
Gdy słyszymy Kałasznikow, to od razu myślimy o prostocie, surowej funkcjonalności i sprzęcie, który ma działać zawsze i to bez względu na warunki. Teraz te same wartości producent próbuje przenieść do świata elektrycznych motocykli. IZH-Enduro to nie jest futurystyczna zabawka dla miłośników nowych technologii, lecz pojazd, który od pierwszych szkiców miał odpowiadać na potrzeby służb działających z dala od utwardzonych dróg.

Od broni do elektrycznego motocykla IZH-Enduro
Projekt, który po raz pierwszy zobaczyliśmy kilka lat temu jako ciekawostkę na targach, właśnie doczekał się wersji gotowej do produkcji. Jednak trzeba zaznaczyć, że to wciąż pojazd określany jako specjalnego przeznaczenia, a nie produkt na masowy rynek. Potwierdza to jednoznacznie fakt, że choć model IZH-Enduro został oficjalnie wprowadzony do linii pojazdów specjalnych w 2025 roku, to wszelkie szczegóły dotyczące dostępności w sprzedaży detalicznej pozostają niejasne.
Czytaj też: System przejmie kontrolę nad twoim motocyklem. To rewolucja czy zagrożenie dla jazdy?

Sam pomysł, aby producent broni zaczął sprzedawać elektryczne jednoślady, może budzić uśmiech, ale wpisuje się w globalny trend szukania nowych rynków przez wielkie firmy. Koncern Kałasznikow od dłuższego czasu eksperymentuje zresztą z różnymi produktami – od dronów po odzież, a teraz najwyraźniej przyszedł czas na zeroemisyjną mobilność. IZH-Enduro to nie jest jednak byle miejski skuter, a pełnoprawny pojazd terenowy, który wyróżnia się jedną, bardzo konkretną cechą, bo możliwością montażu wózka bocznego. Nie jest to jednak miejsce dla pasażera, a raczej uniwersalna platforma ładunkowa.

Konstrukcja IZH-Enduro wskazuje, że ten elektryczny motocykl jest też przystosowany do holowania lekkiej przyczepy, a to akurat sugeruje, że głównym odbiorcą mają być służby, a nie weekendowi turyści. Pomysł na połączenie elektrycznego napędu z tradycyjną, terenową formą jest sam w sobie ciekawy, choć rodzi pytania o praktyczność takiego zestawienia. Ciągle z tyłu głowy rezonuje mi bowiem wiadomość, jak to Ford stracił prawie 20 miliardów na elektrykach, a niedawno pokazał, że odwraca się w pewnym stopniu od elektryczności i stawia na spalinowe korzenie.
Nietypowe rozwiązania w rosyjskim IZH-Enduro
Pod względem gabarytów motocykl z doczepionym wózkiem waży 220 kilogramów, a to przy napędzie elektrycznym nie wydaje się wartością nadzwyczajną. Rozstaw osi wynosi 1385 milimetrów, a wysokość siedzenia sięga 720 milimetrów, co jest typowe dla motocykli terenowych. Serce napędu stanowi akumulator litowo-jonowy o zasięgu do 100 kilometrów, który to zasila różne zestawy silników gotowych na rozpędzenie pojazdu do maksymalnie 120-150 km/h (zależnie od wariantu).
Czytaj też: Producenci motocykli testują technologię, która wydaje się absurdalna. Haptyczne ostrzeżenia mają zastąpić tradycyjne sygnały

Nabywcy mogą sięgnąć po pojedynczy silnik o mocy 4 kW, dwa silniki o mocy 3 lub 5 kW każdy, a wreszcie całkowicie przekreślić niskoemisyjne ciągoty i postawić na silnik benzynowy o pojemności 0,45 litra. Ciekawie, choć dosyć nierozsądnie, wygląda fakt podpięcia nawet elektrycznych silników do manualnej, czterobiegowej skrzyni biegów ze sprzęgłem, bo niszczy to jedną z zalet elektrycznego napędu.
Dla kogo jest ten motocykl i czy ma szansę na rynku?
W materiałach producenta motocykl jest przedstawiany jako uniwersalne narzędzie dla służb mundurowych, ratowników i ot, “poszukiwaczy przygód”. IZH-Enduro ma odznaczać się wysoką niezawodnością, zwinnością oraz łatwością adaptacji do różnych zadań, a sama elastyczność konfiguracji, dzięki wózkowi i możliwości holowania, faktycznie może stanowić atut w niszowych zastosowaniach. Brakuje jednak kluczowych informacji o cenie, harmonogramie produkcji czy certyfikatach dopuszczających pojazd do ruchu po drogach publicznych, co sugeruje, że projekt, pomimo ogłoszenia wersji produkcyjnej, wciąż znajduje się w fazie testów i rozwoju.
Otwartym pytaniem pozostaje też realna konkurencyjność tego pojazdu poza granicami Rosji, gdzie rynek elektrycznych jednośladów jest już dość mocno obsadzony przez uznane marki. W praktyce więc IZH-Enduro to przede wszystkim ciekawy przykład, jak różne firmy próbują zająć własny fragment rynku elektromobilności. Sam pomysł na elektryczne enduro z wózkiem bocznym jest oryginalny i rozwiązuje konkretny problem transportowy, ale równie dobrze może szybko skończyć na śmietniku historii. Zwłaszcza że domniemane zaawansowanie technologiczne, możliwości i sama trwałość IZH-Enduro stoją ciągle pod znakiem zapytania.
Tego typu ruch na pierwszy rzut oka może wydawać się kuriozalny, ale im dłużej przyglądamy się projektowi IZH-Enduro, tym wyraźniej widzimy, że nie jest to jedynie marketingowy kaprys, lecz konsekwentna próba wejścia w rynek specjalistycznych pojazdów elektrycznych. Jednak firma zbrojeniowa z tak silnym bagażem skojarzeń staje przed poważnym wyzwaniem, bo jak tu przekonać potencjalnych odbiorców, że potrafi projektować nie tylko broń, ale też niezawodne narzędzia transportu dla służb w terenie?