Huawei jest w specyficznym momencie. Firma obecnie przede wszystkim jest rozpoznawalna ze względu na swoje gadżety. Udane słuchawki i smartwatche to jednak tylko część ekosystemu, którego niegdyś centralną częścią były smartfony i tablety. Oczywiście Huawei nadal je rozwija, ale są one w cieniu iPadów czy nawet tabletów Androidowych konkurencji. Tylko czy słusznie?
Huawei MatePad Pro Max to drogi tablet, nawet bardzo drogi. Jeśli trudno jest uzasadnić sobie kupno smartfonu za 5 tysięcy złotych i więcej, to tym trudniej będzie wziąć na poważnie zakup tabletu od producenta, który nie jest pierwszym wyborem dla wielu ludzi.

Być może jednak takim podejściem łatwo przeoczyć wysiłek, jaki Huawei włożył w swój ekosystem i to, że po aplikacje ze sklepu Google sięgnąć tu łatwo. Ten tekst powstaje właśnie w Dokumentach Google, podjąłęm się także próby obrobienia zdjęć i załadowania ich do publikacji bezpośrednio z tabletu. Udało się, ale czy było warto?
Huawei MatePad Pro Max – specyfikacja i zestaw startowy
Najpierw przyjrzyjmy się specyfikacji:
| Cecha / Parametr | Specyfikacja Huawei MatePad Pro Max |
|---|---|
| Premiera | Maj / Czerwiec 2026 r. |
| Procesor (CPU) | Autorski układ Kirin T93 / Kirin T93 Pro, 8-rdzeniowy |
| Grafika (GPU) | Maleoon 935 |
| Pamięć RAM | 12 GB |
| Pamięć wewnętrzna | 256 GB / 512 GB (UFS), brak slotu na karty pamięci |
| Ekran | 13.2 cala, technologia OLED (dostępna wersja PaperMatte ze specjalną matową powłoką niwelującą odblaski), 1.07 mld kolorów (szeroka paleta P3), kontrast 2 000 000:1, stosunek ekranu do obudowy ok. 91.4% |
| Rozdzielczość i odświeżanie | 3000 x 2000 pikseli (proporcje 3:2, ~273 ppi), odświeżanie 144 Hz, jasność szczytowa do 1600 nitów |
| Aparat główny (tył) | 50 Mpix (f/1.8, Autofokus PDAF, lampa LED) |
| Aparat przedni (selfie) | 12 Mpix (f/2.4, Fixed Focus) |
| Nagrywanie wideo | Tył: 4K (3840 x 2160 px) przy 30 kl./s; Przód: 1080p przy 30 kl./s |
| Akumulator | 9760 mAh (wersja EU) w technologii krzemowo-węglowej (Silicon-Carbon) |
| Ładowanie | Szybkie ładowanie Huawei SuperCharge 66W, przewodowe ładowanie zwrotne do 40W (zgodność z USB PD) |
| System operacyjny | HarmonyOS 4.3 (brak domyślnych usług Google, obsługa mikroaplikacji / środowiska MicroG) |
| Łączność i bezprzewodowość | Wi-Fi 7 (802.11 a/b/g/n/ac/ax/be, 2.4 GHz + 5 GHz + 6 GHz), Bluetooth 6.0 (z obsługą LDAC i L2HC HD), autorska technologia łączności NearLink, moduł GPS/GLONASS/Galileo/BDS |
| Audio i mikrofony | Wielogłośnikowy system audio HUAWEI Sound, zestaw mikrofonów wielokierunkowych z redukcją szumów AI |
| Złącza | USB Type-C 3.1 (z obsługą wyjścia wideo DisplayPort 1.2 oraz OTG), magnetyczny pin akcesoriów |
| Obsługa akcesoriów | Wsparcie dla rysika HUAWEI M-Pencil (technologia NearLink z ponad 10 000 poziomów nacisku) oraz dedykowanej klawiatury Smart Magnetic Keyboard |
| Sensory | Akcelerometr, żyroskop, kompas, czujnik grawitacyjny, czujnik światła otoczenia, czujnik efektu Halla |
| Wymiary i waga | 289,34 x 196,34 x 4,7 mm, waga: 499 g (wersja ze szkłem) / 509 g (wersja PaperMatte) |
| Wersje kolorystyczne | Blue (Niebieski), Space Gray (Szary) |

W środku, poza tabletem i sprzedawanym w Polsce etui z klawiaturą, znajdziemy także kabel USB-C oraz… ładowarkę. Tak, udało się ją wcisnąć do obudowy, a co więcej, to rozwiązanie 100-watowe i z dwoma portami (choć te są zbyt blisko siebie, by korzystać z nich jednocześnie).
Huawei MatePad Pro Max możecie kupić z akcesoriami. Warto to zrobić
W zestawie z tabletem do testów otrzymałem etui z klawiaturą i touchpadem. To rozwiązanie stworzono z myślą tylko o tym tablecie. System łączenia opiera się więc o magnesy oraz piny łączące się z tyłem obudowy.




Jeśli chodzi o wykonanie, to postawiono na połączenie materiałów, które ma imitować obcowanie ze skórą. Nie jest to faktyczna skóra, w końcu lata temu już o tym zapomniano w technologicznym świecie. Póki rozwiązanie jest nowe, nie widzę problemów z imitacją skory na podpórce nadgarstków, ale jako, że jest dość miękkie, może w przyszłości się odkształcać. Mimo tego decyzję o wyborze tego materiału oceniam pozytywnie, bo pomaga w utrzymaniu estetyki i lekkości obudowy.

Etui waży 439 gramów. Z jednej strony to niemal tyle, co sam tablet, ale z drugiej strony dostajemy tu klawiaturę o rozsądnym rozmiarze i gładzik. Do tego w konstrukcji mieszczą się magnesy, które razem z podporą pozwalają ustawić tablet w dwóch pozycjach. Nie jest to wielki stopień regulacji odchylenia, ale całość utrzymuje swoją sztywność także na kolanach. Niewątpliwym plusem zestawu jest możliwość ukrycia w nim rysika M Pencil Pro w ramach etui.

Czytaj także: Test vivo X300 Ultra. Odważysz się ponieść cenę innowacji?
Jak korzysta się z samego etui? Naprawdę bardzo przyjemnie. Oczywistym jest, że klawiatura nie będzie tak sprężynować jak rozwiązania z grubszych laptopów, ale jak na smukłe rozwiązanie jest naprawdę przyjemnie. Czuć, że każdy klawisz odbija po naciśnięciu i dotyczy to także tych najmniejszych, wąskich klawiszy u góry. Do tego całość ma dość standardowy układ niczym z klawiatur dla systemu Windows.
W systemie znajdują się gesty, które ułatwiają przenoszenie się między aplikacjami, jak i korzystanie z systemu. W przypadku gładzika możemy łatwo przenieść się do kolejnej aplikacji, wycofać się z aplikacji po przesunięciu palcem od lewej lub prawej strony, uruchomić listę aktywnych procesów lub ściągnąć wyszukiwarkę. Są także skróty klawiszowe z wykorzystaniem przycisku z okręgiem po lewej stronie, który uaktywnia dyktowanie głosowe.

Pisanie z wykorzystaniem tej klawiatury co do zasady bywa bezproblemowe i podobne do korzystania z laptopów z Windowsem i MacOS. Nie jest jednak idealnie. Kilkukrotnie zdarzyło mi się, że oprogramowanie uparło się na dużą literę i nie dawało się tego zmienić nawet po skasowaniu obecnego i poprzedniego wyrazu. Ostatecznie musiałem najpierw włączyć klawiaturę ekranową, tam wyłączyć CapsLock, a potem wrócić do pisania, kilka razy szybko włączyć i wyłączyć CapsLock, by faktycznie oprogramowanie zrezygnowało z dużej litery.
Poza tym należy pamiętać o tym, że jeżeli w systemowej klawiaturze korzystamy z autokorekty, to dopiero po zapisaniu wyrazu i naciśnięciu spacji uzyskujemy kontrolę nad kursorem. System uczy nas, że wybrane słowo w ramach autokorekty możemy wybrać po kliknięciu jednego z numerów.
Rysik M Pencil Pro, czyli narzędzie nie dla każdego, ale na każdego gotowe
Rysik Huawei M Pencil Pro nie jest nowym rozwiązaniem, ale to moje pierwsze spotkanie z nim, więc poświęcę mu krótką chwilę. Huawei promuje go jako sprzęt z minimalnym opóźnieniem, łączący się przez autorski system komunikacji NearLink. Wykrywa ponad 16000 poziomów nacisku, a w zestawie dostajemy trzy wymienne końcówki.

Bardzo przyjemnie pisze się nim odręcznie, chociażby ze względu na matową powłokę ekranu, która stawia większy opór główce rysika, ale i także po dobraniu odpowiedniej końcówki (w zestawie znajdują się trzy). Mimo tego to nadal nie jest to metoda dla mnie, bo piszę jak kura pazurem i systemy rozpoznawania pisma odręcznego nie nadążają, a nawet jak dają radę, to po chwili dochodzę do wniosku, że szybciej zrobię to klawiaturą.



Korzystam więc z rysika M Pencil Pro głównie do nawigacji czy do nanoszenia precyzyjnych poprawek i w tych rzeczach rozwiązanie Huawei także jest całkiem sprawne. Możemy je nacisnąć w części bliższej główki długopisu i otrzymamy skróty na ekranie. Inaczej działa to w GoPaint czy Notatniku, gdzie rozwija się przybornik, a inaczej w reszcie systemu, gdzie zyskujemy skrót chociażby do szybkiego zrzutu części ekranu lub dodania adnotacji do tego, co widzimy czy też szybkiej notatki.


Nie jest to narzędzie o nieograniczonym zakresie funkcji. Przykładowo wykorzystanie przycisku w tylnej części obudowy pozwoli przenieść się albo do notatnika, albo do notatek. Na moim egzemplarzu nie pojawił się też tryb Air Mouse do sterowania gestami podczas prowadzenia prezentacji, ale miałem okazję testować go na MatePadzie Air i faktycznie ułatwia przechodzenie między slajdami dzięki gestom przesunięcia palcem.




M Pencil Pro nie jest dla mnie, ale jest dla tych, którzy kochają odręcznie pisać. I w tym jest naprawdę dobry, a opóźnienia są niedostrzegalne. Mimo wszystko z tych dwóch akcesoriów wybrałbym klawiaturę, nawet jeśli gładzik nie należy do największych.
Duży tablet bez większych problemów z konstrukcją
Huawei MatePad Pro Max jest spory i nie chodzi o masę. Ta jest na poziomie 509 gramów i to naprawdę świetny wynik jak na sprzęt z 13,2-calowym ekranem. Dodajmy do tego smukłość na poziomie 4,7 milimetra i powstaje urządzenie, które trzyma się w dłoni niczym kartkę papieru.

Różnicą jest tylko znacznie lepsza solidność. Przy mocnym zagięciu możecie poczuć, że elementy obudowy się poruszają, ale w nieznacznym stopniu i wracają na swoją pozycję. A jako, że producent nie obiecał żadnej wodorodporności (szkoda), to nie możemy mieć do niego pretensji o to, że urządzenie może lekko zaskrzypić.






Załóżmy jednak, że nikt nie wygina tabletu, bo raczej szanuje swoje ciężko wydane pieniądze. Wtedy jedynym większym problemem konstrukcji może być to, że tył zbiera odciski i to w sporej ilości. Błękitna wersja wygląda ciekawie i załamuje światło na wiele sposobów, ale nie potrafi zachować matowości, przy której nie widać śladów. Sam też nie jestem fanem malowanej na wysoki połysk bocznej ramki, ale to już kwestia czysto stylistyczna oraz moja wrodzona obawa przed rysowaniem. Niestety, przy upadku ramka z aluminium zyskała niewielki ślad kontaktu z podłożem.

Tablet wygląda efektownie nie tylko dzięki smukłości obudowy, ale i ramek dookoła ekranu. Te są na tyle smukle, że można o nich niemalże zapomnieć. Z kolei sam front podczas testów nie zebrał żadnej rysy, a bałem się o jego miękkość, więc zdecydowanie zaliczam to na plus tej konstrukcji. Podobnie nie obawiam się o przyciski umieszczone w lewym (gdy tablet ustawimy poziomo), górnym rogu. Ich kliknięcie wymaga większego nakładu siły, ale te nieprzesadnie ruszają się na boki. Pod tym względem producent nie zawodzi.
Przyszliście tu dla ekranu, nawet jeśli tego nie wiecie
Tak, od kiedy Apple ma wyświetlacz nanostrukturalny (matowy), to matowość nie jest już domeną producentów z Chin, ale skoro amerykańska firma to zauważyła to pora, byście zauważyli to i wy. W większości scenariuszy to rozwiązanie, które zrewolucjonizuje wasze korzystanie z urządzenia i to nie tylko na zewnątrz. Nie wiem, jak poważnie chcecie potraktować moje odczucia, ale miałem wrażenie, że ten sam czas pracy mniej męczył mnie w przypadku panelu z powłoką matową aniżeli przy zwykłym ekranie laptopa.

Oczywiście, są pewne minusy takiego ekranu. Mimo rozdzielczości 3000×2000 pikseli na przekątnej 13,2 cala, nie miałem poczucia, że czcionki są szczególnie ostre. W większości sytuacji nie ma to znaczenia, w końcu od ekranu dzieli nas większa odległość niż w przypadku smartfonów, ale jeśli to dla was ważne, to uprzedzam i daję też znać, że sytuacja i tak jest lepsza niż we wcześniejszych iteracjach PaperMatte. Do czytania e-booków czy artykułów otrzymujemy w dalszym ciągu bardzo dobre parametry.

Inną kwestią są kąty widzenia i tu Huawei także wykonał dobrą pracę. Czy osiągniemy ten sam rezultat, co w tablecie z błyszczącym ekranem? Nie. Czy trudno będzie pokazać coś na ekranie drugiej osobie albo obejrzeć z nią odcinek serialu? Również nie, bo dopiero przy pokaźnym odchyleniu i to w osi pionowej, dostrzeżecie różnicę. Moim zdaniem ekran PaperMatte daje więcej korzyści niż wyznacza kompromisów, a Huawei zadbał o to, by technologia wyświetlacza mogła zabłysnąć w pełni.

Wyświetlacz w testach jasności oferował bez HDR 1050-1060 luksów na białym tle. W aplikacji HDR Check było to już między 1095 a 1150 luksów. 1600 nitów wspomniane przez producenta jak najbardziej jest w zasięgu. Kolory na ekranie nie wyglądają w żadnym wypadku słabiej niż w porównaniu z dobrym OLED-em. Biele faktycznie są białe, a czernie – głębokie. Do tego w ustawieniach dostaniemy kilka opcji zmiany barw wyświetlanych przez urządzenie, ale moim zdaniem najlepiej wypadają naturalne tony. Z ekranu PaperMatte trudno nie być zadowolonym.
Multimedialne problemy, ale nie z jakością dźwięku
Smukła konstrukcja Huawei MatePad Pro Max wymusiła stworzenie nowego systemu głośników. Producent zapewnia, że te są jeszcze lepsze niż poprzednio. Z moich doświadczeń pozostaje powiedzieć, że są wystarczająco dobre. Z tabletem naprawdę przyjemnie ogląda się treści czy słucha z niego podcastów.



Nie jest to sprzęt o najgłębszym, najdonośniejszym basie, a priorytet raczej mają wysokie tony. Do tego zdarzają się przestery, które mogą być irytujące, choć są głównie odczuwalne przy wysokiej głośności. Jednocześnie MatePad Pro Max potrafi stworzyć sporo głębi, co słychać w utworach z wielowarstwowymi liniami melodycznymi. Nie mogę się zatem zbyt mocno czepiać.

Nie jest to tablet marzeń, gdy chodzi o możliwości multimedialne. Nie chodzi o ustawienia dźwięku, bo te są liczne i pozwalają całkowicie zmienić specyfikę słuchanej muzyki. Problemy pojawiają się, gdy chodzi o zgodność z multimediami. Pobrane z zewnątrz aplikacje nie zawsze mają informacje o certyfikach HDR, więc na HBO Max czy Prime Video możecie obejść się smakiem. A to boli, jeśli zaznaliście treści w HDR albo Dolby Vision.
Wydajność Huawei MatePad Pro Max – jaka jest prawda?
Czym jest tak naprawdę Kirin T93 Pro, który znajdziemy Huawei MatePad Pro Max? Jego część procesorowa ma bagatela 14 rdzeni:
- 2 mocne rdzenie HiSilicon Taishan Big o taktowaniu 2,75 GHz
- 8 rdzeni HiSilicon Taishan Mid o taktowaniu 2,27 GHz
- 4 rdzenie energooszczędne HiSilicon Taishan Small 1,72 GHz.






Producent w dalszym ciągu pozostaje objęty sankcjami i nie może uzyskać dostępu do układów w wyższym procesie litograficznym niż 7nm obecnie produkowane przez SMIC. Przyszłością będą układy Logic Folding, które niczym kanapka połączą kilka rzędów tranzystorów i skrócą drogę impulsu. Na razie mamy jednak to, co mamy, a za grafikę odpowiada układ Maleoon 935 o spodziewanym taktowaniu 692/933 MHz w trybie Turbo.

Czy to zestaw marzeń? Bynajmniej. Trudno powiedzieć o jego dokładnej wydajności, bo nie chce przejść przez testy benchmarkowe lub całkowicie omija układ graficzny. Czy wystarczy do codziennej pracy na stronach internetowych, w aplikacjach, plikach tekstowych czy prostego montażu? Tak, nie ma z tym problemu. Zaskoczyło mnie to, że nawet przy dłuższych sesjach rozgrywki tablet niespecjalnie się nagrzewał. Prawda jest jednak taka, że radzi on sobie z większością gier, bo te są skrojone pod szeroką bazę urządzeń, nie tylko te najwydajniejsze.
HarmonyOS w Huawei MatePad Pro Max to nadal kilka rozczarowań
Huawei MatePad Pro Max w teorii korzysta z HarmonyOS, które ma być innym systemem niż Android. W praktyce mamy do czynienia z dystrybucją Linuxa, która dzieli kompatybilność z aplikacjami z Androida. W efekcie nie mamy problemu z powiadomieniami, widżetami i podobnymi funkcjami, a ewentualne niezgodności mogłyby wynikać z zastosowania usług mobilnych Google. Na szczęście GBox opanował większość moich zastosowań, w tym korzystanie z Map Google.

Obiecałem sobie podczas tego testu, że spróbuję publikować zdjęcia do recenzji tego tabletu z jego wykorzystaniem. Potrzebuję do tego przejściówki z karty SD na USB-C, która zadziała z tabletem. Zadziałała, więc uruchamiam eksplorator plików i tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Na karcie mam dużo plików i nie wiem, od którego mam zacząć zgrywanie. Miniaturki nie ładują się specjalnie szybko, więc przez dłuższy czas błędzę we mgle.
Ostatecznie zgrywam zdjęcia z zadowalającą prędkością, w końcu mamy tu USB 3.2. Uruchamiam aplikację Adobe Lightroom i loguję się kontem Google. Po instalacji GBox i daniu tej aplikacji licznych uprawnień z tabletu korzysta się niemal całościowo, jakby miał pełnoprawnego Androida. I tu chyba dochodzi do największego, ale oczywistego rozczarowania.

To po prostu aplikacja z Androidem na większym ekranie. Przy edycji zdjęcie traci swoją jakość i po chwili powraca do sensownej rozdzielczości. Zamiast bocznego paska z opcjami dostępnego zawsze, musimy włączać i wyłączać sekcje z opcjami. O ile edycja sama w sobie nie jest przesadnie problematyczna, tak czuję, że więcej opcji poukrywano i wymagają doładowania. Rozczarowuje, że w 2026 roku iPad aż tak odjechał konkurencji, gdy chodzi o pracę z poważnymi aplikacjami, zwłaszcza, że to nie kwestia mocy obliczeniowej.


Rozczarowało mnie też, że tego typu sprzęt nie ma trybu przypominającego korzystanie z systemu desktopowego. Jedyne, co możemy zrobić, to podpiąć tablet do monitora, co zdubluje nam obraz i to bez przeniesienia kontroli dotykowej. Zdecydujemy przy okazji o tym, by ukryć powiadomienia, ale to rozczarowujące. Nie rozszerzymy w ten sposób ekranu, nie uruchomimy nawet dwóch aplikacji na dwóch różnych ekranach, nie mówiąc o dopasowaniu proporcji obrazu do monitora.




A jak wypada wielozadaniowość na ekranie tabletu? Huawei MatePad Pro Max oferuje trzy rozwiązania. Oprócz małych okien i podziału na dwa jest tu coś na wzór pływającego okna pełnoekranowego. Ma to ułatwić przenoszenie się między aplikacjami nie tracąc baczenia na to, co się w nich dzieje. To rozwiązanie, dla którego w swoim przypadku nie znalazłem zastosowania.






Sama nakładka Huawei (HarmonyOS 4.3) ma odrobinę wspólnego z nowoczesnym AI. Przede wszystkim producent proponuje nam rozmowy z Celią, asystentką, którą mówi po Polsku, ale nie rozumie kontekstu i nie może zbytnio wejść w tryb konwersacyjny, ale przestawi podstawowe ustawienia, jeśli zwrócimy się do niej szczegółowo.
Producent ma zestaw aplikacji gotowych od pierwszego momentu po uruchomieniu. Część z nich skrojono pod tablety, jak Notatnik czy GoPaint, ale część nadal w znacznym stopniu jest dopasowana do smartfonów i po prostu przeciągnięta na duży ekran. Pod względem zaawansowania i dodatkowych funkcji nie ma tu nic, czego nie oferują tego typu aplikacje.
Producent ma własny ekosystem, ale ten nie zrobi wrażenia na nikim, kto używa popularnych nakładek producentów. Wysuwany boczny pasek, gesty do przełączania się między aplikacjami lub dzielenia ekranu, aplikacje w pływających oknach – klasyka tego, co mamy już w smartfonach i tabletach od lat. Dlatego tym bardziej szkoda, że nie poczułem, by Huawei MatePad Pro Max był sprzętem do poważnych zadań.
Tylko Wi-Fi? Ważne, że działa to należycie
Huawei MatePad Pro Max kupimy tylko w wersją z Wi-Fi. Rzadko kiedy tablet jest urządzeniem pierwszego wyboru, a laptopy także bardzo rzadko mają moduł do obsługi sieci komórkowej, więc nie będę na to narzekał. Nie mogę się też przyczepić do modułów lokalizacyjnych, z których też raczej skorzystamy okazjonalnie, ale w razie czego nie mylą się.

Tablet odblokujemy za pomocą czytnika linii papilarnych i nie mogę o nim powiedzieć niczego szczególnego. Widywałem lepsze i gorsze rozwiązania i Huawei plasuje się ze swoim gdzieś po środku. Znacznie szybciej będzie wykorzystać skanowanie twarzy, co jednak jest mniej bezpieczne.
Do wideo i rozmów Huawei MatePad Pro Max w zupełności wystarczy
Huawei MatePad Pro Max ma zestaw kamer, które pozwalają nagrywać wideo w 4K, zarówno z przodu, jak i z tyłu. Nie jest to zestaw olśniewający, ale z drugiej strony tablet nie ma zastępować smartfonu ani aparatu fotograficznego. Gdyby jednak naszła was ochota zrobić nim kilka zdjęć, to wyglądałyby w ten sposób:















Raczej nic szczególnego, ale przy dobrym świetle nie widać zbyt dużego poziomu szumów. Im dalej w las, tym gorzej, ale nie tragicznie. To po prostu sprzęt, którego nie stworzono do robienia nim zdjęć, ale przynajmniej producent nie zignorował tego aspektu w stu procentach.
W podstawowej warstwie zadań ten sprzęt spisuje się dobrze – wideo nada się do prowadzenia rozmów nawet przy mniejszej ilości światła, a do tego system wykorzystuje odszumiające mikrofony, przez co nawet na zewnątrz, w lekko wietrzny dzień, rozmówcy nie narzekali na jakość. Nie nagrywałbym nim niczego jakościowego, ale materiał może posłużyć jako część wideo w ramach Picture-in-Picture. Huawei MatePad Pro Max nie wypada źle na tle tabletów, a laptopy w swojej cenie w kwestiach foto i wideo przebija.
Dobra bateria i bardzo dobre czasy pracy
Do Europy Huawei MatePad Pro Max dotarł w wersji z akumulatorem 9760 mAh. To wynik niezły, osiągnięty dzięki zastosowaniu ogniw krzemowo-węglowych. Co zaskoczyło bardzo przyjemnie, to prędkość ładowania. Po kwadransie zobaczyłem 31% napełnienia baterii, a po pół godziny – 63%. Całość zajęła zaledwie 55 minut.

Czytaj także: Ładowanie sprzętu Apple w podróży bez plątaniny kabli? Sprawdziłem trzy akcesoria Zens
Obawiałem się czasów pracy na baterii, ale niesłusznie. Producent dobrze wykorzystuje to, że tworzy system na własnych warunkach. Bez problemu mogłem pracować na tablecie przez 6-7 godzin z podłączoną klawiaturą w jasności 50%. Gdy tablet przyciśniemy, na przykład grami, czas ten potrafi się skrócić do około 4,5 godziny, ale to w dalszym ciągu przyzwoity wynik jak na sprzęt z 13,2-calowym ekranem i układem sprzed kilku lat.
Jestem rozdarty – Huawei MatePad Pro Max mógłby być świetnym sprzętem z innym systemem
Pod względem technicznym brakuje tu większych problemów. Nawet jednostka obliczeniowa jest na dobrym poziomie, choć z pewnością lata świetności ma za sobą. Jednocześnie ogromnym problemem pozostaje już nie tylko HarmonyOS, ale i brak możliwości uczynienia z tabletu czegoś na wzór komputera. Aplikacje mobilne są znacząco gorsze w przypadku dystrybucji Linuxa niż w świecie iPadOS.

Huawei MatePad Pro Max ma świetny ekran, solidne głośniki, dobre aparaty i technicznie wygląda jak sprzęt do walki z największymi. Gdy jednak zechcemy na nim pracować na poważnie, zaczynają się pewne schody. Tak, te po części mogą być winą deweloperów, ale jednak tablety z Androidem są na tyle niszowe, że nikt nie zrobi dla nich drogi, jaką Apple utorowało swoim sprzętom.
Z tego powodu rozważałbym ten tablet wtedy, gdy bardzo chcecie na nim rysować lub zależy wam wyłącznie na matowym ekranie. Szkoda, że po latach ta konkluzja wobec sprzętów Huawei, ale i tabletów z Androidem, jest niemalże identyczna, zwłaszcza, gdy pod względem zastosowanych technologii Huawei staje w szranki z najlepszymi.

