Podróże Guliwera Jonathana Swifta faktycznie zawierają fragment, który zaskakująco przypomina współczesne dyskusje o możliwościach i ograniczeniach dużych modeli językowych. Satyryczna wizja autora dotyczyła maszyny obiecującej generowanie informacji bez konieczności posiadania rzeczywistej wiedzy przez jej użytkownika. A przecież pierwsze wydanie tej powieści ukazało się w 1726 roku. Utwór przedstawia losy fikcyjnego angielskiego podróżnika, który odwiedza niezwykłe krainy. Swift wykorzystywał te fantastyczne wyprawy do krytykowania polityki, ludzkiej natury czy ambicji środowisk naukowych.
Czytaj też: SmartThings dostaje potężny zastrzyk inteligencji. Ekran główny wreszcie sam wie, czego potrzebujesz
Szczególnie interesujący okazuje się trzeci rozdział podróży, w którym Guliwer trafia do Wielkiej Akademii w Lagado. Spotyka tam wynalazców i uczonych pracujących nad projektami, które często okazują się absurdalne i oderwane od rzeczywistych potrzeb społeczeństwa. Jednym z nich jest konstruktor niezwykłej maszyny zbudowanej z drewnianych elementów, drutów i ruchomych części. Urządzenie zawierało słowa, które można było przestawiać w różnych kombinacjach. Uczniowie obracali uchwytami, zmieniając układ wyrazów, a następnie zapisywali fragmenty, które przypominały zdania.
Wynalazca wierzył, że dzięki temu nawet osoba pozbawiona wykształcenia i talentu będzie mogła tworzyć książki dotyczące filozofii, poezji, polityki, prawa, matematyki czy teologii. Ostatecznym celem było zgromadzenie kompletnej wiedzy o sztuce i nauce. Problem polegał na tym, że powstające teksty były w dużej mierze bezwartościowe. Maszyna generowała kombinacje słów, lecz nie rozumiała ich znaczenia ani nie potrafiła samodzielnie ocenić, czy tworzą sensowną całość.
To dość wyraźna analogia do dzisiejszych modeli językowych. Chatboty potrafią tworzyć płynne, przekonujące wypowiedzi, a nawet specjalistyczne teksty. Nie oznacza to jednak, że każda wygenerowana informacja jest prawdziwa lub że system rzeczywiście rozumie ją tak jak człowiek. Modele AI mogą popełniać błędy, wymyślać fakty i przedstawiać nieprawdziwe odpowiedzi z dużą pewnością siebie. Dlatego ich rezultaty wymagają weryfikacji, szczególnie w dziedzinach, w których pomyłka może mieć poważne konsekwencje.
Swift zwracał uwagę na coś jeszcze: ekonomiczny wymiar podobnych przedsięwzięć. Konstruktor chciał pozyskać ogromne środki na stworzenie aż 500 maszyn, mimo że ich praktyczna wartość pozostawała wątpliwa. Tymczasem mieszkańcy miasta zmagali się z biedą. Mając na uwadze obecne, wielkie inwestycje w sztuczną inteligencję, na których długofalowo może stracić społeczeństwo, wydaje się tutaj przerażająco trafne.
Czytaj też: Inteligentne pierścienie zyskują na popularności. Czy smartwatche pójdą w odstawkę?
Z drugiej strony, Swift krytykował raczej ambicje naukowe i przekonanie, iż mechaniczne procedury mogą zastąpić wiedzę czy praktyczne doświadczenie. Być może bardziej imponujące pod kątem naukowym było opisanie dwóch ciał krążących wokół Marsa. Księżyce te, znane obecnie jako Phobos i Deimos, w rzeczywistości udało się opisać dopiero w 1877 roku, czyli 151 lat po publikacji książki. Pisarz podał nawet przybliżone dane dotyczące ich orbit. Nie był jednak jasnowidzem: znał ówczesne teorie astronomiczne, w tym prawa Keplera, i mógł wykorzystać je do stworzenia prawdopodobnej hipotezy.
Źródło: Medium
