Pisałem już po Xbox Games Showcase 2026, że coraz trudniej odpowiedzieć nawet na pozornie proste pytanie: czym właściwie jest dziś Xbox? Najnowsze decyzje Microsoftu wcale tej sprawy nie upraszczają. Wręcz przeciwnie.
Microsoft nie poprawia Xboxa. On układa go praktycznie od nowa
22 września Microsoft potwierdził kolejny etap największej restrukturyzacji w historii Xboxa. Tym razem zlikwidowanych zostanie 268 stanowisk obejmujących Halo Studios, inne zespoły first-party oraz centralne struktury Xbox Game Studios. Sama liczba nie oddaje jednak skali tego, co się dzieje, bo jest to tylko fragment znacznie większego procesu. W lipcu firma zapowiedziała redukcję około 3200 miejsc pracy w Xboxie w ciągu roku finansowego 2027 i od razu zlikwidowała około połowy z nich. Według najnowszego komunikatu wykonano już mniej więcej trzy czwarte całego planu.
Czytaj też: Prawdziwy powód dramatu Cyberpunk 2077 i co zyska na tym Wiedźmin 4

Jeszcze ciekawsze jest jednak to, co Microsoft robi z samymi studiami. Activision przejmuje nadzór nad Rare i World’s Edge, a specjalnie utworzony zespół pod skrzydłami Activision zajmie się następną dużą odsłoną Halo. Dotychczasowe Halo Studios ma pozostać znacznie mniejszym zespołem zajmującym się istniejącymi grami i społecznością. Bethesda bierze z kolei pod swoje skrzydła Obsidian, który będzie pracował również nad nowym projektem Fallouta, King przejmuje Microsoft Casual Games, a Turn 10 i Playground Games zostają połączone w jeden organizm odpowiedzialny za Forzę oraz Fable.
Microsoft kupił armię studiów, a teraz odkrywa, że nie chce nią zarządzać
Dla mnie właśnie tutaj leży sedno całej historii. Microsoft przez lata budował gamingowe imperium. Bethesda, Activision Blizzard, dziesiątki studiów, Game Pass, granie w chmurze i strategia obecności praktycznie wszędzie miały stworzyć ekosystem trudny do skopiowania przez konkurencję. Problem w tym, że samo kupienie ogromnej liczby zespołów nie sprawia automatycznie, że potrafi się nimi efektywnie zarządzać.
Microsoft sam przyznał w lipcu, że biznes Xboxa “nie jest zdrowy”. Firma wskazywała m.in. na zbyt niskie marże względem porównywalnych biznesów platformowych i wydawniczych, nadmiernie rozbudowaną strukturę, słabszą bazę konsolową oraz Game Pass i strategię multiplatformową, które nie rosły tak szybko, jak oczekiwano. Szczególnie wymowne było stwierdzenie, że w typowym roku Xbox tracił 64 centy z każdego dolara inwestowanego w swoje studia.
Czytaj też: Wiedźmin 3 Remaster zmieni znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy
Trudno więc nadal patrzeć na te działania jak na serię przypadkowych zwolnień. Jest to raczej próba przejścia od modelu “kupmy jak najwięcej studiów” do znacznie bardziej bezwzględnego modelu “zostawmy to, co potrafi generować dochód w odpowiedniej skali”. W szerszej perspektywie nie jest to zresztą wyłącznie problem Microsoftu, bo fala zwolnień w gamedevie i rosnąca presja na redukcję kosztów od kilku lat zmienia całą branżę.
Ninja Theory pokazuje najbardziej brutalną stronę nowego Xboxa
Najdziwniejsza sytuacja dotyczy Ninja Theory. Jeszcze w czerwcu Microsoft prezentował “Senua”, czyli nową przygodową grę akcji rozwijającą pomysły znane z Hellblade. Projekt miał zwiększyć skalę walki, eksploracji i zagadek, a więc rozwiązać część problemów, które od lat ciągnęły się za tą serią. Trzy miesiące później przyszłość samego studia stoi pod znakiem zapytania. Microsoft próbował sprzedać Ninja Theory dwóm potencjalnym nabywcom i oba porozumienia upadły. Firma rozpoczęła więc konsultacje z pracownikami dotyczące proponowanego zamknięcia zespołu, choć oficjalnie nadal bada inne możliwości. Nie oznacza to jeszcze, że Ninja Theory zostanie na pewno zlikwidowane.

Jeszcze ciekawszy jest znak towarowy “SENUA”. Microsoft 15 września złożył w EUIPO wniosek obejmujący m.in. gry komputerowe i usługi związane z elektroniczną rozrywką. Nie traktowałbym tego automatycznie jako potwierdzenia dalszej produkcji gry, bo zabezpieczanie własności intelektualnej jest czymś zupełnie innym niż finansowanie konkretnego projektu. Pokazuje to jednak bardzo ciekawy kierunek, że oto w najgorszym przypadku Ninja Theory może zniknąć, podczas gdy Senua pozostanie własnością Microsoftu i potencjalnie będzie mogła wrócić kiedyś w zupełnie innych rękach.
Przyszłość Xboxa może być większa, choć samego “Xboxa” będzie w niej mniej
Jeszcze niedawno takie zmiany uznałbym za oznakę powolnego wycofywania się Microsoftu z gamingu. Dziś nie jestem już tego taki pewien. Bardziej wygląda mi to na przebudowę Xboxa z klasycznej platformy konsolowej z własną kolekcją studiów w gigantycznego wydawcę i operatora kilku najważniejszych marek, który znacznie mniej przejmuje się tym, pod jakim szyldem formalnie powstaje gra danej marki. Pasuje to również do tego, co dzieje się ze sprzętem. Przy kolejnej generacji Xboxa Microsoft coraz mocniej zaciera granicę pomiędzy pecetem, konsolą i ekosystemem usług.

Czytaj też: Nadciąga najgorsza generacja konsol od lat. PS6 i nowy Xbox zapowiadają się paskudnie
Mam więc wrażenie, że oglądamy właśnie koniec pewnej wizji Xboxa, ale niekoniecznie samego Xboxa. Microsoft przez lata próbował zbudować odpowiednik PlayStation Studios na gigantyczną skalę. Teraz chyba doszedł do wniosku, że wcale go nie potrzebuje. Przyszły Xbox może być jednocześnie konsolą, pecetem, Game Passem, Activision, Bethesdą, Minecraftem i wydawcą gier na sprzęt konkurencji. Tylko im bardziej ta wizja staje się rzeczywistością, tym trudniej wskazać, gdzie właściwie kończy się Microsoft Gaming, a zaczyna Xbox. Być może za kilka lat przestaniemy w ogóle zadawać to pytanie.
Źródła: Xbox Wire

