Od 2 sierpnia obowiązuje unijne rozporządzenie AI Act, w ramach którego wymagana jest przejrzystość i informowanie użytkowników o interakcji ze sztuczną inteligencją. To obowiązek nałożony na wydawców, reklamodawców i twórców narzędzi konwersacyjnych, które mogłyby zostać uznane za stworzone siłami człowieka. Zgodnie z artykułem 50 należy oznaczać treści syntetyczne, by chronić interes publiczny.
O ile w przypadku niektórych grafik oraz materiałów wideo sprawa wydaje się prosta, przynajmniej dla młodszych odbiorców internetu, tak wychwycenie, który tekst napisała sztuczna inteligencja, bywa problematyczne. Przede wszystkim kłopot stanowi uchwycenie wzorców.
Pewne znaki diakrytyczne czy zdania typu “to nie to… to coś innego” potrafią dawać odbiorcom wrażenie, że poprawnie rozpoznali oni działanie modelu, ale ze względu na obcowanie z takimi treściami także i niektórzy piszący poprawnie i bez asystentów przemycają takie elementy do swoich wypowiedzi.
OpenAI dostosuje się do przepisów Unii Europejskiej. U innych takie rozwiązanie będzie wyjątkiem
Unia Europejska wymaga stworzenia takiego systemu oznaczania treści, by inne narzędzie mogło wykryć, że została ona stworzona z asystą lub w całości przez sztuczną inteligencję. Duże modele językowe mają swoje wzorce zachowań i da się je odtworzyć w każdej odpowiedzi — w końcu ich zadaniem jest budowanie odpowiedzi opartych o największe prawdopodobieństwo, a więc działają w oparciu o logikę matematyczną.

OpenAI ogłosił, że treści wyprodukowane przez ChatGPT w Unii Europejskiej z automatu będą oznaczane znakiem wodnym. Podobne rozwiązanie pojawi się w innych częściach globu, ale tam użytkownicy samodzielnie zadecydują, czy chcą je włączyć.
Nie ma jednolitego standardu wykrywania znaków wodnych w odpowiedziach przygotowanych przez chatboty. Istnieją narzędzia pokroju SynthID (który wysuwa się na prowadzenie w wyścigu o zostanie branżowym standardem) czy C2PA. Jeśli jednak wiemy, jak poradzić sobie z tymi narzędziami (czasem wystarczy chociażby przepuścić obrazek przez pierwszy lepszy edytor online), nie będziemy mieli problemu z obejściem tego ograniczenia.
Czytaj także: Nowy zmysł żołnierza waży 975 gramów. AI będzie bez przerwy słuchać eteru na wojnie
Rozwiązanie dotyczy nie tylko ChatGPT, ale i kodu w aplikacji Codex oraz treści produkowanych w ramach API. OpenAI pozwoli wybranym firmom i osobom na dostęp do ich narzędzia sprawdzającego znaki wodne w tekście. Zdaniem OpenAI textGrain już teraz wykazuje się 92-procentową skutecznością wykrywania dłuższych tekstów napisanych przez AI (powyżej 400 tokenów) i około 80-procentową skutecznością dla krótszych tekstów (200 tokenów). Nadal nie jest to rozwiązanie idealne, bo zmiana 10% słów na synonimy w zapytaniu na 400 tokenów osłabia skuteczność z 92 do 66%, a zmiana 25% słów daje już tylko 17% efektywności. Rozwiązanie gorzej radzi sobie także z tekstami przetłumaczonymi.
Koniec eldorado. Generowane teksty będą odpowiednio oznaczane
Choć OpenAI walczy z Anthropic o palmę pierwszeństwa w kategorii generatywnej sztucznej inteligencji, firmy potrafią mieć wspólne stanowisko w wielu kwestiach. W sierpniu twórcy Claude’a ujawnili, że oznaczają znakiem wodnym każdą wygenerowaną przez asystenta wypowiedź. Co ważne, taki znak wodny pojawia się także wtedy, gdy jedynie wrzucamy do asystenta wypowiedź celem poprawienia interpunkcji.
Czytaj także: Test POCO F9 Ultra po miesiącu. Dla takich haczyków warto stać się rybą
Narzędzie OpenAI pojawi się u nas w “najbliższych tygodniach”. W teorii może to pozwolić na odzyskanie przewagi nauczycielom, w tym także nauczycielom akademickim. Problemem może być jednak to, co dzieje się po wykorzystaniu takiej wypowiedzi. Facebook czy TikTok nie wykorzystują tych informacji, by oznaczyć w wyraźny sposób treść, a jeśli już to robią, kończy się na niewielkim symbolu u góry posta, który nie implikuje nawet wykorzystania AI do tworzenia treści.

