Ta technologia dojrzewała 30 lat. Największy taki silnik świata skrywa ważny sekret

W lotnictwie największe zmiany bardzo rzadko przychodzą w formie widowiskowej rewolucji. Jednak to właśnie takie ciche zmiany potrafią po latach okazać się ważniejsze niż najbardziej efektowny debiut nowego samolotu. Nawet jeśli jest najbrzydszym samolotem, jaki widział świat. Dokładnie tak wygląda historia materiału, który GE wprowadziło do komercyjnego lotnictwa jeszcze w 1995 roku… tylko co ma on wspólnego z nowym silnikiem GE9X?
GE9X

GE9X

Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się prosta. GE9X to przecież po prostu kolejny wielki silnik dla szerokokadłubowego Boeinga 777X, a więc maszyna z innej epoki niż GE90. Problem w tym, że taka interpretacja spłyca temat do rozmiaru, mocy i surowych liczb. W rzeczywistości GE9X jest raczej końcem bardzo długiej drogi niż początkiem nowej opowieści. To właśnie w nim najlepiej widać, po co trzy dekady temu porzucono tytan na rzecz kompozytu w jednym z najważniejszych elementów całego silnika.

Samolot z dwoma silnikami GE90

Wszystko zaczęło się od łopaty, nie od całego silnika

Kiedy GE90 pojawił się w połowie lat 90., wyróżniał się nie tylko osiągami, ale też tym, czego większość pasażerów nigdy nie zobaczyłaby z bliska. Chodziło o łopaty wentylatora wykonane z kompozytu polimerowego z włóknem węglowym. Dziś brzmi to jak dość naturalny kierunek rozwoju, ale wtedy była to zmiana bardzo odważna, bo w najbardziej eksponowanej części silnika odrzutowego przez lata dominowały metale, a przede wszystkim tytan. GE zdecydowało się jednak zaryzykować i właśnie ten ruch okazał się fundamentem pod kolejne generacje własnych jednostek napędowych.

Czytaj też: Silnik przyszłości nie potrzebuje większej mocy. Potrzebuje lepszego materiału

Powód był dość prosty, choć skutki już nie. Kompozyt pozwalał znacząco ograniczyć masę łopat bez rezygnacji z wytrzymałości. To z kolei otwierało drogę do budowy większego wentylatora, a większy wentylator w nowoczesnym silniku turbowentylatorowym nie jest sztuką dla sztuki. Oznacza większy przepływ powietrza wokół rdzenia i lepsze warunki do poprawy sprawności. Właśnie dlatego materiałowa zmiana z 1995 roku nie była detalem produkcyjnym, ale decyzją, która wpływała na całą architekturę przyszłych silników.

Najciekawsze w tej historii jest to, że GE nie zyskało wyłącznie na masie. Oficjalne materiały firmy podkreślają, że kompozytowe łopaty z czasem pokazały też bardzo wysoką trwałość w regularnej eksploatacji. To też tłumaczy, dlaczego GE9X nie powinien być opisywany wyłącznie jako “następca GE90”. Owszem, jest jego technologicznym spadkobiercą, ale nie na zasadzie prostego liftingu. To raczej konstrukcja, w której dawna decyzja materiałowa została doprowadzona do znacznie dojrzalszej formy. Kompozyt nie jest już ciekawostką ani ryzykownym eksperymentem. Stał się czymś, co pozwala projektować jeszcze większe, lżejsze i wydajniejsze układy wentylatora bez cofania się do wcześniejszych ograniczeń.

Czym tak naprawdę jest silnik GE9X?

Dopiero przy GE9X widać, jak bardzo ta droga wpłynęła na finalny produkt. Silnik opracowany dla Boeinga 777X ma wentylator o średnicy 134 cali, czyli około 340 centymetrów, podczas gdy w GE90 było to 128 cali, a więc około 325 centymetrów. Różnica na papierze nie wygląda może jak szok, ale w świecie lotnictwa cywilnego każdy taki skok pociąga za sobą całą lawinę konsekwencji dla masy, przepływu, aerodynamiki i obciążeń działających na przednią sekcję silnika. Jeszcze ciekawsze jest to, że GE9X ma tylko 16 łopat wentylatora, podczas gdy GE90-115B miał ich 22. To bardzo dobrze pokazuje, że nie mówimy tu o prostym podejściu typu “więcej znaczy lepiej”. W nowoczesnym silniku chodzi raczej o to, by każda łopata była bardziej dopracowana aerodynamicznie, lżejsza i skuteczniejsza w prowadzeniu przepływu powietrza.

Czytaj też: Istna bomba od Brytyjczyków. Nowatorski silnik zapewnia 98,2% sprawności

Silnik GE9X

GE9X jest zresztą ciekawy nie dlatego, że ma ogromny wentylator, ale dlatego, że cały silnik dopracowano pod kątem wydajności. Producent mówi o stopniu dwuprzepływowości na poziomie około 10:1, a więc o bardzo dużej ilości powietrza omijającego rdzeń silnika, oraz o całkowitym stopniu sprężania sięgającym 60:1. W praktyce oznacza to konstrukcję zaprojektowaną tak, aby lepiej wykorzystywać paliwo i wyciskać więcej z każdego etapu pracy jednostki napędowej. GE dodaje do tego obietnicę nawet 10-procentowej poprawy zużycia paliwa względem GE90-115B, ale takie liczby nie biorą się z jednego efektownego rozwiązania. Są wynikiem całego pakietu zmian, w którym kompozytowe łopaty wentylatora odgrywają ważną rolę, ale nie są jedynym źródłem przewagi.

Boeing 777X

W GE9X dochodzą też ceramiczne kompozyty matrycowe, czyli CMC, wykorzystywane w gorącej części silnika. To obszar jeszcze bardziej wymagający niż sekcja wentylatora, bo pracuje przy ekstremalnych temperaturach i decyduje o tym, jak skutecznie jednostka zamienia paliwo w ciąg. GE od lat przekonuje, że CMC pozwalają ograniczać masę i zmniejszać zapotrzebowanie na powietrze chłodzące, co pomaga poprawiać sprawność. Innymi słowy, GE9X nie jest wyłącznie pokazem siły w największej i najbardziej widowiskowej części silnika. To również próba wykorzystania kompozytów szerzej, głębiej i bardziej konsekwentnie niż wcześniej.

Czytaj też: Modernizacja wojskowego dziadka trwa. Silniki starsze niż piloci odchodzą na emeryturę

Dziś wiemy, że pierwszy samolot z rodziny Boeing 777X wyposażony w GE9X zostanie dostarczony do użytku w 2027 roku. Wtedy dopiero pasażerowie “poczują” w pośredni sposób to, jak wygląda w praktyce ponad 30-letni rozwój technologii napędowej. Musimy jednak pamiętać, że to, co naprawdę łączy 1995 rok z GE9X, to nie sam materiał, ale zaufanie, jakie przez trzy dekady zbudowano wokół niego w jednej z najbardziej wymagających branż świata. GE najpierw wykorzystało kompozyt, by odciążyć i powiększyć wentylator. Potem nauczyło się coraz lepiej wykorzystywać tę przewagę w kolejnych programach, a dziś pokazuje GE9X jako silnik, w którym widać pełne skutki tamtej decyzji, bo większą średnicę, mniej łopat, lepszy przepływ, lepszą sprawność i szersze wejście kompozytów do samego serca jednostki napędowej.

Źródła: GE Aerospace

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.