Test Sony WF-1000XM6 – izolują, komunikują i zapewniają dużo rozrywki

Sony WF-1000XM6 to drugi najważniejsze słuchawki marki oraz flagowy model douszny. To już ich szósta generacja, której mam okazję używać już od jakiegoś czasu i to jedne z niewielu słuchawek dousznych, które mogłoby u mnie zagościć na dłużej.
...

Sony stawia na zmiany. WF-1000XM6 dostały nowy wygląd

Sony WF-1000XM5 były ładne. Nie ukrywam, że bardzo mi się podobał ich kształt i ogólna prezencja. Dlatego też trochę kręciłem nosem na widok nowej generacji. Jest mniej okrągła i nie ma już charakterystycznie odznaczającej się wizualnie małej maskownicy na zewnętrznej stronie. Szkoda, ale wystarczy narzekania.

Sony WF-1000XM6 nadal wyglądają dobrze. To zasługa matowego wykończenia, dzięki któremu dosłownie czuć, że jest to produkt z wyższej półki. Podobnie jak etui, które również jest matowe i też wygląda inaczej. Nie jest już obłe, a zyskało ostrzejsze, wyraźniejsze krawędzie. Producent poprawił umiejscowienie słuchawek w etui, bo w przypadku poprzedniej generacji użytkownicy mocno narzekali na to, że trudno się je wyjmuje. Teraz faktycznie jest to bardzo proste.

Tak okazale nie wygląda już główne pudełko, które zgodnie z polityką Sony jest bardzo z recyklingu i do tego całkowicie pozbawione plastikowych elementów. W sumie same słuchawki też są częściowo, bo w 25%, wykonane z materiałów pochodzących z odzysku.

W zestawie znajdziemy komplet instrukcji oraz w sumie aż cztery gumowe końcówki i o nich powiemy sobie nieco więcej.

Czytaj też: Test Oppo Reno15 Pro – tak dobrego Reno nie było już dawno. Czy przekonał mnie do siebie?

Sony WF-1000XM6 są bardzo wygodne, co jest zasługą ciekawych końcówek

W sumie nie do końca są one gumowe. Powiedziałbym, że to połączenie gumy i pianki, której jest tu zdecydowanie więcej. Nie jest to taka typowa pianka z efektem pamięci… Naprawdę nie jest łatwo to wyjaśnić. Niemniej, w przeciwieństwie do typowych, gumowych końcówek, można je delikatnie ścisnąć przed włożeniem do ucha, dzięki czemu mogą wejść głębiej, po czym delikatnie pęcznieją, zyskując solidniejsze mocowanie.

Końcówki są cztery, w rozmiarach od XS do L, więc każdy na pewno znajdzie tu coś dla siebie. Sam byłem zaskoczony, że zmieściłem się w S, bo jak często powtarzam przy okazji testów słuchawek, według laryngologa mam kanał słuchowy wielkości kanału 3-latka. Przez co większości słuchawek dousznych muszę używać w zasadzie głównie siedząc, a Sony WF-1000XM6 udało mi się nawet zabrać na siłownie i nie zgubić ich w trakcie treningu, co jest naprawdę konkretnym wyczynem.

Aplikacja Sound Connect, która jest w zasadzie niezbędna do pełnego wykorzystania możliwości słuchawek, pozwala na wykonanie testu dopasowania. Co też pozwala lepiej dopasować końcówki i znaleźć odpowiednią oraz wygodną pozycję noszenia.

Czytaj też: Test Baseus EnerGeek GP12 – duży zapas szybkiego prądu w podręcznej formie

Bez aplikacji Sound Connect tracimy większoć funkcji słuchawek Sony WF-1000XM6

Sony WF-1000XM6 to słuchawki z gatunku tych bardzo rozbudowanych, których wiele funkcji zależy od aplikacji Sound Connect. Nie mniej rozbudowanej co same funkcje, w zasadzie to nawet bardziej. Na szczęście nie jest to trudny w obsłudze pogram, choć niestety niedostępny po polsku.

Idąc od góry, mamy tu sterowanie redukcją hałasu, o czym nieco później. Dalej jest tryb słuchania – standardowy lub muzyka w tle. To ciekawa rzecz, która pozwala korzystać z Sony WF-1000XM6 trochę jak nie ze słuchawek dousznych. Brzmienie jest symulowane w taki sposób, jakby źródło dźwięku znajdowało się w pewnej odległości od nas. Oczywiście jakość leci na łeb, dostępnych jest kilka trybów, ale ma to sens, bo są osoby, które nie mogą się skupić mając dźwięk blisko ucha, a mimo wszystko potrzebują, żeby im coś dosłownie brzęczało w tle w trakcie pracy. Wtedy z pomocą przychodzi właśnie ten tryb.

Equalizer jest rozbudowany. Oferuje kilka trybów, które mocno zmieniają brzmienie, a jeśli ktoś nie do końca wie, jak działają poszczególne suwaki, to jest dostępny wygodny kreator, który pozwala znaleźć pasujące nam ustawienia. Następnie znajdziemy zarządzanie podłączonymi urządzeniami. Połączyć możemy maksymalnie dwa i zarządzać tym, które z nich ma być główne i przykładowo słuchać muzyki z laptopa, ale też odbierać połączenia z podpiętego telefonu.

Dalej mamy ogrom przeróżnych ustawień. Funkcję speak-to-chat, włączenie DSEE Extreme (upscaling dźwięku niskiej jakości), ustawienie priorytetu połączenia (jakość dźwięku lub stabilność sygnału), sterowanie gestami (wyłącznie dwa lub trzy dotknięcia słuchawki, bez pojedynczego, za co plus), ustawienia 360 Reality Audio, ograniczenie mocy ładowania w celu oszczędzania żywotności baterii, szybki dostęp do ulubionych aplikacji… Jest tego naprawdę cała masa i użytkowanie słuchawek warto rozpocząć właśnie od aplikacji. Choćby dlatego, że opcja priorytetu jakości dźwięku jest domyślnie wyłączona, więc już na starcie tracimy na jakości.

Czytaj też: Recenzja Huawei Mate X7. Składany flagowiec bez kompromisów?

Sony WF-1000XM6 potrafią w dźwięk! Sztuka masteringu?

Za brzmienie w Sony WF-1000XM6 odpowiadają przetworniki o średnicy 8,4 mm, stworzone specjalnie dla tego modelu. Pomaga im procesor QM3e i zakładam, że mówi Wam to dokładnie tak dużo, jak mi. Do tego mamy obsługę kodeku LDAC, jest Hi-Res Audio i wspomniane wcześniej 360 Reality Audio. LDAC w zasadzie już na starcie nam mówi, że ze sprzętem Apple nie uzyskamy pełni możliwości słuchawek. Fakt, że z iPhonem grają bardzo dobrze, ale prawdziwa magia zaczyna się dopiero z kompatybilnym sprzętem z Androidem.

Dźwięk jest bardzo kompletny. Wydaje mi się, że jest to najlepsze określenie, choć jednocześnie mogę tu użyć też tego, za którym do końca nie przepadam – są to słuchawki z gatunku tych, które pozwalają odkrywać znaną muzykę na nowo. Dzięki temu, że słyszymy w nich więcej. To zasługa bardzo szczegółowego brzmienia, które dosłownie pozwala usłyszeć wszystko, co dany artysta nagrał na ścieżce. O tym, dlaczego tak prawdopodobnie się dzieje, zaraz sobie porozmawiamy.

Dźwięk jest świetnej jakości. Ma charakterystyczny, cyfrowy pogłos, bardzo dynamiczny, pełny bas i całą masę szczegółów. Od małych, wysokich dźwięków, przez pięknie brzmiące gitarowe brzmienia, po bardzo czyste wokale. Jednocześnie brzmienie jest bardzo uniwersalne i nie zadowoli ono jedynie osób szukających bardzo nisko schodzącego basu, które wręcz wprawia wnętrze ucha w wibracje. Tego lepiej szukać w słuchawkach nausznych.

Miałem okazję uczestniczyć w przedpremierowym pokazie z udziałem m.in. wielokrotnego zdobywcy Grammy Michaela Romanowskiego, który poza współpracą z największymi gwiazdami ma też na koncie pracę przy muzyce do drugiej trylogii Gwiezdnych Wojen. Sony chciało nam pokazać, jak wygląda cały proces od tworzenia muzyki, do momentu uruchomienia go w słuchawkach. Cała sztuka polega na tym, że osoby takie jak Michael Romanowski muszą tak ustawić dźwięk w surowym, nagranym utworze, żeby brzmiał on możliwie najlepiej na różnym sprzęcie. Dzięki temu, że z takimi osobami współpracują inżynierowie Sony, są oni w stanie tak skalibrować brzmienie słuchawek, aby było jak najbliższe temu, jak muzyka brzmi w studio nagraniowym z głośnikami w cenie, której lepiej sobie nie wyobrażać. I chyba coś w tym jest, bo efekty tej współpracy w postaci Sony WF-1000XM6 wyszły naprawdę dobrze.

Czytaj też: Test Huawei FreeClip 2 – nieziemsko wygodne, ale co z jakością dźwięku?

Sony WF-1000XM6 wysoko stawiają poprzeczkę pod względem jakości ANC i jakości rozmów

Sony chwali się, że WF-1000XM6 mają najlepszą na rynku redukcję hałasu, która jest o 25% skuteczniejsza niż w poprzednim modelu. Ma to być zasługa przeprojektowanej wentylacji, która lepiej przepuszcza powietrze przez słuchawki, co ma pozwolić na bardziej efektywne działanie ANC. Na ile jest to tylko marketingowy slogan – nie wiem, za to wiem, że redukcja hałasu jest tu naprawdę solidna.

Nie ma lepszego testu ANC niż lot samolotem i tam Sony WF-1000XM6 spisały się wybitnie. Faktycznie nie spotkałem się z lepiej tłumiącymi słuchawkami dousznymi i Sony wypadają tu nieco lepiej, niż do tej pory stawiane przeze mnie najwyżej Technicsy AZ100.

ANC może działać stale lub adaptacyjnie. Słuchawki, na podstawie natężenia dźwięków otoczenia, dopasowują siłę redukcji hałasu. Działa to faktycznie dobrze, ale nie jestem fanem tego rozwiązania. Do tego mamy oczywiście możliwość dopuszczania do nas dźwięków otoczenia lub słuchawki mogą po części same decydować, jakie dźwięki usłyszymy zostawiając tylko te alarmujące. Nie zabrakło też funkcji speak-to-chat, czyli jak zaczniemy mówić, słuchawki wyłączą ANC i zaczną przepuszczać dźwięk.

Jakość rozmów została poprawiona, podobnie jak i samo połączenie z innymi urządzeniami. Pierwsze to zasługa dodatkowego mikrofonu i teraz każda słuchawka ma ich cztery, zamiast trzech. Przedstawiciele Sony nie mieli podczas prezentacji przedpremierowej argumentu na to, dlaczego zdecydowali się na taki ruch. Zwyczajnie technicznie dało się zamontować cztery, zamiast trzech i dzięki temu lepiej zbierają dźwięki oraz lepiej wycinają hałas otoczenia, więc skoro to działa – nie wnikajmy. A faktycznie działa i można śmiało rozmawiać nawet w tłocznym i głośnym otoczeniu. Z kolei lepszy zasięg to zasługa większych anten i to aż o 50% względem poprzedniej generacji słuchawek.

Czytaj też: Test Canon PowerShot V1 – długo myślałem, dla kogo jest ten aparat

Sony WF-1000XM6 oferują bardzo dobry czas pracy

Sony deklaruje, że czas pracy sięga ośmiu godzin na pojedynczym ładowaniu, a łączny czas pracy z etui to 24 godziny i to przy aktywnym ANC. Ale niekoniecznie z pełną głośnością. Ta skraca czas pracy bliżej 7 godzin. Co nadal jest bardzo dobrym wynikiem.

Szybkie ładowanie pozwala uzyskać dodatkową godzinę grania już po 5 minutach ładowania. Samo ładnie etui odbywa się oczywiście przez port USB-C, ale jest tu również obsługa ładowania bezprzewodowego. Co jest miłym dodatkiem.

Czytaj też: Test monitora AOC AGON Pro AG346UCD

Po Sony WF-1000XM6 należy się spodziewać wszystkiego, co najlepsze. Słuchawki sprostały oczekiwaniom

Od flagowych słuchawek Sony trzeba oczekiwać topowych możliwości. Mogą pojawić się mniejsze wpadki, jak wspomniane problemy z wyjmowaniem słuchawek 5. generacji z etui, ale brzmienie, ANC i funkcje powinny stać na najwyższym poziomie.

Tak też wygląda to w Sony WF-1000XM6. To świetne słuchawki oferujące topowe brzmienie, faktycznie jedno z najlepszych, o ile nie najlepszych ANC, ogrom przeróżnych funkcji i wysoką jakość rozmów. W bonusie mamy bardzo dobry czas pracy i etui ładowane bezprzewodowo. Nie można chcieć niczego więcej.

Polska cena Sony WF-1000XM6 to 1 299 zł. Dużo, ale raczej bez zaskoczenia.