Test Nothing Phone (4b), czyli prawdopodobnie najlepszego budżetowca, jaki jest dostępny obecnie na rynku

Phone (4b) to pierwszy przedstawiciel linii b, która schodzi jeszcze niżej w kategorii średniaków od swojego rodzeństwa Phone (a), nie mówiąc już o flagowcach. Telefon zachował swoje DNA schowane w plastikowej obudowie i pokazuje, że nawet na niższej półce można szanować klienta.
Test Nothing Phone (4b), czyli prawdopodobnie najlepszego budżetowca, jaki jest dostępny obecnie na rynku

Nothing nie ma za dobrego 2026 roku. Musieli zwolnić wielu pracowników w celach reorganizacji, zaś komponenty drożeją tak bardzo, że musieli zrezygnować z premiery nowego smartfona swojej tańszej podmarki CMF. Podejrzewa się jednak, że praca nad CMF nie poszła całkiem w las i przybrała kształt w formie pierwszego Phone (b). Jest to najniższa z półek w katalogu producenta, lecz premierą Nothing Phone (4b) pokazali, że wcale nie musi to być zły wybór.

Po wyjęciu z pudełka od razu jest jasne, że Phone (4b) to na pewno jest smartfon Nothing

Od razu jak tylko otworzy się pudełko, wiadomo z kim się ma do czynienia. To jest już w końcu czwarta generacja smartfonów Nothing, a do tego widzieliśmy jeszcze premiery słuchawek nausznych i dokanałowych. Ogólnie jest już na tyle urządzeń tego producenta na rynku, żeby podświadomie dało się wyczuć estetykę nowej firmy Carla Peia (współzałożyciela OnePlus i Nothing).

Oznacza to miks prostych, chociaż niecodziennych dla tej branży zabiegów jak duże użycie przezroczystych elementów, miejski, trochę industrialny charakter widocznych elementów oraz przede wszystkim LEDowy Glyph, czyli lampki ułożone w ciekawą formę, których konfigurację można ustawić w taki sposób, aby zapalały się w reakcji na powiadomienia czy połączenia.

Tutaj jednak jest on obecny w dość nudnej formie prostego paska, niemniej w otoczeniu śrubek, metalu oraz szkła, tworzy spójny wydźwięk, bezbłędnie informujący, że pomimo uciętych kosztów, to wciąż jest produkt Nothing i zostanie zrobione wszystko, aby wyglądać oryginalnie w ramach swojego budżetu.

I właśnie dokładnie to osiągnięto, co jest szalenie zaskakujące, albowiem na papierze to po prostu kolejny, budżetowy smartfon z wielką wysepką, latarką i obudową, w której jedynym szklanym elementem jest jej ekran. Cała reszta to po prostu plastik, a do tego nie brakuje go i wokół ekranu, co prezentuje się rodem sprzed kilku lat, gdy dopiero producenci zaczęli sięgać po jak najwęższe ramki.

Mimo to, urządzenie wydaje się oferować coś świeżego i zachwycać swoim wyglądem na poziomie, nie bójmy się tego powiedzieć, iPhone’a i Samsunga Galaxy. Zadbano o detale i wykończenie w taki sposób, żeby nie marnować budżetu. Po co wielka wyspa z pustymi, sztucznymi oczkami obiektywów? Są dwa, nie ma co tego ukrywać i po prostu trzeba było je ukazać estetycznie.

Tanie materiały, też mają swoje dobre strony, jeżeli są dobrze wykonane

Phone (4b) lubi robić to, co każdy tańszy telefon i zakrywać swoją cenę wielkością urządzenia. Przy proporcjach 164.4 x 78.2 x 8.6 mm i wadze około 210 gramów, jest to smartfon o poważnych gabarytach, z których nie będą zadowolone mniejsze dłonie.

Jednakże, da się wyczuć, że pomimo tych rozmiarów, leży w dłoni dobrze zbalansowany i jedynie jego wymiary sprawiają, że bywa to niewygodne i wymaga użycia dwóch dłoni na raz, szczególnie do pisania wiadomości. I chociaż całość obudowy (poza ekranem) to najzwyczajniej plastik, to jest to urządzenie zaskakująco miłe w dotyku i wydaje się być bardzo solidne.

Czytaj też: Test Nothing Ear (3a), nareszcie słuchawki z charakterem! Tylko niestety nie dla każdego

Na pewno pomaga temu wrażeniu zachowanie matowej barwy (dostępny w błękicie, czerni i bieli), co zapobiega także łatwemu wyślizganiu z dłoni oraz zbieraniu przesadnej ilości odcisków palców. Wypolerowane są jedynie przyciski boczne i “szklana” pokrywa wysepki z aparatami, lecz też nie jest to jarmarczny plastik, tylko solidne tworzywo sztuczne, z którym miło się pracuje.

Te oszczędności wiążą się także z ograniczonymi formami odblokowywania urządzenia, jednakże czytnik linii papilarnych pod ekranem działa tak dobrze i szybko, że nie przyjdzie do głowy w ogóle tęsknota za innymi rozwiązaniami, chyba że… Niestety w drogę ponownie wchodzi wielkość Phone (4b) i ułożenie palców sprawia, że urządzenie lubi się pokolebać w dłoni podczas próby odblokowywania.

Niemniej, to bardzo zaskakujące jak to plastikowe obudowanie sprawia wiele przyjemności w dotyku i napełnia także spokojem, że urządzenie jest wykonane solidnie. Nawet podczas wykonywania fotografii na chropowatym betonie skate parku.

Ekran, który nie udaje flagowca i robi świetną robotę

Na przodzie smartfona czeka na nas panel Super AMOLED o przekątnej 6,77 cala, rozdzielczości Full HD+ (1080 x 2344 pikseli, głębia kolorów 8-bit) i odświeżaniu 120 Hz. Nie jest to mistrzostwo świata, a wokół wyświetlacza biegną zauważalne ramki, z dolnym podbródkiem delikatnie burzącym harmonię i zdradza budżetowe pochodzenie urządzenia. Dziś producenci często próbują maskować te elementy zagięciami, ale Nothing stawia na płaski, klasyczny wyświetlacz akcentując go jeszcze cienką, matową ramką. Efekt jest zaskakująco elegancki.

Sam ekran wypada jednak w codziennym użytkowaniu znakomicie, naprawdę. Kolory są nasycone, głęboka czerń matrycy AMOLED cieszy oko, a szczytowa jasność sięgająca do 2000 nitów sprawia, że w pełnym słońcu bez problemu odczytamy powiadomienia czy wiadomość. Odświeżanie 120 Hz nadaje z kolei całemu interfejsowi płynności oczekiwanej od urządzeń w 2026 roku (co podstawowe iPhone’y otrzymały dopiero rok temu), tworząc wrażenie obcowania ze sprzętem z wyższej półki. Smaczkiem dbającym o długowieczność panelu jest również zintegrowana funkcja mikroprzesunięcia pikseli, która chroni matrycę przed potencjalnym wypaleniem.

Pewnie jakby wziąć wszystko pod lupę, to zacznie się dostrzegać mankamenty tańszego telefony, jednak będąc realistycznym, to ani razu nie poczułem w czasie testu tęsknoty za moim iPhonem 15 Pro pod kątem wyświetlacza. Obraz w Phone (4b) jest ostry, soczysty i przez wielkość wyświetlacza ma się aż uczucie efektu WOW.

Wydajność i estetyka Nothing OS 4.1 nie zawodzą

W centrum Phone (4b) znajduje się procesor Snapdragon 6 Gen 4, wspierany przez 8 GB pamięci RAM i 128 GB pamięci wbudowanej (w starszej technologii UFS 2.2). Wyniki z benchmarków pokazują, że nie jest to demon prędkości stworzony z myślą o zaawansowanym graniu w obciążające tytuły na najwyższych detalach. Lżejsze gry czy proste zręcznościówki działają bez zarzutu, ale przy bardziej wymagających aplikacjach układ musi iść na kompromisy. Na plus trzeba jednak zaliczyć, że w czasie testów nie zauważyłem jakiegoś szczególnego przegrzewania się urządzenia.

Architektura procesora 4nm również pokazuje, gdzie na półce znajduje się budżetowiec Nothinga, lecz jeżeli ktoś nie tworzy wobec tej ceny nierealistycznych oczekiwań wydajności flagowca, to też nie będzie tych niedoskonałości dostrzegał. W tym sensie, że warto mierzyć siłę na zamiary. W codziennym użytkowaniu aplikacji bankowych, rozrywkowych, robienia zdjęć i podstawowych promptów AI, tutaj nie ma żadnych przeciwwskazań. Wręcz zaskakująco dobrze sobie tych 8 GB radzi ze sztuczną inteligencją, gdzie na przykład konkurencja potrafi “chrupać”.

Nawet jeżeli jakieś niedoskonałości się przydarzą, to ten smartfon odwdzięcza się dużą dozą szacunku do swojego użytkownika. Nie traktuje go nigdy jak kogoś drugiego sortu, Phone (4b) bije konkurencję na głowę oprogramowaniem.

Czysta nakładka Nothing OS 4.1 oparta na Androidzie 16 to wzór optymalizacji i estetyki z dbałością o drobne rzeczy, tworzące bardzo stylową całość. Charakterystyczny monochromatyczny, pikselowy motyw, dopracowane widżety, możliwość swobodnej zmiany rozmiaru okien aplikacji czy wybór tradycyjnego wyglądu Androida sprawiają, że korzystanie z tego telefonu to czysta przyjemność.

Styl Nothing jest tutaj obecny na każdym kroku i jest to chyba pierwszy smartfon z Androidem, na którym zdecydowałem, że nie mam potrzeby instalować zewnętrznego Launchera, gdyż chcę właśnie tego stylu, miksu streetowej zadziorności z technologicznym charakterem. Zadbano nawet o styl wygaszenia ekranu podczas blokowania. Gdy się naciśnie przycisk blokady to “wsysa” on niejako całe światło. Ten sam efekt się otrzyma (po włączeniu odpowiednich ustawień) po dwukrotnym stuknięciu w ekran w dowolnym miejscu.

Co więcej, użytkownicy otrzymują telefon wolny od niechcianych aplikacji jak na wielu innych nakładkach. Żadnych notatników, których się nie da usunąć, żadnych gier i sklepów innych niż Google Play. Jest to bardzo odświeżające. A do tego wszystkiego Nothing dorzuca rzadko spotykaną w tym segmencie obietnicę: 3 duże aktualizacje systemu oraz aż 6 lat poprawek bezpieczeństwa. W tej klasie budżetowej to potężny argument przemawiający za tym modelem.

Aparaty najlepsze jakie widziałem w tej klasie cenowej

Można już na tym etapie testów z łatwością dostrzec wspólny mianownik tego smartfona. Każdy element jest skrojony w ramach swojej ceny, solidnie, lecz bez przesady. Zamiast oferować fajerwerki, których nie uciągnie ograniczona specyfikacja, lepiej uszyć coś szykownego w jej ramach.

W ten sposób otrzymano wysepkę na pleckach, która zawiera rozsądną liczbę dwóch obiektywów, oferujących prawdopodobnie dwie najważniejsze szerokości. Zaś z przodu, klasyczny aparat selfie. Zamiast dodawać zbędne oczka, Nothing postawiło na dwa konkretne moduły z tyłu i jeden z przodu:

  • Aparat główny: 50 MP z optyczną stabilizacją obrazu (OIS).
  • Aparat ultraszerokokątny: 8 MP.
  • Aparat przedni: 16 MP.

Główny aparat w dobrym świetle radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Fotografie wyróżniają się naturalną, stonowaną kolorystyką. Nothing nie próbuje na siłę podbijać zieleni trawy ani błękitu nieba, co nie musi każdemu przypaść do gustu. Zdjęcia są szczegółowe i mają przyjemny plastyczny kontrast. Choć brak tu dedykowanego teleobiektywu, bezstratny zoom cyfrowy na poziomie 2x dawał w testach bardzo ładne rezultaty przy kadrowaniu portretów czy detali.

I tutaj się kończy duża efektywność tych aparatów, wykraczanie poza te wartości kończy się najczęściej dość niezadowalającymi efektami. Są to zrozumiałe ograniczenia, lecz niestety dadzą się we znaki, gdyż żyjemy w świecie, w którym się już wszyscy przyzwyczaili do zoomu. Tutaj o wiele lepszy efekt da zbliżenie się do fotografowanego obiektu niż używanie zoomu. Phone (4b) ma też zaskakująco charakterny bokeh, tani, lecz nie psuje tła. Dodaje mu czegoś z pazurem. Matryca dla tych aparatów została stworzona przez Samsunga i widać, że skrojono coś odpowiedniego do ceny i solidnego.

Po zmroku główny obiektyw nadal potrafi zaskoczyć. Fotografie zachowują lekko filmowy, nastrojowy klimat i ładnie oddają światła latarni bez nadmiernego, cyfrowego rozjaśniania nocy, ale nie będzie to główna atrakcja, lepiej użyć poczciwego flesza.

Czytaj też: Test Nothing Phone (4a) Pro. Nie umiem przestać kochać Carla Peia

Obiektyw ultraszerokokątny chińskiego producenta GalaxyCore 8 MP wykazuje zdecydowanie chłodniejszą rozpiętość barwną względem głównego modułu, w dzień spełnia swoje zadanie poprawnie, choć przy krawędziach widać ubytek ostrości. Nocą jednak lepiej z niego zrezygnować. Niemniej, ta obecność jest bardzo, bardzo mile widziana i warto zaznaczyć, że iPhone Air z zeszłego roku, był takiego obiektywu pozbawiony.

Wideo nagramy w rozdzielczości 4K przy 30 fps (z głównego obiektywu). Jakość nagrań jest poprawna do codziennych pamiątek czy relacji na social media, o ile nie filmujemy w zbyt dynamicznym biegu. Na obiektywie ultraszerokokątnym  i selfie czeka zaś jakość 1080p, lecz pozwalająca na więcej klatek, aż do 60 fps.

Aparat w Phone (4b), jak i po prostu w całym środowisku Nothing, nie mówi ostatniego słowa podstawową gamą kolorów. Jak i u wszystkich innych producentów, tak i tutaj są obecne filtry, lecz zostały one zaserwowane z takim wyczuciem smaku, że inni mogą się schować.

Filtry, a właściwie profile kolorystyczne, które można samodzielnie przygotowywać i udostępniać w sieci, a także je pobierać, zostały tutaj przedstawione niczym karty pantone z krótką notką opisującą charakterystykę dobranych barw, a także podstawowe ustawienia takiego profilu.

Na dzień dobry jest już dostępnych 11 takich filtrów, dzięki czemu po twory innych osób raczej nie będzie trzeba sięgać. To dzięki nim te proste aparaty wyróżniają się na tle pozostałych budżetowców. Bowiem może nie będą najostrzejsze, nie będą najładniejsze, lecz zachowają mnóstwo charakteru, którego znajomi będą zazdrościć dopytując, jak się te zdjęcia zrobiło na tańszym smartfonie.

Bateria, multimedialne smaczki i uproszczony Glyph

Czas pracy na jednym ładowaniu to kolejna zaleta Nothing Phone (4b). Bateria o pojemności 5200 mAh, połączona z energooszczędnym procesorem i ekranem AMOLED, bez trudu zapewnia pełne 1,5 do nawet 2 dni umiarkowanego użytkowania. Jest to także najpojemniejsza bateria w historii firmy. Ładowanie o mocy 33 W nie bije co prawda rekordów prędkości i wymaga około godziny z kawałkiem, ale w tej klasie cenowej jest to kompromis w pełni akceptowalny (w pudełku tradycyjnie nie znajdziemy ładowarki, jedynie kabelek).

Wspominany wcześniej pasek Glyph na pleckach, mimo że został zredukowany do niewielkiej formy, wciąż zachowuje swoją funkcjonalność. Może informować o powiadomieniach, statusie naładowania baterii czy odliczaniu samowyzwalacza aparatu. To użyteczny detal świadczący o DNA Phone (4b) i wyróżniający go na tle nudniejszej pod kątem designu konkurencji.

Na wyróżnienie zasługuje również podwójny głośnik stereo, który oferuje zaskakująco czysty i głęboki dźwięk jak na urządzenie budżetowe. Jakość rozmów telefonicznych oraz skuteczność mikrofonów w redukcji hałasu z otoczenia także nie zawiodą swoich użytkowników, stoją na solidnym poziomie i nie zdarzyło się podczas testów, żeby którakolwiek ze stron była niezadowolona. Inny wynik całkowicie skreślałby smartfona, to w końcu wciąż telefon i powinien tę funkcję realizować śpiewająco. Dodatkowym atutem jest odporność na zachlapania i kurz z certyfikatem IP64.

Nothing traktuje użytkownika “budżetowca” z godnością

Podstawową obawą zakupu tańszych telefonów, jest słuszny niestety strach, że producenci tworzą iluzję czegoś więcej niż jest w rzeczywistości, a potem się zderza z rzeczywistością, że zostało się nabitym w butelkę. Nothing na szczęście podchodzi do swojego klienta z szacunkiem i chociaż nie oferuje niczego ponad cenę 1449 złotych, to także dokłada starań, aby utrzymać charakter swojej marki, dostarczając coś wcześniej niedostępnego dla użytkowników urządzeń tej półki cenowej.

Pojawienie się linii Phone (b) pokazało, że Nothing potrafi tworzyć budżetowce przemyślane z głową. W jego cenie nie dostaniemy najszybszej pamięci ani flagowych osiągów w grach i pewnie, można dołożyć trochę więcej pieniędzy i kupić Phone (4a), lecz czasami po prostu nie potrzeba niczego więcej, a ten telefon jeszcze dodatkowo na pewno będzie na promocjach zbliżających go do półki około 1000 złotych i trudno będzie znaleźć w tej kategorii propozycję, która traktuje użytkownika lepiej.

Nothing Phone (4b) ujmuje dopracowaniem, unikalnym charakterem i świetnym wrażeniem z codziennego użytkowania. Użytkownik otrzymuje szokująco płynny i czysty system Nothing OS, długie lata wsparcia, świetną baterię, przyzwoity aparat główny z OIS oraz design, który wyróżnia się w tłumie nudnych, identycznych smartfonów.

Bartosz GabiśB
Napisane przez

Bartosz Gabiś

Redaktor
Od lat logistyk i project manager, który postanowił w pewnym momencie, że pora zmienić coś w życiu i warto odnowić marzenia z lat szkolnych. Tak zaczęła się moja przygoda z dziennikarstwem, którą udało się połączyć z pasją do technologii, a szczególnie z tą starą jak discmany, walkmany i telefony z klapką. Niestety takie sformułowanie zdania, uświadamia mi własny wiek, ale cóż! Takie jest właśnie życie i to w nim jest najciekawsze.