Polska pozwana do TSUE za brak wdrożenia Europejskiego Kodeksu Łączności Elektronicznej

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Komisja Europejska pozywa Polskę oraz 9 innych krajów do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Chodzi o brak wdrożenia Europejskiego Kodeksu Łączności Elektronicznej (EKŁE).

Pozew do TSUE dla 10 państw

Komisja Europejska, obok Polski, pozwała również Hiszpanię, Chorwację, Łotwę, Litwę, Irlandię, Polskę, Portugalię, Rumunię, Słowenię i Szwecję. Powodem jest brak przystosowania krajowych przepisów do Europejskiego Kodeksu Łączności Elektronicznej.

Kodeks wszedł w życie w grudniu 2018 roku i kraje członkowskie miały w ciągu dwóch lat wdrożyć go do swoich przepisów. 4 lutego 2021 roku mieliśmy 24 kraje, które nie wdrożyły przepisów. Do 23 września 2021 roku liczba ta zmalała do 18 krajów, a obecnie zostało ich 10.

Jak czytamy w komunikacje Komisji Europejskiej – jeżeli państwo członkowskie nie transponuje dyrektywy przyjętej przez Parlament Europejski i Radę do prawa krajowego w wymaganym terminie, Komisja może zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o nałożenie sankcji finansowych.

Czytaj też: Darmowy roaming do 2032 roku. Jest z nami już pięć lat

Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej już dawno miał być wdrożony.

21 grudnia 2020 roku, zgodnie z terminem wyznaczonym przez Komisję Europejską, Polska miała rozpocząć pierwszy etap wdrażania EKŁE. Rząd miał gotowy cały projekt nowego Prawa Telekomunikacyjnego liczący ponad 700 stron. Najważniejsze zmiany dla klientów sieci telekomunikacyjnych, opisywałem wówczas na łamach WhatNext. Oprócz nich w przepisach miała znaleźć się możliwość wypłacenia środków zgromadzonych na numerach na kartę. To wówczas było kością niezgody z operatorami.

Ostatecznie wiele z tych przepisów wdrożono w mniejszych nowelizacja Prawa Telekomunikacyjnego, a tematem zwrotu środków z numerów na kartę zajął się UOKiK. Choć rząd miał na nie apetyt. Ale ogółem, EKŁE nie został w Polsce w pełni wdrożony.

Co nie przeszkadzało rządzącym, aby w ramach walki z pandemią Covid-19, w postaci wrzutki do kolejnej ustawy covidowej, usunąć ze stanowiska ówczesnego prezesa UKE Marcina Cichego, powołując się przy tym na Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej. Ta sprawa również została skierowana to TSUE.

Kolejne przepisy, które „się robią”. Bo to trzeba na spokojnie…

Jak informuje minister Janusz Cieszyński w rozmowie z Interią, przepisy w sprawie wdrożenia EKŁE są już na ukończeniu. Konkretna ustawa ma być omawiana na kolejnym posiedzeniu stałym Rady Ministrów. Janusz Cieszyński zapewnia, że sprawa zostanie wycofana z TSUE jak tylko przepisy zostaną przyjęte. Powodem opóźnień miały być obszerne konsultacje z rynkiem.

Sprawa jest o tyle ciekawa, że prace nad nową wersją Prawa Telekomunikacyjnego, wdrażającą przepisy EKŁE trwają już długie lata. Choć pod koniec 2019 roku cała ustawa była już gotowa. Patrząc na to, że inne przepisy telekomunikacyjne, czyli Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa też długo czeka na realizację i mamy już jej siódmą wersję, aż strach pomyśleć ile razy transformację przeszło przez ten czas nowe Prawo Telekomunikacyjnej. Rządzący zamiast skupić się na rzeczach pilnych, przepalają czas i zasoby na kwestie mniej istotne.

Czytaj też: Huawei nie zawiera nowych umów z Rosją. Kreml po cichu liczy na Ericssona i pomoc Chin

W Ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa zamiast na najważniejszym, czyli cyberbezpieczeństwie i jak najszybszym wdrożeniu przepisów, które już drugi rok wstrzymują realizację aukcji częstotliwości sieci 5G, rządzący skupiają się na stworzeniu furtek do wykluczania dostawców sprzętu i oprogramowania oraz częstotliwości 700 MHz. Która ani nie jest przedmiotem oczekującej aukcji, ani też nie jest możliwa do wykorzystania z powodu aktualnych wydarzeń na Wschodzie. Ktoś może powiedzieć – chcą zrobić kompleksowe przepisy. Przypomnijmy tylko, że obecna władza jeśli tylko chce, jest w stanie przepychać ustawy w jeden wieczór, wieć jeśli pojawi się konieczność nowelizacji zapisów, nie powinno być z tym najmniejszego problemu.

Tak jak pisałem w tym materiale, mamy kolejny dowód na to, że likwidacja Ministerstwa Cyfryzacji była błędem. Nie mamy resortu, który zajmowałby się wyłącznie sprawami telekomunikacyjnymi i wdrażaniem kolejnych przepisów. Zamiast tego mamy kolejne dziwne pomysły i coraz większe opóźnienia w pracach.