Gdyby ktoś jeszcze kilka lat temu powiedział mi, że architektura sprawdzająca się wzorowo w smartfonach zacznie na poważnie podbijać rynek pecetów, to pewnie bym w to nie uwierzył. ARM kojarzył się przecież przede wszystkim z energooszczędnymi urządzeniami mobilnymi, podczas gdy Windows pozostawał niemal nierozerwalnie związany z procesorami x86 od Intela oraz AMD. Od tego czasu sporo się jednak zmieniło.
Testowałem już potężny miniaturowy komputer NVIDIA DGX Spark z układem GB10 Grace Blackwell, którego częścią jest 20-rdzeniowy procesor ARM, a teraz spędziłem kilka dni z laptopem ASUS ProArt P16 H7607 wyposażonym w kolejny intrygujący procesor od NVIDIA. Ten sprzęt idzie bowiem o krok dalej w kierunku, który jeszcze niedawno wydawał mi się wręcz egzotyczny. Zamiast klasycznego połączenia procesora x86, dedykowanej karty graficznej i jej osobnej pamięci VRAM, wykorzystuje układ NVIDIA RTX Spark N1X z 20-rdzeniowym procesorem ARM, grafiką Blackwell z 6144 rdzeniami oraz aż 128 GB zunifikowanej pamięci LPDDR5X.





Na samym początku trzeba więc podkreślić jedno – ASUS ProArt P16 H7607 zdecydowanie nie jest sprzętem dla każdego. Nie tylko ze względu na cenę brutto, która w testowanej konfiguracji sięga aż 27999 złotych, ale przede wszystkim przez charakter całej konstrukcji wynikający bezpośrednio ze specyfikacji. Aktualnie (16.10.2026) konkurencyjny Lenovo Yoga Pro 9 z 128 GB RAM kosztuje 26999 złotych, a MSI Prestige N16 Flip AI+ z identyczną pojemnością pamięci już 29999 złotych, podczas gdy modele z 64 GB kosztują od 17999 złotych, a z 32 GB i słabszym N1X już od 13999 złotych.







Za podobne pieniądze można kupić ekstremalnie wydajnego laptopa z klasycznym procesorem x86 i potężnym GeForce’em RTX, który w wielu typowych zastosowaniach będzie wyborem po prostu bezpieczniejszym. ProArt P16 H7607 próbuje jednak rozwiązać zupełnie inny problem.
Tak… chodzi o lokalne AI.
Ogromna pula współdzielonej pamięci pozwala GPU sięgać znacznie dalej niż typowe 16 czy nawet 24 GB VRAM, co ma ogromne znaczenie przede wszystkim przy lokalnych modelach AI, pracy z dużymi zbiorami danych czy innych zadaniach, w których ograniczeniem staje się właśnie dostępna pamięć. Jednocześnie dostajemy to wszystko w laptopie ważącym około 1,77 kg i mierzącym zaledwie 12,9 mm grubości, a nie w ogromnej mobilnej stacji roboczej. Innymi słowy, wszystko to wygląda tak, jakby powstanie RTX Spark N1X zagwarantowało światu iście sprzęt przyszłości. Jak jednak jest w rzeczywistości?
NVIDIA RTX Spark N1X, czyli co się stanie, kiedy połączymy ARM z GeForce’em?
Przez ostatnie dekady przyzwyczailiśmy się do tego, że wydajny laptop z Windowsem musi mieć procesor oparty na architekturze x86-64 oraz dedykowaną kartę graficzną. NVIDIA postanowiła jednak podejść do tego zupełnie inaczej, łącząc własny procesor centralny Grace z procesorem graficznym Blackwell w jednym układzie typu SoC (System on Chip). Innymi słowy, RTX Spark N1X nie jest klasycznym procesorem, do którego producent laptopa dokłada kartę graficzną, ale kompletną platformą obliczeniową, która odpowiada zarówno za typowe zadania procesora, jak i renderowanie grafiki czy obliczenia związane ze sztuczną inteligencją.

Fundamentem tej konstrukcji jest ARM, czyli architektura procesorowa znana przede wszystkim ze smartfonów i tabletów, choć ostatnio również coraz większej liczby komputerów osobistych. W przeciwieństwie do x86-64 wykorzystywanego przez typowe procesory AMD i Intela, ARM korzysta z innego zestawu instrukcji i wywodzi się z filozofii RISC, która stawia na stosunkowo prosty zestaw operacji wykonywanych przez procesor. Nie oznacza to jednak, że każdy procesor ARM jest automatycznie bardziej energooszczędny od x86, bo o rzeczywistym poborze energii decydują również mikroarchitektura, proces produkcyjny i sposób zarządzania zasilaniem.
W przypadku NVIDIA RTX Spark N1X mamy do czynienia dokładnie z architekturą ARMv9.2 i łącznie 20 rdzeniami CPU, które nie są jednak identyczne. NVIDIA wykorzystała bowiem dziesięć wydajnościowych rdzeni Cortex-X925 oraz dziesięć energooszczędnych Cortex-A725. Całość podzieliła na dwa klastry po dziesięć rdzeni, a każdy z nich zawiera po pięć jednostek obu rodzajów. Takie rozwiązanie pozwala systemowi przydzielać bardziej wymagające zadania wydajniejszym rdzeniom, a mniej obciążające operacje obsługiwać przy niższym poborze energii.

Warto przy tym zaznaczyć, że nie wszystkie wersje RTX Spark N1X oferują identyczną konfigurację. Słabszy wariant ma bowiem 18 rdzeni CPU, podzielonych na dziewięć wydajnościowych i dziewięć energooszczędnych, oraz odpowiednio mniej rozbudowany procesor graficzny. Testowana konfiguracja ProArt P16 z 128 GB RAM wykorzystuje jednak pełną, 20-rdzeniową wersję.
Blackwell w procesorze mobilnym? NVIDIA postawiła na własną specjalność
Znacznie ciekawsza jest dla mnie jednak część graficzna. NVIDIA RTX Spark N1X został wyposażony w zintegrowany układ GPU oparty na architekturze Blackwell, czyli tej samej generacji technologicznej, którą znajdziemy w kartach graficznych GeForce RTX serii 50. W najmocniejszym wariancie otrzymujemy aż 6144 rdzenie CUDA, podczas gdy słabsza odmiana oferuje ich 5120. Dochodzą do tego rdzenie RT czwartej generacji, odpowiedzialne za sprzętową akcelerację ray tracingu, oraz Tensor piątej generacji, które to są wykorzystywane przede wszystkim w obliczeniach związanych ze sztuczną inteligencją.

Nie oznacza to oczywiście, że N1X zapewni wydajność identyczną z klasycznym GeForce’em o podobnej liczbie rdzeni CUDA. W grę wchodzą przecież różnice w taktowaniu, przepustowości pamięci oraz limicie energetycznym, który w laptopowych wersjach RTX Spark wynosi od 45 do 80 watów dla całego układu. CPU i GPU muszą więc dzielić dostępny budżet energetyczny, zamiast korzystać z osobnych limitów mocy. Z drugiej strony pełna obsługa CUDA, DirectX 12 Ultimate, DLSS, Reflex oraz sprzętowego kodowania i dekodowania materiałów H.264, HEVC i AV1 sprawia, że nie mamy tutaj do czynienia z typową, prostą grafiką zintegrowaną.
NVIDIA chwali się również wydajnością obliczeń AI sięgającą jednego petaflopa, a więc biliarda operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę. Trzeba jednak podkreślić, że wartość ta dotyczy obliczeń w niskiej precyzji FP4, wykorzystywanej przy odpowiednio zoptymalizowanych modelach sztucznej inteligencji. Innymi słowy, nie można więc utożsamiać jej z wydajnością klasycznych obliczeń FP32, renderowania grafiki czy gier.
128 GB pamięci RAM, która może pełnić również funkcję VRAM
Największą osobliwością NVIDIA RTX Spark N1X jest jednak podsystem pamięci. W testowanym ASUS-ie mamy bowiem aż 128 GB pamięci LPDDR5X, która nie jest podzielona na klasyczny RAM systemowy i osobną pamięć VRAM karty graficznej. NVIDIA wykorzystała architekturę pamięci współdzielonej (UMA), dzięki której CPU oraz GPU korzystają z tej samej fizycznej puli danych. Komunikację zapewnia 256-bitowa magistrala o deklarowanej przepustowości do 300 GB/s.


Dlaczego jest to tak ważne? Ponieważ w klasycznym laptopie z 32 GB RAM i GeForce’em wyposażonym w 8 lub 16 GB VRAM procesor graficzny dysponuje stosunkowo niewielką ilością własnej pamięci. Gdy załadujemy ogromną scenę 3D lub model sztucznej inteligencji przekraczający tę pojemność, zaczynają się problemy z przenoszeniem danych między pamięcią systemową a graficzną. W RTX Spark N1X oba procesory korzystają z jednej fizycznej puli, co pozwala ograniczyć konieczność kopiowania danych i udostępnić GPU znacznie większą przestrzeń roboczą.

Nie jest to jednak równoznaczne z posiadaniem 128 GB dedykowanego VRAM. Windows nadal zarządza pamięcią, wydzielając część dla GPU, część współdzieloną i część przeznaczoną wyłącznie dla CPU. Do tego sam system i uruchomione programy również potrzebują swojej przestrzeni. Mimo tych ograniczeń taka architektura otwiera zupełnie inne możliwości, bo pozwala pracować na modelach AI i zasobach graficznych, które nie zmieściłyby się w pamięci typowej mobilnej karty GeForce.
Oczywiście nie ma nic za darmo. Przepustowość 300 GB/s pozostaje znacznie niższa od tej oferowanej przez najwydajniejsze dedykowane karty graficzne z pamięcią GDDR7, więc ogromna pojemność nie gwarantuje automatycznie wyższej wydajności. Innymi słowy, N1X może pomieścić znacznie więcej danych, ale niekoniecznie przetworzy je szybciej od mocniejszego GeForce’a. Pamiętajcie też, że pamięć LPDDR5X jest wlutowana w płytę główną, więc nie można jej później rozbudować.
Windows na ARM to nadal Windows, ale…
Na koniec pozostaje kwestia, która może okazać się równie istotna, co sama wydajność. ASUS ProArt P16 H7607 korzysta z Windowsa 11 na ARM, a więc systemu, który na pierwszy rzut oka wygląda i działa jak zwyczajny Windows, ale nie wykonuje natywnie instrukcji x86-64. Programy przygotowane specjalnie dla ARM64 mogą korzystać bezpośrednio z możliwości procesora, natomiast tradycyjne aplikacje x86 i x64 wymagają emulacji realizowanej przez technologię Microsoft Prism.

W praktyce wiele popularnych programów działa bez większych problemów, ale diabeł tkwi w szczegółach. Sam korzystałem na tym laptopie między innymi z Unity, Visual Studio oraz narzędzi do obróbki materiałów wideo, co pokazuje, że Windows na ARM nie musi być przeszkodą nawet w bardziej zaawansowanej pracy. Problem w tym, że samo uruchomienie aplikacji nie gwarantuje jeszcze pełnej kompatybilności wszystkich jej funkcji, wtyczek czy sterowników. Szczególną ostrożność zachowałbym więc przy specjalistycznym oprogramowaniu, starszych narzędziach oraz rozwiązaniach wymagających własnych sterowników systemowych. W dodatku aplikacje działające przez Prism mogą generować dodatkowy narzut procesora. Dlatego przed zakupem tak drogiej maszyny zdecydowanie sprawdziłbym nie tylko zgodność najważniejszych programów z Windowsem ARM, ale również to, czy ich konkretne funkcje działają natywnie, czy wymagają emulacji. Więcej o tym przeczytacie w innym moim teście.
Wspominam o tym jednak dlatego, że NVIDIA próbuje ograniczyć te problemy, rozwijając własne sterowniki, narzędzia programistyczne oraz natywną obsługę CUDA na Windowsie ARM. Jest to szczególnie ważne przy pracy z lokalnymi modelami językowymi, generowaniu obrazów i wideo czy innych zadaniach, w których możliwość wykorzystania akceleracji GPU decyduje o użyteczności całego sprzętu. Właśnie dlatego patrzę na RTX Spark N1X nie jak na kolejny procesor, który ma po prostu pokonać Intela i AMD w benchmarkach, ale jak na próbę stworzenia zupełnie innej kategorii komputerów osobistych. Takich, które zamiast stawiać wyłącznie na wysoką wydajność CPU i GPU, oferują przede wszystkim ogromną przestrzeń pamięciową, szerokie możliwości obliczeniowe i potencjalnie niewielkie zapotrzebowanie na energię.
Potęga NVIDIA RTX Spark N1X w praktyce
Chociaż ASUS ProArt P16 H7607 jest tutaj głównym bohaterem, to na test tego laptopa jako całości przyjdzie jeszcze czas. W niniejszym tekście skupiam się bowiem stricte na możliwościach NVIDIA RTX Spark N1X w konfiguracji ze 128 GB pamięci operacyjnej. Jeśli jednak miałbym opowiedzieć o tej konkretnej propozycji ASUS-a w skrócie, to określiłbym go mianem świetnie zaprojektowanego, eleganckiego, smukłego, a do tego po prostu fenomenalnego w codziennej pracy laptopa. W dużej mierze odpowiada za to 16-calowy dotykowy ekran OLED o rozdzielczości 3840 × 2400 pikseli i odświeżaniu 120 Hz, ale nie mogę też nie docenić jakości głośników, wykonania oraz ogólnego wyposażenia.
Wróćmy więc do tego, co dokładnie potrafi NVIDIA RTX Spark N1X, a nic nie mówi nam więcej niż surowe liczby i porównania. Zacznijmy od procesora, który oddaje do naszej dyspozycji aż 20 rdzeni, ale w przeciwieństwie do typowych układów Intela czy AMD korzysta z architektury ARM, a nie x86. W Geekbench 6 uzyskałem 2908 punktów w teście jednowątkowym oraz 19126 punktów w wielowątkowym, co stawia go zaskakująco blisko najwydajniejszych procesorów stosowanych w laptopach gamingowych.


Dla porównania MSI Titan 18 HX AI z Core Ultra 9 285HX osiągnął odpowiednio 2996 i 21238 punktów, a ASUS ROG Strix SCAR 18 z Core Ultra 9 275HX już 2982 i 19874 punkty. Innymi słowy, w teście jednowątkowym NVIDIA ustępuje tym procesorom o niespełna 3%, a w wielowątkowym o odpowiednio 10 i 4%. Jest to o tyle ciekawe, że mówimy o układzie umieszczonym w smukłym laptopie przeznaczonym do pracy, a nie w wielkiej maszynie gamingowej z rozbudowanym chłodzeniem i znacznie większym zapasem mocy. Oczywiście sam Geekbench nie pozwala jeszcze stwierdzić, że procesor NVIDIA sprawdzi się równie dobrze we wszystkich zastosowaniach, ale stanowi świetny punkt wyjścia do oceny jego możliwości.
Znacznie ciekawiej robi się w Cinebench 2026, który obsługuje ARM64, dzięki czemu nie musimy przejmować się ograniczeniami emulacji aplikacji x86. W trybie wydajności na zasilaniu akumulatorowym RTX Spark N1X uzyskał 5519 punktów w teście wielowątkowym i 529 punktów w jednowątkowym, podczas gdy po podłączeniu zasilacza wyniki wyniosły odpowiednio 5451 oraz 526 punktów. Różnice są więc praktycznie pomijalne i mieszczą się w zakresie typowej zmienności benchmarków, ale jednocześnie wskazują na coś bardzo istotnego.


ProArt P16 potrafi zachować pełną wydajność procesora nawet po odłączeniu zasilania sieciowego, przynajmniej podczas takiego obciążenia i przy wysokim poziomie naładowania akumulatora o pojemności 99,9 Wh. W świecie wydajnych laptopów, które potrafią wyraźnie zwalniać już w momencie wyciągnięcia wtyczki z gniazdka, jest to niewątpliwie zaleta. Warto przy tym zaznaczyć, że świadomie pominąłem w głównym porównaniu wyniki starszego Cinebench R23, ponieważ działa on na tej platformie za pośrednictwem warstwy emulacyjnej Prism. Uzyskane w ten sposób rezultaty nie odzwierciedlają wyłącznie możliwości procesora, a również koszty uruchamiania oprogramowania x86 na architekturze ARM.

Przejdźmy jednak do grafiki, bo 6144 rdzenie CUDA oparte na architekturze Blackwell sprawiają, że RTX Spark N1X nie ma wiele wspólnego z typowymi, słabymi układami zintegrowanymi. Najlepiej pokazuje to Geekbench 6 OpenCL, w którym uzyskałem 141107 punktów, czyli praktycznie tyle samo, ile w MSI Crosshair 17 HX AI z GeForce RTX 5070 (140358 punktów), a jednocześnie o prawie 15% więcej niż w Gigabyte AERO X16 wyposażonym w ten sam model GPU.


Podobną sytuację zaobserwowałem w 3DMark Steel Nomad, gdzie ASUS osiągnął 3111 punktów, wyprzedzając oba wspomniane laptopy z RTX 5070, które uzyskały odpowiednio 2724 i 2723 punkty. Różnica wynosi więc około 14%, ale nie oznacza to jeszcze, że NVIDIA stworzyła układ lepszy od RTX 5070. W bardziej wymagającym pod kątem śledzenia promieni 3DMark Speed Way wynik 2988 punktów plasuje ProArta już nieznacznie za Gigabyte AERO X16 (3014 punktów) i wyraźniej za MSI Crosshair (3389 punktów). Widać więc, że wydajność RTX Spark N1X mocno zależy od rodzaju obciążenia, a jego możliwości graficzne można ogólnie porównać do mobilnego GeForce RTX 5070. Nie jest to poziom RTX 5080 czy 5090, ale jak na układ zintegrowany z 20-rdzeniowym procesorem ARM, uważam to za imponujący rezultat.
Osobną kwestią pozostaje oczywiście sztuczna inteligencja, bo to właśnie tutaj NVIDIA ma szczególnie dużo do udowodnienia. Zamiast jednak opierać się na ogólnych benchmarkach AI, których wyniki potrafią mocno zależeć od wykorzystywanego API i ścieżki wykonawczej, postanowiłem skupić się na bardziej konkretnym zastosowaniu. Mowa o generowaniu obrazów za pomocą Stable Diffusion w benchmarku UL Procyon, wykorzystującym TensorRT i precyzję FP16. W teście Stable Diffusion 1.5 RTX Spark N1X uzyskał 1477 punktów, czyli nieznacznie mniej od laptopów z RTX 5070, które osiągnęły 1520 oraz 1680 punktów.


Znacznie ciekawiej zrobiło się jednak po przejściu na bardziej wymagający Stable Diffusion XL, gdzie wynik 1473 punktów pozwolił wyprzedzić oba GeForce’y RTX 5070 o około 28%, ponieważ uzyskały one odpowiednio 1150 i 1154 punkty. ProArt zbliżył się tym samym do laptopa z RTX 5080, który osiągnął 1854 punkty, choć nadal dzieliła je wyraźna różnica. Dla mnie jest to jeden z bardziej interesujących rezultatów całego testu, bo pokazuje, że RTX Spark N1X może wypadać szczególnie korzystnie w określonych obciążeniach związanych z generatywną sztuczną inteligencją. Naturalnie nie oznacza to, że będzie szybszy od RTX 5070 w każdym modelu AI, ale potwierdza, że odpowiednio przygotowane oprogramowanie potrafi bardzo dobrze wykorzystać jego możliwości.
Jak ASUS ProArt P16 H7607 z NVIDIA RTX Spark N1X radzi sobie w grach?
ASUS ProArt P16 H7607 z układem NVIDIA RTX Spark N1X jest dosyć nietypowym laptopem, bo choć nie powstał z myślą o graczach, to dzięki architekturze Blackwell i obsłudze najnowszych technologii NVIDIA może bez większych problemów uruchamiać nawet najbardziej wymagające produkcje. Nie oznacza to jednak, że jego wydajność dorównuje najnowszym laptopom z GeForce RTX 5080 czy 5090.
Wszystkie benchmarki gier przeprowadziłem w rozdzielczości 2560 × 1600 pikseli, a więc niższej od natywnej rozdzielczości ekranu laptopa. Tam, gdzie wspominam o renderowaniu natywnym, mam na myśli wyłączenie technik skalowania obrazu, a nie wykorzystanie pełnej rozdzielczości matrycy.



W praktyce możliwości układu graficznego są znacznie bliższe mobilnym GeForce RTX 5070, co dobrze pokazuje Cyberpunk 2077. Przy presecie Ultra i bez wspomagania upscalingiem ASUS osiąga średnio 46,6 FPS, podczas gdy testowane przeze mnie laptopy z RTX 5070 uzyskiwały 48,1 i 54 FPS. Sytuacja zmienia się po włączeniu DLSS Balanced, Ray Tracingu Ultra oraz Multi Frame Generation ×4, bo wtedy średnia wzrasta do 112,9 FPS, a przy jeszcze bardziej wymagającym Path Tracingu spada do 89,4 FPS. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy tutaj o płynności obrazu po wygenerowaniu dodatkowych klatek, a nie o rzeczywistej wydajności renderowania gry. Zwłaszcza że w przypadku Path Tracingu średnia latencja PC wynosi aż 110 ms, więc responsywność jest znacznie gorsza, niż mogłoby sugerować niemal 90 FPS.


Znacznie bardziej miarodajny obraz możliwości tego układu dają gry bez generowania klatek. W Kingdom Come: Deliverance II, przy presecie Bardzo Wysokim, ASUS osiągnął średnio 50,7 FPS w rozdzielczości 2560×1600, a po aktywacji DLSS Balanced z modelem Transformer wynik wzrósł do 68,2 FPS, czyli o około 35%. Poprawiła się również stabilność, bo 1% najgorszych klatek wzrósł z 39,3 do 50,8 FPS. Co ciekawe, pod względem średniej wydajności laptop wyprzedza w tym przypadku Gigabyte AERO X16 z RTX 5070, choć po włączeniu DLSS przegrywa z nim nieznacznie.

Jeszcze ciekawiej wypada Black Myth: Wukong, gdzie przy ustawieniach filmowych i TSR 68/100 uzyskałem średnio 43,6 FPS, czyli nawet więcej niż na testowanym wcześniej Zephyrusie G16 z RTX 5080. Problem w tym, że 1% Low spada do 24,9 FPS, a 0,1% Low do zaledwie 7,8 FPS. Tak duża rozbieżność względem średniej wskazuje na występowanie poważnych, choć niekoniecznie częstych przycięć.

Nieco lepiej sytuacja wygląda w Borderlands 4, gdzie przy bardzo wysokich ustawieniach graficznych i DLSS Quality uzyskałem średnio 45,1 FPS, a wartości 1% i 0,1% Low wyniosły odpowiednio 22,1 oraz 12,2 FPS. Chociaż gra przez większość czasu działała stosunkowo stabilnie, to i tak zdarzały się pojedyncze przycięcia, podczas których czas wyświetlania klatki wzrastał nawet do około 115 ms. Według pomiaru aż 98,9% analizowanego czasu stanowiła płynna rozgrywka, więc trudno mówić o nieustannych problemach z wydajnością. Nie zmienia to jednak faktu, że sporadyczne skoki frametime były zauważalne, a średnie 45 FPS nie zapewniało jeszcze idealnego komfortu grania.

Postanowiłem również sprawdzić laptopa w Ace Combat 8, ale tym razem na akumulatorze, przy jego naładowaniu w okolicach 50%. Przy rozdzielczości 2560 × 1600, wysokich ustawieniach, DLSS Balanced i wyłączonym generowaniu klatek średnia wydajność wyniosła 35,3 FPS, z wartościami 1% i 0,1% Low na poziomie odpowiednio 21,2 oraz 17,6 FPS. W pierwszej minucie pomiaru gra często działała w okolicach 25-30 FPS, aby dopiero później osiągać 38-45 FPS. W tak dynamicznej produkcji trudno uznać taki rezultat za satysfakcjonujący, choć warto pamiętać, że różnice mogły wynikać zarówno ze zmiennego obciążenia w poszczególnych scenach, jak i ograniczeń wydajności na akumulatorze. Zresztą właśnie kwestia zasilania okazała się jednym z najciekawszych elementów całego testu, dlatego postanowiłem poświęcić jej dodatkowe pomiary w Cyberpunku 2077.




Przy pełnym akumulatorze ProArt P16 niemal nie traci wydajności względem pracy na zasilaczu. W Cyberpunku 2077 z Path Tracingiem, DLSS Balanced i generowaniem klatek ×4 średnia wyniosła odpowiednio 88,3 i 89,4 FPS, więc różnica jest właściwie pomijalna. Sytuacja zmieniła się jednak po rozładowaniu akumulatora do około 40%, kiedy średnia spadła do 72,5 FPS, a więc o prawie 18% względem pełnego naładowania. Jeszcze większą zmianę widać po stronie parametrów pracy układu graficznego, którego raportowany pobór mocy zmniejszył się z 34,8 do 22,8 W, czyli aż o 34%, a średnie taktowanie spadło z 1837 do 1423 MHz. Jednocześnie latencja PC wzrosła ze 111 do 146 ms, co oznacza pogorszenie responsywności o ponad 30%.
Nie wygląda to przy tym na klasyczny throttling termiczny, bo temperatura GPU spadła z 69 do 62 stopni Celsjusza. Znacznie bardziej prawdopodobne jest ograniczenie budżetu energetycznego przez system zarządzania zasilaniem. Na dodatek przy pełnej wydajności Cyberpunka pobór energii z akumulatora sięgał średnio 116 W, co w przypadku pojemności około 100 Wh sugeruje z prostego wyliczenia niespełna godzinę grania bez zasilacza.
Kultura pracy ASUS ProArt P16 H7607 z NVIDIA RTX Spark N1X
Nie mogę też pominąć kultury pracy, bo choć sam RTX Spark N1X w testach gier utrzymywał zwykle temperaturę w okolicach 65-77 stopni Celsjusza, to procesor potrafił osiągać znacznie wyższe wartości. Na jednym z odczytów ProArt Creator Hub temperatura CPU wynosiła 88 stopni, a oba wentylatory pracowały z prędkościami około 6600 i 6300 obr./min.
Mam wrażenie, iż ASUS zdecydowanie przesadził z agresywnością ich pracy w trybie wydajności. Podczas testu obciążeniowego generowany hałas sięgał bowiem 51-53 dB, podczas gdy w trybie zrównoważonym wynosił już tylko 38-40 dB. Różnica jest więc ogromna i choć bez porównania osiąganych w obu trybach temperatur oraz wydajności trudno jednoznacznie stwierdzić, czy tak agresywne chłodzenie jest niepotrzebne, to z perspektywy użytkownika tryb wydajności okazuje się po prostu bardzo głośny.

Tym bardziej że w codziennym użytkowaniu ProArt P16 potrafi być zaskakująco cichą maszyną. W trybie standardowym, podczas pracy biurowej, wentylatory obracają się zwykle z prędkościami 2800-3300 obr./min i nie przeszkadzają w pracy, a po przełączeniu na Whisper zwalniają do około 2400-2800 obr./min, stając się ledwie słyszalne. Ostatecznie mam wrażenie, że ASUS ProArt P16 z RTX Spark N1X jest znacznie lepszym komputerem do pracy, na którym przy okazji można pograć, niż pełnoprawnym zamiennikiem laptopa gamingowego. Wydajność zbliżona do mobilnych RTX 5070, obsługa DLSS i Multi Frame Generation oraz ogromny zapas pamięci operacyjnej sprawiają, że wiele współczesnych gier działa na nim zadowalająco. Jednak niestabilne wartości Low w części produkcji, wysoka latencja przy agresywnym generowaniu klatek oraz ograniczanie wydajności na rozładowującym się akumulatorze przypominają, że priorytety projektowe tej maszyny są zupełnie inne niż w klasycznych laptopach dla graczy.

Energożerność i praca na akumulatorze laptopa z NVIDIA RTX Spark N1X
Jedną z największych zalet ASUS ProArt P16 jest to, że odłączenie zasilacza nie oznacza automatycznie drastycznego spadku wydajności. Potwierdzają to zarówno wyniki Cinebench 2026, gdzie procesor osiągał praktycznie identyczne rezultaty na akumulatorze i zasilaczu, jak i Cyberpunk 2077, w którym przy pełnej baterii różnica wynosiła zaledwie 1,2%. Problem pojawia się dopiero przy niższym poziomie naładowania, bo przy około 40% wydajność GPU spadła już o niemal 18%, a jego pobór mocy zmniejszył się z około 35 do 23 W. Widać więc, że ASUS pozwala korzystać z pełnych możliwości sprzętu bez podłączonej ładowarki, ale nie przez cały czas pracy na akumulatorze.

Tym bardziej że ten potrafi znikać w oczach. Podczas grania w wymagające produkcje, przy aktywnym trybie wydajności, należy spodziewać się około godziny do półtorej godziny pracy, zależnie od obciążenia. Sprawdziłem również bardziej praktyczny scenariusz, obejmujący 40 minut nagrywania materiału w rozdzielczości 4K, a następnie jego renderowanie w tej samej rozdzielczości, przy aktywnym Wi-Fi i jasności ekranu ustawionej na 60%. Laptop nie wytrzymał jednak całego zadania i wyłączył się, kiedy do ukończenia eksportu pozostawało jeszcze około 15 minut. W trakcie tego testu HWiNFO raportował średni pobór energii z akumulatora na poziomie 70,3 W, co dobrze pokazuje, jak kosztowna energetycznie potrafi być bardziej wymagająca praca.

Znacznie lepiej ProArt P16 wypadł podczas codziennego użytkowania. Przy 60-procentowej jasności ekranu i aktywnym trybie Whisper udało mi się uzyskać około 3,5 godziny pracy obejmującej przeglądarkę internetową oraz Unity z Visual Studio. Co ważne, nie miałem przy tym wrażenia korzystania z przesadnie spowolnionego komputera, a laptop pozostawał praktycznie bezgłośny. Wentylatory pracowały zwykle z prędkościami 2000-2400 obr./min, a temperatura procesora utrzymywała się w okolicach 50 stopni Celsjusza. Jak na tak wydajną maszynę jest to dobry rezultat, zwłaszcza że część typowych laptopów gamingowych przy aktywnym dedykowanym GPU potrafi zakończyć pracę znacznie wcześniej.

Osobną kwestią pozostaje dołączony zasilacz o mocy 140 W, którego możliwości postanowiłem sprawdzić również za pomocą inteligentnego gniazdka z funkcją pomiaru poboru energii. Podczas najbardziej wymagających zadań watomierz wskazywał chwilami około 140-145 W pobieranych z sieci, co nie oznacza jednak przekroczenia możliwości samego zasilacza, bo część tej energii jest tracona podczas konwersji napięcia. Zdarzało mi się wprawdzie obserwować niewielki spadek poziomu naładowania akumulatora pomimo podłączonego zasilania, ale dotyczyło to zejścia ze 100 do około 99%, więc trudno na tej podstawie stwierdzić, że ładowarka jest za słaba. Samo ładowanie przebiegało natomiast całkiem sprawnie, bo od 3 do 70% zajęło około 48 minut, a pełne uzupełnienie energii trwało około godziny i 48 minut. Przy jednoczesnym obciążeniu laptopa proces wyraźnie zwalniał, co zresztą nie powinno dziwić, skoro dostępna energia musiała zasilać zarówno komputer, jak i akumulator.



Na koniec warto jeszcze wspomnieć o stabilności przy długotrwałym obciążeniu. W 20-minutowym teście 3DMark Speed Way Stress Test, wykonanym w trybie standardowym, laptop osiągnął stabilność na poziomie 96,9%, a więc minimalnie poniżej wymaganych 97%. Najlepsza próba uzyskała 2708 punktów, a najgorsza 2623 punkty. Temperatura GPU po początkowym wzroście ustabilizowała się w okolicach 73 stopni Celsjusza, bez dalszego systematycznego pogarszania się wyników. Nie wygląda to więc na poważny problem z chłodzeniem, choć idealnej stabilności również nie udało się osiągnąć. Ostatecznie ASUS ProArt P16 pokazuje, że wydajny układ ARM może zapewniać pełną moc obliczeniową również bez zasilacza, ale fizyki nie da się oszukać. Niemal 100-watogodzinny akumulator wystarcza na kilka godzin zróżnicowanej pracy, jednak przy intensywnym wykorzystaniu CPU i GPU nadal rozładowuje się bardzo szybko.

Największy potencjał NVIDIA RTX Spark N1X to lokalne AI
Największą przewagą NVIDIA RTX Spark N1X jest jednak możliwość uruchamiania lokalnie modeli sztucznej inteligencji, które w przypadku większości laptopów z dedykowanymi kartami GeForce zwyczajnie nie zmieściłyby się w pamięci graficznej.


Sprawdziłem to na przykładzie dwóch modeli – Qwen3.8-27B oraz GPT-OSS-120B, uruchomionych w kwantyzacji Q4_K_M za pośrednictwem NVIDIA Personal AI Router (PAIR) i llama.cpp. Oba działały bez konieczności korzystania z chmury, a różnice w wydajności okazały się zaskakujące. Mniejszy Qwen generował średnio około 14 tokenów na sekundę, podczas gdy znacznie większy GPT-OSS osiągał około 62-63 tokenów na sekundę. Nie oznacza to jednak, że większy model jest automatycznie lepiej zoptymalizowany, bo mamy tutaj do czynienia z dwiema zupełnie innymi architekturami. Qwen3.8-27B jest modelem gęstym, podczas gdy GPT-OSS-120B wykorzystuje Mixture of Experts (MoE), aktywując jedynie około 5,1 miliarda parametrów podczas przetwarzania każdego tokena. W praktyce liczba wszystkich parametrów nie przekłada się więc bezpośrednio na szybkość generowania tekstu.


Postanowiłem zresztą pójść o krok dalej i zamiast ograniczać się do generowania tekstu, przygotowałem własnego agenta AI do analizy firmowych dokumentów. Test obejmował 29 syntetycznych dokumentów, 12 scenariuszy decyzyjnych oraz osobny audyt sześciu faktur PDF. Qwen poprawnie rozwiązał wszystkie 12 scenariuszy, podczas gdy GPT-OSS zaliczył 11 z 12 w dwóch niezależnych przebiegach, choć działał wyraźnie szybciej. Oba modele wykryły też wszystkie trzy celowo przygotowane niezgodności w fakturach, a cały proces mogłem przeprowadzić również po odłączeniu Internetu. Więcej na ten temat znajdziecie w drugim, dedykowanym temu zagadnieniu artykule.
Test NVIDIA RTX Spark N1X – podsumowanie
Na naszych oczach rodzi się zupełnie nowa klasa sprzętu. Droga, wyspecjalizowana, ale ewidentnie taka, która ma rację bytu w konkretnych zastosowaniach i dla specyficznych użytkowników. Zwłaszcza w aktualnej, bardzo wygórowanej cenie, na którą składa się nie tylko nowatorski dla sektora laptopów układ obliczeniowy, ale również ogromny pokład pamięci operacyjnej.

Po wszystkich przeprowadzonych testach mam jednak wrażenie, że NVIDIA RTX Spark N1X jest znacznie ciekawszym procesorem, niż mogłyby sugerować jego wyniki w typowych benchmarkach. Dostajemy przecież 20-rdzeniowy CPU o wydajności miejscami zbliżonej do najmocniejszych procesorów laptopowych, zintegrowany układ graficzny klasy mobilnego RTX 5070 oraz dostęp do 128 GB współdzielonej pamięci. Wszystko to w laptopie ważącym niespełna 1,8 kg, który w codziennym użytkowaniu potrafi być praktycznie bezgłośny. Brzmi imponująco, prawda? Problem w tym, że za podobne pieniądze możemy kupić znacznie wydajniejszy komputer w bardziej tradycyjnej konfiguracji.

Dlatego uważam, że największą zaletą RTX Spark N1X nie jest wcale moc obliczeniowa, a możliwość wykorzystania jej w połączeniu z ogromną ilością dostępnej pamięci. Najlepiej uświadomiły mi to testy lokalnych modeli AI, podczas których mogłem uruchomić zarówno Qwen3.8-27B, jak i GPT-OSS-120B, a następnie wykorzystać je do analizy dokumentów bez połączenia z Internetem. Oczywiście nie oznacza to jeszcze, że laptop zastąpi profesjonalną infrastrukturę AI, a wyniki kilkunastu zadań nie dowodzą niezawodności modeli w rzeczywistym przedsiębiorstwie. Jednak jeszcze niedawno podobne eksperymenty z tak dużymi modelami kojarzyły mi się przede wszystkim z komputerami wyposażonymi w znacznie bardziej rozbudowane zaplecze sprzętowe.

Nie oznacza to jednak, że NVIDIA stworzyła sprzęt pozbawiony poważnych kompromisów. Windows na ARM nadal wymaga pewnej dozy ostrożności przy wyborze oprogramowania, a sama wydajność układu graficznego nie zawsze odpowiada temu, czego można oczekiwać po laptopie za niemal 28 tysięcy złotych. W grach RTX Spark N1X osiąga wprawdzie rezultaty zbliżone do mobilnego RTX 5070, ale wysokie wartości FPS często wymagają wsparcia DLSS i generowania klatek, a część produkcji cierpi na zauważalne przycięcia. W przypadku ASUS ProArt P16 H7607 dochodzi do tego około 3,5 godziny zróżnicowanej pracy na 99,9-Wh akumulatorze, znacznie krótszy czas przy intensywnym obciążeniu oraz bardzo głośne chłodzenie w trybie wydajności. Nie można też zapominać, że dostęp do 128 GB pamięci nie oznacza automatycznie szybszego działania aplikacji. W wielu zadaniach klasyczny laptop z mocniejszym GeForce’em i mniejszą ilością dedykowanej pamięci VRAM nadal okaże się po prostu lepszym wyborem.

Czy więc kupiłbym ASUS ProArt P16 H7607 z NVIDIA RTX Spark N1X za 27999 złotych? Do grania, typowej pracy biurowej, montażu prostych filmów czy nawet większości projektów programistycznych zdecydowanie nie. Trudno byłoby mi uzasadnić taki wydatek, mając do wyboru wiele tańszych i bardziej uniwersalnych konstrukcji. Sytuacja zmienia się jednak wtedy, gdy podstawowym zastosowaniem komputera staje się lokalna sztuczna inteligencja, a szczególnie modele wymagające dziesiątek gigabajtów pamięci. Właśnie wtedy RTX Spark N1X zaczyna pokazywać, po co w ogóle powstał. Nie jest to więc procesor, który zrewolucjonizuje rynek laptopów samą wydajnością, ale może zapoczątkować bardzo interesującą kategorię mobilnych stacji roboczych, w których ogromna pula współdzielonej pamięci będzie równie ważna, co liczba rdzeni CPU i GPU. Dla większości użytkowników taki sprzęt pozostanie na razie drogą ciekawostką. Dla niektórych może jednak okazać się dokładnie tym, czego dotychczas brakowało im w świecie laptopów z Windowsem.

