Samsung zaskakuje podwyżkami. Za te smartfony zapłacimy znacznie więcej

Przyzwyczailiśmy się już do pewnej niepisanej reguły panującej na rynku elektroniki – smartfon kosztuje najwięcej w dniu debiutu, a każdy kolejny miesiąc przynosi drobne obniżki, atrakcyjne promocje i stopniowe wietrzenie magazynów. Jeśli jednak planowaliście zakupy z myślą, że tegoroczne flagowce Samsunga potanieją bliżej końca roku, to mam dla Was niestety złą wiadomość. Południowokoreański gigant postanowił zmienić cennik serii Galaxy S26, a kwoty za flagowce poszły w górę.
Samsung zaskakuje podwyżkami. Za te smartfony zapłacimy znacznie więcej

Czy mnie to dziwi? Nieszczególnie. Z uwagą obserwuję sytuację na rynku, a Samsung zresztą już w tym roku fundował nam podwyżki, bo w kwietniu podrożały Galaxy Z Fold 7. W międzyczasie także Apple podniósł ceny swoich sprzętów. Wszystko to jest wynikiem trwającego kryzysu na rynku pamięci, a producenci, którzy muszą więcej płacić za komponenty, nie chcą ponosić tych kosztów sami. Przerzucają je więc na nas.

Od 400 do nawet 800 złotych więcej. Jak wygląda nowy cennik?

Pierwsze sygnały o nadciągającej fali podwyżek w serii Galaxy S26 pojawiły się już kilkanaście dni temu na rynku koreańskim oraz w Stanach Zjednoczonych (gdzie skok wyniósł od 100 do 200 dolarów). Teraz ten sam scenariusz realizuje się w Polsce, co było niestety do przewidzenia. I różnica też jest znacząca, bo kwoty urosły w stopniu bardzo odczuwalnym dla portfela.

W przypadku podstawowego wariantu Galaxy S26 za wersję 256 GB trzeba obecnie wyłożyć 4899 złotych, natomiast wariant 512 GB wyceniono na 5799 złotych (w obu przypadkach mowa o podwyżce o równe 400 zł). Dokładnie o tyle samo skoczyły ceny modelu Galaxy S26+, który startuje teraz od kwoty 5999 złotych za 256 GB i dochodzi do 6899 złotych przy pojemności 512 GB.

Największy szok czeka jednak fanów ultraflagowców z Korei. Podstawowa konfiguracja Galaxy S26 Ultra kosztuje obecnie tyle, co najmocniejsza wersja z plusem – aż 6899 złotych. Za model z 512 GB pamięci zapłacimy 7799 złotych (o 400 zł więcej), natomiast bezapelacyjnym rekordzistą został wariant 1 TB. Jego cenę podniesiono aż o 800 złotych, podnosząc pułap do kosmicznych 9499 złotych!

Rabaty na otarcie łez i potężne przeceny na średniej półce

Żeby nieco zamortyzować ten finansowy wstrząs, w oficjalnym sklepie uruchomiono czasowe akcje promocyjne. Kupujący mogą skorzystać z kodu 50-ZA-500 (dającego 50 zł rabatu za każde wydane pół tysiąca złotych; akcja trwa do 5 października) oraz dodatkowej, 5-procentowej obniżki przy płatności systemem Samsung Pay (obowiązującej do 4 października).

Czytaj też: Odwyk od ekranu bez utraty kontaktu ze światem. Meadow chce wyciągnąć nas z cyfrowego ciągu

Co jednak najbardziej fascynujące w obecnej strategii cenowej producenta, podwyżka dotyczy wyłącznie najważniejszych urządzeń z najwyższej półki. W tym samym czasie pozostała część portfolio przeszła potężne wietrzenie cenników. Jeżeli szukacie wysokiej wydajności, ale nie chcecie wydawać fortuny, kapitalną opcją staje się Galaxy S26 FE (128 GB), który potaniał aż o pół tysiąca złotych i kosztuje obecnie 2999 złotych (z możliwością łączenia z wyżej wymienionymi rabatami).

Jeszcze większe okazje czekają w uwielbianej przez Polaków serii A. Świetnie wyposażony Galaxy A57 5G w wersji 128 GB staniał do 1799 złotych (zamiast wyjściowych 2309 zł), a wariant 256 GB kupimy za 2199 złotych. Z kolei podstawowy Galaxy A37 5G zjechał z ceną do absolutnie rewelacyjnego poziomu 1499 złotych za edycję bazową oraz 1799 złotych za wersję z większą pamięcią na dane.

Taka decyzja – podwyżki flagowców i obniżki średniaków – może dziwić, jednak w rzeczywistości to świetnie przemyślana strategia. Na najdroższe modele zawsze znajdą się chętni i chociaż pod względem liczby sztuk nie sprzedaje się ich tak dużo, sumarycznie to właśnie flagowce przynoszą gigantowi największy zysk. Nawet przy wyższych cenach popyt nadal będzie, zwłaszcza że Samsung nie jest jedynym, który aktualnie serwuje nam takie niespodzianki.

Czytaj też:Wielki ekran i jeszcze większy akumulator. Xiaomi wypuszcza w Polsce kolejnego budżetowca

Czy tego chcemy, czy nie, utrzymujący się na rynku kryzys zmusza producentów do podejmowania podobnych decyzji. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet ciężko komukolwiek doradzać wstrzymywanie się z zakupem nowego urządzenia. Nie wiemy kiedy sytuacja się unormuje i czy nawet w takim wypadku firmy zdecydują się na powrót do starych cen. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że skorzystają z okazji i utrzymają nowy cennik, bo skoro klienci i tak się znajdują, to po co to ruszać?

Źródło: Samsung

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.