontekstową akcję dotyczącą całego ekranu lub widżetu albo opisać to, co chcemy zrobić z daną aplikacją. Pojawiło się też pełne zintegrowanie z aplikacjami Google, które mogą stać się częścią zadania wywołanego przez nas w oknie czatbota Gemini. Laptop może też sam sugerować w wybranych treściach, by dodać je do kalendarza. Obsługuje przy tym ulepszone dyktowanie głosowe.

Googlebooki mają przemawiać najmocniej do tych, którzy mają już smartfony z Androidem. Laptopy mają błyskawicznie przenosić strony internetowe z aplikacji na większy ekran, a smartfony podzielą się plikami dzięki wspólnemu połączeniu. Google próbuje przekonać (przynajmniej w Stanach Zjednoczonych) do Googlebooków 12 miesiącami abonamentu AI Pro (z 5 TB przestrzeni dyskowej czy dostępem do Youtube Premium) oraz innymi korzyściami w aplikacjach.
W obecnych czasach, gdy sporo czynności wykonuje się na lekkich laptopach i opierają się one głównie o korzystanie z przeglądarki, miejsce na laptopy od Google istnieje, zwłaszcza gdy ktoś nie chce wiązać się z ekosystemem Apple. Z drugiej strony laptopy z Windowsem w podobnej, a nieraz i niższej cenie potrafią oferować równie dużo, w tym dostęp do poważnych aplikacji bez kompromisów nowego systemu oraz gra się na nich łatwiej w wiele poważniejszych tytułów.

Pozostaje zatem czekać na rozwój sytuacji, dostępność urządzeń Google w Polsce i ich wycenę, bo choć ta nie musi być konkurencyjna, tak dla potencjalnych nabywców zawsze jest ważna. Bez korzystania z tych laptopów mogę jedynie powiedzieć, że mi w komunikatach producentów brakuje wyraźnej zalety albo czegoś, co mogłoby mi je sprzedać. W końcu integrację smartfonów z Androidem na Windowsie (a czasem i na MacOS) mam już od lat.

