Ten nowy model obiecuje bowiem czas pracy dochodzący 320 godzin na jednym ładowaniu, co daje nam ponad 13 dni. Oczywiście, jak to zwykle bywa w przypadku obietnic producentów, ta imponująca liczba dotyczy pracy w specjalnym trybie aktywności i wymaga odpowiedniego nasłonecznienia. Wszystko dzięki sprawdzonemu, energooszczędnemu wyświetlaczowi typu MIP (Memory-in-Pixel), wspieranemu przez wbudowane ogniwo słoneczne oraz mocno zoptymalizowane pod kątem zużycia prądu nowe tryby zasilania w oprogramowaniu.
Mniej błysku, więcej praktyczności. Jak wypada starcie Garmin Enduro 4 z Fenixem 9 Pro?
Pewnie zastanawiacie się, jak Enduro 4 wypada na tle flagowego modelu Fenix 9 Pro. Różnice są tu dość wyraźne i podyktowane czystą funkcjonalnością. Fenix 9 Pro to luksus i nasycony barwami ekran OLED oraz tytanowa obudowa. Enduro 4 stawia natomiast na czystą użyteczność i pancerne wykonanie. Jego obudowę wykonano z polimeru wzmocnionego włóknem szklanym, co czyni go lżejszym i niezwykle odpornym na uderzenia, a wyświetlacz pod szafirowym szkłem chroni tarcza odporna na zarysowania. Do tego dostajemy klasę wodoszczelności 10ATM, co oznacza, że zegarek nie boi się trudnych warunków atmosferycznych ani głębszego zanurzenia.


Garmin nie oszczędzał też na tym, co najważniejsze pod maską. W porównaniu do poprzednika, Enduro 4 otrzymał aż o 50% więcej pamięci RAM. W praktyce przekłada się to na nieporównywalnie płynniejsze przewijanie map, błyskawiczne renderowanie trasy i znacznie sprawniejszą nawigację w terenie, co na trudnych szlakach bywa absolutnie kluczowe. Do dyspozycji użytkownika oddano też 64 GB pamięci wewnętrznej na pliki, mapy czy muzykę.
Zaawansowana analityka na najdłuższe trasy
Jeśli chodzi o analitykę zdrowotną i treningową, Enduro 4 nie ustępuje Fenixowi 9 Pro ani na krok. Zegarek wyposażono w pełny pakiet zaawansowanych czujników i funkcji, w tym wskaźniki stref wytrzymałości oraz krzywą wytrzymałości, które pozwalają idealnie rozłożyć siły podczas długotrwałego wysiłku. Na pokładzie zameldował się również nowy system Garmin Epic, służący do monitorowania, zbierania i podsumowywania różnych typów aktywności na przestrzeni dłuższego czasu.
Czytaj też: Te nowe Baby-G każdego ranka zaskoczą Cię inną twarzą

Oczywiście trzeba pamiętać, że nie jest to smartwatch nastawiony na pełną integrację z telefonem i wysyłanie dziesiątek powiadomień, jak ma to miejsce w przypadku Apple Watcha Ultra 4. To wyspecjalizowane narzędzie dla osób, które stawiają przetrwanie w terenie ponad kolorowe bajery. Dla niektórych może być to minus, jednak garmin doskonale wie, w jaką grupę klientów celuje.
Czytaj też: Google szykuje opaskę, która połączy najlepsze cechy smartwatcha i modelu bezekranowego
A teraz najważniejsze, czyli cena. Ta do najniższych nie należy, bo Garmin wycenił model Enduro 4 na 3 869 złotych i można już znaleźć go na stronie producenta, choć zamówienia ruszą dopiero od 9 października. Mimo wszystko jest on na pewno odczuwalnie tańszy od Feniksa 9 Pro, a do tego oferuje niemal nieograniczony czas pracy na baterii, więc dla fanów prawdziwego outdooru może to być jeden z najciekawszych wyborów tego roku.
Źródło: Garmin
