Producenci samochodów pokochali ostatnio wyścigi. I nie dziwiłoby to, gdyby dotyczyły one drogi, ale chodzi o ten technologiczny i skrajnie absurdalny, pod tytułem: kto zmieści większy ekran w tablicy rozdzielczej. Te zaś ciągną się teraz od okna do okna i wznoszą wiele czerwonych flag. Najwyraźniej nikt się o nie nie prosił.
Okazuje się, że nie tylko Unia ma tego dość, ale po prostu i same osoby kierujące samochodami
Patrząc na premiery samochodów z ostatnich trzech lat, praktycznie każdy ma już ekran dotykowy i to z roku na rok coraz większy. Czasami jest to nawet więcej niż jeden, a nawet dwa. Niemniej robi się tak źle, że słusznie nawet kierowcy zadają sobie pytanie czy to za bardzo nie utrudnia bezpiecznego prowadzenia samochodu? Wątpliwości takiej na pewno nie ma Unia, która już się za ten temat wzięła na poważnie.

Tylko jak to wygląda w praktyce, czy to tylko głośna mniejszość nawołuje o zmiany? Światło na tę problematykę rzuca raport skomponowany przez firmę analityczną JD Power ze Stanów zjednoczonych, która odkryła rosnące niezadowolenie wśród użytkowników samochodów ze względu na ogromne ekrany. Co ciekawe, pytali tylko kierowców zakupujących samochody rocznika 2026, więc skala może być o wiele większa.
Kierowcy nie używają dodatkowych funkcji, a do tego to one się częściej psują
Spośród ankietowanych ponad 68 tysięcy ankietowanych, więcej niż 33% osób oznajmiło, że w ogóle nie korzystają z partii ekranu dostępnych po stronie pasażera. Czy zatem ktoś z nich korzysta? Tak, lecz jest to niewielka grupa, bowiem do regularnego używania wyświetlacza pasażera, przyznaje się 6% właścicieli. Co ciekawe, ekrany rosną, a wraz z nimi problemy. To właśnie awarie tej części samochodu sprawiają, że coraz częściej się zajeżdża na warsztat.

Im bardziej w głąb raportu, tym komiczniejsze i narzucone wydają się decyzje producentów samochodów. Oczywiście to nie wyklucza tego, że na pewnym etapie, kierowcy nie oczekiwali wprowadzonych zmian, w końcu marki nie wprowadzają pomysłów wyłącznie “bo tak”, analiza rynku musiała wykazać taką potrzebę. To brak elastyczności i monitoringu bawi.
JD Power pokazują wprost, że spośród 40 funkcji, te które są według ankietowanych osób kierujących samochodami najbardziej przydatne, mogą być – i były – po prostu fizycznymi przyciskami, bez czynienia ich wirtualnym punktem. Są to odpalenie silnika i smart HVAC. Ponadto już dobrze wiemy, że to właśnie “staromodne” formy kontroli sprawiają, że jazda jest bezpieczniejsza, nie ekrany.
Inteligentny zapłon i kontrola klimatyzacji ułatwiają codzienną jazdę bez konieczności odwracania uwagi kierowcy, podczas gdy większa automatyzacja i dodatkowe ekrany niekoniecznie przekładają się na lepsze wrażenia
– mówi przedstawiciel JD Power Doron Hikry
Ankietowani kierowcy nie byli także pod wrażeniem automatyzacji jazdy. Wyznawców tego stylu łatwo spotkać w internecie, lecz najwyraźniej te uczucia niekoniecznie odzwierciedlają rzeczywistości. Wszystko wskazuje na to, że w samochodach wcale nie liczy się przepych i powiększanie ekranów. Wręcz przeciwnie; ankieta wykazała, że posiadacze samochodów wolą systemy sprawne, działające zgodnie z oczekiwaniami i łatwe w interakcji. Nie interesuje ich przewijanie menu i głęboka customizacja, a już na pewno regularne aktualizowanie oprogramowania. Wystarczy, żeby klimatyzacja się dostosowywała do zadanej wysokości temperatury.
Czytaj też: Xiaomi ma wielki potencjał. Wykorzystają go w samochodach
Badania zostały przeprowadzone na amerykańskich kierowcach, a jak wiemy mają oni inne przyzwyczajenia i warunki. Jednakże czy są one rozbieżne z odczuciami polskiego kierowcy? W końcu ile razy my sami sobie myśleliśmy, że wystarczyłoby, aby rozwój samochodów się zatrzymał na wspomaganiu kierownicy i automacie?
To jest oczywiście pół żartem, bo również wolę Bluetooth niż wozić kasety magnetofonowe (nawet jeżeli potem te mixy stworzyłem na Spotify), ale pewność działania przycisków w samochodzie, zdecydowanie stawiam nad ekrany.
Źródło: futurism

