Test Steelseries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2. Najrozsądniejsze słuchawki “z trójcy”?

Kiedyś dobrej jakości bezprzewodowe zestawy słuchawkowe dla graczy były poniekąd wyznacznikiem elitarności. Zwłaszcza jeśli w grę wchodziły modele, które nie szły na żadne kompromisy. W ostatnich latach uległo to zmianie i już w cenie kilkuset złotych możemy kupić naprawdę dobre słuchawki bezprzewodowe “do grania” i tyczy się to również modelu Steelseries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2.
Test Steelseries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2. Najrozsądniejsze słuchawki “z trójcy”?

W ostatnim czasie miałem okazję sprawdzić dwa gamingowe zestawy słuchawkowe od Steelseries, które łączyła zwłaszcza jedna cecha – były drogie. Dziś przyszedł na szczęście czas na coś znacznie przystępniejszego dla naszego portfela, bo model Arctis Nova 7 Wireless Gen 2. W chwili pisania tego testu jest on dostępny w promocyjnej cenie rzędu 559,99 zł w oficjalnym sklepie producenta, a jest to o tyle zaskakujące, że współdzieli nawet część rozwiązań od swoich 3-, a nawet 5-krotnie droższych “braci”. Jak więc wypada w praktyce?

Steelseries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2, czyli gdzieś to już widziałem… znów

Sprzęt firmy Steelseries testuje już od lat, a i tak mam wrażenie, że ciągle obcuje z czymś bardzo do siebie podobnym. Myszki, klawiatury, słuchawki – to wszystko praktycznie “już widziałem” i to nie tyczy się tylko rewizji czy nowych wersji, ale też konkretnych modeli, które są produkowane praktycznie na jedno kopyto i w przypadku zestawów słuchawkowych widać to jak na dłoni. Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 wyglądają bowiem praktycznie tak samo, jak Arctis Nova Elite, Arctis Nova Pro Omni, Arctis Nova Pro Wireless, a nawet kilkuletnie Arctis Nova Pro i dopiero Arctis Nova 5 zrywa z tym samym projektem, choć i tak nie w całości, bo utrzymuje większość charakterystycznych cech (w tym magnetyczne nakładki na muszle), ale przenosi sterowanie z dedykowanej stacji właśnie w rejon muszli. 

Czytaj też: Test SteelSeries Arctis Nova Pro Omni. Nie spodziewałem się, że producent TO zrobi

Czy można na to narzekać? Do tego bym się nie posuwał. Steelseries zrobiło akurat kawał dobrej roboty z projektem swoich słuchawek. W efekcie są one nie tylko po prostu ładne, ale też bardzo wygodne, a to dzięki odpowiednio dużym nausznikom, materiałowej i rozciągliwej opasce na głowie (pod giętkim pałąkiem z metalu) z opcją regulacji, co podkreślają jednostronne widełki, które są również regulowane i do tego obracają się “na boki” (zakres około -15 do 90 stopni) oraz delikatnie “w górę i w dół”. Zresztą, trudno narzekać w modelu Arctis Nova 7 Wireless Gen 2, że wygląda podobnie do kilkukrotnie droższych zestawów słuchawkowych. 

Problem z Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 znajdziemy gdzieś indziej.

Już po rozpakowaniu tego produktu SteelSeries wyczułem, że ktoś tu zdecydował się na bardzo ryzykowne rozwiązanie. Chodzi o formę odbiornika radiowego USB-C, który został zaprojektowany horyzontalnie. W komputerze nawet to ma pewien sens, bo akurat moje płyty główne i panel frontowy mają znacznie “oddzielone” USB-C od reszty, ale w kilku testowanych laptopach zasłaniał aż dwa inne porty po wpięciu, zmuszając mnie do połączenia Bluetooth albo wykorzystania przewodu z adapterem (męski USB-A do żeńskiego USB-C), który znalazł się w pudełku razem z instrukcją obsługi, przewodem ładującym USB-A do USB-C (1,5 metra) oraz przewodem jack do pracy przewodowej. 

Jak korzystać z SteelSeries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2?

Skoro już jesteśmy przy łączności, to SteelSeries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 można podpiąć na trzy sposoby, bo przez radiowy odbiornik USB-C, przez Bluetooth oraz przewodowo przez jacka 3,5 mm. Najważniejszy jest oczywiście tryb radiowy, bo to właśnie on eliminuje odczuwalne opóźnienia i ma największy sens przy graniu. Bluetooth traktowałbym raczej jako dodatek do telefonu, muzyki, podcastów albo rozmów, bo w filmach i grach delikatny rozjazd dźwięku z obrazem da się wyczuć. 

Największa zaleta tego zestawu sprowadza się jednak do pracy na dwóch połączeniach jednocześnie. Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 mogą bowiem jednocześnie odbierać i odtwarzać dźwięk z konsoli lub komputera przez adapter USB-C i równolegle z telefonu przez Bluetooth. Funkcja wręcz fenomenalna, jeśli np. gracie wieczorem ze znajomymi i nie chcecie przegapić połączenia, wiadomości albo czegoś odpalonego na smartfonie. Jeśli podczas takiego połączenia przyjdzie rozmowa telefoniczna, mikrofon zostaje wyciszony po stronie odbiornika, ale działa dalej przez Bluetooth. Proste, praktyczne i przydatne.

Sterowanie jest w dużej mierze fizyczne i bardzo dobrze, bo w słuchawkach gamingowych nie ma nic gorszego niż polowanie na dotykowe panele w trakcie rozgrywki. Na lewej muszli znajdziemy bowiem przycisk wyciszania mikrofonu i pokrętło głośności, które działa analogowo i nie zmienia poziomu głośności samego urządzenia. Na prawej znalazły się z kolei przyciski zasilania (z niewielką kropką ułatwiającą lokalizację) oraz Bluetooth, a do tego diody funkcyjne, port USB-C do ładowania i pokrętło ChatMix, którym można regulować proporcje między grą a czatem. Trzeba tylko pamiętać, że samo działanie ChatMix wymaga wcześniejszej konfiguracji w aplikacji SteelSeries GG, więc nie jest to funkcja w pełni “bezobsługowa” po wyjęciu z pudełka.

Po stronie oprogramowania mamy dwa światy, bo aplikację SteelSeries GG na komputerze i Arctis na telefonie. Ten pierwszy daje znacznie większą kontrolę, bo pozwala bawić się korektorem parametrycznym zarówno dla słuchawek, jak i mikrofonu. Aplikacja mobilna jest wygodniejsza, ma dużo gotowych presetów, również pod konkretne gry, ale nie daje takiej samej swobody w ręcznym ustawianiu brzmienia. 

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że własny profil EQ trzeba najpierw przygotować na komputerze, a dopiero później można go wybrać w aplikacji mobilnej. Dobrze chociaż, że do korzystania z aplikacji mobilnej nie trzeba zakładać konta, choć ta desktopowa już tego wymaga, jeśli chcemy pełne wsparcie Sonar.

Jak brzmią SteelSeries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2?

Brzmieniowo Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 są dobre, ale nie nazwałbym ich sprzętem, który kupuje się wyłącznie dla samej jakości dźwięku. Są to bowiem typowe słuchawki gamingowe z kilkoma mocnymi stronami i kilkoma cechami, które trzeba albo zaakceptować, albo skorygować z użyciem equalizera. Osobiście jednak kupuje takie brzmienie, bo po prostu aż tak wymagający nie jestem i oczekuję głównie tego, żeby muzyka nie raniła nam uszu. Nie oznacza to jednak, że jest idealnie. Wcale tak nie jest. 

Głośność maksymalna robi jednak całkowicie pozytywne wrażenie i w efekcie na maksymalnym poziomie te słuchawki mogą nawet robić za awaryjne głośniki na stanowisku. Wchodząc zaś w szczegóły brzmienia, bas ma uderzenie, ale nie schodzi tak nisko i ciężko, żeby robić z wybuchów doświadczenie wręcz namacalne. Środek pasma jest za to trochę cofnięty, przez co część wokali i dialogów potrafi zejść za tło, a góra bywa okazjonalnie zbyt ostra. Najbardziej słychać to w dźwiękach z syczeniem, metalicznych efektach i drobnych wysokich odgłosach. 

W grach nie są to zaś słuchawki, które nagle zrobią z was maszynę do lokalizowania przeciwników. Kierunek lewo-prawo jest czytelny, ale scena nie daje takiej precyzji, jakiej oczekiwałbym po sprzęcie nastawionym stricte na FPS-y. Głębia też jest dość płytka, więc dźwięki częściej dzielą się na “blisko” i “daleko”, zamiast układać się w precyzyjną mapę przestrzeni. Kroki da się jednak wyłapać, a czat drużyny nie ginie kompletnie w chaosie, ale względem droższych modeli nie jest aż tak dobrze.

Czytaj też: Test SteelSeries Arctis Nova Elite. Co potrafią słuchawki za 2699 złotych?

W typowych grach akcji jest lepiej, bo wybuchy mają przyjemne uderzenie, broń brzmi energicznie, a całość daje wystarczająco dużo dynamiki, żeby rozgrywka nie była płaska. Problem zaczyna się przy ostrzejszych efektach, bo brzęk metalu czy syczące dźwięki mogą być męczące. W spokojniejszych grach również to słychać – drobne, wysokie efekty potrafią przeszyć uszy bardziej, niż powinny. Dialogi są wprawdzie zrozumiałe, ale czasem muszą walczyć z muzyką i efektami tła. Szczególnie kiedy głosy są wyżej osadzone. Męskie wokale wypadają zaś zwykle wyraźniej niż żeńskie, co dobrze pokazuje, że środek i niższa góra nie są tu idealnie ustawione.

Przy muzyce jest podobnie. Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 potrafią zagrać przyjemnie, ale nie są szczególnie naturalne. Bas jest obecny i punktowy, lecz nie ma masywnego fundamentu. Wokale bywają cofnięte, a przy bardziej zagęszczonych fragmentach przez Bluetooth słychać uboższy detal i pewną szorstkość. Góra pasma dodaje czytelności, ale potrafi też dorzucić sybilanty, czyli charakterystyczne gwiżdżące spółgłoski. Oczywiście to nadal nie jest brzmienie złe, zwłaszcza po korekcji w SteelSeries GG, ale trzeba pamiętać, że bez zabawy z equalizerem słuchawki mają ewidentnie swój własny charakter i nie każdemu będzie on całkowicie pasował.

W cichym pomieszczeniu wychodzi też jeszcze coś – lekki szum własny, ale ten na szczęście ginie, gdy tylko pojawi się dźwięk z gry, muzyka albo zwykły hałas otoczenia. Nie bierze się to z ANC, bo aktywnej redukcji hałasu tutaj nie ma, więc Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 polegają wyłącznie na pasywnej izolacji. Ta jest z kolei poprawna. Materiałowo-skórzane pady trochę tłumią kliknięcia klawiatury, rozmowy domowników czy zwykły szum mieszkania, ale nie odcinają zupełnie od świata. Głosy nadal są słyszalne, tylko mniej czytelne, a hałasy ulicy czy komunikacji miejskiej nie znikają, ale za to wielogodzinne granie z tymi słuchawkami na głowie nie męczy w nadmiernym stopniu naszych uszu. Trzy, cztery, a nawet pięć godzin korzystania z nich na co dzień nie były dla mnie żadnych problemem.

Mikrofon SteelSeries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2

Mikrofon trzeba wysunąć, bo kiedy zostaje schowany w muszli, głos robi się przytłumiony i wyraźnie gorszy. Sam mikrofon nie jest odpinany, tylko chowany, co akurat pasuje do całej konstrukcji i moim zdaniem jest lepszym rozwiązaniem od typowego odpinanego rozwiązania, bo oto właśnie nie trzeba pilnować osobnego elementu. Do streamowania czy nagrywania i tak wybrałbym zewnętrzny mikrofon, ale do Discorda, rozmów w grze i okazjonalnych spotkań online ten w Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 spokojnie wystarczy. Zwłaszcza że świetnie radzi sobie z hałasem z otoczenia, ale zresztą, posłuchajcie sami:

Akumulator SteelSeries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2

Akumulator jest jedną z najmocniejszych stron tego zestawu. SteelSeries podaje do 54 godzin pracy przez odbiornik radiowy, do 42 godzin przez Bluetooth i do 38 godzin przy jednoczesnym korzystaniu z obu połączeń. Nawet jeśli w praktyce wynik będzie zależny od głośności, trybu połączenia i tego, jak często odbieracie rozmowy, to nadal mówimy o czasie pracy, który pozwala zapomnieć o ładowaniu na kilka dni. Wedle moich pomiarów jednoczesne korzystanie z dwóch urządzeń wydrenowało akumulator w około 30-32 godzin

Czytaj też: Test SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2, czyli historia o tym, jak ulepszyć wszechstronną myszkę

Przy normalnym korzystaniu trudno więc rozładować ten model w ciągu całego tygodnia. Nie są to więc słuchawki, które po każdej dłuższej sesji trzeba wpinać do ładowania. Jeśli jednak ktoś rzeczywiście zapomni o akumulatorze, to szybkie ładowanie ratuje sytuację, bo 15 minut przy kablu ma zapewnić około 6 godzin działania i słuchawki mogą działać podczas tego ładowania. W praktyce wystarczy więc podłączyć je na chwilę przed wyjściem albo między meczami i można wracać do grania. Potwierdzają to pomiary, bo ledwie 10 minut pozwala podbić poziom z 3% do 18%, co w moim scenariuszu przełożyło się na 3,5 godziny pracy. Ładowanie do 80% trwa z kolei jakieś 100 minut, a do 100% już około półtorej godziny.

Jest tylko jeden irytujący szczegół. Kiedy akumulator ma poniżej 4% naładowania, słuchawki sygnalizują to trzema krótkimi dźwiękami powtarzanymi mniej więcej co dwie minuty. 

Test SteelSeries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 – podsumowanie

SteelSeries Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 to bardzo sensowny zestaw słuchawkowy dla takiego gracza, który chce jednych słuchawek do komputera, konsoli i telefonu, ale nie chce od razu wydawać kwot zarezerwowanych dla modeli bardziej zaawansowanych. Moim zdaniem największą zaletą jest tu wszechstronność: radiowy odbiornik USB-C do grania bez zauważalnych opóźnień, Bluetooth do telefonu, jack 3,5 mm na wszelki wypadek i możliwość jednoczesnego słuchania dźwięku z konsoli lub komputera oraz smartfona.

Nie jest to jednak zestaw bez wad. Odbiornik USB-C jest za szeroki i potrafi zasłonić sąsiednie porty, co zwłaszcza w laptopach bywa zwyczajnie irytujące, choć można to rozwiązać dodatkowym przewodem. Bluetooth ma też wyczuwalne opóźnienie, więc do grania i oglądania filmów lepiej zostać przy wspomnianym adapterze. Izolacja pasywna jest przeciętna, ANC nie ma wcale, a brzmienie wymaga lekkiego opanowania w EQ, jeśli przeszkadza wam ostra góra i cofnięte nieco wokale. Sam mikrofon jest wystarczający, ale bez specjalnego szału. Już lepsze wrażenie robi obecna w oprogramowaniu technika do wyciszania hałasu.

Mimo tego Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 bronią się jako rozsądny kompromis. Są wygodne, dobrze wykonane, mają fizyczne sterowanie, długi czas pracy, niezłe aplikacje, ogromną bazę presetów i bardzo wygodne połączenie dwóch źródeł dźwięku naraz. Jeśli więc potrzebujecie słuchawek przede wszystkim do grania na konsoli lub komputerze, ale jednocześnie chcecie mieć pod ręką telefon, rozmowy i aplikacje mobilne, ten model ma dużo sensu. Jeśli jednak interesuje was głównie najlepsze brzmienie, precyzyjne pozycjonowanie w FPS-ach, mocna izolacja albo mikrofon na poziomie półprofesjonalnym, to tego tutaj nie znajdziecie.

W cenie 559,99 zł Arctis Nova 7 Wireless Gen 2 nie są już elitarnym sprzętem, tylko bardzo solidnym, dojrzałym i wszechstronnym zestawem dla gracza. Nie perfekcyjnym, bo kilka decyzji SteelSeries można łatwo podważyć, ale zdecydowanie takim, który dobrze pokazuje, jak bardzo segment bezprzewodowych słuchawek gamingowych spoważniał. Dziś za rozsądne pieniądze można dostać sprzęt wygodny, wieloplatformowy, długo działający na akumulatorze i na tyle elastyczny, że jedno urządzenie wystarcza do większości codziennych scenariuszy.

Swoją drogą, podczas dwutygodniowego tekstu musiałem raz wykorzystać opcję twardego resetu poprzez wciśnięcie przycisku ukrytego pod muszlą. Jeśli więc z łącznością zaczęły dziać się jakiekolwiek cyrki, to koniecznie spróbujcie tego rozwiązania. 

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.