To, że POCO przejęło po OnePlus pałeczkę marki “zabijającej flagowce” wiemy ze względu na to, jak dobrze został odebrany POCO F8 Ultra. Jeansowe wykończenie i charakterystyczny głośnik pomogły zwrócić uwagę na zaskakująco opłacalny smartfon. Jeżeli ktoś był fanem rozwiązań od Xiaomi, to zdecydowanie mógł ucieszyć się na widok wydajnego smartfonu z dużym ekranem, który można zgarnąć za połowę ceny iPhone’a czy Samsunga.
Xiaomi ma chrapkę na więcej, a POCO F9 Ultra, tym razem już nie w jeansach, a burgundowym żakiecie spróbuje uwieść tych, których przyciąga obietnica wydajności i dobrej jakości za dobre pieniądze. W tych czasach to obietnica szczególnie intrygująca, bowiem nowe telefony trafiają na rynek bez wielu ulepszeń względem poprzedniej generacji, a niejednokrotnie kosztują od niej więcej.
Specyfikacja POCO F9 Ultra i zestaw w środku
Nim o telefonie, rzućmy okiem na jego wnętrze:
| Cecha / Parametr | Specyfikacja POCO F9 Ultra |
|---|---|
| Premiera | Sierpień 2026 r. |
| Procesor (CPU) | Qualcomm Snapdragon 8 Elite (3 nm), 8-rdzeniowy (do 4.32 GHz) |
| Grafika (GPU) | Adreno 830 |
| Pamięć RAM | 12 GB / 16 GB LPDDR5X |
| Pamięć wewnętrzna | 256 GB / 512 GB / 1 TB (UFS 4.1), brak slotu na kartę microSD |
| Ekran | 6.9 cala, Flow AMOLED, 68 miliardów kolorów, Dolby Vision, HDR10+, powłoka Corning Gorilla Glass 7i |
| Rozdzielczość i odświeżanie | 2608 x 1220 pikseli (1.5K), ~416 ppi, odświeżanie 120 Hz, jasność szczytowa do 4000 nitów, 10000 nitów w HDR |
| Aparat główny (tył) |
• 200 Mpix – szerokokątny f/1.6, OIS, Dual Pixel PDAF • 50 Mpix – ultraszerokokątny f/2.2, 120° • 50 Mpix – teleobiektyw f/3.0, OIS, zoom optyczny 5x |
| Aparat przedni (selfie) | 32 Mpix (f/2.0, HDR) |
| Nagrywanie wideo | Tył: 8K przy 24/30 kl./s, 4K przy 24/30/60 kl./s; Przód: 1080p do 60 kl./s |
| Akumulator | 8050 mAh (bateria krzemowo-węglowa Si/C) |
| Ładowanie | Szybkie ładowanie przewodowe 100 W (HyperCharge), bezprzewodowe 50 W |
| System operacyjny | Android 16 z interfejsem Xiaomi HyperOS 3 |
| Łączność i komunikacja | 5G, Wi-Fi 7 (802.11be), Bluetooth 6.0, NFC, podczerwień (IrDA), USB Type-C 3.2 |
| Karta SIM | Dual SIM (Nano-SIM + eSIM) |
| Zabezpieczenia | Ultrasoniczny czytnik linii papilarnych pod ekranem, rozpoznawanie twarzy |
| Certyfikat odporności | IP68 |
| Wymiary i waga | 163.5 x 77.9 x 8.7 mm, waga 235 g |
| Inne funkcje | Głośniki stereo z Dolby Atmos, chłodzenie komorą parową LiquidCool Technology 4.0 |
W środku znajdziemy ciut więcej niż u innych producentów, a dodatkowy element zestawy stanowi etui wykonane z przezroczystego silikonu. To oczywiście podstawowe rozwiązanie, które przede wszystkim ma chronić, a nie wyglądać. Dostają się pod nie drobiny kurzu, ale nie większe elementy, więc spełnia się w tej roli.
POCO F9 Ultra to bezpieczna kontynuacja, poprawna w wykończeniu
Powtarzalność to słowo klucz w przypadku POCO F9 Ultra. Pod wieloma względami jego wygląd jest bardzo podobny do poprzedniej generacji, a jedyną większą różnicą jest zwiększona grubość, uzasadniona przez baterię. Tym razem przeszliśmy z 7,9 mm do 8,7 mm, ale dzięki temu akumulator powiększył pojemność z 6500 do 8050 mAh. Telefon zachował poręczność, ale przy 235 gramach masy (o 15 gramów więcej niż poprzednio, podobnie do vivo X300 Ultra) musicie pamiętać, że dłuższe korzystanie jedną ręką może być męczące.




To kawał smartfonu, ale dzięki temu POCO F9 Ultra może pozwolić sobie na nieoczywiste elementy, jak woofer od Bose. Wygląda to niemal identycznie, jak rok temu i sprawia, że wyspa aparatów staje się wydłużona. To z kolei pozwala na to, by urządzenie nie kołysało się po płaskiej powierzchni, a do tego same aparaty są zabudowane. Można mieć różne zdania na temat wyglądu tego urządzenia, ale taka konstrukcja ma swoje praktyczne korzyści.


Skoro jednak zahaczyłem o temat wyglądu urządzenia, to tylko podrzucę pewien obrazek, który być może skłoni was do zakupu albo innych przemyśleń na temat poczynań POCO.

Co najważniejsze na co dzień, tył obudowy dzielnie radzi sobie z użytkowaniem. Nie zebrałem na nim żadnych rys, a brud niemalże nie był widoczny. Wybór tworzywa wzmocnionego włóknem szklanym pozwolił na eleganckie, matowe wykończenie, które przyjemnie trzyma się w dłoni.

To samo mogę powiedzieć o bocznych ramkach z aluminium, które nie brudzą się nadmiernie. Producent zadbał też o solidny klik przycisków umieszczonych po prawej stronie – te nieco ruszają się na boki, ale mają za to porządny klik. Slot na kartę Nano SIM umieszczono na dole, obok portu USB-C oraz maskownicy jednego z głośników. to całkiem popularna konfiguracja. Całość zamknięto na tyle szczelnie, by POCO F9 Ultra dostał certfyfikat IP68.

Front zabezpieczono szkłem Gorilla Glass 7i. Nie jest to mój ulubiony typ szkła, gdyż w przeszłości miałem z nim problemy dotyczące trwałości. Producent od nowości nakleja na ekran folię i dopóki nie znajdziecie lepszego rozwiązania, polecam ją zachować. W przypadku POCO F9 Ultra na froncie widziałem niewielkie zarysowania, które bardziej przypominały pojedyncze punkty wgnieceń. Nie byłoby to coś dyskwalifikującego, a do tego ekran otaczają niewielkie ramki, więc wszystko wygląda dobrze. Wydaje się, że w tym roku to było celem w większym stopniu niż zrobienie wrażenia designem, jak przy dżinsowym poprzedniku.
Ekran POCO F9 Ultra
Wielki ekran POCO F9 Ultra ma rzekomo zaoferować 10000 nitów podczas wyświetlania wideo w formacie HDR. Pomijając to, czy format HDR potrafi wykorzystać tak dużą jasność, w testach z luksomierzem rejestrowałem wyniki rzędu maksymalnie 2300 luksów z odczuwalną utratą 300 luksów po 5 minutach, ale z rozbieżnościami tylko rzędu 200 luksów na wszystkich częściach ekranu. Choć luksy nie konwertują się łatwo na nity (jedno to parametr zewnętrzny, a nity – laboratoryjny, ultrawysoką jasność i tak można wsadzić między bajki.


Czy to znaczy, że obraz wypada tu źle i jest ciemny? W żadnym wypadku, bowiem POCO F9 Ultra zachowuje wysoką czytelność nawet w jaśniejsze dni, a do tego ma solidne kąty widzenia. Producent przygotował panel o szerokich możliwościach, więc w ustawieniach możemy personalizować kolory, zmieniać zachowanie ekranów, a nawet korzystać z technik podbijania jakości materiałów jak w telewizorach, w tym z rekonstrukcji HDR.



Nie jest to panel idealny. O ile jego jasność jest wysoka, tak czasem system mógłby szybciej reagować na potrzebę jej zmiany. Przede wszystkim chodzi o rozjaśnianie przy wyjściu na zewnątrz – telefon czasem potrzebuje dłuższej sekundy. Na szczęście takich problemów nie było z jasnością i płynnością, choć maksymalne 185 Hz pojawia się tu z rzadka i raczej nie jest tak rewolucyjnym przeskokiem jak przejście z 60 na 120 Hz, więc do momentu pisania recenzji nie miałem poczucia, że animacje są o wiele płynniejsze.
Dźwięk i wibracje. Czy naprawdę potrzebujesz woofera?
W POCO F9 Ultra zastosowano system 2.1. Oprócz dwóch głośników umieszczonych u góry i u dołu, z tyłu znajduje się woofer. Czy jego obecność zmienia wrażenia z dźwiękiem? Nie w tak dużym stopniu, jak myślałem, że do tego dojdzie. Z pewnością basy są donośniejsze i mocniejsze niż w zwykłym telefonie, ale to przeskok z malucha do golfa, a nie do Porsche. To miły dodatek, który jednak nie ma w sobie wielkiego potencjału – ot poszerza scenę w niskich częstotliwościach.


To pozwala na nieco inne strojenie pozostałych głośników, które faktycznie nie brzmią tak basowo. Producent nie postawił jednak na tweetery – to w dalszym ciągu głośniki o szerokim spektrum, które także produkują nieco basu, a do tego nie wykonują najlepszej roboty w reprodukcji wysokiego tonu. Na szczęście sytuację można jeszcze poprawić dzięki korektorowi oraz włączeniu opcji Dolby Atmos, które podbijają jakość dźwięku.

Nie jest to flagowe doświadczenie, podobnie jak kwestia wibracji. Na plus POCO F9 Ultra jest zestaw ustawień, który pozwala regulować moc wibracji z płynną regulacją. Ostatecznie kontrolujemy jednak silnik, który pod względem precyzji czy możliwości kontrolowania wszystkiego spisuje się dobrze, ale nie jest tak precyzyjny, jak we flagowcach. Jednocześnie bez bezpośredniego porównania taka różnica staje się niuansem, bo telefonowi nie brakuje mocy w wibracjach. Po prostu jest pod tym względem o półkę niżej od topowych graczy.
Wydajność POCO F9 Ultra to źródło spokoju na lata
Podobnie jak w ubiegłym roku, POCO F9 Ultra jako najmocniejszy przedstawiciel tej serii otrzymał układ Snapdragon 8 Elite Gen 5. Inaczej niż w modelu Pro, nie dokonano w nim cięcia w ilości szybkiej pamięci. Do tego dołożono 16 GB najszybszego RAM-u (przynajmniej do czasu premiery LPDDR6) i 512 GB pamięci na pliki, także w szybkim standardzie UFS 4.1.






Z reguły w tym miejscu recenzji chwalę się benchmarkami, ale Xiaomi dostarczyło na testy POCO F9 Ultra w wersji, która ogranicza działanie aplikacji mierzących wydajność. W efekcie nie mogłem wysłać rezultatów na serwery, gdzie te byłyby sprawdzone przez dostawców benchmarków, a przez to zobaczyć końcowych liczb. Tam, gdzie dało się to zmierzyć, odnotowałem świetną, wysoką wydajność i towarzyszący jej dobry system chłodzenia, który rozprowadza ciepło efektywnie także podczas długich sesji.


POCO F9 Ultra na co dzień nie ma żadnych problemów z wydajnością. Producent do serca wziął sobie rodowód marki i okiełznał podzespoły oprogramowaniem, które nie przycinało się, nie przerywało pracy, a do tego świetnie utrzymywało aplikacje w pamięci operacyjnej. Pod względem codziennego użytkowania, ten aspekt jest wzięty rodem z najdroższych urządzeń. I to wszystko w trybie bez zwiększonej wydajności.
Nie wątpię też, że POCO F9 Ultra poradzi sobie z dłuższymi sesjami rozgrywki. Połączenie mocnego układu z dobrym chłodzeniem sprawia, że urządzeniu nie są straszne dłuższe sesje w grach. Oczywiście należy brać poprawkę na to, że smartfon się nagrzeje, ale nawet wtedy ciepło rozejdzie się po nim w odpowiednim tempie, by móc grać dalej.
Nakładka HyperOS 3 i biometria – więcej tego, czego się spodziewacie
Jeśli korzystaliście z telefonu Xiaomi 5 czy 6 lat temu, to nakładka HyperOS 3, mimo modyfikacji i miejsca na nowe funkcje, raczej niczym was nie zaskoczy. Nie zaskoczy was też zapewne, że producent gwarantuje do 4 dużych aktualizacji systemu, a całość zaczyna z Androidem 16. To nie flagowiec od Xiaomi, tylko droższy średniopółkowiec (tak, wiem, że za ponad 3 tysiące złotych – taki mamy klimat), więc liczba aktualizacji jest w porządku.



Nakładka HyperOS 3 pozwala na zaawansowaną personalizację ekranu głównego i blokady. Pojawia się tu coraz więcej zegarów, które mogą albo wchodzić w kontakt z obiektami z tapety, albo same są na tyle ciekawe i duże, że zastępują tapety. Producent popracował też nad ich obecnością na wyświetlaczu zawsze włączonym, a oprócz tego możemy zmieniać ich kolory czy towarzyszące napisy.






Nieco mniej dzieje się na ekranie głównym, ale Xiaomi, tzn. POCO, oferuje podobny i bogaty zestaw do personalizacji. Możemy zdecydować się na własne ikony, a także modyfikować wygląd i rozmiar tych obecnych. Skorzystamy też ze zmiennych przejść między panelami, zdecydujemy się na automatyczne ustawianie ikon czy zdecydujemy o obecności panelu z informacjami od Google. Nic zaskakującego.


Na pewno nikogo nie zaskoczy też fakt, że w systemie jest trochę reklam, obecnych jednak przede wszystkim w dodatkowych aplikacjach czy po kliknięciu niektórych z dostarczonych widżetów. Najczęściej ogranicza się to do małego paska na stronie internetowej, która udaje aplikację albo do proponowania aplikacji po pobraniu nowego oprogramowania. To nic, co przeszkadzałoby w codziennym użytkowaniu, o ile niektóre z tych aplikacji nie dobiorą się do waszych powiadomień. Da się ukrócić dostarczanie przez nie reklam w ustawieniach.

Jeśli zaś chodzi o aplikacje dostarczone na POCO X9 Ultra, to zdecydowanie mają one odpowiedniki w innych miejscach. Nie czułem potrzeby korzystania z Przeglądarki Mi do odwiedzania stron internetowych. Wiadomości czy połączenia telefoniczne obsługuje Google i to dobra wiadomość z perspektywy zgodności standardów. Inne rozwiązania to albo poprawne aplikacje do zarządzania zdjęciami, muzyką czy plikami albo gadżety pokroju kompasu czy pilota na podczerwień.

Samo poruszanie się po systemie jest bliźniaczo podobne do tego, co od lat serwują inne smartfony z Androidem i iOS. Zamiast jednego menu na powiadomienia i przełączniki mamy dwa, które pojawiają się po przesunięciu palcem po odpowiedniej stronie ekranu. Jak każdy chiński producent, Xiaomi ma pasek boczny ze skrótami do aplikacji, programy, które mogą pływać w okienkach, by zasłaniać tylko część ekranu oraz problemy z obsługą dymków czatu.

Czy Xiaomi tworzy najlepsze doświadczenie ze smartfonem? Nie byłbym tego zdania, ale rozumiem tych, którzy je lubią. Jest tu kolorowo, może nieco nieskoordynowanie, ale można się w tym wszystkim odnaleźć, zachwycić kilkoma animacjami i po prostu korzystać z telefonu, który się zna, nawet gdy ten dopiero pojawił się w domu.
Jest także komponent sztucznej inteligencji – Xiaomi przemyciło wszystkie swoje narzędzia. Od tłumaczeń rozmów telefonicznych, przez edycje zdjęć, na redagowaniu tekstów kończąc. Znacie ten zestaw od co najmniej roku, wiecie też zapewne, że do działania wymaga połączenia z siecią, bowiem Xiaomi nie wykorzystuje lokalnych modeli (a przy tej mocy mogłoby), a jeśli coś działa bez sieci, to wielokrotnie gorzej (jak usuwanie obiektów ze zdjęć).

Ogólnie narzędzia te działają w dobry sposób, ale nie są szczególnie spersonalizowane i nie czuję żeby były mi potrzebne do redagowania tekstów czy poprawiania czegokolwiek. Z drugiej strony podczas testów widziałem osobę, która z dość dobrym skutkiem usuwała ze swojego wakacyjnego zdjęcia inne osoby, więc nie wszystkich obchodzą rozterki na temat AI czy jakości końcowego efektu.





POCO F9 Ultra to po prostu smartfon z Androidem, który nie próbuje być niczym innym i nie staje się “hubem AI” albo “centrum agentów”. Być może dzięki temu z 512 GB wariantu testowego dla użytkownika zostało 470 GB. Telefon odblokujemy z pomocą czytnika linii papilarnych ukrytego pod ekranem. To rozwiązanie ultrasoniczne, które jest bardzo szybkie. W razie czego skorzystamy z rozpoznawania twarzy.
Łączność w POCO F9 Ultra
O tym, że POCO F9 Ultra wykorzystamy w roli pilota już wspominałem, ale to chyba najciekawsza rzecz, o której można tu powiedzieć. Smartfon nie miał podczas testów większych humorków związanych z zasięgiem sieci, łącznością Wi-Fi czy działaniem Bluetooth. Warto przy tym wspomnieć, że smartfon jest zabezpieczony na wiele lat do przodu, bo korzysta z najnowszych standardów.

Tak naprawdę nie zmieniło się tu nic względem poprzednika poza dodaniem Auracast do Bluetooth (wysyłanie dźwięku do wielu urządzeń jednocześnie). Warto powiedzieć, że dzięki obecności protokołu ASHA do smartfonu podepniemy aparaty słuchowe z minimalnymi opóźnieniami. O ile w smartfonach Xiaomi to rozwiązanie istniało od lat, POCO F9 Ultra jest dopiero trzecim smartfonem, który ma ten standard.
Aparaty mają liczby – ale czy zapewniają jakość?
POCO F9 Ultra to jeden z tych smartfonów, który stawia na wysokie rozdzielczości wszystkich trzech aparatów z tyłu. Nie jest przy tym najbardziej odkrywczy, jeśli chodzi o możliwości w oprogramowaniu. Producent nie każe wybierać między trybami kolorów, nie daje nam opcji zabawy w magika z filtrami nakładanymi na obraz czy setką dodatkowych trybów. Pod tym względem doświadczenie z aplikacją aparatu jest dość proste.

Mniejszy sensor nie sprawił, że zdjęcia z POCO F9 Ultra stały się nieprzyjemne albo odstające nadmiernie od konkurencji, ale warto sobie powiedzieć, że to nie jest smartfon z zacięciem fotograficznym. Fotografie z głównego aparatu są poprawne, mają dużo detali, jednak nie są aż tak szczegółowe, zwłaszcza, gdy światła jest mniej. Nieraz oprogramowanie prezentuje nam zdjęcia dość smutne i wyblakłe, w sposób nie do końca bliski rzeczywistości.


















Więcej oczekiwałbym po HDR-ze, który tutaj nie za wiele wyciąga z cieni i jasnych punktów. Pojawiają się także problemy z szybkim ostrzeniem, zwłaszcza obiektów w ruchu. Jak telefon próbuje rekompensować ten stan? Dodatkowym wyostrzaniem, co przekłada się na nie tak przyjemny efekt wizualny. Ponadto, gdy kolory nie są wyblakłe, potrafią odczuwalnie różnić się od rzeczywistości ze względu na wysokie nasycenie. Czasem też zdarzają się błędy z balansem bieli.















Nie jest to słaby aparat, ale po prostu widać, że nie przyłożono się do niego. Podobnie rzecz ma się z zoomem, który przez niską przysłonę wypada przyzwoicie, ale bez szału, zwłaszcza gdy chodzi o zachowanie tej samej kolorystyki, co z głównego aparatu. Także i on lubi łapać ostrość chwilę dłużej. Gdy już ją złapie, potrafi uchwycić ładny kadr, ale nie ma w nim zbyt wielu detali w cieniach. Szumy stają się widoczne już w momencie przejścia do miejsc z odrobinę mniejszą ilością światła i w pochmurne dni.












Aparat ultraszerokokątny w tej stawce wypada zdecydowanie najsłabiej. Utrata ostrości na brzegach kadru jest znaczna, przez co szumy pojawiają się nawet za dnia. Zdjęcia są dość ciemne, nie mają też za dużo szczegółów. Widać w nich też w pewnym stopniu efekt rybiego oka. Ich kolorystyka niemal nigdy nie pokrywa się z tym, co rejestruje główny aparat.



























Nocą jasne staje się, że to aparaty są tym kompromisem, jaki poczynił producent. W tej samej chwili dwa takie same zdjęcia mogą mieć kompletnie inny balans bieli. Trudne staje się złapanie ostrości na mniejszym obiekcie w pierwszym planie. Do tego pojawiają się rozmycia ruchu. Telefon jest w stanie rozjaśnić pewne scenerie, ale nie bez utraty szczegółów, czy to przez agresywne odszumianie, czy poprzez zmianę kolorów. Xiaomi ma świetny tryb nocny chociażby w 17T Pro, ale POCO tej magii nie doświadczył.





Selfie też nie są niczym szczególnym. Spodziewałem się nieco większej szczegółowości i odporności na rozmycia, a dostałem ponownie dość ciemne zdjęcia z akceptowalnym HDR-em i dużym zaszumieniem przy gorszych warunkach. Nie ma tu nic, czym mógłbym się zachwycać, bo cera też potrafi stać się dość szara i trzeba sobie pomagać filtrami.
Czytaj także: Recenzja POCO F8 Ultra. Boombox w jeansach wszedł na salony
Wideo także wypada tak, jak możecie się domyślać. Jasne, możecie nagrać materiały nawet w 8K, tyle, że potrzebujecie dużo światła, by obrazek wypadł dobrze. W pochmurne dni robi się szaro i nijako, nocą szum mocno daje się we znaki, a dysproporcje między aparatami są spore. W słoneczny dzień jest lepiej, ale szczegółowość nie jest na mistrzowskim poziomie. Plusem jest stabilizacja – ta wygląda dobrze i nie “pompuje” wideo. Lepiej działa też łapanie ostrości, ale nocą nadal może się zdarzyć, że telefon się pogubi. Dźwięk także nie należy do czołówki i raczej wypada przeciętnie.
POCO F9 Ultra nie wydaje się mieć słabych aparatów, a raczej niedopieszczone oprogramowanie. Być może ktoś to już naprawił, ale na pewno nie producent. Nie brałbym tego smartfonu ze względu na jego możliwości fotograficzne.
Wielka bateria, ale czy wielkie czasy pracy?
Tak, rozładowałem POCO F9 Ultra w ciągu dnia. Nie było to aż tak trudne, jak myślałem, ale wymagało 8 godzin z włączonym ekranem i dość intensywnego żonglowania między robieniem zdjęć, oglądaniem mediów społecznościowych i uruchamianiem nawigacji. Na co dzień zostawałem z około 40% baterii, gdy oglądałem Youtube, media społecznościowe i trochę grałem z domu lub telefon nieco leżał na biurku.

To wszystko daje mi poczucie, że najuczciwiej będzie nazwać POCO X9 Ultra telefonem na dwa dni pracy. Trzy są w zasięgu, ale trzeba by było poczynić kompromisy w postaci ograniczenia odświeżania do 60 Hz czy włączenia trybu oszczędzania energii poniżej 20%. To i tak dobry rezultat, choć mam wrażenie, że z tak ogromnego akumulatora dało wycisnąć się więcej. Telefon potrafi stracić nawet 4% baterii nocą, jeśli nie wyłączycie sieci.

Na szczęście POCO F9 Ultra pozwala tę baterię szybko odzyskać. Producent zaimplementował ładowanie o mocy 100W przewodowo i 50W bezprzewodowo. Bez kompatybilnej ładowarki nie mogę dać wam najlepszych czasów, ale powerbank z QC3+ i PD 3.0 naładował całość w godzinę i 40 minut. Według producenta przy oryginalnej ładowarce byłoby to zaledwie 50 minut.
Ceną za POCO F9 Ultra jest odpuszczenie sobie aparatów
POCO F9 Ultra to kompozycja o wysokiej wartości. Bezkompromisowa wydajność, ładne, solidne wykończenie i długi czas pracy na baterii czarują i działają na wyobraźnię. Do tego brak większych problemów z systemem zachęca do dania szansy temu niemal flagowcowi z wielkim ekranem. Może takie rzeczy jak głośniki z wooferem to bajer, ale nie przekreślają dobrze wycenionego nawet teraz (3499 zł w momencie pisania recenzji i poniżej 3000 zł na promocjach) smartfonu.







Musicie jednak odpuścić sobie aparat. POCO F9 Ultra na papierze ma wszystko, ale w praktyce przegrywa przez niedopieszczone oprogramowanie. To boli, bo wcale nie musiało tak być. Jeżeli wasz priorytet to fotografia mobilna, spróbujcie czegoś w tej cenie od OPPO czy nawet zdecydujcie się na starszego Pixela 10 Pro lub poszukajcie promocji na Motorolę Signature lub… Xiaomi 17T Pro. Co prawda żaden z tych smartfonów nie będzie miał takiej wydajności, ale czy to ma aż tak duże znaczenie?
Mimo tego dużego “ale”, POCO F9 Ultra mogę gorąco polecić. Poza aparatami w niemal każdym aspekcie to smartfon, który trzyma wysoki poziom albo jest na poziomie flagowców. Za połowę ich ceny daje więc dużo więcej, niż na rynku drożejących smartfonów można było się spodziewać. A jeśli chcecie na nim trochę oszczędzić, to poszukajcie poprzednika, bo POCO F8 Ultra i POCO F9 Ultra są do siebie dość podobne.

