Po 1,5 roku z MacBookiem wiem jedno – za Windowsem szybko nie zatęsknię

Czas szybko leci i zaraz minie 1,5 roku, odkąd całą pracę przeniosłem z laptopa z Windowsem na MacBooka. To była świetna decyzja, której ani przez chwilę nie żałowałem. Co wcale nie oznacza, że Mac OS jest tak idealny, jak się go przedstawia.
...

MacBook przypomniał mi, do czego służy i jak działa laptop

Apple
MacBook Pro

Laptopy z Windowsem na przestrzeni lat stały się w moim przypadku przenośnymi komputerami stacjonarnymi. Z czasem wręcz zapomniałem już, jak to jest móc skorzystać z komputera praktycznie zawsze i wszędzie. Taki jest MacBook – wyciągam go z plecaka i on już po otwarciu klapy jest gotowy do pracy. Jest naładowany, a do wykorzystania pełni jego możliwości nie potrzebuję szukać gniazdka.

To są właśnie główne powody, dla których miałem dość laptopów z Windowsem. Po zamknięciu klapy i wrzuceniu takiego sprzętu do plecaka nigdy nie miałem pewności, czy po wyjęciu go będzie dalej zdatny do użytku. Zawsze istniało duże ryzyko, że sam się uruchomi, przegrzeje, bo ma ograniczony przepływ powietrza, a w efekcie rozładuje. Prościej byłoby powiedzieć, ile razy nie spotkała mnie taka sytuacja, niż ile razy coś takiego miało miejsce.

Huawei MateBook 14

Druga rzecz to wydajność. Laptop z Windowsem podłączony do zasilania i ten sam laptop z Windowsem niepodłączony do zasilania to dwa, kompletnie różne komputery. Jeden może być w stanie uruchamiać najbardziej wymagające gry i programy, drugi może się zacząć zacinać nawet przy z pozoru prostej czynności.

Idealny tego przykład podał mi jakiś czas temu Kacper. Kiedy podczas jednego z wyjazdów służbowych, przed rozpoczęciem sesji pytań i odpowiedzi z jednym z ekspertów, wszyscy dziennikarze korzystający z laptopów z Windowsem urządzili wyścig do gniazdek, podczas gdy użytkownicy MacBooków z zaciekawieniem patrzyli na to wszystko z laptopami na kolanach. Gdyby tylko tę scenę nagrać, byłaby ona idealnym zamknięciem tematu, który mówi więcej, niż wszystko inne.

MacBook Air

MacBook, o ile tylko nie zapomnę go naładować, jest zawsze gotowy do pracy. Mogę go wyjąć z plecaka, odpisać na kilka wiadomości, schować, wyjąć po kilku godzinach i spadek zapasu energii nie przekroczy 5%. A i to w porywach. Co więcej, mogę na nim mieć otwarte wszystkie programy, nawet te bardziej wymagające do edycji zdjęć czy filmów i niemal od razu będą one dalej dostępne do działania i w pełni funkcjonalne. W przypadku Windowsa, jeśli zdarza się sytuacja, w której mi się rozładował w plecaku, to do tego lubił się przy tym zresetować i powyłączać wszystkie programy.

Żeby nie było, to nie są problemy, jakie miałem z jednym, konkretnym laptopem z Windowsem. Podobne przeboje miałem z modelami różnych producentów, z procesorami AMD i Intela. Inną kwestią są procesory Qualcommu i może do nich od razu przejdźmy.

Czytaj też: Szeroki monitor to obowiązkowe wyposażenie mojego biurka. Czy takie ekrany są dla każdego?

Laptopy z Windowsem mogą działać jak MacBooki, ale nie wydaje mi się, żeby to kiedyś nastąpiło

Microsoft Surface Laptop 7
Microsoft Surface Laptop 7

Procesory z architekturą ARM, czyli Snapdragony Elite Qualcommu, są w stanie dać nam sporo rzeczy, do jakich swoich użytkowników przyzwyczajają MacBooki. Długi czas pracy, brak problemów z wydajnością po wypięciu wtyczki zasilania, bezproblemowe działanie, ale… to nie takie proste.

Zacznijmy od tego, gdzie są różnice. Mocno upraszczając, architektura procesorów x86, na której opierają się jednostki AMD czy Intela, jakie znamy z większości komputerów z Windowsem, jest stworzona tak, aby korzystać z rozbudowanych zestawów instrukcji. Pojedyncza instrukcja wydana procesorowi jest w stanie wykonać wiele skomplikowanych czynności. Słowem – są to procesory do zadań wymagających wysokich mocy obliczeniowych i mówimy tu zarówno o grach, jak i pracy. To zwyczajnie ma działać sprawnie i wydaje, bez względu na pobór energii.

Architektura ARM, jaką mamy w procesorach Apple oraz Qualcomm stawia na prostotę. Instrukcje są proste, wykonywane w najprostszy możliwy sposób, co przekłada się na znacznie większą energooszczędność. Do tego konstrukcje ARM mają wszystko w jednym, czyli na jednej płytce drukowanej mamy jednocześnie procesor, pamięć RAM i układ graficzny, gdzie w x86 każdy element to osobne urządzenie.

Apple iMac M4

Teraz pojawia się pytanie – dlaczego w takim razie taki MacBook Pro jest w stanie uruchamiać i wykonywać skomplikowane operacje w programach graficznych, edycji wideo, a od niedawna uruchamiać wymagające gry, jak Cyberpunk 2077? Słowo klucz to optymalizacja, która w przypadku Apple’a jest znacznie prostsza. Mamy jeden system operacyjny, jeden rodzaj procesorów, więc aplikacje mogą być pisane tak, aby dostosować się do tego konkretnego sprzętu. Dzięki czemu mogą działać lepiej. Swoje robi też architektura AMR, bo skoro pamięć RAM jest tuż obok procesora, to może się z nim komunikować sprawniej oraz sam Apple. Który krótko trzyma developerów i pilnuje, aby aplikacje były odpowiednio zoptymalizowane.

W przypadku Windowsa mamy dziesiątki tysięcy urządzeń. Podzespołów, komponentów, z różnymi sterownikami i tak jest od wielu lat. Przerzucenie tego wszystkiego na architekturę AMR nie jest proste, żeby nie powiedzieć prawie niewykonalne. Twórcy aplikacji musieliby tworzyć programy pod nową architekturę, ale w obecnym stanie rzeczy wymagałoby to tworzenie dwóch wersji. Bo jeśli powstałby program tylko pod architekturę ARM, to pozbawiamy dostępu do niego, strzelam że dziesiątki milionów osób. Żeby nie powiedzieć, że firma zabiera sobie potencjalny zarobek z tych osób. Dlatego też ARM w Windowsie raczkuje i nie jest pewne, że w ogóle zacznie chodzić.

Czytaj też: Test Sony WF-1000XM6 – izolują, komunikują i zapewniają dużo rozrywki

Nie do wszystkich elementów MacOS się przyzwyczaiłem, ale Windowsa zacząłem używać jak… Maca

Konkretnie chodzi o okna aplikacji. Mac OS radzi sobie z tym tak sobie, choć mam wrażenie, że uczy się jak może. Niemniej na ekranach o nietypowych proporcjach (na co dzień używam monitorów 21:9 i 32:9) z aplikacji na Macu korzystam jak na dużej przestrzeni roboczej. Mam okna o różnych wielkościach porozrzucane po ekranie. Co wynika z tego, że grupowanie ich automatycznie, jak w Windowsie, nie jest tak wygodne, a miejscami niemożliwe (bez dodatkowych programów). Przyzwyczaiłem się do tego tak bardzo, że aktualnie na Windowsie układam okna w taki sam sposób i śmiem twierdzić, że jest to wygodniejsze, niż automatyczne ustawianie np. trzech okien obok siebie na całym ekranie.

Oczywiście jest to kwestia specyfiki użytkowania komputera. Na co dzień potrzebuję mieć obok siebie kilka aplikacji, ale jeśli ktoś korzysta z pojedynczych programów to takich problemów pierwszego świata nie uświadczy. Swoją drogą od zawsze uważam, że Mac OS jest systemem wręcz stworzonym do tego, żeby używać na nim jednej aplikacji na pełnym ekranie i z czasem zaczęto to coraz bardziej dostosowywać do napływających nowych użytkowników po latach z Windowsem.

Nie do wszystkich elementów Mac OS jestem w stanie się przyzwyczaić. Idę o zakład, że nigdy nie będę w stanie korzystać z tego przedziwnego układu klawiatury. Dlatego też zawsze jak podłączam do Maca nową klawiaturę, pierwszą czynnością jest zamiana funkcji przycisków Command i Option. Dzięki temu polskie znaki jestem w stanie robić przyciskiem znajdującym się tam, gdzie w Windowsie jest umieszczony Alt. Tak, jeśli się ktoś zastanawia nad zmianą Windowsa na Maca i zastanawia się, czy przeżyje układ klawiatury to spokojnie, to można bardzo łatwo skonfigurować.

Wbrew krążącym opiniom, Mac OS nie jest wcale w 100% idealnie stabilny. Zdarza mu się czasem złapać czkawkę, choć w sytuacjach, w których łatwo to wybaczyć. Przykładowo podczas długiej edycji zdjęć czy filmów, albo po 2-3 miesiącach bez restartu, kiedy mam otwartych zdecydowanie za dużo aplikacji. Jakby nie patrzeć, w ciągu miesiąca mam takich sytuacji mniej, niż Windows fundował mi w ciągu kilku dni.

Mitem jest też to, że MacBook jest bezgłośny, chociaż… to zależy. Startujący laptop z Windowsem można pomylić ze startującym samolotem. MacBook Pro (Air jest chłodzony pasywnie) potrafi konkretnie zaszumieć, ale trzeba go do tego zmusić. Dać mu wymagające zadanie, jak odszumianie kilkudziesięciu zdjęć w Lightroomie czy uruchomienie Cyberpunka 2077 i wtedy potrafi pokazać, że ma wentylatory i to wcale nie do ozdoby. Choć na co dzień można o nich zapomnieć.

Czytaj też: Zegarki hybrydowe – zapomniana technologia, która przegrała ze smartwatchami

Powrotu do Windowsa nie widzę. Ten robi wszystko, żebym nie zmienił zdania

MacBook Pro

Styczność z Windowsem mam nadal, głównie w komputerze stacjonarnym pełniącym funkcję domowej konsoli. Widuję go też w testowych laptopach podczas sesji zdjęciowych i mam wrażenie, że Microsoft robi wszystko, aby osoby takie jak ja utwierdzić w słuszności wyboru komputera Apple.

Windows stał się przeładowaną usługą. Rozbudowaną do granic, rozwarstwioną i wymagającą sporo samozaparcia, czasu i nieco wiedzy, żeby jako tako dostosować go do stanu używalności. W końcu nie każdy wie, że te wszystkie wyskakujące okienka kolejnych, uruchamianych programów po starcie systemu da się wyłączyć. Albo gdzie je wyłączyć.

Choć sprzęt z Mac OS nie jest idealny, to jako narzędzie do pracy lub komputer do przeglądania Internetu, mediów społecznościowych i oglądania filmów jest nieporównywalnie wygodniejszym i przede wszystkim pewniejszym urządzeniem, niż Windows. Ten broni się dzisiaj przede wszystkim jako sprzęt do grania w gry i to nie powinno się zmienić przez bardzo długi czas.