No to się porobiło. Miały być nie do powstrzymania, ale Amerykanie pokazali nową broń

Prosta wymiana medium komunikacyjnego narobiła wojsku więcej problemów, niż można było się tego spodziewać. Oto jednak na horyzoncie widać niespodziewany ratunek, ale czy aby na pewno to rewolucja, czy może próba wynalezienia koła na nowo?
...

Wygląda na to, że walka z bezzałogowcami wkracza w kolejny, jeszcze bardziej skomplikowany etap. W ostatnich miesiącach szczególnie niepokojące stały się drony latające, które zamiast fal radiowych do komunikacji z operatorem wykorzystują ultracienki kabel światłowodowy. Taka prosta zmiana technologiczna sprawiła, że dotychczasowe metody ich zwalczania (od zagłuszania po przechwytywanie sygnału) stały się kompletnie nieskuteczne. Wygląda jednak na to, że nowa generacja broni energetycznych może stanowić realną odpowiedź na to wyzwanie.

Pod koniec 2025 roku miały miejsce testy, które wielu obserwatorów uznało za przełomowe. Amerykańska firma Epirus, specjalizująca się w systemach mikrofalowych, publicznie zaprezentowała nagranie pokazujące, jak jej technologia skutecznie wyłącza drona sterowanego za pomocą kabla światłowodowego. Platforma o nazwie Leonidas VehicleKit unieszkodliwiła cel bez fizycznego kontaktu, wystrzału czy próby zakłócenia komunikacji… po prostu wysadzając jego elektronikę w powietrzu.

Drony sterowane światłowodem. Nowe, trudne do zwalczenia zagrożenie

Aby zrozumieć wagę tego testu, najpierw trzeba spojrzeć na sytuację na prawdziwym froncie. W utrzymującym się konflikcie za naszą wschodnią granicą drony FPV ze światłowodem stały się jednym z kluczowych narzędzi ofensywnych. Ich główną zaletą jest odporność na zakłócenia. Ponieważ sygnał sterujący biegnie przez kabel, to tradycyjne środki walki elektronicznej, które polegają na zagłuszaniu lub przejmowaniu fal radiowych, są wobec nich bezsilne. Wszystko to przy zachowaniu cech, które sprawiają, że takie maszyny są znacznie trudniejsze do wykrycia przez systemy ostrzegania.

Czytaj też: Stare działa jak zabawki. Nowa “snajperska armata” XM913 przewyższa nawet Bushmastera

Skala zagrożenia jest potwierdzana przez najwyższych rangą urzędników. Były wicepremier i minister transformacji cyfrowej Ukrainy, Mychajło Fedorow, ostrzegał przed rosyjskimi dronami tego typu, podkreślając ich duży zasięg do nawet 50 km. Analiza Armii Stanów Zjednoczonych z sierpnia 2025 roku tylko potwierdzała te obawy, wskazując, że drony światłowodowe stanowią wyjątkowo trudny cel dla konwencjonalnej obrony przeciwlotniczej. Przez długi czas wydawało się, że nie ma na nie skutecznego sposobu… aż do niedawna.

Zasada działania Leonidasa. Niewidzialna wiązka energii zamiast pocisku

System Leonidas podchodzi do problemu z zupełnie innej strony. Zamiast próbować przechwycić lub zagłuszyć sygnał, atakuje samą fizyczną elektronikę drona za pomocą ukierunkowanej wiązki promieniowania mikrofalowego dużej mocy. Technologia ta jest niejonizująca, co teoretycznie czyni ją bezpieczniejszą dla otoczenia niż niektóre inne rozwiązania kinetyczne. Sercem systemu jest zaś programowalna, kierunkowa antena fazowana, która pozwala operatorowi skupić energię z chirurgiczną precyzją na wybranym obiekcie w przestrzeni.

Czytaj też: Oto bronie przeciwlotnicze, które przeraziły pilotów i na zawsze zmieniły lotnictwo

W praktyce wygląda to tak, że operator namierza drona i strzela w niego wiązką mikrofal, która dosłownie smaży jego elektronikę wewnętrzną. Proces jest niemal natychmiastowy, nie wymaga amunicji, a sam strzał jest niewidoczny. Co istotne, w takim scenariuszu operator ma pewną kontrolę nad tym, gdzie unieszkodliwiony dron spadnie, co minimalizuje ryzyko przypadkowych szkód. Architektura systemu jest skalowalna, co oznacza, że można go montować na różnych platformach – od pojazdów wojskowych po stacjonarne punkty obronne, a samo oprogramowanie pozwala na szybkie aktualizacje w miarę pojawiania się nowych zagrożeń.

Wypełnienie luki w systemie obrony. Obiecujący test, ale pytania pozostają

Teraz firma Epirus przedstawia Leonidasa jako system zdolny do zwalczania wielu celów jednocześnie, co jest kluczowe w obliczu taktyk zmasowanych ataków z wykorzystaniem wielu dronów jednocześnie. Grudniowy test faktycznie pokazał, że elektronika drona, niezależnie od tego, jak jest sterowana, pozostaje podatna na silny, skoncentrowany impuls elektromagnetyczny. Naturalnie nie jest to wcale coś nowego, bo technologia mikrofalowa w takim zastosowaniu jest znana nam od lat. Nie jest też idealnym zastępstwem dla działających w konkretnych obszarach zagłuszarek, które nie wymagają obsługi i zakłócają komunikację w dronach pasywnie, bo bez angażowania personelu.

Czytaj też: Kto naprawdę rządzi pod wodą? Najnowsze zestawienia burzą stary porządek

Entuzjazm powinien być jednak stonowany. Prezentacja firmy to przede wszystkim udany pokaz w kontrolowanych warunkach. Prawdziwym sprawdzianem dla Leonidasa będzie jego skuteczność i niezawodność w rzeczywistym, chaotycznym środowisku bojowym, pod presją czasu i przy jednoczesnym ataku dziesiątek różnego rodzaju celów. Musimy też pamiętać ten sam efekt (zniszczenie drona w locie) uzyskiwany jest dokładnie przez byle laser, więc czy aby na pewno Epirus wymyślił sposób na walkę z dronami podpiętymi do światłowodu? Moim zdaniem nie – to po prostu marketingowy ruch, który próbuje na nowo odkryć skuteczność ukierunkowanej wiązki energetycznej.