Cichy atak zamiast głośnej eksplozji. Nowy sposób paraliżowania wroga na wojnie

Im bardziej zaawansowane stają się systemy wojskowe, tym bardziej maleje skuteczność bezpośredniej potęgi konkretnych broni. Dziś lepiej jest użyć jedną precyzyjną rakietę do wyeliminowania celu, zamiast liczyć na łut szczęścia w ślepej salwie. Jest jednak jeszcze wyższy poziom skuteczności w zakresie neutralizacji wrogiej broni.
...

W nowoczesnym konflikcie coraz rzadziej wygrywa ten, kto ma tylko mocniejszy pocisk. Coraz częściej przewagę zyskuje strona, która szybciej “wyłącza” przeciwnikowi oczy i uszy, czyli radary, łącza, sieci dowodzenia oraz infrastrukturę do przepływu danych. Dlatego w ostatnich latach tak ważna stała się wojna elektroniczna. Może i jest ona niewidzialna, ale z perspektywy wojska bywa ważniejsza niż jakakolwiek potężna broń konwencjonalna. Dlatego każda informacja o nowych systemach walki elektronicznej przyciąga dziś jeszcze większą uwagę. Zwłaszcza gdy nie chodzi o kolejny duży samolot specjalistyczny za ogromne pieniądze, ale o próbę “rozsiania” podobnych zdolności na wielu mniejszych platformach.

Firma BAE Systems przetestowała miniaturowy system walki elektronicznej

BAE Systems poinformowało pod koniec lutego 2026 roku, że z powodzeniem zademonstrowało skalowaną, modułową zdolność do oddziaływania w paśmie elektromagnetycznym przeciw systemom przeciwnika podczas testów z udziałem Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Prototyp został umieszczony w zasobniku podwieszanym i przetestowany na maszynie latającej, która reprezentuje klasę dużych bezzałogowców. W komunikacie firma podkreśla, że chodzi o mniejszą, modułową wersję jej wcześniejszego sprzętu o wysokiej mocy, ale za to z naciskiem na możliwość szybkiego prototypowania i przenoszenia tej zdolności na różne platformy.

Czytaj też: Broń tak inteligentna, że trafi zawsze. Nawet w najtrudniejszych warunkach

BAE Systems wie, jak wygląda przyszłość dronów. Właśnie ją pokazali

Najważniejszy element tej informacji nie sprowadza się do samego “zakłócania”. BAE mówi wprost o budowaniu rozproszonej sieci efektów elektromagnetycznych, czyli o scenariuszu, w którym nie jedna kosztowna platforma prowadzi walkę elektroniczną, ale wiele nośników wykonuje skoordynowaną pracę. To podejście ma sens operacyjny, bo zwiększa elastyczność, utrudnia przeciwnikowi neutralizację całej zdolności jednym uderzeniem i pozwala dobierać konfigurację pod konkretną misję. Jednocześnie trzeba pamiętać, że na tym etapie to nadal pokaz możliwości i komunikat producenta, a nie potwierdzenie wdrożenia na szeroką skalę. Brakuje ciągle publicznych danych o skuteczności w realnie nasyconym środowisku walki radioelektronicznej, zasięgu efektu, odporności na przeciwdziałanie czy parametrach mocy.

Czytaj też: Koniec ery klasycznych helikopterów wojskowych. Te maszyny będą latać z prędkością ponad 420 km/h

W materiale BAE pojawia się też ważny skrót, który świadczy o ambicjach firmy. Mowa o counter-C5ISRT, a w praktyce chodzi o zdolności wymierzone nie tylko w pojedynczy radar, ale szerzej, bo w architekturę dowodzenia, łączności, przetwarzania danych, rozpoznania i wskazywania celów. Innymi słowy, celem nie jest wyłącznie “hałas” w eterze, ale osłabienie spójności całego systemu działania przeciwnika. Ciekawy jest również dobór platform, o których mówi producent. BAE wskazuje nie tylko na latające drony, ale też śmigłowce, pojazdy lądowe, jednostki nawodne i stanowiska uzbrojenia. To wpisuje się w szerszy trend modularności i “systemu systemów”.

Radar LTAMDS

Czytaj też: Niczym Oko Saurona na polu bitwy. Teraz na froncie nic się nie ukryje

Firma próbuje sprzedać nie tylko urządzenie, ale sposób myślenia, bo szerzy strategię, w której część zadań nadal realizują bardzo zaawansowane platformy walki elektronicznej, a część przejmują mniejsze, tańsze węzły w sieci. Z wojskowego punktu widzenia to kierunek logiczny, ale “tańsze” i “bardziej dostępne” nie oznacza automatycznie tanie w sensie budżetowym, a w komunikacie nie ma ani ceny pojedynczego modułu, ani kosztu integracji, certyfikacji czy szkolenia.

Źródła: PR Newswire