Test Nothing Phone (4a) Pro. Nie umiem przestać kochać Carla Peia

Najpierw zauważyłem plecki. Nie ekran, nie aparat, nie animację przy pierwszym uruchomieniu. Plecki. W smartfonach brzmi to dziś prawie staroświecko, bo od lat większość emocji skupia się na tym, co dzieje się na przedniej tafli szkła. A tył? Zazwyczaj jest dodatkiem. Miejscem na logo, wyspę aparatów i kolor, który po kilku dniach przestajemy zauważać albo i tak chowamy go pod etui. A jednak Nothing od początku lubił przypominać, że telefon może być również sztuką. Czymś, co leży na biurku, co wyciągamy z kieszeni, co odkładamy obok kluczy, słuchawek, zegarka i laptopa — i za każdym razem ma cieszyć nasze oko oraz przyciągać wzrok innych. Czymś, co może mieć własną obecność, zanim jeszcze cokolwiek na nim uruchomimy.
Test Nothing Phone (4a) Pro. Nie umiem przestać kochać Carla Peia

Właśnie dlatego do Nothinga wracam z ciekawością większą, niż wynikałoby to z samego miejsca tej marki na rynku. Nie dlatego, że każdy jej telefon był bezbłędny. Nie był. Nie dlatego, że Nothing zawsze wygrywał rozsądkiem. Też nie. Raczej dlatego, że w tych urządzeniach czuć projekt, a nie tylko produkt. Czuć próbę zbudowania języka, który nie kończy się na układzie aparatów i kolejnym kolorze obudowy.

Phone (4a) Pro jest pod tym względem bardzo ciekawym momentem. To już nie jest Nothing z pierwszych lat — trochę manifest, trochę technologiczna deklaracja niezależności, trochę urządzenie stworzone po to, by natychmiast odróżnić się od całej reszty. Ten telefon jest spokojniejszy, bardziej zwarty i bardziej dojrzały. Nadal nie wygląda jak smartfon zaprojektowany przez komitet ostrożnych decyzji, ale też nie sprawia wrażenia, jakby musiał za wszelką cenę tłumaczyć własną odmienność.

I chyba właśnie to polubiłem w nim najszybciej. Nothing Phone (4a) Pro nie próbuje odtworzyć pierwszego zachwytu nad marką. Nie kopiuje bez końca tego samego gestu z przezroczystymi pleckami i świetlnym podpisem. Bierze kilka znajomych elementów, przycisza je, porządkuje i układa w coś bardziej eleganckiego. Wciąż rozpoznawalnego, ale mniej oczywistego. To nadal smartfon dla osób, które chcą, żeby telefon miał charakter. Tyle że tym razem ten charakter nie wchodzi do pokoju najgłośniej. Raczej siada przy stole z pewnością kogoś, kto nie musi już udowadniać, że tu pasuje. 

Czytaj też: Test Nothing Phone (4a). Zauroczenie od pierwszego wejrzenia, które może przerodzić się w miłość

Nothing Phone (4a) Pro jest dojrzalszy, ale wcale nie stał się grzeczny

Nothing bardzo łatwo było zamknąć w jednym obrazku — przezroczyste plecki, świecące linie, industrialny porządek, coś pomiędzy elektroniką użytkową a rekwizytem z alternatywnej wersji przyszłości. To był mocny znak rozpoznawczy i trudno się dziwić, że marka tak długo wokół niego krążyła. Zresztą całość była — i nadal jest — po prostu piękna. Carl Pei mógłby jeszcze przez kilka lat bezpiecznie iść tym tropem, dopieszczając detale i licząc na to, że magia pierwszego Nothinga będzie działała dalej. Na szczęście współzałożyciel OnePlusa jest nieco bardziej ambitny i najwyraźniej wychodzi z założenia, że problem z dobrym pomysłem polega na tym, że po kilku generacjach trzeba zrobić z nim coś więcej, niż tylko powtórzyć go z mikroskopijną zmianą.

Phone (4a) Pro właśnie taki jest. Nie zrywa ze wzornictwem Nothinga, ale nie stoi też w miejscu. Metalowa konstrukcja typu unibody pozycjonuje ten telefon w nieco chłodniejszej, bardziej uporządkowanej elegancji. Jest mniej przezroczystości dla samej przezroczystości, a więcej uczucia trwałości i wysokiej jakości materiałów. To nadal Nothing, tylko nieco bardziej „pancerny”.

W dłoni czuć, że nowa firma Peia chciała zbudować urządzenie bardziej dorosłe. Nie luksusowe w przesadnym sensie, nie udające segmentu, do którego cenowo nie należy, ale solidniejsze i bardziej kompletne. Phone (4a) Pro nie wygląda jak tańsza interpretacja flagowca — to trochę Nintendo na rynku smartfonów, bo Nothing też gra w swojej własnej lidze i średnio musi oglądać się na potencjalną konkurencję. To ważne, bo średnia półka często cierpi na kompleks aspiracji — chce wyglądać drożej, szybciej, poważniej, bardziej flagowo. Nothing idzie inną drogą. Nie przebiera tego telefonu za coś innego, tylko daje mu własną formę.

Czytaj też: Test Nothing Headphone (a). Tańsze jest lepsze

Najbardziej podoba mi się w tym projekcie pewność. Wyspa aparatów, a właściwie plateau, jest duże i — podobnie jak w Pixelach czy iPhone’ach Air i 17 Pro — rozciąga się na niemal całą szerokość plecków telefonu. Glyph, z racji na metalowe plecki, nie jest już na całości rewersu smartfona, a — jak to było już we flagowym Nothing Phone (3), mamy mały, pikselowy wyświetlacz Glyph Matrix. On nie jest schowany, ale nie dominuje wszystkiego wokół. Zajmuje dumne miejsce z prawej strony plateau i przykuwa uwagę, ale nie w kiczowaty sposób — Nothing akurat od dawna dobrze oscyluje na granicy ciekawostki technologicznej i kiczu, co nieczęsto sprawdza się tak dobrze.

Kolory — czarny, srebrny i różowy — też dobrze pasują do dojrzalszego tonu tej generacji. Mi szczególnie srebro przypadło do gustu, ale to może wynikać z tego, że uwielbiam jak sprzęty są w naturalnym kolorze materiału, z którego zostały wykonane. Czarny to jednak pewna klasyka, a różowy to dobry dodatek, pasujący zresztą do ostatnich ruchów marketingowych marki — mam tu na myśli Charli xcx jako ambasadorkę marki. Fajny ukłon w stronę młodszych odbiorców i myślę, że murowany pewniak sprzedażowy.

Czy wszystkim się spodoba? Oczywiście, że nie — jak to Nothing ma w zwyczaju. To nadal marka, która wymaga od nas pewnej zgody na własny styl. Ale właśnie dlatego ten telefon ma sens. To nie jest po prostu kolejny średniak, który ma dobry stosunek ceny do jakości (chociaż to też jest tu obecne), tylko swego rodzaju manifest technologiczny. I zależnie od odbiorcy może to być jego największa zaleta albo powód, żeby od razu spojrzeć w inną stronę. Nothing nie projektuje telefonów przezroczystych emocjonalnie. I całe szczęście.

Jeśli chodzi o wytrzymałość, to Nothing Phone (4a) Pro ma certyfikat IP65, więc powinien poradzić sobie z pyłem, deszczem i zwykłym zachlapaniem. To daje pewien spokój w codziennym użyciu, ale nie jest zaproszeniem do wakacyjnych eksperymentów z wodą. Ten telefon bardziej pasuje mi do miasta, podróży, kawiarni, lotniska i biurka niż do beztroskiego życia nad basenem. Nie traktuję tego jako wielkiego problemu, ale warto wiedzieć, gdzie kończy się komfort. IP65 wystarczy na normalność. Nie wystarczy na pełną beztroskę.

Czytaj też: Nothing Phone (4a) i (4a) Pro oficjalnie. Średnia półka z flagowymi ambicjami

Glyph Matrix to rozwinięcie idei z pierwszych Nothingów

Glyph od początku był jednym z głównych filarów, które budowały tożsamość Nothinga — równie mocno jak przezroczyste plecki czy charakterystyczna nakładka na Androida. Nie traktowałem go nigdy wyłącznie jako funkcji użytkowej, bo to byłoby trochę niesprawiedliwe wobec samego pomysłu. Glyph nie musiał zastępować ekranu, centrum powiadomień ani zegarka. Miał robić coś innego — nadawać telefonowi twarz, której nie znajdziemy nigdzie indziej.

I właśnie dlatego ten pomysł działał. Nothing bardzo szybko zrozumiał, że w świecie podobnych do siebie smartfonów rozpoznawalność ma ogromną wartość, co pisałem już przy recenzjach innych smartfonów marki. Światła na pleckach były podpisem Nothinga; czymś, co można było zobaczyć przez sekundę i od razu wiedzieć, z jakim telefonem mamy do czynienia. Dla jednych to zbędny detal, dla innych jeden z najważniejszych powodów, dla których Nothing w ogóle przebił się do szerszej świadomości.

Glyph Matrix w Phone (4a) Pro nie jest więc rewolucją ani zupełnie nowym otwarciem, bo — jak już wspominałem — podobny kierunek widzieliśmy już w Nothing Phone (3). Tutaj ważniejsze jest coś innego — to rozwiązanie trafia do modelu z niższej półki i staje się częścią bardziej przystępnego telefonu, ale też sugeruje, że klasyczny Glyph powoli ustępuje miejsca bardziej graficznemu, pikselowemu językowi Nothinga. Warto też docenić konsekwencję działań, bo obecność Matrixa w (4a) Pro pokazuje, że Nothing nie rezygnuje z nowego języka designerskiego tylko dlatego, że nie mówimy o najdroższym urządzeniu w ofercie. I to mi się bardzo podoba.

Czytaj też: Carl Pei nie ma respektu dla Apple, premiera Nothing Phone 4a i 4a Pro dzień po wydarzeniu giganta

Matryca na pleckach potrafi pokazać proste animacje, komunikaty i drobne informacje, ale nie próbowałbym na siłę robić z niej funkcji, która zmienia sposób korzystania ze smartfona. To nadal przede wszystkim element charakteru i wizualny dodatek. Mały, graficzny podpis, który przypomina, że Nothing nie chce projektować telefonów całkowicie anonimowych, zlewających się z tłumem. Czasem mignie powiadomieniem, czasem pokaże status, a kiedy odłożymy telefon ekranem do dołu, to możemy obserwować minutnik poprzez pikselowy piasek spadający w klepsydrze albo… zagrać w butelkę.

I to wystarczy. Nie każdy detal w smartfonie musi być absolutnie praktyczny, żeby miał sens. W przypadku Nothinga Glyph Matrix działa trochę jak dobrze rozpoznawalny motyw w modzie albo motoryzacji — nie tłumaczy całego produktu, ale pomaga go zapamiętać. Phone (4a) Pro korzysta z tego rozsądnie, bo nie udaje, że Glyph Matrix jest użytkową rewolucją. Po prostu przypomina, że w przypadku smartfonów też można się bawić formą i wyjść poza utarte schematy. Nie wszystko musi mieć sens, żeby było fajne. Glyph Matrix po prostu jest fajny, ciekawy i przede wszystkim jest jakiś. Dlatego kompletnie kupiło to moje geekowskie serce.

Ekran w Nothing Phone (4a) Pro jest tak dobry, że szybko przestaje się o nim myśleć

Front Nothing Phone’a (4a) Pro jest już dużo mniej ekstrawagancki niż tył. I dobrze, bo ekran nie musi specjalnie walczyć o uwagę — ma być duży, płynny, jasny i wygodny. I taki właśnie jest. Panel AMOLED ma 6,83 cala, rozdzielczość 2800 x 1260 pikseli oraz odświeżanie 144 Hz (szalone, bo niektóre „budżetowe” smartfony do dziś korzystają z ekranu 60 Hz w 2026 roku). To zestaw, na który zwyczajnie trudno jest marudzić — ogólnie, a co dopiero w tej cenie.

Duży ekran pasuje do tego telefonu. Nothing OS lubi przestrzeń, lubi kontrast, lubi typografię i graficzne uporządkowanie. Na mniejszym panelu ten język mógłby wydawać się bardziej ciasny, ale tutaj ma sporo miejsca na oddech. Nothingowe widgety wyglądają dobrze, ekran główny nie sprawia wrażenia przeładowanego, a monochromatyczna estetyka systemu szczególnie dobrze wygląda na AMOLED-zie.

Odświeżanie 144 Hz jest jedną z tych rzeczy, o których nie myślimy po kilku godzinach, ale których brak czujemy natychmiast po powrocie do wolniejszego ekranu. Przewijanie, animacje, przełączanie aplikacji — wszystko ma w sobie miękkość i tempo, które bardzo pomagają w odbiorze całego urządzenia. I nie, nie trzeba grać w Call of Duty na smartfonie, żeby zauważyć tę jakość. Nothing Phone (4a) Pro dzięki temu sprawia wrażenie telefonu szybszego i bardziej dopracowanego, nawet zanim zaczniemy zastanawiać się nad jego bebechami.

Czytaj też: Nothing robi coś, czego inni boją się jak ognia. W 2026 nie będzie Phone (4)

Nie jest to wyświetlacz, który ma zawstydzać najdroższe flagowce… chociaż niektóre spokojnie by się mogły przy nim zarumienić. Tak czy siak, w najwyższych flagowcach nadal możemy znaleźć lepszą kalibrację, jeszcze wyższą jakość paneli i bardziej zaawansowane rozwiązania w trudnych warunkach. Ale w realnym, codziennym użyciu Phone (4a) Pro nie daje nam wcale poczucia kompromisu w najbardziej kluczowym miejscu całego smartfona. A to dla mnie w tej klasie jest zwyczajnie kluczowe.

Nothing OS nadal ma jeden z najmocniejszych charakterów w świecie Androida

Nothing OS od początku był czymś więcej niż nakładką na Androida. W wielu telefonach system jest warstwą stricte użytkową, a tutaj pozostaje częścią charakteru całości. Ikony, widgety, animacje, typografia, ekrany ustawień — wszystko ma wspólny rytm. Nie każdemu musi się to spodobać, ale trudno odmówić Nothingowi konsekwencji. Lubię Nothing OS za to, że nie próbuje być wszystkim naraz. Jest graficzny, ale nie przesadzony. Jest minimalistyczny, ale nie martwy. Ma własny styl, ale nie zmusza do walki z podstawowymi funkcjami Androida. To jedna z tych nakładek, w których szybko czuć, że ktoś naprawdę podjął decyzję projektową, zamiast po prostu dorzucić zestaw ikon i kilka dodatkowych aplikacji.

Czy jest idealnie? Nie. Część aplikacji dopasowuje się do stylistyki Nothing OS, ale ich ikony potrafią stać się mniejsze i czarno-białe, co bywa mylące. Inne w ogóle się nie adaptują, więc obok monochromatycznych ikon pojawiają się kolorowe, zaburzając spójność pulpitu. Można to skorygować zewnętrznymi pakietami ikon albo dodatkowymi ustawieniami, ale nie powinno to wymagać tyle zachodu. Mimo tych niedociągnięć Nothing OS nadal jest dla mnie jednym z najciekawszych podejść do Androida. Nie wiem, czy najlepszym, ale na pewno jednym z najbardziej charakterystycznych.

Phone (4a) Pro działa na Androidzie 16 z Nothing OS 4.1 i w codzienności największą zaletą tego połączenia jest spójność. System pasuje do telefonu fizycznie. Uzupełnia obraz tworzony przez plecki, Glyph Matrix i całą estetykę marki. To ważne, bo wiele smartfonów wygląda inaczej na zewnątrz, ale po odblokowaniu ekranu staje się niemal tym samym urządzeniem co konkurencja. Nothing jednak wcale nie znika po pierwszym dotknięciu wyświetlacza.

Essential Space to pomysł z potencjałem, ale kompletnie nie moja bajka

Do tego dochodzą Essential Space i Essential AI, czyli próba stworzenia miejsca na rzeczy, które zwykle gubią się pomiędzy zrzutami ekranu, notatkami, zdjęciami, komunikatorami i galerią. Essential Space działa jak cyfrowy schowek wspierany przez AI. Możemy wrzucać do niego przechwycone treści, notatki głosowe czy zdjęcia, a system analizuje je, podsumowuje, wyciąga kluczowe informacje i pomaga później do nich wrócić. W teorii brzmi to bardzo sensownie, bo wszyscy produkujemy dziś w telefonach więcej małych cyfrowych śladów, niż jesteśmy w stanie wygodnie uporządkować.

Czytaj też: Ten telefon wygląda jak przeniesiony z roku 2000. Nothing wypuszcza limitowaną edycję stworzoną przez fanów

Obsługa opiera się na Essential Key, czyli dodatkowym przycisku na obudowie. Podwójne kliknięcie przenosi do Essential Space, krótkie naciśnięcie pozwala przechwycić treść, a przytrzymanie może posłużyć do dodania notatki głosowej. W Phone (4a) Pro przycisk trafił na lewą krawędź, więc nie powinien tak łatwo mylić się z blokadą, jak w starszych rozwiązaniach tej rodziny — na przykład w testowanym przeze mnie Phone (3a) Pro. To dobry ruch, bo osobny przycisk ma sens tylko wtedy, gdy nie irytuje już samą obecnością.

Essential Space został też rozbudowany o bardziej uporządkowany widok zapisanych materiałów, wyszukiwanie i lepsze wyciąganie informacji z przechwyconych treści. Może rozpoznać wydarzenie, pomóc odnaleźć konkretną notatkę, zebrać podobne rzeczy w jednym miejscu i podać kontekst, który normalnie po kilku dniach znika nam z głowy. To typowy dla Nothinga eksperyment — trochę nietuzinkowy, trochę odważny, a trochę jeszcze szukający własnego idealnego zastosowania.

I tu dochodzę do największego problemu. Po pierwszych próbach zacząłem o tym przycisku… zapominać. Tak samo jak o całym Essential Space. Kiedy chcę coś zapisać, odruchowo otwieram notatki. Kiedy chcę zachować obraz, robię zrzut ekranu. Kiedy chcę szybko zanotować myśl, wpisuję ją tam, gdzie i tak później będę jej szukał. Uważam to więc za ambitny, ale zwyczajnie zbędny element.

Szkoda też, że Essential Key nie daje większej swobody konfiguracji. Gdyby można było przypisać do niego własną funkcję, skrót albo aplikację, łatwiej byłoby mi znaleźć dla niego miejsce w codziennym zastosowaniu. W obecnej formie jednak… cóż, to rozwiązanie ma potencjał, ale w żadnym wypadku nie stało się dla mnie nawykiem. Wręcz przeciwnie, umyślnie omijałem ten przycisk. Widzę w nim ciekawy pomysł na uporządkowanie cyfrowego bałaganu, tylko na razie bardziej doceniam jego ambicję niż faktycznie z niego korzystam.

Czytaj też: Nothing OS 4.0 Beta. Miało być tak pięknie, a wyjdzie jak zwykle

Nothing Phone (4a) Pro nie wygrywa procesorem, ale wcale nie musi

Sercem Nothing Phone (4a) Pro jest Snapdragon 7 Gen 4. To procesor ze średniej półki, ale wystarczający, żeby dobrze współpracować z dużym ekranem, odświeżaniem 144 Hz i lekkim systemem. W tej części rynku nie chodzi już wyłącznie o surową moc, tylko o to, czy telefon po kilku dniach nadal działa tak, żeby nie zwracać na siebie uwagi… w złym sensie.

I tutaj Phone (4a) Pro spełnia swoje zadanie. To nie jest smartfon dla kogoś, kto chce mieć najmocniejsze mobilne podzespoły danego roku. Nie jest też sprzętem do obsesyjnego porównywania wyników w benchmarkach. Za to spokojnie może pełnić rolę telefonu do intensywnego, ale normalnego dnia — komunikatory, zdjęcia, przeglądarka, social media, mapy, muzyka, wideo, trochę pracy, trochę rozrywki.

Nothing OS pomaga, bo nie jest ciężką, przeładowaną nakładką. Animacje są płynne, przełączanie aplikacji naturalne, a całe urządzenie sprawia wrażenie dobrze zestrojonego. To jeden z tych przypadków, w których papierowa przewaga mocniejszych układów nie musi automatycznie przekładać się na lepsze wrażenie w każdej minucie korzystania z telefonu.

Czytaj też: Nothing OS 4.0 oficjalnie. Aktualizacja wprowadza nowe funkcje i większą prostotę

W grach trzeba zachować rozsądek. Popularne tytuły nie są problemem, ale Phone (4a) Pro nie udaje mobilnej konsoli dla najbardziej wymagających. To nie jest smartfon gamingowy, o ile na takie w ogóle dalej jest miejsce na rynku. Jeżeli ktoś kupuje telefon przede wszystkim z myślą o graniu na najwyższych ustawieniach, powinien patrzeć w inną stronę. Jeżeli jednak gry są dodatkiem do normalnego użytkowania (jak w smartfonach powinno być, od grania są konsole), Snapdragon 7 Gen 4 będzie po prostu wystarczający. Wyniki benchmarkowe możecie zobaczyć poniżej.

3D Mark
Geekbench 6 CPU
Geekbench 6 CPU
Geekbench 6 GPU
AnTuTu

Aparat wreszcie staje się jednym z powodów, by patrzeć na Nothinga poważniej

Nothing od początku swojego istnienia wygrywał wyglądem i systemem, a nie kojarzył się raczej z wybitnym aparatem. Wcale nie dlatego, że zdjęcia były złe, ale dlatego, że konkurencja w podobnych pieniądzach potrafiła być fotograficznie bardzo mocna. Phone (4a) Pro jest tu istotny, bo pokazuje, że Nothing coraz poważniej traktuje właśnie tę część smartfona. Plateau nie tylko robi więc wrażenie przez Glyph Matrix, ale może się też pochwalić sensownym zestawem aparatów.

Najważniejsze jest jednak to, że nie sprawdzałem tego aparatu wyłącznie na kilku kadrach z biurka i spacerze po okolicy. Nothing Phone (4a) Pro poleciał ze mną do Guangzhou i Pekinu, więc zdjęcia w tym tekście powstały w warunkach, w których aparat naprawdę ma co robić — w mieście, w ruchu, w dobrym świetle, w detalach architektury i w scenach, które aż proszą się o teleobiektyw. Okoliczności były ponadprzeciętnie sprzyjające, to prawda, ale i tak pozwala to dobrze ocenić jakość zdjęć z tego smartfona. Nie jest to oczywiście fotosmartfon jak Xiaomi 17 Ultra czy OPPO Find X9 Ultra, ale jest to po prostu poprawny i przyjemny aparat w tej półce cenowej.

Ale przejdźmy do konkretów — z tyłu mamy główny aparat 50 MP z sensorem Sony, 50-megapikselowy peryskopowy teleobiektyw z 3,5-krotnym zoomem optycznym i optyczną stabilizacją oraz 8-megapikselowy ultraszeroki kąt. Przedni aparat ma 32 MP. Telefon nagrywa wideo w 4K. I w tym zestawie od razu wiadomo, co jest najciekawsze — teleobiektyw.  

3,5-krotne przybliżenie optyczne w telefonie z tej półki naprawdę zmienia sposób fotografowania. Nie chodzi wyłącznie o robienie zdjęć obiektom oddalonym o kilkadziesiąt metrów, tylko o perspektywę. O portrety, detale architektury, samochody, jedzenie, witryny, światło wpadające przez okno, fragment miasta złapany z drugiej strony ulicy. Teleobiektyw pozwala robić zdjęcia spokojniejsze, ciaśniejsze, bardziej intencjonalne.

Czytaj też: CMF Watch 3 Pro od Nothing — większy ekran, lepsza bateria i ChatGPT na Twoim nadgarstku

To jest dokładnie ten aparat, którego najbardziej brakuje mi w wielu smartfonach ze średniej półki. Ultraszeroki kąt to dla mnie co prawda podstawa i przy swojej pracy korzystam z niego bardzo często (o jego braku rozpisywałem się dość długo w teście iPhone’a 17e), ale teleobiektyw potrafi kompletnie zmienić codzienny język zdjęć. 

Nothing komunikuje też bardzo wysokie przybliżenie cyfrowe — do 140x w modelu Pro. Brzmi to efektownie, ale w praktyce nie ma sensu robić z tego najważniejszego punktu fotograficznego. Im dalej idziemy w cyfrowy zoom, tym bardziej zdjęcie staje się interpretacją algorytmu. Może to być użyteczne do podejrzenia czegoś z daleka, ale prawdziwa wartość tego aparatu leży znacznie wcześniej — przy optycznym 3,5x i rozsądnych zakresach hybrydowych.  

Główny aparat jest tym, po który będziemy sięgać najczęściej, i to on odpowiada za poczucie fotograficznej pewności. Nothing zrobił tu krok w dobrą stronę. Kolory, ekspozycja i charakter obrazu są coraz bardziej dojrzałe, choć nadal nie nazwałbym Phone’a (4a) Pro telefonem, który fotograficznie zmiata droższe konstrukcje. To nie ten segment i nie ta ambicja. Ważniejsze jest, że aparat daje przyjemność, a nie tylko poprawny rezultat.

Ultraszeroki kąt jest jednak najsłabszym elementem zestawu. 8 MP w 2026 roku brzmi skromnie i trudno oczekiwać po tym module cudów. Przy dobrym świetle sprawdzi się do wnętrz, krajobrazów czy zdjęć grupowych, ale nie będzie aparatem, do którego wraca się dla jakości. To raczej funkcjonalny dodatek niż pełnoprawny partner głównego sensora i teleobiektywu. Nadal, dobrze go mieć i jego brak można odczuć bardzo szybko.

Wideo i selfie są wystarczająco dobre, żeby nie psuć całości

Nothing Phone (4a) Pro nagrywa w 4K i ma 32-megapikselowy aparat z przodu. W praktyce oznacza to, że spokojnie wystarczy do codziennych nagrań, relacji, krótkich materiałów wideo, rozmów i szybkich ujęć, które później lądują w social mediach — szczególnie w dobie peaku popularności stories znikających po 24 godzinach. Nie jest to jednak telefon stworzony przede wszystkim dla mobilnych twórców wideo, ale nikt po nim tego nie oczekuje.

W tej klasie cenowej najważniejsza jest przewidywalność. Chcę, żeby telefon nie gubił ostrości w prostych scenach, nie przesadzał z ekspozycją, nie zmieniał kolorów z kadru na kadr i nie wymagał ciągłej korekty. Phone (4a) Pro nie musi być kamerą w kieszeni. Ma być urządzeniem, które pozwala nagrać wybrany fragment dnia bez poczucia, że wszystko trzeba potem ratować w postprodukcji.

Czytaj też: Nothing Phone (3) i Headphone (1) już bez tajemnic! Technologia zatacza estetyczne koło?

Selfie też traktowałbym w podobny sposób. Wystarczy do wideorozmów, stories, krótkich nagrań i zdjęć. Nothing nie próbuje tu zbudować oddzielnej narracji wokół przedniego aparatu, i słusznie. Najważniejsze rzeczy dzieją się z tyłu — tam, gdzie główny aparat i teleobiektyw faktycznie dają temu telefonowi coś więcej niż standardowy zestaw.

Bateria w Nothing Phone (4a) Pro daje spokój, ale nie mogę wybaczyć jednego braku

Akumulator w najnowszym Nothingu ma 5080 mAh pojemności, a ładowanie przewodowe dochodzi do 50 W. To nie są wartości, które robią wielkie przedstawienie, ale są dokładnie tym, czego oczekuje się od telefonu z tej półki i zestaw, który w pełni wystarczy na co dzień. Phone (4a) Pro bez problemu wytrzymuje normalny dzień — z wiadomościami, zdjęciami, mapami, muzyką, aparatem, przeglądarką i wieczornym doomscrollingiem przed snem. 

Przy Snapdragonie 7 Gen 4 i Nothing OS taki zestaw jest wystarczająco bezpieczny dla większości użytkowników. Oczywiście bateria zawsze zależy od stylu używania; jeśli ktoś dużo nagrywa, korzysta w samochodzie z Android Auto, przegląda obsesyjnie social media i odbiera co chwilę telefon (pozdrowienia dla Konrada Koterby z naszej redakcji), to oczywiście rozładuje telefon szybciej. Ale punkt wyjścia jest dobry. 

Ładowanie 50 W nadal jest praktyczne. Są smartfony, które robią to szybciej, ale nie każdy potrzebuje rekordów szybkości. Ważniejsze, że kilkanaście lub kilkadziesiąt minut przy ładowarce potrafi realnie zmienić sytuację przed wyjściem z domu. W zestawie, dzięki Unii Europejskiej, oczywiście nie ma ładowarki, ale znajdziemy kabel USB-C – USB-C.

Czytaj też: Nothing Phone (3) – flagowa cena, flagowe ambicje

Brakuje mi jednak ładowania bezprzewodowego i to bardziej, niż chciałbym przyznać. Wiem, że dla wielu osób to detal, ale ja przez ostatnie lata zbudowałem wokół MagSafe cały mały ekosystem w domu i biurze. Ładowarka przy łóżku, ładowarka na biurku, uchwyt w samochodzie — to są rzeczy, o których przestaje się myśleć, dopóki nagle ich nie ma. I dlatego w Phone’ie (4a) Pro brak indukcji boli mnie bardziej niż brak jeszcze szybszego ładowania przewodowego. 50 W jest okej. Działa, ratuje dzień, wystarczy. Ale ładowanie bezprzewodowe to już nie jest dla mnie luksus z flagowców. To element codziennej wygody, który bardzo pasowałby do telefonu tak mocno zbudowanego wokół doświadczenia.

Cena Nothing Phone (4a) Pro jest jednym z jego najmocniejszych argumentów

Nothing Phone (4a) Pro kosztuje w Polsce 2099 zł za wersję 8/128 GB, a wariant 12/256 GB został wyceniony na 2399 zł. I to jest moment, w którym ten telefon zaczyna wyglądać naprawdę konkretnie. Bo o ile Nothing od początku potrafił przyciągać stylem, o tyle tutaj za tą stylistyczną pewnością idzie też bardzo sensownie ustawiona cena.

Za nieco ponad dwa tysiące złotych dostajemy smartfon z dużym ekranem AMOLED 144 Hz, Snapdragonem 7 Gen 4, baterią 5080 mAh, ładowaniem 50 W, aparatem głównym 50 MP, peryskopowym teleobiektywem 50 MP z 3,5-krotnym zoomem optycznym, ultraszerokokątnym obiektywem, Nothing OS, Glyph Matrix i konstrukcją, która nie wygląda jak kolejny anonimowy model ze średniej półki. To nie jest zestaw, przy którym trzeba długo szukać argumentów na obronę ceny. Je widać od razu.

Najciekawsze jest jednak to, że Nothing Phone (4a) Pro nie próbuje wygrywać wyłącznie relacją ceny do specyfikacji. Gdyby chodziło tylko o liczby, zawsze znajdzie się konkurent z większą baterią, szybszym ładowaniem albo bardziej agresywną promocją. Tyle że tutaj dochodzi coś, czego nie da się łatwo przeliczyć na złotówki — tożsamość. Phone (4a) Pro ma własny język, własny systemowy rytm, własny wygląd i własny sposób bycia. A to w tej cenie robi jeszcze większe wrażenie.

Dlatego nie patrzę na niego jak na telefon, przy którym trzeba dopłacić za styl kosztem rozsądku. Przeciwnie — to jeden z tych przypadków, w których styl nie kłóci się z opłacalnością. Nothing niezmiennie bardzo dobrze łączy oba światy: charakterystyczny projekt i konkretny zestaw podzespołów z ceną, która nie brzmi jak kara za chęć posiadania czegoś mniej oczywistego. Chociaż nadal mistrzem w tej kategorii pozostaje CMF.

Czytaj też: Recenzja Nothing Phone (3a) Pro. Zakochałem się we Frankensteinie

Nothing Phone (4a) Pro to technologiczna sztuka za rozsądną cenę 

Nothing Phone (4a) Pro jest jednym z tych smartfonów, które najłatwiej byłoby źle ocenić, patrząc wyłącznie na pojedyncze elementy. Procesor? Wystarczający, ale nie spektakularny. Ultraszeroki kąt? Raczej użytkowy niż porywający. IP65? Daje spokój, ale nie pełną beztroskę. Essential Space? Ciekawy, ale nie do końca trafiony pomysł. I mogę wymieniać tak dalej — tyle, że ten telefon nie próbuje wygrywać w przepychance na pojedyncze parametry.

Jego siła leży w całości. W tym, że metalowe plecki, Glyph Matrix, Nothing OS, teleobiektyw, duży ekran i bardzo uczciwa cena składają się na urządzenie, które naprawdę ma własną osobowość. Nie udaje flagowca, nie wygląda jak kolejny średniak z chińskiej fabryki rozsądnych decyzji i nie próbuje przypodobać się każdemu. Jest trochę dziwny, trochę modowy, trochę geekowski i bardzo świadomy tego, czym chce być.

I właśnie za to najbardziej go lubię. Nothing Phone (4a) Pro nie jest idealny, ale jest konsekwentny. Ma swoje braki, ale nie ma w sobie nijakości. A w średniej półce to naprawdę duża rzecz, bo dobrych telefonów za około dwa tysiące złotych jest dziś sporo. Telefonów, które po kilku dniach nadal pamiętamy, jest dużo mniej. A Phone (4a) Pro zostaje w głowie. Przez chłód metalu pod palcami, przez mały, pikselowy Glyph Matrix, który nie musi mieć wielkiego sensu, żeby sprawiał frajdę, przez Nothing OS, który nadal wygląda jak przemyślany świat, a nie tylko kolejna nakładka na Androida. I przez cenę, która sprawia, że ta cała nothingowa osobowość przestaje być fanaberią, a zaczyna być po prostu bardzo dobrą propozycją.

Nie wiem, czy Carl Pei znowu zrobił telefon dla wszystkich. Pewnie nie. Ale zrobił telefon, który ma własny styl, własny temperament i wystarczająco dużo technologicznego konkretu, żebym nie musiał usprawiedliwiać swojej sympatii do tej marki. A to chyba najlepsze, co mogę powiedzieć o Nothing Phone’ie (4a) Pro — nadal kupuję ten pomysł, tylko tym razem za naprawdę rozsądne pieniądze.

Nothing Phone (4a) Pro — specyfikacja techniczna

Zawartość pudełkaNothing Phone (4a) Pro, kabel Nothing USB-C — USB-C 100 cm, fabrycznie naklejona folia ochronna na ekran, etui Phone (4a) Pro, igła do tacki SIM, informacje dotyczące bezpieczeństwa i karta gwarancyjna
KolorySrebrny, czarny, różowy
Warianty pamięci8 GB RAM + 128 GB, 8 GB RAM + 256 GB, 12 GB RAM + 256 GB
Wymiary163,6 × 76,6 × 7,9 mm
Masa210 g
ProcesorQualcomm Snapdragon 7 Gen 4
Proces technologiczny4 nm TSMC
CPUQualcomm Kryo, 8 rdzeni, taktowanie do 2,8 GHz: 1 rdzeń Prime do 2,8 GHz, 3 rdzenie Performance do 2,4 GHz, 4 rdzenie Efficiency do 1,8 GHz
GPUQualcomm Adreno 722
NPUQualcomm Hexagon NPU, Qualcomm AI Engine
ISPQualcomm Spectra Image Signal Processor
Pamięć RAMLPDDR5X
Pamięć wewnętrznaUFS 3.1
Aparat główny50 MP, f/1.88, sensor 1/1.56”, OIS i EIS, autofokus, 2×2 OCL PDAF, 2-krotny zoom w sensorze, Rapid Shutter, algorytm Image Super Resolution
Aparat peryskopowy50 MP, f/2.88, sensor 1/2.75”, OIS i EIS, autofokus, PDAF, 3,5-krotny zoom optyczny, 7-krotny zoom w sensorze, Ultra Zoom do 140x
Aparat ultraszerokokątnyf/2.2, sensor 1/4”, pole widzenia 120°
Aparat przedni32 MP, f/2.2, sensor 1/3.44”, pole widzenia 89°
System przetwarzania obrazuTrueLens Engine 4
Funkcje fotograficzneUltra XDR, Ultra XDR Motion Photo, semantyczna segmentacja AI 12 warstw, Portrait Optimiser, tryb makro wbudowany w tryb domyślny, tryb nocny
Nagrywanie wideo4K Ultra XDR przy 30 kl./s, 1080p Ultra XDR przy 30 lub 60 kl./s, slow motion 1080p przy 120 kl./s, timelapse 4K / 1080p
Ekran6,83” Flexible AMOLED
Szkło ekranuCorning Gorilla Glass 7i
Rozdzielczość1260 × 2800 px, 450 ppi
Głębia kolorów10-bit
Liczba kolorów1,07 mld
Kontrast1 000 000:1
Jasność szczytowa5000 nitów
Jasność na zewnątrz1600 nitów
Jasność typowa800 nitów
Odświeżanie ekranuAdaptacyjne odświeżanie 144 Hz
Próbkowanie dotykuDo 2500 Hz
Częstotliwość PWM2160 Hz
Akumulator5080 mAh
Akumulator — Indie5400 mAh, tylko wariant indyjski
Ładowanie przewodowe50 W
Ładowanie zwrotne przewodowe7,5 W
Obsługiwane protokoły ładowaniaPPS, PD 3.0, PD 2.0, QC 3.0, QC 2.0, DCP, SDP, CDP, UFCS
Obsługiwane formaty audio — odtwarzanieMP3, AAC, AAC+, WMA, AMR-NB, AMR-WB, WAV, FLAC, APE, OGG, MID, M4A, IMY, AC3, EAC3, EAC3-JOC, AC4
Obsługiwane formaty audio — nagrywanieWAV, AAC, AMR
Obsługiwane formaty wideo — odtwarzanieMKV, MOV, MP4, H.265/HEVC, AVI, WMV, TS, 3GP, FLV, WEBM
Obsługiwane formaty wideo — nagrywanieMP4
Obsługiwane formaty obrazu — odtwarzanieJPEG, PNG, BMP, GIF, WEB, HEIF, HEIC, DNG
Obsługiwane formaty obrazu — zapisJPEG, DNG
Audio2 mikrofony wysokiej jakości, podwójne głośniki stereo
Karty SIMNano-SIM 4FF, Dual SIM
eSIMTak, z wyłączeniem Indii
2G GSM850 / 900 / 1800 / 1900
3G UMTS / WCDMAPasma B1, 2, 4, 5, 6, 8, 19
4G LTEPasma 1, 2, 3, 4, 5, 7, 8, 12, 17, 18, 19, 20, 25, 26, 28, 38, 40, 41, 42, 48, 66, 71
5G NRPasma n1, n2, n3, n5, n7, n8, n12, n20, n25, n28, n38, n40, n41, n48, n66, n71, n77, n78
Wi-FiWi-Fi 6, 802.11 a/b/g/n/ac/ax, 2,4 GHz / 5 GHz, 2×2 MIMO, TWT, MU-MIMO, OFDMA
Bluetooth5.4
LokalizacjaGPS L1, GLONASS G1, BDS B1I, Galileo E1, QZSS L1
NFCTak
OdpornośćCertyfikat IP65 — odporność na pył i wodę
Dodatkowe testy odpornościTestowany pod kątem zanurzenia w wodzie do 25 cm przez maksymalnie 20 minut
WibracjeLiniowy silnik haptyczny, bardziej wyczuwalne reakcje wibracyjne
Czytnik linii papilarnychOptyczny czytnik w ekranie
CzujnikiAkcelerometr, elektroniczny kompas, przedni czujnik światła otoczenia, żyroskop, czujnik zbliżeniowy
System operacyjnyNothing OS 4.1 oparty na Androidzie 16
Wsparcie aktualizacyjne3 lata aktualizacji Androida i 6 lat poprawek bezpieczeństwa
Uwagi dotyczące aktualizacjiNothing Phone (4a) Pro będzie otrzymywał aktualizacje przez 6 lat od momentu pierwszej dostępności urządzenia na nothing.tech. Obejmuje to 3 lata aktualizacji Androida oraz 6 lat aktualizacji zabezpieczeń, a także aktualizacje naprawcze i funkcjonalne
Materiały z recyklingu30% plastiku z recyklingu wykorzystano w 6 plastikowych elementach, 100% aluminium z recyklingu wykorzystano w tylnej pokrywie, 100% cyny z recyklingu wykorzystano w 6 płytkach drukowanych, 80% stali z recyklingu wykorzystano w 32 stalowych elementach
Ślad węglowy50,5 kg CO₂e — najniższy dotąd ślad węglowy Nothing w smartfonie
OpakowanieW 100% bez plastiku
Produkcja100% energii odnawialnej w końcowym procesie montażu
Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski

Redaktor Prowadzący
Dziennikarz z wykształcenia, ale przede wszystkim z pasji i wyboru. Zacząłem pisać do internetu w wieku 15 lat — od branży gamingowej płynnie przeszedłem do nowych technologii, z czasem poszerzając je także o motoryzację. Po drodze zacząłem również coraz częściej stawać przed kamerą i za nią. Na co dzień zajmuję się tworzeniem i rozwijaniem treści technologicznych w wielu formach. Piszę artykuły, recenzje, felietony i scenariusze, nagrywam oraz montuję materiały wideo, prowadzę wywiady i realizuję formaty wideo oraz podcastowe. Równolegle rozwijam projekty w mediach społecznościowych. Regularnie relacjonuję najważniejsze targi technologiczne i motoryzacyjne na całym świecie, testuję najnowszy sprzęt oraz samochody, a także pracuję przy współpracach komercyjnych z markami i uczestniczę w procesach sprzedażowych oraz projektowych związanych z mediami i content marketingiem. Od 2020 roku prowadzę również własny podcast. Praca z mikrofonem i kamerą jest dla mnie naturalnym przedłużeniem dziennikarstwa — pozwala opowiadać o świecie nowych technologii, motoryzacji i współczesnej kultury w bardziej bezpośredni sposób. Fascynuje mnie technologia w każdej postaci — szczególnie ta nowoczesna, choć retro sprzęty mają w moim sercu specjalne miejsce (transparentne obudowy zawsze wygrywają). Uwielbiam japońską (pop)kulturę, katalońską piłkę nożną, sprzęty z Cupertino, samochody elektryczne (i najlepiej ze stali nierdzewnej), minimalistyczny design, dystopijny streetwear i anti-fashion, a muzyka towarzyszy mi całą dobę. Najlepiej czuję się w studiu nagraniowym, na planie wideo albo w samolocie.