Najnowsza wersja przeglądarki – oznaczona numerami 155.0.8059.79/.80 dla Windowsa oraz macOS i 155.0.8059.79 dla Linuksa – przynosi poprawki dla aż 37 luk. Nie jest to co prawda tyle, co poprzednio, ale część z nich zakwalifikowano jako krytyczne.
Niebezpieczne dziury w grafice i silniku V8
Najważniejszą łatką w tej aktualizacji jest bez wątpienia poprawka dla krytycznego błędu identyfikowanego jako CVE-2026-110152. Usterka ta dotyczyła przepełnienia bufora w ANGLE, czyli jednym z kluczowych komponentów graficznych Chrome’a odpowiedzialnym za przekładanie komend graficznych na język zrozumiały dla naszej karty graficznej. Błąd pozwalał aplikacji na zapisywanie danych poza ściśle zarezerwowanym obszarem pamięci. Dla zwykłego użytkownika oznaczało to potencjalną niestabilność i nagłe wyłączanie się przeglądarki, a w najgorszym scenariuszu – stworzenie otwartej furtki dla cyberprzestępców, którzy mogli wykonać złośliwy kod bezpośrednio na urządzeniu ofiary.
Na tym jednak porządki się nie kończą, bo inżynierowie wyeliminowali też sześć innych, równie niebezpiecznych luk typu use-after-free, rozproszonych po najróżniejszych modułach całego systemu. Tego typu błędy występują, gdy przeglądarka próbuje odwołać się do pamięci, która została już wcześniej zwolniona, co stanowi klasyczny punkt wyjścia dla ataków hakerskich. Problem dotykał między innymi modułu obsługi dokumentów PDF, podstawowych komponentów sieciowych, silnika grafik wektorowych SVG oraz odtwarzania multimediów.
Pokaźną paczkę łatek o wysokim stopniu zagrożenia otrzymały ponadto rozszerzenia, wbudowany menedżer haseł, protokoły komunikacji w czasie rzeczywistym WebRTC, interfejs Canvas czy struktura DOM.
Czytaj też: Oppo ujawnia harmonogram aktualizacji ColorOS 17. Nowy system rusza w świat
Przy okazji łatania silnika JavaScript V8 warto też zwrócić uwagę na inną groźną usterkę typu use-after-free, oznaczoną jako CVE-2026-110169. Jej wykrycie Google zawdzięcza nie swoim ekspertom Xinyangowi Ge z firmy Anthropic, który do jej wytropienia wykorzystał sztuczną inteligencję Claude. Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy AI staje się skutecznym narzędziem w rękach badaczy bezpieczeństwa. Również Microsoft czy Apple od dawna włączają algorytmy AI do automatycznych audytów swojego kodu.
Niestety, jak zwykle przysłowiowy kij ma dwa końce. Skoro eksperci do spraw cyberbezpieczeństwa sięgają po AI, to również hakerzy wykorzystują te metody. Obecnie cyfrowa ochrona zaczyna przypominać nieco zabawę w kotka i myszkę, przy czym obie strony korzystają z tych samych narzędzi.
Microsoft Edge na razie z tyłu
Choć poprawki opublikowane przez Google trafiły bezpośrednio do otwartego kodu źródłowego projektu Chromium, na którym bazuje obecnie większość najpopularniejszych przeglądarek internetowych, to użytkownicy Microsoft Edge muszą uzbroić się w cierpliwość. Z racji tego, że Edge czerpie z tego samego fundamentu, automatycznie przejmuje te same podatności, więc pilnie potrzebuje analogicznych poprawek.
Czytaj też: Google w końcu bierze się do pracy. Android Auto 18 zapowiada gigantyczną rewolucję w naszych autach
Microsoft potwierdził co prawda w oficjalnym komunikacie z 13 października, że wie o najnowszych łatkach udostępnionych przez giganta z Mountain View i intensywnie pracuje nad wdrożeniem własnego pakietu zabezpieczeń, ale stabilne wydanie Edge wciąż na nie czeka. Podobnie zresztą wygląda sytuacja w przypadku innych przeglądarek opartych na tym silniku, takich jak Opera czy Vivaldi, których twórcy muszą najpierw przetrawić kod dostarczony przez Google, upewnić się, że nie psuje on ich własnych funkcji, i dopiero wtedy udostępnić aktualizację końcowym odbiorcom.
Źródło: Google Chrome
