Minęło 8 lat od wprowadzenia formatu Fold na rynek smartfonów przez Samsunga i wydaje się, że dobijamy do końcowego etapu tej przygody. Oczywiście zagięcie ekranu może być jeszcze mniej wyczuwalne i widoczne, brakuje też osiągnięcia najwyższych szczebli pyłoodporności czy jakiejś nieprzyzwoicie dużej pojemności akumulatora (a innym udało się to wcześniej, co warto nadmienić).
Może w przyszłości, by osiągnąć większą smukłość, producent zrezygnuje z USB-C i postawi wyłącznie na eSIM, ale nie wszystko da się pomniejszyć. To jednak zmiany z gatunku smaczków, które oddaliłyby ten i tak poniekąd niszowy sprzęt od masowego odbiorcy.

Teoretycznie mogłoby to oznaczać, że skoro producent tak nie zaryzykuje, to kroczy w stronę coraz tańszych składaków. Niestety wiemy już, że go się nie wydarzy, nie tylko ze względu na kryzys wywołany przez zapotrzebowanie na moc obliczeniową dla AI.
Zostawmy więc tę rozterkę. Czy nie lepiej zaoszczędzić kilka tysięcy złotych i kupić poprzednią odsłonę – to pytanie, które najczęściej towarzyszyło mi podczas recenzowania Samsunga Galaxy Z Fold8 Ultra. Postaram się też odpowiedzieć na inne, w tym porównać go z konkurencją. Zapraszam do lektury.
Specyfikacja Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra
Czym w tym roku Samsung wyróżnia swój smartfon na tle konkurencji? Zobaczmy specyfikację.
| Cecha / Parametr | Specyfikacja Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra |
|---|---|
| Premiera | Lipiec 2026 r. |
| Procesor (CPU) | Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy (3 nm), 8-rdzeniowy (do 4.74 GHz) |
| Grafika (GPU) | Adreno 840 |
| Pamięć RAM | 12 GB / 16 GB LPDDR5X |
| Pamięć wewnętrzna | 256 GB / 512 GB / 1 TB (UFS 4.1), brak slotu na kartę microSD |
| Ekran główny (wewnętrzny) | 8 cali, składany Dynamic AMOLED 2X, rozdzielczość 2504 x 2256 px, odświeżanie 1-120 Hz, obsługa rysika S Pen, ochrona Elastyczny Tytan + Ultradense Ultra Thin Glass |
| Ekran zewnętrzny (okładkowy) | 6.5 cala, Dynamic AMOLED 2X, rozdzielczość 2520 x 1080 px (21:9), odświeżanie 1-120 Hz, jasność szczytowa do 3000 nitów, ochrona Corning Gorilla Glass Ceramic 3 |
| Aparat główny (tył) |
• 200 Mpix – szerokokątny (f/1.7, Quad Pixel PDAF, OIS) • 50 Mpix – ultraszerokokątny (f/1.9, 120°, Quad Pixel PDAF) • 10 Mpix – teleobiektyw (f/2.4, OIS, zoom optyczny 3x, zoom cyfrowy do 30x) |
| Aparaty przednie (selfie) |
• Aparat na ekranie zewnętrznym: 10 Mpix (f/2.2) • Aparat na ekranie wewnętrznym: 10 Mpix (HID, f/2.2) |
| Nagrywanie wideo | Tył: 8K przy 30 kl./s, 4K do 120 kl./s, 1080p do 240 kl./s; Przód: 4K do 60 kl./s |
| Akumulator | 5000 mAh (bateria krzemowo-węglowa Si/C) |
| Ładowanie | Szybkie ładowanie przewodowe 45 W, bezprzewodowe 20 W, bezprzewodowe ładowanie zwrotne 4.5 W |
| System operacyjny | Android 17 z interfejsem One UI 9 (7 lat wsparcia aktualizacji) |
| Łączność i komunikacja | 5G, Wi-Fi 7 (2.4 GHz + 5 GHz + 6 GHz), Bluetooth 6.0, NFC, Ultra-Wideband (UWB), USB Type-C 3.2 |
| Karta SIM | Dual SIM (Nano-SIM + eSIM / Multi eSIM) |
| Zabezpieczenia | Czytnik linii papilarnych z boku obudowy, rozpoznawanie twarzy, Samsung Knox Vault |
| Certyfikat odporności | IP48 (wodoodporność i ochrona przed ciałami stałymi > 1 mm) |
| Wymiary i materiały |
• Złożony: 158.4 x 72.8 x 8.9 mm • Rozłożony: 158.4 x 143.2 x 4.1 mm • Tytanowa ramka (Armor Aluminum / Titanium structure), tył Gorilla Glass Victus 2 |
| Waga | 215 g |
| Inne funkcje | Głośniki stereo, Samsung DeX (przewodowy i bezprzewodowy), pakiet zaawansowanych funkcji Galaxy AI (Photo Assist, Now Nudge, tłumaczenia na żywo) |
Zestaw sprzedażowy jest ubogi. W środku znajdziemy zaledwie kabel z podwójnym USB-C i kluczyk do tacki SIM oraz standardowy pakiet instrukcji.
Waga piórkowa składaków. Samsung zachowuje solidność, ale nie bez problemów
Chapeau bas dla Sasmunga za to, że choć jego smartfon jest jeszcze lżejszy, to nie sprawia wrażenia mniej solidnego. Wręcz przeciwnie, bo przy 215 gramów mamy do czynienia z jednym z solidniejszych urządzeń na rynku. Jasne, IP48 to nie to samo co IP68 i IP69 w Honorze Magic V6, ale telefon przeżyje zanurzenie i nie wystraszy się upadku na piasek. W dalszym ciągu obawiałbym się go dłużej zamoczyć, a na plaży trzymałem go w plecaku przez znakomitą większość czasu, z dala od piasku.

Mimo tego muszę przyznać, że Samsung naprawdę się postarał o to, by z telefonu korzystało się przyjemnie. Wyprofilowanie obudowy, mimo wyraźnie zaznaczonych krawędzi, daje pewny chwyt. Smukłość na poziomie 9 mm przy złożeniu sprawia, że urządzenie trzyma się już praktycznie jak każdy inny smartfon.



Jak pracuje zawias i mechanizm zgięcia Samsunga Galaxy Z Fold8 Ultra? Bardzo dobrze, choć mam jedno zastrzeżenie. Po złożeniu urządzeniem można nieco zbyt łatwo poruszać tak, by połowa z ekranem przemieszczała się minimalnie w górę i w dół. Tak naprawdę połówki nie przesuwają się, a jedynie wkracza opór magnesów domykających telefon. Te wydają się w tym roku nieco słabsze niż poprzednio. Ostatecznie nie jest to przeszkodą w użytkowaniu, ale odbiera nieco komfortu.

Największy problem miałem i tak z tym, jak z telefonu korzysta się, gdy ten położymy na płaskiej powierzchni. Stopień odchylenia ekranu w jedną stronę jest bardzo wysoki i to pora, by producent pomyślał o wyspie aparatów na całą szerokość obudowy, co mogłoby nieco ten stan wyrównać. Takie uroki składanych konstrukcji.


Zastosowane materiały w całej obudowie sprawują się bardzo dobrze. Telefon kilka razy spadł z wysokości biurka i raz wypadł mi z rąk na bruk, ale obyło się bez większych rys. Biała wersja doskonale maskuje odciski palców, a aluminiowa rama z matowym połyskiem nie brudzi się tak szybko. Jedynie pod wyspami aparatów gromadzą się kurz i pył, bowiem te lekko wyniesiono ponad ramę wyspy (można wsadzić paznokieć i podważyć okrąg okalający aparat, jeśli was to kręci).
Samsung Galaxy Z Fol8 Ultra mimo swojej lekkości nie stracił na solidności.
Mniejsze zagięcie, ale to nie ono robi najlepsze wrażenie
Samsung postawił w tym roku na małą, acz sensowną ewolucję ekranu wewnętrznego w Galaxy Z Fold8 Ultra. Podbito nieco rozdzielczość, zmniejszono zagięcie i dodano warstwę zmniejszającą stopień odbicia. To nie matowy ekran jak w przypadku iPadów Pro czy nawet Samsunga Galaxy S25 Ultra, ale i tak udało się zmniejszyć liczbę odbić na tyle, by z panelu korzystało się przyjemniej. Smartfon nie utracił głębi i nasycenia barw, ale za to udało się poprawić się czytelność.

Nieco mniejsze wrażenie robi mniejsze niż poprzednio zagłębienie w centralnej części ekranu. Samsung zastosował nowe podejście do konstrukcji obudowy i na ekran wywierany jest jeszcze mniejszy nacisk. To skutkuje tym, że dopóki nie patrzycie na ekran pod dużym kątem (co przez wystającą wyspę aparatów jest łatwiejsze) oraz nie przewijacie palcem przez centralną część, to nie powinniście mieć problemu z tym, jak wygląda panel. Nadal poczujecie to, co dzieje się na środku i nadal mam wrażenie, że to ciut większe zagięcie niż w Honor Magic V6, ale to nie jest wielki problem.




Same ekrany wyglądają świetnie i osiągają wysoką jasność. W obydwu przypadkach na białym tle w trybie HDR odnotowałem ponad 3000 luksów i to wartość godna flagowców. Co ciekawe, producent utrzymuje podobny poziom w obydwu ekranach, podczas gdy konkurencja najczęściej oferuje o wiele ciemniejszy ekran wewnętrzny. Szkoda, że nie możemy niezależnie kierować ustawieniami ekranów, ale cóż – musimy zaufać kalkulacjom producenta. Pod względem podobieństwa obrazu na obydwu ekranach Samsung jest tegorocznym liderem.



Czytaj także: Test Samsung Galaxy Z Fold7 – w końcu wygląda jak powinien, a mi się zebrało na narzekanie
Koreański producent przygotował dla Samsunga Galaxy Z Fold8 Ultra świetne ekrany. Oprócz tego, że są jasne i oferują dobre rozdzielczości (choć zewnętrzny mógłby zyskać PPI powyżej 400 do pełni szczęścia), mają świetne kąty widzenia, a opcje personalizacji wyświetlanych obrazów wydają się wprowadzać faktyczne zmiany. Do tego producent świetnie radzi sobie z zarządzaniem jasnością. Urządzenie uczy się poziomów, jakich potrzebujemy w danej sytuacji i niemal w ogóle nie ma problemu z dynamicznym dopasowaniem się do warunków.
Jakość dźwięku? Wystarczająca
Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra to smartfon smukły na tyle, by wpływało to na jakość głośników. Te umieszczono tak, że po rozłożeniu znajdują się po lewej stronie, a to wpływa na nieco zaburzony efekt stereo, przynajmniej dopóki nie obrócicie telefonu. Tak czy inaczej, nie czeka tu na was potężna symfonia i uczucie obcowania z najlepszą jakością dźwięku w smartfonie. Samsung robi wiele, by ten stan zamaskować, chociażby poprzez odczuwalnie niższą głośność zestawu w Galaxy Z Fold8 Ultra.


To głośniki wyraźnie cichsze niż w zwykłym smartfonie, przez co może się wydawać, że grają czyściej. W rzeczywistości przy większej głośności słychać, że nie mają już zbyt wiele potencjału na obsługę wyższych częstotliwości. Ich poziom jest zupełnie wystarczający do obejrzenia filmu czy odsłuchania podcastu, ale jeśli podczas sprzątania lub gotowania odpalicie głośniejsze sprzęty, niemal na pewno zagłuszą one system audio w smartfonie.
Plusem niewątpliwie jest fakt, że dostajemy efekty Dolby Atmos, które podbijają jakość serwowanego dźwięku. Gdy wybierzemy ustawienie skrojone pod słuchanie muzyki, otrzymamy dodatkowo korektor graficzny, który faktycznie wywiera wpływ na to, co wychodzi z głośników. Producent przygotował zestaw, który jest solidny, ale w przypadku którego poczujecie kompromis względem nieskładanych smartfonów.

Wibracje zachowują solidny poziom, z jakiego znamy Samsunga. Z racji smukłości silnika haptycznego nie mogą być tak mocne, a odczucia nie tak wyraziste, jak w przypadku zwykłych smartfonów, ale i tak należą do całkiem przyjemnych. Smartfon dobrze odpowiada na stuknięcia, czy to w klawiaturze, czy też podczas poruszania się po systemie. Co wyróżnia producenta to mnogość ustawień, którymi nie mogą pochwalić się inni.
Wydajność jak na składany smartfon przystało
Samsung co roku współpracuje z Qualcommem, by w jego smartfonach znalazł się nie tylko Snapdragon z serii Elite, ale i z dopiskiem “for Galaxy”. Taki układ w składanym urządzeniu to jednak słabsze rozwiązanie względem tego, co można wcisnąć do zwykłego smartfonu. W komplecie dostaniemy 12 lub 16 GB RAM-u (ale to tylko w wersji 1 TB).







Nikogo nie powinno zaskakiwać, że pomimo całej magii dostrania telefonu, ten wydajnością jest na dobrym poziomie tylko w porównaniu z innymi składakami. Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra grzeje się odczuwalnie podczas intensywnego użytkowania. Niestety, kilkukrotnie zdarzyły się przycięcia animacji czy zamyślenia i brak reakcji na dotyk. Urządzenie było też w stanie przegrzać się, ale by oddać sprawiedliwość muszę dodać, że działo się to na przy włączonym 5G i 32 stopniach Celsjusza na zewnątrz. Mimo tego pozostaję z wrażeniem, że nie powinno tak wyglądać w tej cenie.

Są też jasne strony użytkowania Z Fold8 Ultra – to urządzenie, które dobrze utrzymuje aktywne procesy w RAM-ie. Rzadko kiedy coś się tu odświeżało, a jeśli tak, to telefon był gotowy do pracy po krótkiej chwili. Samsung postawił też na narzędzie gier, które sprawia, że nagrzewanie się nie dopada wydajności tak szybko, gdy zasoby systemu są przekierowane na rozgrywkę. Oprócz tego szybki dostęp do aplikacji w oknach i zrzutów ekranu to jeden z plusów.
Nakładka OneUI 9 i jej (niezbyt nowe) możliwości
Samsung jak co roku trzyma poziom, gdy chodzi o aktualizacje. Ponownie otrzymujemy 7 lat wsparcia zarówno w poprawkach bezpieczeństwa, jak i w aktualizacjach systemu. Mniej więcej raz do roku producent odświeża swoją nakładkę do nowej wersji, ale te zmiany z roku na rok są coraz mniej okazałe, przynajmniej od czasu wprowadzenia pakietu Galaxy AI.

Z jednej strony mam poczucie, że Samsung wcale nie musi tego robić. Producent przez lata wypracował bogaty zestaw funkcji, także w ramach pakietu Galaxy AI. Do dziś nikt nie skopiował usuwania szumów, zarówno z nagrań, jak i w aplikacjach wyświetlających wideo. Niewielu producentów ma asystentów, którzy bez skomplikowanego wyszukiwania pozwolą zmienić ustawienia w telefonie. Niewielu ma działające na urządzeniach modele językowe do tłumaczeń i transkrypcji i to działające z językiem polskim. Praktycznie nikomu nie zależy na tym, by robić to offline.
Czytaj także: Test iPhone 17e. To nie jest telefon dla mnie, ale Apple i tak ma tu murowany hit


Nie zabrakło narzędzi asystujących pisaniu, edycji zdjęć opartej o usuwanie odbić czy generowanie tła, a także możliwości tłumaczeń rozmów. Nowością jest z kolei edytowanie nagrań w taki sposób, by w kadrze zawsze znajdowała się jedna osoba. Wiąże się to ze stabilizacją cyfrową i “pływającą kamerą” śledzącą osobę. To rozwiązanie docenią przede wszystkim nagrywający dynamiczne klipy na media społecznościowe – w moim mało tanecznym przypadku wystarczyło, by za mną nadążyć.
Z drugiej strony, może warto pomyśleć o odświeżaniu możliwości? Narzędzia do edycji grafiki to zabawa dla tych, którzy chcą, by ich zwierzęta lub dzieci zaczęły wyglądać generycznie, jak tylko się da, ale za to w stylu graficznym imitującym szkic albo postaci z animacji Pixara. Do tego powracają problemy, które miałem przed pół roku. Korzystanie z pakietów offline na urządzeniu brzmi świetnie, ale rezultaty tłumaczeń czy transkrypcji głosowej potrafią pozostawiać wiele do życzenia.




Samsung z pewnością nie chce zbyt mocno dokładać się do rozbudowania pakietu Galaxy AI, bo zapewne widzi opór wobec sztucznej inteligencji, a do tego nie wprowadził opłat za dostęp do swojego pakietu usług, choć miało to stać się pod koniec 2025 roku. Być może dobrze byłoby porzucić narzędzia pokroju tworzenia naklejek czy zmiany tła dla zdjęcia, by oszczędzić nieco pieniędzy albo przyznać, że wypisało się z wyścigu o prym w AI. Tak jednak nie będzie, zwłaszcza, gdy konkurencja ogłasza coraz to nowsze rozwiązania.


Jest jednak życie poza AI. OneUI 9 daje jeszcze więcej opcji personalizacji. Możemy zająć się paskami dotyczącymi jasności i dźwięku tak, by te były krótsze. W systemie widać też więcej rozmycia Gaussa. Możemy wyłączyć łączenie okularów pulpitu dla ekranu zewnętrznego i wewnętrznego. Na ekranie blokady pojawiło się więcej zegarów i tapet mogących wchodzić w relację ze sobą, a same tapety mogą stać się częścią czegoś na wzór kolażu.

Samsung próbuje nadać więcej użyteczności Now Brief i Now Nudge. W tym roku już częściej pojawiały się tam bieżące artykuły, a także dodatkowe karty, które ustawiamy sami. W efekcie zauważyłem, że czasem sięgam rano po podsumowanie pogodowo-alergiczno-informacyjne. Z kolei Now Nudge ma nas szybciej przenosić do aplikacji, w tym dzielić ekran, by uruchomić drugi program. Z tym rozwiązaniem jednak nie miałem zbyt wiele styczności, gdyż nie pojawiało się, gdy otrzymywałem wiadomości z adresami.



Poza tym to ta sama nakładka, która od lat pasuje wielu użytkownikom smartfonów Samsung. Do tego dochodzą niewielkie zmiany pokoju możliwości uzyskania prędkości łącza na pasku statusu czy dodanie opisów w ustawieniach trybów i procedur, nieco inne porządki w ustawieniach. Niektóre nowości są mocne ukryte, jak nieprzetłumaczone Connectivity Labs, które w świetny sposób pozwala zarządzać siecią i nadawać ograniczenia dla aplikacji, by nie dostały dostępu do sieci w ramach AI Network Guard.

Absolutnie niezmiennie nie znoszę klawiatury Samsunga, a w zasadzie mechanizmu autokorekty, który niczego się nie uczy, niewiele rozumie i próbuje poprawić poprawne słowa wielokrotnie częściej niż inne klawiatury. To męczące rozwiązanie i mam nadzieję, że producent w końcu się za nie porządnie weźmie.

Jednocześnie czuję, że producent osiągnął etap, w którym zbyt wielu nowości w nakładce nie będzie. To niekoniecznie coś złego, ale wierzę, że Samsung jest w stanie dostroić nakładkę, by wyeliminować wady i zdecydować, czy idzie pod prąd względem AI, czy jednak odpuszcza sobie ten kurs. Szkoda, że producent nie zadbał o idealne dopieszczenie wrażeń i oprócz przycięć doszło też do nieciekawego momentu, gdy nie mogłem odblokować ekranu w ogóle.
Wszystkie te rozwiązania zabierają użytkownikom 36 GB miejsca i na pliki w wersji 256 GB pozostaje 220 GB.
Moduły łączności w Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra i biometria
Samsung zrobił wszystko, czego można spodziewać się we flagowcu. Wyróżnikiem mogłoby być użycie Ultra Wideband, gdyby nie fakt, że to standard obecny już od kilku lat. Te, które są jeszcze starsze, co do zasady nie sprawiają problemu. Jedyne kłopoty miałem z modułami lokalizacjami, które mylą kierunki i czasem trzeba zrobić smartfonem parę ósemek w powietrzu, by ten wiedział, w którą stronę idziemy.

Łączenie się przez Wi-Fi, jak i jego udostępnianie, było bezproblemowe. Korzystanie z sieci 5G wiąże się ze znacznym nagrzewaniem się urządzenia, ale działa dobrze. Jakość połączeń przez sieć komórkową stała na wysokim poziomie, choć nie doświadczyłem tu nic, czego nie mają inne flagowe smartfony, może z wyjątkiem nieco cichszy głośników. Gwoli formalności należy wspomnieć, że telefon jest Dual SIM-em, przy czym jedna z kart może być eSIMem.
Czytaj także: Test Nothing Phone (4b), czyli prawdopodobnie najlepszego budżetowca, jaki jest dostępny obecnie na rynku
Smartfon odblokujemy, jak wszystkie inne składane urządzenia, czytnikiem linii papilarnych na bocznej ramie obudowy. To rozwiązanie małe i dość irytujące, ale co do zasady szybkie, jeśli dobrze ułożymy palec. Niestety czasem zdarza się, że jego układanie w pozycji zajmuje zdecydowanie za dużo czasu. Smartfon odblokujemy też twarzą i to najszybsze rozwiązanie.
Jedna nowość w aparatach. Jakość zdjęć i wideo Z Fold8 Ultra
Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra stawia na podobny zestaw aparatów co przed rokiem z jedną zmianą – teraz aparat ultraszerokokątny ma sensor o rozdzielczości 50 Mpix. Poza tym dostajemy te same aparaty w ekranach o rozdzielczości 10 Mpix (ale ten w rozkładanym ekranie ma szersze pole widzenia), a do tego główną rolę odgrywa ten sam moduł 200 Mpix co rok temu. To rozwiązanie podobne do tego z S26 Ultra, ale tam przysłona wynosi f/1.4, a tu f/1.7. Całość wieńczy stary, niewielki, 10-megapikselowy aparat tele, z którego zdjęcia mają ostatecznie rozdzielczość 12 Mpix.

W aplikacji aparatu nie doszło do szczególnych zmian. Najważniejsze elementy mamy pod kciukiem przy przycisku migawki, ale w razie czego do części rzeczy (jak rozdzielczość, lampa błyskowa czy live photo) możemy przejść po kliknięciu w ikony na górnej części. Samsung kryje też kilka opcji więcej dla tych, którzy szukają ustawień dla profesjonalistów. Zrobimy w ten sposób zdjęcia RAW, jak i nagramy wideo w LOG, ale i nałożymy na nie jeden z gotowych LUT-ów.









Jeśli chodzi o zdjęcia ze smartfonu, to od pierwszej fotografii czuć, że mamy do czynienia z flagowym smartfonem Samsung. To niekoniecznie coś złego, bo producent postarał się o to, by i Z Fold8 Ultra zachował jak najwięcej zalet przetwarzania zdjęć, czyli powtarzalność kolorów przy zachowaniu specyficznego, nieco chłodniejszego podejścia do odwzorowania barw. W razie potrzeby możemy wybrać jeden z filtrów lub stworzyć takowy na bazie jednego ze zdjęć. Co najważniejsze, powtarzalność otrzymujemy także w przypadku poziomu szczegółowości, niemal bezbłędnego ostrzenia i nasycenia barw.



















Balans bieli rzadko kiedy jest tu chybiony i fotografie, choć nie wyglądają jak to, co widzimy oczami (zielenie i błękity są niemal jak z kreskówki), są spójne. Telefon rejestruje odczuwalnie mniej detali w cieniach, ale też nie rozjaśnia nadmiernie kadrów, przez co nie odczujemy dużego poziomu zaszumienia. Rozpiętość tonalna i tak jest na dobrym poziomie. Rzadko kiedy widzimy przepalenia czy zbyt mocno zacienione detale. Niestety, czasem da się mocno odczuć procesowanie HDR, ale to nadal nie poziom, w którym zdjęcie wyglądałoby nazbyt sztucznie.


















Aparat ultraszerokokątny otrzymał wyższą rozdzielczość i jego jakość jest na dobrym poziomie. Przede wszystkim widać mniej szumów, a producent zadbał o to, by efekt rybiego oka czy utrata ostrości na brzegach kadru irytowały jak najmniej. Dopiero po przyjrzeniu się na większym ekranie te mankamenty stają się nieco widoczne. To w dalszym ciągu oczko, którego jakość jest o pół półki niżej od głównego aparatu, ale też i takie, które pasuje do tego telefonu, bo zdjęcia wychodzą z niego bardzo podobne pod względem kolorystyki czy wykończenia i plastyczności, co z głównego aparatu.


























Podobną kolorystykę udaje się utrzymać w przypadku aparatu przybliżającego i dopóki światła jest dużo, trudno mieć jakiekolwiek zarzuty do zdjęć. Gdy jest go mniej, ujawnia się natura zdjęć, które mają nieco rozmiękczone detale, a rozpiętość tonalna spada. Pewne detale stają się niewyraźną masą, zwłaszcza poza centrum kadru. Większe przybliżenia wypadaja przeciętnie, co zapewne wynika też z rozdzielczości i np. przy 6-krotnym zoomie i większym telefon przegrywa z konkurencją. Otrzymujemy ładne rozmycie tła, ale to w zasadzie najlepsza rzecz. Ten aparat pewnie zostanie za rok zaktualizowany do lepszej wersji i zdecydowanie na to liczę.
Czytaj także: Test vivo X300 Ultra. Odważysz się ponieść cenę innowacji?
Zdjęcia nocne to chyba największe rozczarowanie. Samsung musi poważnie popracować zarówno nad algorytmami, jak i nad rozwiązaniami zmniejszającymi odbicia. Jego rozwiązania zatrzymały się lata za tym, co oferuje chińska konkurencja i to nie tylko w zwykłych smartfonach, ale i w składanych, gdzie matryca i stabilizacja są mniejsze. Co poszło nie tak? Zdjęcia nie mają nie wiadomo jak dużej ilości szczegółów, za to dość mocno szumią i to nawet wtedy, gdy uaktywni się tryb nocny.






























Niewielka ilość szczegółów łączy się tu z próbami rozjaśniania kadrów. Do tego telefon czasem z rozpędu zapomni, że warto byłoby odwzorować nie tylko szczegółowość zdjęcia, ale i kolor. Pałac podświetlony na żółto na zdjęciach prezentuje się szaro i dopóki nie wejdziecie w tryb profesjonalny, nie zmienicie tego. Rozbieżność w jakości między aparatami widać bardzo mocno i zdecydowanie za tym aspektem fotografii z Samsungiem Galaxy Z Fold8 Ultra nie będę tęsknił.









W przypadku aparatów w ekranach trudno o jakieś większe emocje. Samsung nie stara się, by ich jakość wyszła poza wystarczający poziom. Widzimy detale naszej cery, którą telefon odwzorowuje w moim przypadku poprawnie. Poza twarzą kolory nie są przejaskrawione (choć potrafią być zbyt mocno nasycone), a rozpiętość tonalna wypada bardzo dobrze. Jedynym problemem może być wpadające słońce, bo to czasem zakłóca oblicze kadru i obniża szczegółowość, więc warto mieć na to oko.
Wideo nagramy w rozdzielczości do 8K w 30 klatkach na sekundę, nie zabrakło też 4K w 120 FPS. Samsung trzyma poziom, gdy chodzi o wideo, ale jednak potrafi je nadmiernie nasycić i przesadzić z kolorami, co ponownie najlepiej widać w zieleni traw i błękicie nieba. Do tego zdarzają się lekkie przepalenia przy domyślnym nagrywaniu. Do tego brakuje lepszej ochrony przed wpadającym światłem, bo to potrafi mocno rozjaśnić i pozbawić kontrastu wideo. Z kolei, gdy jest ciemniej, wideo odczuwalnie zaczyna szumieć.
Reszta to w większości plusy. Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra oferuje bardzo płynne przejścia między aparatami, świetny autofokus i dobrą jak na swój format stabilizację. Osobiście chciałbym nieco szybszej korekty ekspozycji, ale jeśli nagrywacie wideo tylko do wykorzystania na telefonie, możecie włączyć HDR, który mocno poprawia rozpiętość tonalną. Nieco mocniej odczujecie różnice w jakości poszczególnych aparatów, a zoom potrzebuje dużo światła, by zachować poziom innych aparatów. To i tak dobry rezultat, ale nie jest on argumentem, by nie wybrać konkurencji, która potrafi mieć swoje przewagi (np. zoom) i czuć, że to kompromis względem zwykłych flagowców.
Bateria na cały dzień? Samsungowi (niemal) się to udało
To być może najważniejszy z powodów, dla których warto zastanowić się nad wyborem nowego składanego telefonu Samsunga. Pojemność 5000 mAh może nie imponuje w obliczu 6000 mAh w Motoroli razr fold czy 6660 mAh w Honorze Magic V6, ale magia optymalizacji sprawia, że wystarcza. Na co? W tym przypadku bez problemu mogłem korzystać z telefonu przez praktycznie cały dzień, około 5 godzin z włączonym głównie 5G, Bluetooth i odświeżaniem adaptacyjnym ekranów.









Najczęstszy wynik dla tego telefonu w moim codziennym użytkowaniu (media społecznościowe, pisanie tekstów na dużym ekranie z podziałem, więcej sieci 5G niż Wi-Fi i słuchanie podcastów/ muzyki na słuchawkach przez minimum godzinę) to 5,5 godziny z włączonym ekranem. Udawało się osiągać rezultaty lepsze o pół godziny, a nawet godzinę, jednak głównie w domu i z wykorzystaniem Wi-Fi. Zdarzały się też cykle, gdzie telefon rozładowywałem do zera nawet z ekranami włączonymi przez 4 godziny (grałem w Pokemon GO, odpalałem mnóstwo aplikacji wczytujących sporo treści, udostępniałem też przez kilkanaście minut hotspot z sieci 5G).


To niejedyna pozytywna zmiana. Samsung wreszcie pożegnał się z ładowaniem o mocy 25W i postawił na wsparcie dla mocy 45W. Niestety, ze względu na brak kompatybilnych akcesoriów mogę tylko powiedzieć, że naładowałem smartfon w godzinę i 15 minut z powerbankiem wspierającym protokół PD 3.0. Producent aktualizuje też standard ładowania indukcyjnego – to Qi 2.2 o mocy 20W. To także krok w dobrą stronę, nawet jeśli czasami pracy i prędkością producent nadal ustępuje bezpośredniej konkurencji.
Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra to niekoniecznie telefon Ultra, ale jest dobry
Producent zaadresował kilka spraw, których nie udało się zaadresować w poprzednich latach, a najmocniej odczuwalnym ulepszeniem stał się wyraźnie lepszy czas pracy na jednym ładowaniu oraz powłoka matowa na rozkładanym ekranie. Inne aspekty są w cieniu tych rozwiązań albo nie okazują się na tyle znaczącym ulepszeniem, by miały wpływ na zakup. Jednocześnie Samsung nie dogonił konkurencji, ani fotograficznie, ani pod względem czasu pracy na jednym ładowaniu, ani w zakresie wytrzymałości.

To wszystko ma swoją cenę. Najtańszy wariant kosztuje 9599 złotych, a wersja 1 TB 12 199 złotych. Trudno to wszystko przełknąć, zwłaszcza, gdy już rok temu zarówno Z Fold7, jak i jego konkurencja, prezentowali wysoki poziom. To dobry krok dla tej serii, ale niekoniecznie dobry dla kogoś, kto do niej wchodzi. Jeśli jednak macie starszy model, jak Z Fold3 lub 4, przeskok będzie odczuwalny. Dla tych, którzy nie mają składanego telefonu to także nie powinno być rozczarowanie, ale konkurencja potrafi pewne rzeczy robić lepiej (bateria, wytrzymałość) i w takim starciu Z Fold8 Ultra trudniej zarekomendować.

Na koniec dnia wygrywa jednak zgodność z waszym ekosystemem i stylem bycia, a tu Z Fold8 Ultra ma taką przewagę, że jest Samsungiem i dla wielu osób to wystarczający argument, bo nie chcą zmieniać wszystkich przyzwyczajeń. Podsumowując: jest lepiej i udało się stworzyć udanego składaka, ale Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra zdecydowanie najlepszy w tym roku nie jest, przynajmniej nie w większości aspektów.



