Ponad 3000 schodów, jajka i arbuzy na plecach. Chińczycy urządzili robotom prawdziwy test przetrwania

Co jest trudniejsze dla robota – przebiec po schodach czy zrobić to tak, żeby nie rozbić jajek transportowanych na swoim grzbiecie? To z pozoru kuriozalne porównanie dotyka bardzo konkretnej bariery robotyki mobilnej. Maszyna musi przecież nie tylko stawiać kolejne kroki, ale też ograniczać wstrząsy, kontrolować środek ciężkości i reagować na stopnie, które nie mają jednakowej wysokości. Jeden błąd może zakończyć całą wyprawę, więc tego typu problemy Chińczycy postanowili sprawdzić w wyjątkowo widowiskowy sposób.
Ponad 3000 schodów, jajka i arbuzy na plecach. Chińczycy urządzili robotom prawdziwy test przetrwania

Wybór miejsca tegorocznych zawodów wydaje mi się zresztą świetny. Góra Tai w prowincji Szantung, która jest przez wieki odwiedzana przez cesarzy i pielgrzymów, ma kamienne ścieżki, które do idealnych powierzchni nie należą. Tym więc razem, zamiast kolejnego pokazu wyuczonych ruchów na hali, dostaliśmy pokaz, w ramach którego sprzęt musiał poradzić sobie z prawdziwym terenem. Cenzury tego wyzwania raczej Chińczycy nie zastosowali, bo widzimy, że część maszyn przekonała się o wyzwaniach trudnego terenu dość boleśnie.

Ponad 3000 schodów i niemal 90 ekip. Chińczycy sprawdzili roboty w górach

2 listopada podczas World Mountain Robot Challenge na starcie stanęło blisko 90 zespołów z robotami humanoidalnymi, czworonożnymi oraz egzoszkieletami wspomagającymi ruch człowieka. Główna trasa prowadziła z Hongmen do Zhongtianmen, liczyła 3,9 km i ponad 3100 kamiennych stopni przy przewyższeniu wynoszącym około 600 metrów. Nie była to jednak wspinaczka na sam szczyt Tai, a odcinek prowadzący do jednego z punktów na drodze ku niemu.

Czytaj też: Sztuczna skóra zaczyna czuć. Robot złapał grafit z ołówka i cofnął rękę przed igłą

Organizatorzy rozdzielili konkurencje szybkościowe od transportowych. W tych drugich roboty miały dowieźć ładunki, a w tym między innymi jajka i arbuzy. Niektóre maszyny dźwigały na grzbiecie nawet około 13 kg, ale cała ta konkurencja transportowa obejmowała krótszą trasę, bo liczącą około 3,3 km i ponad 2100 stopni. O wyniku decydowały zarówno czas, jak i stan przewożonych rzeczy.

Zwycięzca wyścigu czworonogów, a więc maszyna zespołu Beijing Lingyi Technology należącego do grupy Unitree, pokonał główną trasę w 43 minuty i 41 sekund. Według CCTV zwykłym turystom zajmuje to co najmniej dwie godziny. Z kolei najszybszy humanoid ekipy Zhishen Lingyue uzyskał czas na oziomie 27 minut i 26 sekund, ale na znacznie krótszym odcinku. W konkurencji transportowej zwyciężył natomiast zespół Lingshi firmy Linxai Intelligence z czasem 1 godziny, 51 minut i 29 sekund. Były też wpadki. Jeden humanoid przewrócił się na bruku i potrzebował pomocy inżynierów, a inny spadł ze schodów i nieco pokoziołkował.

Jajka na plecach i robot, który wspina się na ślepo

Najciekawsza część tego wydarzenia dotyczy jednak technologii sterowania. Podczas przygotowań do zawodów inżynierowie zespołu Uniubi AI opisywali wykorzystanie lidaru, który skanuje teren wiązkami laserowymi i tworzy trójwymiarową mapę otoczenia. Robot może w ten sposób rozpoznawać stopnie, kamienie i przeszkody, a następnie planować kolejne kroki.

Czytaj też: Amazon ma już milion robotów. Teraz chce użyć ich doświadczenia do uczenia kolejnych

Zupełnie inne podejście zaprezentowała ekipa Genisom AI. Jej robot korzystał z trybu wspinaczki bez obrazu otoczenia, polegając na informacjach o kontakcie nóg z podłożem, obciążeniu stawów i aktualnej pozycji korpusu. Na tej podstawie maszyna korygowała długość następnego kroku oraz utrzymywała równowagę. Jest to fascynujący kierunek, bo przypomina w pewnym sensie nasze odruchowe reagowanie na nierówności, zanim jeszcze świadomie ocenimy sytuację.

Pisałem już o podobnym problemie przy robocie wyposażonym w specjalne ramię chroniące go przed upadkiem na schodach. W obu przypadkach chodzi o coś więcej niż samo poprawne stawianie nóg, bo o reagowanie na sytuacje, których system sterowania nie przewidział. Przy przewożeniu jajek i arbuzów dochodzi jeszcze konieczność ograniczenia gwałtownych przyspieszeń, które mogą uszkodzić ładunek nawet wtedy, gdy sama maszyna nie straci równowagi.

Roboty już pracują na górze Tai. Wyścig pokazuje, co trzeba jeszcze poprawić

Co ciekawe, góra Tai nie służy Chińczykom wyłącznie do takich robotycznych zawodów. Już wcześniej testowali tam czworonożne maszyny, a w 2026 roku na górskim szlaku pracował nawet robot transportujący wodę na górę i odpady w drodze powrotnej. Według relacji dotyczących tego wdrożenia maszyna przewoziła zwykle od 30 do 45 kg, korzystała z kamer i LiDAR oraz mogła pracować przez 4-6 godzin na jednym akumulatorze.

W takich okolicznościach sam transport jajek i arbuzów staje się interesującą konkurencją. Górskie szlaki są przecież miejscami, gdzie tradycyjne pojazdy często nie mają racji bytu, a zaopatrzenie schronisk, usuwanie śmieci czy dostarczanie narzędzi wymaga ogromnego wysiłku ludzi. Czworonożna maszyna zdolna do samodzielnego poruszania się po schodach może rzeczywiście odciążyć pracowników, a to zwłaszcza przy regularnym transportowaniu ciężkich ładunków.

Czytaj też: Przyjdzie robot i złoi nas baseballem. Jego prawdziwy przełom kryje się w ramionach

Nie oznacza to jednak, że rekordowy czas wspinaczki przesądza o przydatności robota do pracy. Znacznie ważniejsza w tej kwestii pozostaje jego niezawodność, zużycie energii, konieczność nadzoru oraz koszt utrzymania. Robot, który raz pokona górską trasę w 44 minuty, może robić wrażenie, ale dla firmy transportowej cenniejszy będzie taki, który przejdzie ją setki razy bez pomocy inżyniera i kosztownych napraw.

Dlatego właśnie patrzę na chińskie zawody przede wszystkim jako na sprawdzian dojrzałości robotyki mobilnej. Pytanie nie sprowadza się bowiem już wyłącznie do tego, czy robot potrafi wejść na górę z ciężarem na plecach, ale czy zrobi to taniej i bezpieczniej od człowieka.

Źródła: Tech Xplore, CCTV, The Nation

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy, książki Powrót do Korzeni oraz gry wideo DIGSITE ZERO.