Xiaomi Smart Band 11 w końcu wchodzi do Europy. Kosztuje więcej, a zmian trzeba szukać z lupą

Premiera kolejnej generacji kultowej opaski od Xiaomi zawsze przyciąga uwagę. Po oficjalnej wrześniowej prezentacji, Xiaomi Smart Band 11 w końcu dotarła do Europy i chociaż jeszcze nie ma jej w Polsce, została zauważona w hiszpańskim sklepie producenta. Czy nadal jest tanio? Cóż, na pewno nie jest bardzo drogo, ale raczej ciężko powiedzieć, by był to wciąż „groszowy” wydatek.
Xiaomi Smart Band 11 w końcu wchodzi do Europy. Kosztuje więcej, a zmian trzeba szukać z lupą

Czy Xiaomi Smart Band 11 jest w ogóle warty dopłaty?

Zacznijmy od konkretów, bo te przecież wszystkich interesują najbardziej. Dzięki pojawieniu się opaski w hiszpańskim sklepie, mogliśmy poznać jej europejskie ceny. Oczywiście w Polsce mogą one się trochę różnić, ale raczej nie będzie to znaczące. Opaska Xiaomi Smart Band 11 trafiła do sprzedaży w dwóch wariantach, z których każdy wyceniony został nieco wyżej niż dotychczasowe modele:

  • Xiaomi Smart Band 11 (wersja podstawowa) kosztuje 59,99 euro, co w przeliczeniu daje około 265 złotych.
  • Xiaomi Smart Band 11 NFC (z płatnościami zbliżeniowymi) to z kolei koszt 79,99 euro, czyli w granicach 350 złotych.

Czytaj też: Kultowy CasiOak ma nowego rywala. Zadebiutowała seria G-SHOCK 2500, czyli „CasioNaut” bez wyświetlacza

Choć oficjalna data polskiej premiery oraz rodzime ceny nie zostały jeszcze ujawnione, łatwo policzyć, że przy zachowaniu europejskiego przelicznika czeka nas zauważalny skok cenowy. W przypadku podstawowego wariantu mówimy tu o około 60 złotych, bo poprzednik kosztował w dniu premiery 209 zł. Przy tych kwotach jest to naprawdę zauważalna różnica i jasne, nadal ciężko powiedzieć, by było drogo, jednak niebezpiecznie zbliżamy się do pułapu 300 złotych, które za zwykłego smart banda wydają się bardzo przesadzoną ceną.

Niewielkie szlify zamiast wielkiej rewolucji

Jak to jednak bywa, klienci są w stanie przełknąć nowy cennik gdy jest on poparty sporą dozą ulepszeń. A jak to wygląda w tym przypadku? Niestety, Xiaomi niespecjalnie zaszalało. Pod maską i na tarczy dostajemy w dużej mierze to samo, dobrze znane i sprawdzone zaplecze. Funkcje zdrowotne wciąż opierają się na czujniku tętna, pomiarze natlenienia krwi (SpO2), monitorze snu oraz obsłudze ponad 150 trybów sportowych. Powiadomienia ze smartfona i podstawowe miniaplikacje również działają bez zmian, a energię zapewnia identyczny jak w poprzedniku akumulator o pojemności 233 mAh, gwarantujący do 21 dni pracy na jednym ładowaniu.

Czy więc zmian nie ma? Są, głownie dwie. Przede wszystkim dostaliśmy tym razem jaśniejszy ekran AMOLED, który w tej generacji oferuje nie 1500 nitów a 2000. Również koperta została odchudzona. Nowy model ma zaledwie 9,9 mm grubości, zrzucając milimetr w porównaniu do 10,95 mm u poprzednika. I… to tyle.

Czytaj też: Steruj laptopem, tabletem i smart TV jednym palcem. Prolo Ring zastąpi myszkę i zwolni miejsce na biurku

Oczywiście, wyższa jasność i mniejsze gabaryty są na plus, ale czy tylko to wystarczy, żeby przekonać klientów do większego wydatku? W sumie, kiedy tak patrzę, chyba wolałabym już dopłacić około 100 złotych do wersji Pro i zyskać płatności zbliżeniowe, albo przejść do konkurencji, bo jak widać Xiaomi powoli traci w tym segmencie to, za co go pokochaliśmy – niską cenę. Równie dobrą alternatywą może być też Xiaomi Smart Band 11 Active, który nie oferuje tu jakoś dużo mniej funkcji, a przy tym kosztuje przyjemne 139 złotych.

Źródło: Xiaomi

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.