Europejska premiera serii Xiaomi 18 Pro raczej nie będzie miłym wydarzeniem
Wrzesień przyniósł nam oficjalną prezentację smartfonów Xiaomi 18 Pro oraz Xiaomi 18 Pro Max, bo producent – wzorem Apple’a – postanowił rozdzielić premiery poszczególnych modeli z serii. Osobiście traktowałam ten debiut trochę jak ciekawostkę, bo skoro w zeszłym roku modele Pro nie doczekały się dystrybucji poza Chinami, spodziewałam się powtórki tego scenariusza. Tymczasem Xiaomi potwierdziło, że jednak trafią do Europy i to była naprawdę dobra wiadomość, zwłaszcza przez wzgląd na to, iż w tych flagowcach mamy coś, czego inni nie oferują – dodatkowy ekran na pleckach.
Choć ten entuzjazm utrzymuje się nadal, to najnowsze doniesienia mocno go studzą. Zdradzają bowiem europejski cennik serii 18 Pro i, co tu dużo mówić, będzie absurdalnie drogo. Kwoty podskoczą do poziomu, na który pozwoli sobie wyłącznie garstka najbardziej zamożnych pasjonatów nowinek technologicznych. Oczywiście, nikt nie oczekiwał niskich cen, na to już za późno, ale te kwoty naprawdę są astronomiczne.
Czytaj też: Premiera Galaxy S27 szybciej niż zwykle? Samsung ma ambitne plany, ale przeszkód po drodze też jest sporo
Najtańszy w tym zestawieniu będzie Xiaomi 18 Pro w wariancie z 256 GB pamięci masowej, który wedle plotek ma kosztować 1449 euro (około 6340 złotych). Dalej mamy wariant 512 GB za 1649 euro (ok. 7205 zł). Drogo? No to teraz patrzcie na model Pro Max, bo tu już zaczyna się prawdziwy odjazd. 1849 euro za wersję 512 GB i tu już wyboru nie będzie jeśli chodzi o konfigurację. Mamy więc kwotę ponad 8000 złotych za flagowca, co brzmi absurdalnie, zwłaszcza kiedy przypomnimy, że Xiaomi 17 Ultra debiutował w Europie w cenie o 450 euro niższej! To jest kolosalna różnica.

Problem w tym, że choć człowiek chciałby tu napisać, że Xiaomi chyba pomieszały się cyferki, to niestety – tak właśnie wygląda obecnie rynek smartfonów i raczej nieprędko się na nim coś zmieni. Kryzys pamięci wywołany przez AI trwa w najlepsze, producenci wolą skupiać się na realizowaniu lepiej płatnych zamówień, a firmy produkujące smartfony zmuszone są płacić ogromne kwoty za komponenty. Te zwiększone koszty są z kolei przenoszone na nas, czyli na odbiorców końcowych.
Oczywiście, cieszę się, że Xiaomi 18 Pro i 18 Pro Max opuszczają Chiny, bo być może chiński gigant trochę zmieni strategię i nie będzie pozbawiał nas takich ciekawych modeli. Szkoda jednak, że dzieje się to właśnie teraz, gdy ceny smartfonów idą tak mocno w górę i mało kogo będzie stać, by lekką ręką wydać ponad 8000 złotych na telefon.
Specyfikacja na szczęście będzie topowa, choć z małymi odstępstwami od chińskich wariantów, co zresztą jest dość typowe. Xiaomi zwykle dokonuje pewnych zmian w globalnych wariantach, a w tym wypadku dostaniemy mniejsze baterie w Pro i Pro Max – odpowiednio 6000 mAh zamiast 7000 mAh i 7050 mAh zamiast 8500 mAh. Reszta szczegółów powinna pozostać bez zmian. Czy to wystarczy, by klienci chcieli wydać tyle pieniędzy? Ciężko powiedzieć. Na pewno jednak Xiaomi przestało być już tańszą alternatywą dla Samsunga i Apple’a, a to dużo mówi o sytuacji na rynku.
Źródło: Ytechb
