Dzisiaj każda para nawet tańszych, niewielkich słuchawek ma w jakimś poziomie sprawnie funkcjonujące wyciszanie otoczenia. Aż trudno w tej rzeczywistości sobie przypomnieć, że przecież zaledwie 6 lat temu panowała wielka walka Bose-Sony-Apple-Sennheiser, kto ma lepsze ANC w słuchawkach nausznych? Z tej bójki w opinii wielu wychodziły na przód słuchawki Sony. Zaskakująco, mają właśnie powrócić.
Sony wskrzesza uwielbiane słuchawki. Będzie wybór dla fanów tradycyjniejszej formy
Były to oczywiście Sony WH-1000XM4, które wciąż cieszą się ogromną popularnością ze względu na wysoką jakość dźwięku, produkcji oraz bardziej niż tylko zadowalające aktywne redukowanie szumów. Nadal można często je znaleźć w bardzo atrakcyjnych cenach promocyjnych, lecz to, to się teraz zapewne zmieni.

Wszystko przez zaskakujące ogłoszenie nadejścia nowej generacji tego modelu, będzie on nosił nazwę Sony WH-1000XM4C i co też istotne, będzie wyglądał dokładnie tak samo jak w 2020 roku, z tym, że dojdzie jeszcze jeden kolor, lawendowy (obok czarnego i platynowego srebra). Oznacza to odejście od kompletnego redesignu następcy, który nie każdemu był w smak, gdyż wyglądał bardziej ekstrawagancko, a to też oznacza, że w przeciwieństwie do XM5 (co naprawiono w XM6) nauszniki będą się normalnie okręcały na szyi do klatki piersiowej, a także mają zawiasy pozwalające na złożenie ich do kompaktowej formy, czego znów był pozbawiony następca.
Czytaj też: Test Sony WH-1000XM6 – dobrze, ale czy nie za drogo?
I niestety powrót zaliczył także starszy procesor QN1, który używa 4 mikrofonów do wsparcia ANC, co nie było wadą w raczkującej fazie wygłuszania z 2020 roku, ale dzisiaj jest już przestarzałą technologią. Dla porównania XM5 posiadały ten sam chip, owszem, tylko że działał przy wsparciu 8 mikrofonów (XM6 to już w ogóle pełna rozpusta 12 mikrofonów i 3. generacja QN).

Poza kolorami, zostały zaktualizowane i profile dźwiękowe, żeby nowa generacja starszych słuchawek nie pozostawała za bardzo w tyle (10-stopniowy Equlizer ze wsparcie trybu gamingowego), a także dodano wsparcie dla Bluetooth 6.0 zamiast 5.1. Zatem nie ma szaleństw pod tym kątem i można się zastanawiać, czy w ogóle warto czekać? Co ciekawe, jak się porówna profil obydwu produktów na oficjalnej stronie Sony: XM4 vs XM4C, można zauważyć że jakimś sposobem nowa wersja słuchawek, przy minimalnych zmianach zgubiła 3 godziny z czasu pracy. Stare oferowały 30, nowe zaś 27 godzin.
W polskim sklepie nowe wydanie nie jest jeszcze dostępne, ale można pozostawać optymistycznym w kwestii ceny, która w Stanach Zjednoczonych jest o 50 dolarów mniejsza niż pierwotnie w 2020 roku.

Jest to premiera bardzo mile widziana, bo zaskakująco nostalgiczna, zabierająca do czasów walki marek o stworzenie bezprzewodowego i eleganckiego produktu premium, oferującego wysoką jakość dźwięku (XM4 zaskakująco brzmią lepiej po samym kablu jack i z wyłączonymi słuchawkami niż następca) oraz to magiczne ANC. To też był produkt, który ujrzał światło dzienne w ogniu plotek dotyczących premiery pierwszych, nausznych słuchawek Apple, które już wiemy poszły w innym kierunku.
Okazało się, że lekki design plastiku może być elegancki, a dzisiaj przywołują czasy zupełnie innej myśli projektantów. Miło zobaczyć, że Sony rozszerza katalog o wciąż wysokiej jakości słuchawki z ANC, dla osób które wolą klasyczniejszych look. Trudno jednak nie zadać sobie pytania: dlaczego? Po co wydali je teraz? Niemniej, to wciąż bardzo dobra oferta, nawet jeżeli już z 6 latami na karku, co tylko pokazuje jak bardzo były przed szeregiem.

Przy okazji Sony wypuściło jeszcze nowe pary słuchawek z tańszego segmentu WH-CH730N i WH-CH530.

