Ulepszenie roweru, na jakie czekałeś? Nowy sprzęt wyjmie Cię spod zasad fizyki

Co powiesz na odświeżenie swojej terenowej bestii czymś, z czym każda kolejna przejażdżka będzie czymś więcej niż tylko poddawaniem się prawom fizyki? Firma Fox obiecuje, że jej nowy widelec to coś, z czym raz na zawsze “okiełznamy grawitację”, ale zanim złamiesz prawa fizyki, producent złamie twoje plany oszczędnościowe.
Ulepszenie roweru, na jakie czekałeś? Nowy sprzęt wyjmie Cię spod zasad fizyki

Sprzęt do downhillu od dawna żyje w osobnym świecie. To nie jest segment, w którym liczy się wyłącznie tabelka ze skokiem, średnicą goleni i kolorem powłoki. Tu sprzedaje się obietnicę spokoju przy prędkościach, przy których rower dawno przestaje przypominać sprzęt do rekreacji, a zaczyna być narzędziem do przetrwania między kamieniami, korzeniami i wielkimi lądowaniami. Właśnie dlatego każda nowa odsłona amortyzowanego widelca Fox 40 budzi tak duże zainteresowanie – nie tylko przez fakt, że to znana nazwa, ale też dlatego, że przez lata ten sprzęt urósł do rangi jednego z symboli zjazdowego ścigania.

Problem polega na tym, że w tej części rynku marketing wyjątkowo łatwo miesza się z rzeczywistą poprawą osiągów. Hasła o większej trakcji, lepszym wsparciu i mniejszym zmęczeniu brzmią świetnie na stronie producenta, ale nie zawsze przekładają się na zmianę, którą odbiorca poczuje w ślepym teście.

Najważniejsze zmiany w Fox 40 kryją się w środku, a nie w samym łuku

Najpierw porządek w nazewnictwie, bo to detal, który łatwo zgubić. Premiera amortyzowanego widelca Fox 40 odbyła się w marcu 2026 roku, ale na oficjalnej stronie Fox nowy widelec figuruje już jako model nowy na 2027 rok. Jest to wprawdzie klasyczny dla branży rowerowej zabieg z wyprzedzaniem kalendarza, ale dobrze mieć go z tyłu głowy. Fox oferuje nowy model w wersjach pod koła o średnicy 29 i 27,5 cala, a w praktyce dostajemy 203 mm skoku, 20-milimetrową oś DH Boost typu floating axle i kompatybilność z tarczą hamulcową do 230 mm. Co ważne, w sprzedaży detalicznej pojawia się na razie wyłącznie wersja Factory, a Performance pozostaje opcją OEM, czyli dla kompletnych rowerów.

Czytaj też: 32 cale przestają być dziwactwem. Ten rower można już po prostu kupić

Z zewnątrz najłatwiej zauważyć nowy łuk z charakterystycznymi wycięciami, który upodabnia 40 do reszty nowych widelców Foxa. Producent twierdzi, że taka konstrukcja ma utrzymać precyzję prowadzenia przy jednoczesnym ograniczeniu niepotrzebnej masy, a do tego lepiej współpracować z resztą układu pod kątem tarcia i pracy tłumika. Do tego dochodzą przeniesione do wewnętrznej strony kanały, zmienione odpowietrzniki oraz nowy, większy błotnik montowany w standardzie GD4, a nie jak wcześniej w okolicy zaworów odpowietrzających. Z punktu widzenia użytkownika ważny jest też nowy kapsel komory powietrznej, który obsłużymy narzędziem kasetowym, a więc serwis i zmiana tokenów mają być po prostu wygodniejsze.

Tyle że najistotniejsza zmiana nie dotyczy samego “opakowania”, a tego, co kryje się wewnątrz niego… i całe szczęście. Fox mówi o przeprojektowanych zaworach, zmienionych kanałach przepływu oleju i większym swobodnym przepływie w środkowej części amortyzatora. W teorii ma to dać połączenie większej czułości na małych nierównościach i lepszego podparcia bez uczucia brutalności. Nadal oczywiście w modelu pozostaje czterostopniowa regulacja z osobną kontrolą szybkiej i wolnej kompresji oraz szybkiego i wolnego odbicia, więc to wciąż sprzęt kierowany do ludzi, którzy rzeczywiście chcą i potrafią stroić zawieszenie.

Czytaj też: Gigant w pułapce ewolucji. Rower Propel lżejszy, sztywniejszy i szybszy, ale ciągle taki sam?

Fox dorzucił też GlideCore, czyli rozwiązanie znane już z innych modeli producenta. W skrócie chodzi o to, by sprężyna powietrzna lepiej radziła sobie z ugięciami i odkształceniami widelca pod obciążeniem, redukując tarcie i “przycinanie się” pracy zawieszenia. Do tego dochodzi większa objętość negatywna, która ma poprawić początkową czułość, oraz nowy odbojnik MCU ograniczający nieprzyjemne dobicie na końcu skoku. Na papierze brzmi to sensownie, bo w zjeździe właśnie początek pracy i zachowanie widelca pod bocznym obciążeniem potrafią decydować o tym, czy przednie koło tylko przelatuje nad przeszkodami, czy zawsze trzyma przyczepność.

Czytaj też: Minimalizm na pokaz czy sprytna rowerowa inżynieria? Nie zgadniesz, gdzie upchnęli cały napęd

Nowe dolne lagi z wyciętym łukiem dotyczą wyłącznie wersji 29-calowej. Model 27,5 cala zachowuje starsze dolne elementy z bardziej klasycznym, zaokrąglonym łukiem, choć dostaje te same nowe rozwiązania wewnętrzne. To oznacza, że Fox nie zbudował kompletnie nowego widelca od zera dla obu rozmiarów, tylko potraktował temat selektywnie. Prowadzi to do jeszcze jednego ciekawego wniosku, bo jeśli najwięcej zmian naprawdę siedzi w sprężynie i tłumiku, a te są kompatybilne także ze starszym opakowaniem, to część obecnych użytkowników starszych “czterdziestek” może zacząć patrzeć nie na zakup całego nowego widelca, ale na serwisowe ulepszenie.

Nowy widelec Fox 40 na 2027 rok powala ceną

Nowy Fox 40 do tanich nie należy. Jego cena wynosi 2199 ero, co daje około 9400 złotych. To nie jest tylko wysoka cena sama w sobie, ale też podbicie ceny o kilka procent względem dotychczasowego modelu. Innymi słowy, Fox nie zaszalał z ceną tak, jak z pozoru mogłoby się wydawać, bo te widelce od dawna kosztują tyle, ile jeden bardzo dobry, albo dwa solidne rowery dla typowego użytkownika.

Źródła: RideFox, Bikerumor, Pinkbike

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.