Wyciekły ceny serii Samsunga Galaxy S27. Niby źle nie jest, ale…
Do oficjalnej prezentacji koreańskich smartfonów pozostały co prawda jeszcze ponad trzy miesiące – spodziewamy się jej tradycyjnie w lutym przyszłego roku, tuż przed targami MWC – ale lawina przecieków ruszyła już na dobre. Najnowsze doniesienia, które dostarczył leaker posługujący się pseudonimem @phonefuturist, rzucają nowe światło na strategię producenta, potwierdzając to, co mówiło się już wcześniej. Otóż Samsung planuje podobno wypuścić nie trzy, a aż cztery modele w ramach flagowej serii. Nie będzie to jednak tak samo, jak w przypadku Edge, bo nowy model z dopiskiem Pro zadebiutuje w tym samym terminie.
Galaxy S27 Pro ma plasować się idealnie pomiędzy klasycznym wariantem Plus a potężnym, najbardziej zaawansowanym Ultra. Teoretycznie, taki model ma spore szanse zyskać uznanie klientów, o ile będzie faktycznie oferował lepszą specyfikację niż Plus i tylko trochę gorszą od ultraflagowca.
Czytaj też: Wielka zmiana w Galaxy S27 Ultra. Samsung idzie śladem konkurencji, ale czegoś tu brakuje
Na razie skupmy się na najważniejszym, czyli na tym, ile mogą kosztować nadchodzące smartfony. Nikogo raczej nie zdziwi informacja, że szykują się podwyżki, choć nie na wszystkich modelach.
- Podstawowy Samsung Galaxy S27 ma kosztować na start 899 dolarów.
- Galaxy S27+ zostanie wyceniony na 1099 dolarów.
- Nowo wprowadzony Galaxy S27 Pro ma wymagać wyłożenia 1299 dolarów.
- Natomiast topowy Galaxy S27 Ultra ma zamknąć stawkę kwotą 1399 dolarów.
Jak to wyglądało w zeszłym roku? Ceny podstawowego S27 oraz S27+ dokładnie odpowiadają kwotom, jakie na amerykańskim rynku obowiązywały w dniu premiery Galaxy S26 i Galaxy S26+, co jest dobrą wiadomością. W dodatku, trzeba mieć na uwadze fakt, że niedawno producent podniósł ceny tej serii, więc jeśli faktycznie wprowadzi nowości z pierwotną ceną poprzedników, to jest się z czego cieszyć. Ultraflagowiec z kolei kosztuje więcej niż poprzednik, kiedy ten debiutował. Jest to jednak cena, która obecnie obowiązuje za Galaxy S26 Ultra, już po podwyżce.
Czytaj też: Samsung Galaxy S27 Ultra z prawdziwą bombą. Nie idą za Apple, tylko przeciwko nim
Wiem, trochę z tym zamieszania, ale wydaje się, że nie czeka nas jakaś gigantyczna rewolucja cenowa. Będzie drogo, oczywiście, jednak nie jest to wynik chciwości producenta, a sytuacji, jaka obecnie panuje na globalnym rynku pamięci i nie da się tego uniknąć.
W dodatku, ciężko też opierać się na tych przeciekach, bo chociaż zwykle o tej porze roku dostawaliśmy już całkiem trafne wskazówki, to teraz może być inaczej. Światowy rynek elektroniki boryka się obecnie z potężnym kryzysem i szalejącymi cenami pamięci RAM, których koszt wytworzenia w ciągu ostatniego roku podskoczył o kosmiczne 400 procent. Analitycy zwracają uwagę, że przy tak dynamicznych zmianach kosztów komponentów, ostateczny cennik ustalony przed premierą może się różnić od tego, co teraz dostaliśmy. W dodatku cennik europejski, a przede wszystkim polski, może też różnić się od amerykańskiego, co zresztą nie byłoby niczym dziwnym.
Czytaj też: Galaxy S27 Ultra wystawi cierpliwość fanów na próbę
Jedno więc jest tu pewne – tanio nie będzie. Era przystępnych cenowo smartfonów już się skończyła i jeśli ktoś szykuje się na zakup nowego flagowca od Samsunga, musi liczyć się na wysoki koszt.
Źródło: Android Headlines
