Sony LinkBuds Clip – parametry
- typ słuchawek: open-ear
- przetwornik: 10 mm dynamiczny
- pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz
- pasmo przenoszenia mikrofonu: bd.
- łączność: Bluetooth 5.3, multipoint
- obsługiwane kodeki: SBC, AAC
- czas pracy przy odtwarzaniu muzyki:
- do 9 godzin (muzyka) + 28 godzin etui
- do 4 godzin (komunikacja)
- 3 minuty ładowania dają 60 minut słuchania
- ładowanie: przewodowe USB-C
- certyfikaty: IPX4
- waga: 6,4 g każda ze słuchawek, 43,4 g etui
- funkcje dodatkowe: Fast Pair/Swift Pair, DSEE
- cena: ~799 zł
Sony LinkBuds Clip – zaraz, zaraz, czy ja tego już gdzieś nie widziałem?
Jeśli po wyjęciu słuchawek z pudełka i etui wydało wam się, że już to gdzieś widzieliście – to tak, nie mylicie się. Konstrukcja mechaniczna zdradza bowiem niemałe podobieństwo LinkBuds Clip do słuchawek Huawei FreeClip 2. Tu i tam mamy dwie kapsułki połączone elastycznym łącznikiem, które zakładamy jak na małżowinę niczym klips, w obu urządzeniach podobna jest też koncepcja działania – przetwornik w uchu odpowiada za reprodukcję dźwięku, a druga kapsułka zawiera styki, akumulatory, sterowanie oraz mikrofon przewodnictwa kostnego.

Zestaw testowy otrzymałem w kolorze czarnym – dół etui był matowy, góra jest wykończona na „piano black”, więc oczywiście znakomicie zbiera odciski palców oraz kurz. W środku mamy wykończenie matowe, ale oczywiście nie w przypadku słuchawek – tu błyszczące kapsułki połączone zostały matowym elastycznym łącznikiem i naprawdę niewiele w tym widzę sensu, utrzymanie bowiem całości w jakiej takiej czystości wymaga nieustannej uwagi.
LinkBuds Clip są słuchawkami open ear – czyli dousznymi o konstrukcji otwartej. Z tego zaś wynika, że nie ma tu mowy o jakiejkolwiek izolacji, nie mówiąc o układzie ANC, ale w zamian słuchawki nie odcinają nas od otoczenia, co nie przekłada się dobrze na jakość dźwięku, ale ma też spore zalety – pozwala korzystać ze słuchawek w środowisku, gdzie wymagana jest świadomość sytuacji i ciągła komunikacja, a w warunkach domowych pozwala na słuchanie muzyki bez ryzyka, że dzwoniący do drzwi kurier z pilną przesyłką odejdzie z kwitkiem, bo nie zauważę, że się dobija. Można też z nich korzystać bezpiecznie, jadąc rowerem po drogach publicznych.

Czytaj też: Test Teufel Airy Sports TWS 2. Czy sportowe TWS-y mogą być po prostu wygodne?
Jak to się do licha nosi?
Słuchawki, jako się rzekło, składają się z dwóch kapsułek połączonych elastycznym łącznikiem. Jest to zwykły plastik, a nie fikuśny patent, jak w Huawei, ale działa nie gorzej. Zakładanie początkowo wymagało użycia dwóch rąk i w dalszym ciągu tak jest najwygodniej, ale po parunastu próbach można znaleźć na LinkBuds Clip sposób i założyć je jedną ręką bez kombinowania i zastanawiania się jak to zrobić. Umieszczone we właściwym miejscu słuchawki są nie do ruszenia – trwają na miejscu jak przyklejone i na pewno przypadkiem nie opuszczą swojego miejsca.

Są też niesamowicie wygodne, zwłaszcza po założeniu dodatkowych gumowych nakładek na pałąk, które Sony nazywa „poduszeczkami powietrznymi” – rozłożenie wagi na dwie kapsułki powoduje, że po paru minutach noszenia można zapomnieć, że ma się cokolwiek w uchu, zwłaszcza jeśli niczego akurat nie słuchamy. Pałąk służy także do sterowania funkcjami słuchawek – stukając weń, możemy odebrać połączenie, sterować odtwarzaniem i głośnością czy zmienić tryb pracy słuchawek.
Oczywiście od położenia słuchawek zależy jakość dźwięku, więc choć słuchawki można nosić na wiele sposobów, to bez wątpienia będzie słychać, który wariant położenia ich będzie najlepszy dla nas.
Czytaj też: Test Huawei FreeClip 2 – nieziemsko wygodne, ale co z jakością dźwięku?
Sony Sound Connect
Słuchawki współpracują z doskonale znaną aplikacją Sony Sound Connect. Z jej pomocą podejrzymy stan akumulatorów, włączymy poprawianie dźwięku za pomocą DSEE czy też skorzystamy z korektora graficznego. Najważniejszą bodaj funkcją jednak jest tam możliwość wyboru trybu pracy słuchawek spośród trzech opcji – standard, voice boost oraz sound leakage reduction.





Pierwszy nie wymaga chyba tłumaczenia – jest to dźwięk nieprzetworzony. Włączenie drugiego podbija częstotliwości głosu i redukuje pozostałe części pasma, przez co doskonale się sprawdza podczas komunikacji czy słuchania podcastów w hałaśliwym otoczeniu. Ostatnia opcja tłumi częstotliwości, które najlepiej „śmiecą” w okolicy – można w ten sposób wytłumić słyszalność dźwięku dla osób postronnych. Obie opcje specjalne oczywiście paskudnie obchodzą się z jakością muzyki i należy ich używać wyłącznie w okolicznościach, do których zostały przewidziane. Wybór można przeprowadzić oczywiście nie tylko z aplikacji, ale także pukając dwukrotnie w lewą słuchawkę.
Jakość dźwięku LinkBuds Clip
Do testów odsłuchowych korzystałem jak zwykle z playlisty testowej utworzonej w Apple Music. Składa się z utworów skompresowanych w formacie bezstratnym (zwykłym i Hi-Res) lub przestrzennym Dolby ATMOS. Źródłem sygnału podczas odsłuchów był iPhone 16 Pro Max – słuchawki obsługują wyłącznie kodeki SBC i AAC, więc nie było sensu szukać smartfonu obsługującego bardziej zaawansowane sposoby transmisji. Przez większość czasu słuchawki pracowały w trybie single point, trym multipoint sprawdziłem korzystając dodatkowo z Pixela 10 Pro XL.

Czytaj też: Test Sony WF-1000XM6 – izolują, komunikują i zapewniają dużo rozrywki
Od razu muszę powiedzieć, że po LinkBuds Clip w kwestii jakości dźwięku nie spodziewałem się niczego dobrego. Tak się bowiem składa, że jest to mój trzeci kontakt z rodziną LinkBuds – miałem możliwość testowania zarówno oryginalne LinkBuds, jak i ich następcę, czyli LinkBuds Open i każde z nich pod względem jakości dźwięku wypadły słabo, a wersja Open dodatkowo była koszmarnie niewygodna.
Cóż, do trzech razy sztuka – LinkBuds Clip okazały się nie tylko wygodne, ale też całkiem nieźle zagrały. Trzeba przy tym pamiętać, że te słuchawki bardzo będą różnić się brzmieniem w zależności od sposobu założenia, a nawet… w zależności od wielkości małżowiny usznej – im bliżej kanału słuchowego znajdzie się przetwornik, tym lepiej słuchawki poradzą sobie ze skrajnymi częściami pasma. W moim przypadku grały głównie tony średnie i wysokie, basu bez korektora było niezbędne do przyjemnego słuchania minimum, a korekcja okazała się stosunkowo mało skuteczna – gatunki muzyczne wymagające silnego uderzenia basem nie zagrają raczej tak, jak należy. Natomiast przestrzenność jest dobra, a wokale świetnie słyszalne. LinkBuds Clip dobrze zatem sobie radzą z muzyką klasyczną, nieźle z jazzem i zaskakująco dobrze z bluesem.

Bardzo żałuję, że ze względu na rozkład zobowiązań w redakcji nie miałem okazji porównać LinkBuds Clip z Huawei FreeClip 2 – ze względu na podobieństwo konstrukcji byłoby to z pewnością ciekawe.
W trybach specjalnych Voice Boost oraz Leakage Reduction oczywiście o jakości dźwięku nie ma co rozmawiać – o ile podbicie częstotliwości głosowych nie wpływa drastycznie źle na muzykę, to po włączeniu Leakage Reduction LinkBuds Clip nadają się w zasadzie wyłącznie do rozmów i audiobooków.
Podsumowanie
Jak zatem podsumować tak nietypowe słuchawki? Może tak: bardzo je polubiłem za niesamowity komfort użytkowania. Świetnie się przy ich pomocy rozmawia, słucha podcastów i audiobooków. Do muzyki mam lepsze słuchawki pod ręką, ale… wygoda, jaką oferują LinkBuds Clip i tak skłaniała mnie często do tego, by to właśnie po nie sięgać do muzyki. Słuchawki doskonale spisywały się podczas pracy, gdy z różnych powodów nie mogłem korzystać ze słuchawek izolujących. Ich największą wadą jest… cena, która zniechęca mocno do zakupu.