Test Genesis Toron 706. Czy tanie bezprzewodowe słuchawki dla graczy mają sens?

Słuchawki gamingowe za około 300 zł nie są już dziś sprzętem, przy którym trzeba pogodzić się z kablem, plastikową konstrukcją rodem z zabawki i mikrofonem brzmiącym jak krótkofalówka. Wystarczy spojrzeć na Genesis Toron 706.
Test Genesis Toron 706. Czy tanie bezprzewodowe słuchawki dla graczy mają sens?

Toron 706 to zestaw słuchawkowy przeznaczony dla graczy od doskonale znanej mi marki Genesis, którego kupicie aktualnie za dokładnie 299 zł. Oferuje łączność radiową 2,4 GHz, Bluetooth, możliwość grania po kablu, odpinany mikrofon oraz akumulator o pojemności 1500 mAh, który ma wytrzymywać nawet 100 godzin. Brzmi więc bardzo dobrze, a przez ostatnie dni przekonałem się, że ten model rzeczywiście ma kilka mocnych argumentów.

Nie jest jednak tak, że Genesis stworzyło za trzy stówki jakiś wybitny headset bez wad, bo oszczędności daje się zarówno poczuć pod palcami, jak i usłyszeć. Największym zaskoczeniem było dla mnie jednak to, że część problemów nie wynika wcale z ceny, a z kilku dziwnych decyzji projektowych producenta.

Genesis Toron 706 przypominają mi stare HyperX Cloud i akurat bardzo mi to pasuje

Pierwszy kontakt z Toron 706 przywołał mi na myśl stare HyperX Cloud. Klasyczna konstrukcja, duże muszle, metalowe widełki, typowy pałąk i brak przesadzonego gamingowego wzornictwa sprawiają, że jest to headset zaprojektowany dosyć zachowawczo. Osobiście nie mam z tym najmniejszego problemu, bo właśnie takie słuchawki lubię najbardziej. Nie potrzebuję RGB na głowie ani udziwnionej bryły, jeśli podstawowa konstrukcja działa.

Czytaj też: Test myszki Genesis Zircon 880 PRO. Pełen pakiet nowoczesnej myszki w niskiej cenie

Producent połączył stalowy rdzeń pałąka oraz metalowe widełki z plastikowymi muszlami. W efekcie całe słuchawki ważą 294 gramy. Nie jest źle również z samym wykonaniem, choć po przyjrzeniu się Toron 706 dokładniej można znaleźć drobne luzy zarówno w okolicy pałąka, jak i widełek. Nie sprawiają wrażenia, jakby miały się zaraz rozpaść, ale całość zdecydowanie nie ma tej sztywności, którą kojarzę ze znacznie droższymi modelami.

Na spodzie lewej muszli Genesis upchnął zresztą wszystkie kluczowe elementy Toron 706, a w tym miejsce na odpinany mikrofon na giętkim pałąku, port USB-C do ładowania i trybu przewodowego, przycisk wyłączania i włączania, pokrętło głośności oraz przycisk dezaktywacji i aktywacji mikrofonu, którego przytrzymanie pozwala połączeniu Bluetooth dojść do głosu.

W kwestii jakości najgorzej wypadają właśnie elementy sterujące, wśród których zabrakło typowego jacka 3,5 mm. Plastikowe przyciski już same w sobie zdradzają budżetowy charakter zestawu, ale jeszcze gorzej jest z pokrętłem głośności. Nie daje praktycznie żadnego feedbacku pod palcem, kręci się bardzo tanio, a podczas obracania regularnie chrobocze niczym plastikowe łożysko. Działa? Działa. Przyjemne w obsłudze? Kompletnie nie. 

Znacznie lepiej Genesis podeszło do nauszników, bo zamiast obłożyć je w całości sztuczną skórą, producent połączył ją z materiałem znajdującym się w miejscu kontaktu z głową. Różnica podczas dłuższych sesji jest wyraźna. Uszy nadal się nagrzewają, bo ciągle mówimy o zamkniętych słuchawkach wokółusznych, ale materiał nie męczy ich aż tak szybko, jak klasyczne pełne skórzane pady. Po 3-5 godzinach komfort określiłbym jako przeciętny. Da się wytrzymać bez problemu, ale nie jest też tak, że kompletnie zapominam o słuchawkach na głowie.

Radio, Bluetooth i kabel, czyli prawie wszystko, czego potrzebuję

Genesis Toron 706 możemy podłączyć na trzy sposoby. Najważniejszy dla gracza jest oczywiście odbiornik 2,4 GHz USB-A, ale mamy też Bluetooth 5.1 oraz połączenie przewodowe. W przypadku smartfona Toron 706 korzystały u mnie z podstawowego kodeka SBC.

Czytaj też: Genesis X Gran Equator Concept rzuca wyzwanie Cybertruckowi. Czy obłe kształty pokonają ostre krawędzie

Połączenie radiowe samo w sobie działa dobrze. Podczas grania nie zauważyłem opóźnień, połączenie było stabilne, a zasięg określiłbym jako wystarczający do typowego mieszkania, ale bez szału. Można odejść od komputera, przejść do sąsiedniego pomieszczenia i nadal słuchać, jednak kolejne ściany szybko zaczynają robić swoje, więc nie liczcie na chodzenie w słuchawkach po całym domu. Jedna ściana? Bez problemu. Dwie? Tutaj zaczynają się już problemy.

Mam za to problem z samym odbiornikiem. Umieszczona na nim zielona dioda sygnalizuje stan połączenia i kiedy słuchawki zostaną rozłączone, zaczyna migać. W dzień? Kompletnie obojętne. W nocy? Upierdliwe, a to zwłaszcza jeśli komputer stoi w sypialni. Problem znika dopiero wtedy, kiedy po wyłączeniu peceta całkowicie odcinacie mu zasilanie, bo w przeciwnym razie odbiornik nadal może dostawać prąd z USB i urządzać sobie małą zieloną dyskotekę.

Znacznie większą wadą jest jednak brak możliwości jednoczesnego korzystania z Bluetootha i 2,4 GHz. Przy jednym komputerze może nie mieć to większego znaczenia, ale ja regularnie skaczę między pecetem, laptopem, handheldem oraz smartfonem i właśnie w takim scenariuszu jednoczesne radio oraz Bluetooth jest jedną z najbardziej przydatnych funkcji nowoczesnego headsetu. Testowane przeze mnie np. Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 potrafią np. utrzymywać oba połączenia równocześnie, co szybko zaczyna się doceniać, kiedy gramy na komputerze, ale telefon nadal pozostaje podpięty do słuchawek. Toron 706 każą wybierać jedno albo drugie.

Sam sposób przełączania trybów też dałoby się rozwiązać lepiej. Off, radio oraz Bluetooth aż proszą się o prosty fizyczny suwak, którego pozycję można rozpoznać palcem. Podobnie jest z dezaktywacją mikrofonu. Obecny układ przycisków działa, ale nie jest tak intuicyjny, jak mógłby być.

Czytaj też: Sprawdziłem tanie bezprzewodowe myszki dla graczy. Test Genesis Zircon 660 i Zircon 660 Pro

Do tego natrafiłem na wyjątkowo irytujące zachowanie podczas rozmów, bo użycie przycisku wyciszenia mikrofonu wyciszało mi również rozmówców przez komunikat w języku angielskim co do aktualnego stanu mikrofonu właśnie. Jeśli wciskam mute, to zwykle dlatego, że nie chcę, aby druga strona mnie przez chwilę słyszała, a nie dlatego, że ja również mam przestać słyszeć ją.

Brak aplikacji by mi odpowiadał, gdyby…

Na komputerze nie musimy instalować żadnego dodatkowego programu i początkowo uznałem to za czystą zaletę. Producentów sprzętu gamingowego ogarnęła już dawno mania tworzenia własnych aplikacji do każdej myszki, klawiatury i słuchawek, więc jeden program mniej w systemie jest dla mnie plusem.

Problem w tym, że Genesis jednocześnie przygotowało trzy sprzętowe profile brzmienia, bo Music, Boom oraz Scout, a do tego nie daje żadnej możliwości ich edycji. W takim momencie moje podejście do braku aplikacji zmienia się o 180 stopni, bo skoro producent już zaczął ingerować w charakterystykę brzmienia, to dlaczego nie pozwala mi samemu jej dostosować? Zwłaszcza że różnice między Music, Boom i Scout są bardzo wyraźne.

Jak brzmią Genesis Toron 706?

Podstawą Toron 706 są dynamiczne przetworniki o średnicy 50 mm i paśmie przenoszenia od 20 do 20000 Hz. Same słuchawki grają dobrze jak na swój przedział cenowy, ale profil Music zdecydowanie najczęściej zostawałby u mnie aktywny na stałe.

Music jest najbardziej uniwersalny. Bas jest obecny, ale nie przytłacza aż tak pozostałych częstotliwości, średnica pozostaje czytelna, a całość nadaje się zarówno do gier, jak i zwykłego słuchania muzyki. Nie jest szczególnie efektownie, ale też nic nadmiernie nie przeszkadza. Ustawienie Boom robi zaś dokładnie to, czego można spodziewać się po nazwie. Bas dostaje wyraźnego kopa, średnica schodzi na dalszy plan, a słuchawki stają się bardziej efektowne. W elektronice taki profil potrafi być przyjemniejszy od Music, podobnie jak w grach pełnych wybuchów, ciężkiej broni oraz silników. Po dłuższym czasie zwiększona ilość niskich częstotliwości zaczyna jednak męczyć, a część pozostałych dźwięków schodzi zbyt mocno na drugi plan. 

Scout jest najbardziej specyficzny. Z założenia ma pomagać graczom w wyłapywaniu kroków oraz innych istotnych informacji w FPS-ach, ale nie jestem przekonany, czy efekt jest wart pogorszenia całej reszty brzmienia. Wyeksponowanie średnicy, płytsze brzmienie oraz znacznie niższa dynamika, to coś, czego nawet w CS:GO nie toleruje, no ale trzeba przyznać, że różnica jest słyszalna, a kroki łatwiej wyłapać w całym chaosie.

Sama kierunkowość wypada dobrze. Da się sprawnie rozpoznać, z której strony dochodzą kroki, strzały czy inne efekty i nie miałem wrażenia, że scena zlewa się w jeden punkt. Nie jest to poziom sprzętu wielokrotnie droższego, ale do typowego grania sieciowego nie mam większych zastrzeżeń.

Mikrofon robi swoje i właściwie tyle od niego oczekuję

Odłączany mikrofon z przyklejoną pianką działa w paśmie 10-10000 Hz, a jego czułość wynosi -42 dB. Dostał też ENC (Environmental Noise Cancellation) oraz automatyczną kontrolę wzmocnienia. Jego jakość jest wystarczająca do Discorda, rozmów w grach i spotkań, ale oczywiście nie zastąpi sensownego mikrofonu stojącego na biurku. Brzmi z kolei tak:

ENC dobrze radzi sobie z ciągłym, przewidywalnym hałasem, wycinając hałasujący obok komputer, podczas gdy krótkie odgłosy pokroju mechanicznej klawiatury nadal przechodzą do rozmowy. 

Sto godzin pracy? Tym razem producent nie odleciał z deklaracją

Najmocniejszym parametrem Toron 706 jest zdecydowanie akumulator. Genesis upchnęło w słuchawkach ogniwo 1500 mAh i deklaruje nawet 100 godzin pracy. Podchodziłem do tego z początku zachowawczo, ale rzeczywiście słuchawki nie rozładowały się przez cały okres trwania testu. Weryfikacja połączenia radiowego przy ustawieniu głośności na poziomie około 30% wykazała zaś blisko 100 godzin wytrzymałości. Świetny wynik.

Pełne uzupełnienie akumulatora nie jest już tak imponujące, bo trwa około 3,5-4 godzin, ale przy takim czasie działania trudno mi uznać to za realny problem. Bardziej brakuje mi łatwej możliwości sprawdzenia dokładnego poziomu naładowania, co ponownie prowadzi nas do problemu nieobecnej aplikacji i nieodpowiednio zaprojektowanego zestawu.

Całkowite rozładowanie nie oznacza też końca grania. Toron 706 mogą działać pasywnie po kablu, więc po podłączeniu przewodu USB-C do jack 3,5 mm elektronika słuchawek nie jest już potrzebna. W takim scenariuszu nie działają oczywiście sprzętowe profile EQ, ale można dalej korzystać z zestawu bez czekania na naładowanie.

Genesis Toron 706 na co dzień

Po kilku dniach najbardziej doceniam w tych słuchawkach ich prostotę. Zakładam je na głowę, odpalam radio i gram, a dzięki prawie 100 godzinom pracy właściwie nie muszę pamiętać o ładowaniu. Hybrydowe pady są wyraźnie przyjemniejsze od pełnej sztucznej skóry, mikrofon wystarcza do komunikacji, a charakter Music spokojnie nadaje się do codziennego używania.

Jednocześnie regularnie przypominały mi się elementy, które można było zrobić lepiej bez specjalnego podnoszenia ceny. Pokrętło głośności jest zwyczajnie kiepskie. Przyciski mogłyby mieć lepszy skok, a zresztą cały ten przełącznik Off/2,4 GHz/Bluetooth byłby wygodniejszy od obecnego rozwiązania. Migająca zielona dioda odbiornika radiowego potrafi irytować po ciemku, a brak równoczesnego radia oraz Bluetootha boli szczególnie wtedy, kiedy na biurku mam więcej niż jeden sprzęt.

Najbardziej szkoda mi z kolei equalizera. Trzy fabryczne tryby nie są złym pomysłem, ale Genesis samo ograniczyło ich potencjał, odbierając użytkownikowi możliwość jakiegokolwiek dostosowania. Gdyby słuchawki miały po prostu jeden sensownie ustawiony profil, to brak oprogramowania uznałbym za zaletę. Przy trzech różnych presetach jest już odwrotnie.

Test Genesis Toron 706 – podsumowanie

Genesis Toron 706 kosztują 299 zł i właśnie przez tę cenę jestem w stanie wybaczyć im sporo. Nie są idealnie wykonane, pokrętło głośności jest słabe, sterowanie można było zaprojektować znacznie lepiej, a równoczesny Bluetooth i radio powinny moim zdaniem znaleźć się w słuchawkach, które producent reklamuje jako tak wszechstronne.

Z drugiej strony podstawy są po prostu dobre. Konstrukcja jest wygodna, materiałowe fragmenty nauszników rzeczywiście poprawiają komfort, pozycjonowanie w grach nie zawodzi, mikrofon robi swoje, a trzy sposoby połączenia pozwalają używać Toron 706 praktycznie z każdym sprzętem. Dochodzi do tego akumulator, który naprawdę zbliża się do deklarowanych 100 godzin, a po jego rozładowaniu zawsze zostaje kabel.

Brzmieniowo nie są to słuchawki, które kupowałbym do słuchania samej muzyki. Tryb Music jest dla mnie najbardziej uniwersalny, Boom sprawdza się, kiedy chcemy mocniejszego basu, a Scout poświęca zbyt dużo ogólnej jakości dźwięku tylko po to, żeby wyciągnąć wybrane częstotliwości. W tej cenie jestem jednak w stanie zaakceptować taki poziom, choć właśnie tutaj brak normalnego EQ boli najbardziej.

Czy za 299 zł warto? Jeśli szukacie przede wszystkim wygodnych słuchawek bezprzewodowych do grania, które będziecie ładować absurdalnie rzadko, to Toron 706 mają sporo sensu. Jeśli natomiast korzystacie jednocześnie z komputera i smartfona, wymagacie dobrego oprogramowania albo lubicie dokładnie dostosowywać brzmienie pod siebie, to szybko traficie na ograniczenia, których nie da się obejść.

Najbardziej przewrotne jest więc to, że Toron 706 mają wszystko, żeby być świetnym tanim headsetem, a najbardziej przeszkadzają im nie cięcia wymuszone ceną, tylko kilka decyzji, których Genesis spokojnie mogło uniknąć. Jeśli jednak akceptujecie te problemy, to na modelu Toron 706 się nie zawiedziecie.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.