Producent postawił na pierwszym miejscu nie tylko wygodę, ale przede wszystkim pełną prywatność użytkownika i całkowitą kontrolę nad przepływem danych, co w dzisiejszych czasach bywa raczej pomijaną kwestią. Do tego mamy tu modułowość, która też wraca do łask w podobnych projektach.
Średniak, który waży swoje i wymaga cierpliwości
Producenci modularnych telefonów zazwyczaj próbują przekonać nas do swoich wizji łatwością naprawy czy możliwością szybkiej wymiany modułu aparatu. To na pewno świetne bajery, które przyciągają uwagę, ale przy codziennym użytkowaniu, kiedy opadnie fala pierwszych zachwytów, stają się czymś, z czego korzysta się raczej sporadycznie albo wcale. Brax podchodzi więc do tego inaczej.

Wink wizualnie mocno nawiązuje do kultowej estetyki BlackBerry. Przód urządzenia podzielono między 4-calowy ekran OLED a pełną, fizyczną klawiaturę QWERTY. Najciekawszy jest jednak fakt, że moduł z klawiaturą można w razie potrzeby odpiąć i zastąpić go dodatkowym modułem baterii.

Pod kątem czysto wydajnościowym to raczej średniak, przeznaczony typowo do codziennego użytku dla osób, które nie celują w największą możliwą wydajność. Sercem konstrukcji jest ośmiordzeniowy procesor MediaTek MT8875 wspierany przez 8 GB pamięci RAM oraz 128 GB pamięci wewnętrznej (którą można rozbudować kartą microSD o kolejne 1 TB). Z tyłu znajdziemy pojedynczy aparat 50 Mpix, a zestaw uzupełnia tradycyjne złącze jack 3,5 mm., którego ostatnio bardzo brakuje w smartfonach.
Czytaj też: Steruj laptopem, tabletem i smart TV jednym palcem. Prolo Ring zastąpi myszkę i zwolni miejsce na biurku

Kiedy przeglądamy specyfikację, w oczy rzuca się fakt, że nie ma tu przedniej kamerki. Nie jest to błąd, a bardzo celowy wybór. Brax Wink stawia bowiem na bezpieczeństwo. O samym oprogramowaniu napiszę jednak zaraz. Po stronie konstrukcyjnej brakuje również czytnika linii papilarnych, co już jest trochę mniej zrozumiałą decyzją. W dzisiejszych czasach to podstawa ochrony biometrycznej, tymczasem tutaj producent postawił na wpisywanie kodu PIN i hasła. Mało wygodne. Sama obudowa ma aż 10 mm grubości, więc urządzenie jest odczuwalnie grubsze od standardowych smartfonów.
Zero Google’a, fizyczny „kill-switch” i samozagłada danych
A teraz najważniejsze – warstwa oprogramowania. Tutaj dzieje się zdecydowanie najwięcej. Brax Wink działa pod kontrolą autorskiego systemu BraxOS – odgoogle’owanej odmiany Androida wydanej na otwartej licencji. Nie znajdziemy tu usług śledzących Big Tech, wbudowanych algorytmów reklamowych czy konieczności logowania się kontem Google.
Dalej jest też kilka rozwiązań nastawionych na chronienie prywatności:
- Fizyczny przełącznik – umieszczony na bocznej krawędzi obudowy suwak pozwala jednym ruchem odciąć zasilanie od modułu sieci komórkowej, mikrofonów, aparatu, geolokalizacji i innych czujników.
- Szyfrowana łączność – urządzenie oferuje dedykowany kanał ze szyfrowaniem end-to-end do połączeń i wiadomości między użytkownikami sprzętów Brax. Dostępny jest też tryb wyłącznie dla danych, blokujący tradycyjne połączenia i SMS-y na rzecz połączeń VoIP.
- Automatyczny czystka danych – użytkownik może ustawić warunek automatycznego wyczyszczenia całej pamięci telefonu – np. po wpisaniu specjalnego „hasła wymuszonego”, przekroczeniu limitu błędnych prób odblokowania czy po prostu po każdym ponownym uruchomieniu urządzenia.

Czytaj też: Premiera Galaxy S27 szybciej niż zwykle? Samsung ma ambitne plany, ale przeszkód po drodze też jest sporo
Do tego mamy gwarancję wsparcia aktualizacji do 2032 roku, co jest całkiem konkretną obietnicą.
To bardzo dziwny telefon dla specyficznego odbiorcy
Nie ma co udawać, że Brax Wink jest dla każdego, bo nie jest. Za około 2700 złotych (w regularnej sprzedaży, podczas zbiórki na Indiegogo kosztuje około 1800 złotych) producent oferuje nam coś pomiędzy smartfonem i urządzeniem stricte nastawionym na cyberbezpieczeństwo i ucieczkę przed cyfrowym śledzeniem. Brzmi ciekawie, ale czy kompromisy, na które poszedł producent, zwłaszcza brak czytnika linii papilarnych, nie będą zniechęcające? Zobaczymy. Na razie trwa zbiórka funduszy na realizację projektu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwsze dostawy mają ruszyć dopiero w lipcu przyszłego roku.
Źródło: Brax
