Sama idea pojazdów zasilanych słońcem nie jest nowa. Uniwersyteckie zespoły od dekad ścigają się ultralekkimi solarnymi samochodami przez pustynie, kilka startupów sprzedaje dziś skutery i trójkołowce z panelami przyklejonymi do nadwozia, a Mercedes zaczął integrować fotowoltaikę bezpośrednio z lakierem. Zwykle jednak takie maszyny wyglądają jak eksperymentalne prototypy albo poświęcają codzienną praktyczność, żeby wygospodarować miejsce na fotowoltaikę. Właśnie dlatego koncepcyjny projekt włosko-tureckiego studia architektonicznego przyciągnął tyle uwagi. Na papierze to w pełni elektryczny motocykl, który wozi własną, składaną instalację solarną i deklaruje na tyle “inteligentne zarządzanie energią”, by funkcjonować całkowicie bez kontaktu z siecią.

Ten motocykl chce żyć tylko ze słońca. Czy naprawdę nigdy nie będzie potrzebował gniazdka?
Motocykl nazywa się Solaris i nie powstał w biurach żadnego znanego producenta jednośladów, lecz w MASK Architects, czyli pracowni architektoniczno-projektowej prowadzonej przez Öznur Pınar Cer i Danilo Pettę. Studio zasłynęło w przeszłości koncepcyjnymi projektami łączącymi inżynierię konstrukcji z odnawialnymi źródłami energii, takimi jak eko-lodge czy resorty, w których pozyskiwanie energii słonecznej jest wpisane w samą architekturę. Solaris jest przedstawiany jako rozszerzenie tej filozofii na mobilność. MASK opisuje go jako w pełni zasilany słońcem, samodoładowujący się motocykl, który ma zrywać zależność od stacji paliw, sieci energetycznych i komercyjnych stacji ładowania. Idea jest prosta: wszędzie tam, gdzie świeci słońce, motocykl może powoli uzupełniać akumulator, zamieniając czas postoju na parkingu, kempingu czy na pustyni w dodatkowy zasięg.
Czytaj też: Niemcy rzucają wyzwanie azjatyckim gigantom solarnym. Ten zakład pod Lipskiem produkuje coś wyjątkowego

To, co najmocniej wyróżnia Solaris wizualnie, to brak typowego “dachu z płaskich paneli”, jaki znamy z wielu eksperymentalnych pojazdów. W trybie jazdy maszyna wygląda jak dość smukły, odsłonięty elektryczny naked z widocznymi elementami aluminiowo-węglowej konstrukcji, smukłym ogonem z kompozytu węglowego i zintegrowanym oświetleniem LED wzdłuż ramy. Dopiero gdy się zatrzyma, pokazuje swój największy trik. Po zaparkowaniu Solaris rozkłada bowiem z boków parę okrągłych fotowoltaicznych skrzydeł. Na wizualizacjach unoszą się one łukiem ku górze niczym stylizowane mechaniczne liście lub skrzydła, tworząc nad motocyklem coś w rodzaju kołowej pergoli.
Po rozłożeniu skrzydła zasilają akumulator zintegrowany z ramą. Inteligentny system zarządzania energią słoneczną ma śledzić, ile energii jest zbierane, gdzie jest magazynowane i jak jest wykorzystywane, na bieżąco regulując przepływy. Kierowca widzi te dane na cyfrowym kokpicie, który oprócz prędkości i stanu naładowania pokazuje również aktualny dopływ energii z paneli, co ma umożliwiać również aplikacja.

MASK twierdzi, że taka geometria pozwala zwiększyć powierzchnię efektywnego przechwytywania promieni słonecznych nawet o 150 procent względem klasycznego montażu płaskich paneli bezpośrednio na motocyklu. W praktyce chodzi o to, że im większa powierzchnia skierowana jest do słońca, tym więcej watów można zebrać w ciągu każdej godziny dobrego nasłonecznienia. Tylko w ten sposób pojazd tej wielkości jest w stanie produkować energię w ilościach większych niż symboliczne. Dlatego też można posunąć się do stwierdzenia, że Solaris nie jest po prostu motocyklem z przykręconymi dekoracyjnymi panelami. Cała górna część maszyny została zaprojektowana tak, aby w razie potrzeby zamieniać się w mikroelektrownię słoneczną, a potem składać z powrotem do formy nadającej się do jazdy.
Gdzie taki samodoładowujący się motocykl miałby sens?
Producent nie zdradza konkretnych liczb, które stoją za motocyklem Solaris. Wspomina o obecności ramy z połączenia aluminium i kompozytów, wysokoobrotowego silnika elektrycznego o dużym momencie obrotowym i rekuperacji. Szczegółów więc brakuje, ale sam sens takiego motocykla nie jest wcale żaden. Zwłaszcza w konkretnych regionach świata takich jak Afryka, Azja czy Ameryka Południowa, bo tam to właśnie motocykle i małe dwukołowce są podstawą transportu. Trudno tam również o stabilną i rozległą sieć energetyczną, więc również o infrastrukturę ładowania i dlatego to właśnie tam motocykl pokroju Solaris mógłby być sprzętem wręcz idealnym.

Czytaj też: Fiat wraca do spalinowego silnika. Miała być ikona elektryfikacji, a wrócił mały i głośny klasyk
Zresztą MASK wprost wpisuje Solaris w ten kontekst. Firma pozycjonuje ten motocykl jako narzędzie do eksploracji terenów pozbawionych infrastruktury, dla odległych społeczności i obiektów ekoturystycznych, w których budowa konwencjonalnych stacji ładowania lub ciągnięcie kabli byłoby zbyt drogie albo zbyt inwazyjne dla środowiska. W takim otoczeniu projekt nagle zaczyna mieć więcej sensu. Rozłożone skrzydła zajmują absurdalnie dużo miejsca w miejskim garażu, ale na pustyni czy na odludnym płaskowyżu pozioma przestrzeń jest tania, a słońce niemal zawsze pod ręką.
Czy fizyka nadąża za obietnicą?
Kluczowe pytanie brzmi: czy motocykl tej wielkości jest w stanie realnie utrzymać się przy życiu tylko na energii słonecznej w normalnych warunkach? Nowoczesne panele słoneczne o wysokiej sprawności dają w realnym użytkowaniu około 220-300 watów na metr kwadratowy w zależności od technologii i lokalizacji. Jeśli przyjąć, że oba okrągłe skrzydła Solaris oraz górna część motocykla razem zapewniają 2-3 m² aktywnej powierzchni paneli, mówimy o mocy rzędu 440-900 watów w pełnym słońcu. Przy czterech-pięciu solidnych godzinach nasłonecznienia dziennie przekłada się to na mniej więcej 1,8-4,5 kWh energii zgromadzonej w akumulatorze, więc przy zużyciu na poziomie 100 Wh na kilometr, w najgorszym wypadku dałoby się przejechać na takim motocyklu niespełna 20 kilometrów.
Czytaj też: Włosi znowu zaskakują świat motocykli. Pięciocylindrowy silnik MV Agusty pokonuje legendarne V4

Dla pewnych zastosowań to nadal bardzo dużo. Pracownik medyczny na terenach wiejskich, który pokonuje dziennie 20 km po szutrach, albo strażnik patrolujący stały odcinek ogrodzenia, może w praktyce niemal w całości opierać się na energii słonecznej, jeśli trasy są krótkie, a motocykl ma czas ładować się między kursami. Jednak dla użytkownika pozostającego ciągle w ruchu i robiącego długie trasy w ciągu dnia, taka energia z paneli pozostanie raczej uzupełnieniem. Musimy też pamiętać, że na tym etapie Solaris nie jest motocyklem, który można zamówić w salonie, lecz starannie wykreowaną wizją studia specjalizującego się w spekulatywnej architekturze i nie wiadomo, czy kiedykolwiek trafi do sprzedaży. Jednak sama idea tego, że małe pojazdy elektryczne powinny pozyskiwać część energii z otoczenia wszędzie, gdzie to możliwe, jest bardzo sensowna. Fizyczne ograniczenia sprawiają jednak, że w przypadku pełnowymiarowego motocykla energia słoneczna raczej wydłuży zasięg, niż całkowicie zastąpi klasyczne ładowanie.