Apple kontynuuje strategię krótkich nazw dla bardziej eksperymentalnych produktów. Niemal nikt już nie pamięta klapy, jaką okazał się Surface Duo, więc i nikt nie ma większych pretensji o to, że dostaliśmy nie iPhone’a Fold czy iPhone’a Ultra, a iPhone Duo.
Dla Apple wybór takiej nazwy to sposób, by odciąć się od odnoszenia urządzenia do reszty portfolio. To także decyzja całkowicie inna od tej, jaką podjął Samsung. W jego portfolio Galaxy Z Fold8 to telefon, który stoi pod Z Fold8 Ultra. W obliczu entuzjazmu, jaki wywołała jego premiera, to trochę niefortunna decyzja. Entuzjaści technologii i tak mieliby z tyłu głowy, że jego możliwości są nieco mniejsze, ale dla niedzielnego klienta to moim zdaniem jasna sugestia, że może być coś jeszcze lepszego.

W przypadku nazwy Duo takich wątpliwości nie ma. Problemem pozostaje jedynie nazwa dla potencjalnego sukcesora. iPhone Duo 2? iPhone Duo Duo? A przy trzeciej generacji – iPhone Unus Duo Tres? Żarty na bok, choć mam poczucie, że sytuacja ta przypomina kazus tłumaczenia “Kac Vegas”, którego druga część odbyła się w Bangkoku.
iPhone Duo wchodzi na rynek i od razu zaznacza swoją tożsamość
Na szczęście dla firmy iPhone Duo może odciąć się grubą kreską od numerycznych standardów nazewnictwa tak samo, jak Apple grubą kreską odciął się od klasycznych Foldów z ekranem bliższym w proporcjach kwadratowi po rozłożeniu. Po tym, jak podczas prezentacji firma określiła takie smartfony mianem dwóch smartfonów obok siebie oraz podkreślała wady takich konstrukcji w postaci utraty przestrzeni przy oglądaniu wideo, zanosi się, by chciała walczyć z Samsungami Galaxy Z Fold Ultra, Honorami Magic czy vivo X Fold.

Zamiast tego producent skupił się na procentach, a konkretnie na tym, jak niewiele tracimy względem zwykłych smartfonów. 5,4-calowy ekran to 90% panelu iPhone’a 18 Pro, a rozłożony 7,6-calowy panel daje o 50% więcej miejsca niż ekran iPhone’a 18 Pro. 10 procent to przecież niewiele prawda? Idzie się przyzwyczaić. Z kolei 50% więcej brzmi jak realna korzyść. Apple zagrał tu w podświadomości nieprzekonanych klientów, którzy nie podążają za ilością pikseli na cal czy liczbą herców.
Apple próbuje rozwiązać pewne problemy i gra na nosie Samsungowi
Apple skupił się na rozwiązaniu problemów, które mogą nurtować osoby przymierzające się do zakupu składanych telefonów. I tak, zagięcie po środku ekranu jest kłopotem, ale jeśli jest odpowiednio niewielkie, to nie da się go łatwo i często zauważać, a palec rzadko przebiega przez obydwie połowy rozłożonego telefonu. Jednak ze względu na technologię na froncie urządzenia znajduje się folia, która mocno się błyszczy, a po chwili korzystania widać na niej więcej odcisków palców niż w laboratorium kryminalnym.

Dlatego też postawienie na ekran nanostrukturalny z warstwą matującą wydaje się rozsądnym wyborem. Na bazie tego, co obejrzałem, rozwiązanie Apple wydaje się bardziej maskujące niż w przypadku powłoki antyrefleksyjnej w Samsungu Galaxy Z Fold8. Nie widziałem urządzeń na żywo, więc potraktujcie ten akapit z dystansem, ale jeśli nawet problem z widocznym zagięciem w iPhone Duo istnieje, to producent w najgorszym razie będzie mógł go rozwiązać w nowej generacji, w końcu przez lata ludzie kupowali telefony z zagłębieniami o wiele większymi.
Nie da się jednocześnie nie zauważyć, że Apple mocno przyglądał się temu, co przez lata robili inni producenci. Złośliwi powiedzą nawet, że przyglądali się za mocno urządzeniom Huawei, w końcu nie po to amerykański rząd powstrzymał ekspansję tej firmy, żeby się nie przyglądać ich projektom. Design iPhone Duo jest jednak przede wszystkim próbą wyróżnienia się i odcięcia grubą kreską od tego, co zaprezentował Samsung i to stąd mocno zaokrąglone krawędzie ekranu. Do tego firma wkroczyła na rynek z wodo- i pyłoodpornością w standardzie IP68, co Samsungowi nie udało się do dziś (ale udaje się innym).

Firma zyska też w oczach przeciętnego zjadacza chleba tym, że opakowała pewne innowacje sprzed lat i prezentuje je jak swoje. Jedną z takich rzeczy jest kamera ukryta pod ekranem, którą od lat w smartfonach stosuje ZTE, a z którą szczęścia próbował Samsung jeszcze w 2021 roku w Z Fold3. Tymczasem pięć lat później, lata po tym, jak największy konkurent zrezygnował z tego rozwiązania, Apple je wprowadza. Jakość zdjęć i filmów może być kiepska, ale wizerunkowo dodaje to kolejny punkt do wrażenia nowoczesnego, przyszłościowego smartfonu.
Trudno nie mieć uczucia, że Apple pomyślał dłuższą chwilę nad oprogramowaniem iPhone’a Duo
Apple zależy na tym, by traktować iPhone Duo jako tablet i tu wkracza drugi techniczny element, który firma implementuje po tym, jak konkurent z Korei z niego zrezygnował. Ekrany składanego telefonu współpracują z rysikami Apple Pencil, co może zaboleć tych, którzy pamiętają, jak integrację z rysikiem S Pen porzucono przy okazji premiery Samsunga Galaxy Z Fold7.

Wydawało się zresztą, że po ośmiu latach obecności składanych urządzeń na rynku już nie za bardzo da się zaskoczyć użytkowników, a jednak. Apple pokazało, że myśli o składanym telefonie jak o formie, w którą musi zostać wlane oprogramowanie.
Przekonuje mnie wizja przeniesienia przycisków funkcyjnych na bok, gdy korzystamy z małego ekranu. Przede wszystkim dlatego, że gdy korzystałem z Samsunga Galaxy Z Fold8 i uruchamiałem aplikacje zewnętrzne, szybko okazywało się, że ich interfejs stworzono z myślą o wydłużonych prostokątach, a nie proporcjach bliższych kwadratowi. Tymczasem Apple zostawia wydłużoną, prostokątną przestrzeń aplikacjom i przenosi ich przyciski funkcyjne na bok.

To rozwiązanie dobrze wygląda na grafikach producenta, ale należy je zweryfikować, bo na X widziałem już nie za ładnie renderujące się strony internetowe w Safari. To, czego jednak nie można odmówić Apple, to dbałości o detale w animacjach. W telefonach dla entuzjastów, a takim jest iPhone Duo, takie elementy zyskują szczególne znaczenie. Przez 8 lat żaden producent nie stworzył tak estetycznej i spójnej animacji przejścia między ekranami i mówię to po wielu latach testu urządzeń, gdzie po prostu ekran gaśnie i zapala się, najczęściej w momencie, gdy nie patrzymy.
To nie tak, że producenci nie pracowali nad rozwiązaniami płynnie przenoszącymi aplikacje na większy ekran. Samsung wdrożył podobne narzędzie przy okazji premiery Z Fold7, jednak tylko w wersji deweloperskiej. Tymczasem na scenę wchodzi Apple i mówi, że swoją grę w każdej chwili łatwo przeskalujesz do pełnego ekranu, a jeśli film ma wypełniać cały duży ekran i stracić pierwotne proporcje, to także nie jest problemem.
Tried to recreate the iPhone Duo animation on my Fold 8
by u/moomanjohnny in GalaxyFold
Do tego wszystko odbywa się płynnie i z charakterystycznym dla Liquid Glass rozmyciem. Niektórzy są nawet w stanie je odtworzyć na smartfonach Samsunga, ale nie sam producent.
Cena odstrasza, tyle że przez lata nie przyzwyczajono nas do niczego innego
Na koniec pozostaje najważniejsze w zakupie, a więc cena. Nie jestem oderwany od rzeczywistości, by mówić wam, że wydanie 10000 złotych na jakikolwiek smartfon, a zwłaszcza składany, ma sens. Jednocześnie Apple znajduje się w pozycji, w której mogliśmy po firmie spodziewać się wszystkiego. Plotkowało się o cenach rzędu 12-15 tysięcy złotych i oczywiście tyle zapłacimy za większe warianty pamięciowe, ale w Polsce bazowy model nie przekroczył bariery psychologicznej.

Spoglądając na obecne ceny Samsunga Galaxy Z Fold8 mogę powiedzieć, że koreański dział sprzedaży zrobił wszystko, co mógł, by ludzie pamiętali o jego urządzeniu. Obecnie cena w popularnych elektromarketach to 7 tysięcy złotych, a więc odczuwalnie taniej i o ponad 1500 zł mniej niż w momencie premiery. Jeżeli cena jest dla was głównym wskaźnikiem, mamy wyraźnego zwycięzcę.
Tym razem mam jednak wrażenie, że to nie cena przesądzi o sukcesie lub porażce iPhone’a Duo, a element ekscytacji związany z nową formą. Połączenie ciekawych rozwiązań w oprogramowaniu i kilku ważnych decyzji sprzętowych daje poczucie, że Apple dopracował pierwszą generację składanego smartfonu na tyle, by sprzedawać ją za tyle, ile chcą.

Mam więc poczucie, że na pierwszy rzut oka Apple dobrze wykorzystał czas, w którym konkurencja eksperymentowała na klientach. Pozostaje oczywiście zweryfikować pewne rzeczy w recenzji, ale na to będziemy musieli jeszcze chwilę poczekać. A jest co weryfikować, bo wątpliwości nie brakuje. Mnie najbardziej nurtuje, czy przy masie 254 gramów (aż o 53 gramy więcej niż Samsung Galaxy Z Fold8) urządzenie będzie jeszcze poręczne i czy aby na pewno nie okaże się za ciężkie, przez co część ludzi sobie odpuści.

